
Jak rodzą się pomysły na historie, które potrafią połączyć prehistorię, podróże w czasie, western i czarny humor? Olivier Bocquet opowiada nam o swoim warsztacie, współpracy z rysownikami oraz najważniejszych momentach swojej kariery. Nie zabrakło również rozmowy o końcu „Frncka”, przyszłości „Ladies with Guns” i tym, czy sztuczna inteligencja może kiedykolwiek zastąpić scenarzystów.
Olivier Bocquet to francuski scenarzysta komiksowy, którego twórczość jest coraz lepiej znana także polskim czytelnikom. W Polsce możemy sięgnąć między innymi po „Frnck”, pełną humoru i przygód serię o chłopcu przeniesionym do prehistorii, „Snowpiercera” oraz „Ladies with Guns”, nietypowy western stawiający kobiece bohaterki w centrum wydarzeń. Bocquet z łatwością porusza się między różnymi gatunkami, a jego historie potrafią być jednocześnie zabawne, pełne akcji i zaskakująco poważne. Zanim jednak na dobre związał się z komiksem, pracował między innymi w telewizji i na stacji benzynowej, a sam przyznaje, że swoją właściwą karierę rozpoczął zdecydowanie zbyt późno. Dziś ma na koncie współpracę z uznanymi rysownikami i wiele projektów, które pozwoliły mu wypracować własny, bardzo charakterystyczny styl.

| 🎙️ Na początek chciałbym podziękować za możliwość tej rozmowy. Patrząc na Pana dotychczasową karierę, jak sam podsumowałby Pan swoją drogę twórczą w kilku zdaniach? |
Olivier Bocquet: Zawsze chciałem opowiadać historie, ale tak naprawdę nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Przez długi czas pracowałem w filmie, ale robienie filmów jest bardzo skomplikowane i spotkało mnie na tym polu wiele rozczarowań. Dlatego do pisania komiksów zabrałem się dość późno. To medium naprawdę bardzo mi odpowiada, ponieważ mogę w nim zrobić wszystko to, co w kinie byłoby niemożliwe albo bardzo trudne, szczególnie we Francji. Dzisiaj bardzo cieszy mnie swoboda, jaką daje mi komiks… i właśnie teraz kinematografia zaczyna interesować się moją twórczością! Niewykluczone więc, że ostatecznie jeszcze do niej wrócę.
| 🎙️Czy pamięta Pan moment, w którym po raz pierwszy poczuł, że pisanie scenariuszy i książek stanie się Pana główną ścieżką zawodową? |
Olivier Bocquet: Kiedy miałem sześć lat, wiedziałem już, że opowiadanie historii będzie moim zawodem. Zawsze więc próbowałem to robić. Dopiero dwa lub trzy lata po premierze Frnck, kiedy zobaczyłem, że sprzedaż komiksu wystarcza mi na utrzymanie, zrezygnowałem z pozostałych prac.
| 🎙️Jak zmieniło się Pana podejście do tworzenia historii od pierwszych projektów do dziś? |
Olivier Bocquet: Kiedy zaczynałem, byłem bardziej naiwny. Dzięki temu było łatwiej. Wszystkie moje pomysły wydawały mi się genialne i bawiło mnie pisanie wszystkiego, co tylko przychodziło mi do głowy. Kiedy jednak zacząłem poważnie myśleć o utrzymywaniu się z pisania, narzuciłem sobie więcej ograniczeń. Chciałem nie tylko dobrze się bawić, ale również zainteresować wydawcę i czytelników! Lepiej uporządkowałem swoją pracę. Dużo czerpałem z dzieł, które lubiłem. Jak były skonstruowane? Dlaczego dana postać działa? Bardzo wiele nauczyłem się również dzięki dziełom, których nie lubiłem albo które nie podobały mi się w całości. Co w nich nie działa? Jak można było to poprawić? Wyobrażanie sobie lepszej wersji nieudanych filmów czy książek bardzo dużo mnie nauczyło.
Dzisiaj mam wrażenie, że pisanie przychodzi mi trudniej. Moje wymagania wobec siebie wzrosły, co sprawia, że jest trudniej. Chcę też w miarę możliwości unikać powtarzania samego siebie, więc muszę zagłębiać się coraz bardziej, żeby znaleźć nowe pomysły albo nowe sposoby ich przedstawienia!
| 🎙️Skąd najczęściej bierze Pan inspiracje do nowych historii? |
Olivier Bocquet: Zazwyczaj inspiracja przychodzi do mnie zupełnie przypadkiem. Widzę na przykład ciężarówkę na ulicy i nagle zaczynam wyobrażać sobie całą historię, która rozgrywa się wokół tej ciężarówki. Niedawno dwukrotnie zdarzyło mi się wymyślić imię postaci, nie wiedząc, skąd właściwie się wzięło. To imię od razu przywoływało w mojej głowie cały świat, charakter, epokę, określony kolor i pewien rodzaj historii, którą chciałem napisać.
Rzadziej zdarza mi się aktywnie poszukiwać historii. W przypadku Frnck przez kilka tygodni zastanawiałem się na przykład: „Jak mógłbym wymyślić nowego bohatera dla młodych czytelników?”. Potrzebowałem oczywistego, ale jednocześnie oryginalnego punktu wyjścia. Wszystkie najlepsze historie mają przecież oczywiste punkty wyjścia. W końcu go znalazłem.
| 🎙️Co uważa Pan za swój największy atut jako scenarzysty? |
Olivier Bocquet: Myślę, że nie idę na łatwiznę. Sądzę też, że potrafię pisać w kilku różnych stylach, a dzięki temu trafiać do różnych grup odbiorców.
| 🎙️Zanim zadebiutował Pan w branży, chwytał się Pan wielu zajęć. Czego nauczyła Pana praca na stacji benzynowej? |
Olivier Bocquet: Przede wszystkim nauczyła mnie, że czas potrafi się bardzo dłużyć! Pracowałem tam głównie w nocy. Zdarzały się całe noce, podczas których obsługiwałem najwyżej dziesięciu klientów. W tamtym okresie bardzo dużo czytałem, bo właściwie nie było nic innego do roboty. Dzięki temu poznałem mnóstwo dobrych i złych historii. Niektórych nie zapomniałem do dziś. Na przykład Smętarz dla zwierzaków Stephena Kinga, który przeraził mnie, kiedy siedziałem samotnie w swojej budce na stacji benzynowej, w środku nocy…
| 🎙️Jak wspomina Pan swoje wczesne lata pracy w telewizji przy programach dla dzieci? |
Olivier Bocquet: To był radosny i twórczy czas. Miałem dużą swobodę i dużo pieniędzy! Ludzie mi ufali, podobała im się moja praca. Miałem szczęście trafić tam po kilku kiepskich autorach i to, co robiłem, było na tyle lepsze, że przez kilka lat uważano mnie za bardzo ważną część zespołów stacji, dla których pracowałem.
W końcu jednak się znudziłem, a moi pracodawcy również się mną znudzili. Wszystko zakończyło się spokojnie, bez żadnej goryczy. Lata pracy na zlecenie nauczyły mnie przede wszystkim szybko się dostosowywać i sprawnie realizować zadania. Te umiejętności nadal bardzo mi się przydają.
| 🎙️Jakie błędy popełnił Pan na początku swojej drogi zawodowej, przed którymi chciałby Pan przestrzec innych? |
Olivier Bocquet: Byłem zdecydowanie zbyt nieśmiały. Nigdy nie chodziłem na branżowe imprezy, na które mnie zapraszano. Nikomu nie pokazywałem swoich projektów, nie rozmawiałem o swoich pomysłach z ludźmi, którzy mogliby pomóc mi je zrealizować…
Straciłem też mnóstwo czasu z takimi samymi przegrywami jak ja, którzy myśleli, że zostaną producentami albo wydawcami, ale nie mieli ani środków, ani odpowiednich predyspozycji. Myślę, że przez to wszystko rozpocząłem swoją karierę piętnaście lat za późno.
| 🎙️Jak przejście z branży telewizyjnej wpłynęło na Pana „filmowy” styl pisania scenariuszy komiksowych? |
Olivier Bocquet: Kiedy tworzę komiks, nigdy nie myślę o „kinie”. Wiele rzeczy działa w filmie, ale nie działa w komiksie, i odwrotnie. Studiowałem jednak reżyserię filmową i myślę, że pomaga mi to precyzyjnie określać kadry, o jakie proszę rysowników, a także cięcia, czyli momenty przechodzenia z jednego kadru do kolejnego.
Myślę również, że pisanie bardzo krótkich form dla telewizji nauczyło mnie pewnej zwięzłości i skuteczności, które są niezwykle cenne w komiksie.
| 🎙️Z jakimi największymi trudnościami musiał się Pan zmierzyć, wchodząc na mocno nasycony rynek komiksu frankofońskiego? |
Olivier Bocquet: Trudno odnieść wystarczający sukces, żeby móc utrzymywać się z tego zawodu, szczególnie jako scenarzysta. Dlatego często jesteśmy zmuszeni realizować wiele projektów jednocześnie, a to może być wyczerpujące. Wielu scenarzystów komiksowych, w tym ja, przechodziło okresy wypalenia zawodowego. Bycie scenarzystą komiksowym to zaskakująco stresujący zawód.
| 🎙️Tworząc Frncka, chciał Pan nawiązać do klasyków przygody. Jak uda się Panu utrzymać tak spójny humor w tylu tomach? |
Olivier Bocquet: Frnck to seria bardzo bliska mnie samemu, więc przychodzi mi to dość naturalnie. Najlepsze filmy Pixara łączą przygodę, humor i emocje. Kiedy je oglądam, czuję się jak w domu!
Najtrudniejsze w Frnck jest utrzymanie zainteresowania czytelnika na przestrzeni całej serii… oraz unikanie błędów wynikających z podróży w czasie! Zresztą pod tym względem są dwa czy trzy problemy, ale zrezygnowałem z próby rozwiązania wszystkich. Tworzymy serię komiksową, a nie traktat o paradoksach czasowych!
Bardzo się cieszę, że docieramy do dwunastego i ostatniego tomu. Po pierwsze dlatego, że w świecie komiksu rzadko ma się możliwość zakończenia serii, a po drugie dlatego, że myślę, iż zdejmie to ze mnie pewien ciężar i odpowiedzialność. Cudem udało nam się nie zepsuć zbytnio naszej zabawki po drodze. Sądzę jednak, że gdybyśmy ją kontynuowali, stawałaby się coraz mniej interesująca i w końcu zaczęlibyśmy zbyt mocno się powtarzać.

| 🎙️Jak Brice Cossu reaguje na coraz to bardziej absurdalne pomysły, które umieszcza Pan w prehistorycznym świecie? |
Olivier Bocquet: Och, Brice ma równie absurdalne pomysły jak ja! To niemal konkurs między nami, kto wymyśli lepszy gag albo najbardziej szaloną rzecz. W ogóle nie muszę go do tego namawiać!
| 🎙️Co Frnck ma w sobie z młodego Oliviera Bocqueta? |
Olivier Bocquet: Nie umiałem pływać. Zawsze chciałem, żeby wszyscy dali mi spokój, ale mimo wszystko zawsze przejmowałem się innymi. Byłem blondynem. Ogólnie rzecz biorąc, nienawidziłem błota, komarów, upału, zimna i jedzenia czegokolwiek!
Frnck jest jednak znacznie bardziej zdecydowany ode mnie. Ja byłem bardzo nieśmiały i wycofany.
| 🎙️Jak wyglądała współpraca z legendarnym Jean-Markiem Rochettem nad Snowpiercer tom 3? |
Olivier Bocquet: Kiedy Casterman zaproponował mi pracę nad albumem, inny scenarzysta zdążył już go rozpocząć, ale Rochette’emu się to nie podobało. Spotkaliśmy się u niego w domu i spędziliśmy całe popołudnie na rozmowie. Miał w głowie mnóstwo obrazów i tematów, które go interesowały, ale nie miał historii.
Mnie natomiast inspirowało wszystko, o czym opowiadał. Powiedziałem mu, że w ciągu tygodnia przedstawię mu jakiś pomysł. Poprosił mnie tylko, żebym nie zmieniał pierwszych 17 stron, które były już narysowane.
Kiedy spotkaliśmy się ponownie, miałem już ogólny zarys historii… i całkowicie zmieniłem pierwsze 17 stron. Nie zostawiłem z nich niczego. Rochette się roześmiał i zdecydował, że chce ze mną pracować.
To była niezwykle inspirująca współpraca. Spotykaliśmy się co tydzień w jego pracowni. Przychodziłem ze stosem stron scenariusza i wspólnie pracowaliśmy nad storyboardem, spędzając nad nim cały dzień. Wspólnie znajdowaliśmy też nowe pomysły. To naprawdę przypominało symbiozę. Ani on, ani ja nigdy wcześniej nie pracowaliśmy w taki sposób. Ani później.

| 🎙️Co Pan poczuł, widząc rozwój uniwersum Snowpiercera poprzez hollywoodzki film i amerykański serial? |
Olivier Bocquet: Najpierw zobaczyłem film, zanim przeczytałem komiksy, które od dawna chciałem przeczytać, ale wcześniej nie miałem okazji. Kiedy wyszedłem z kina, powiedziałem swojej partnerce: „Gdyby powstała kontynuacja, bardzo chciałbym ją napisać”. Trzy tygodnie później zadzwonił do mnie Casterman!
Jeśli chodzi o serial telewizyjny, to szczerze mówiąc, go nie oglądałem. Cieszę się jednak, że mogłem dołożyć swoją cegiełkę do tego świata.
| 🎙️Adaptując Fantomasa, odrzucił Pan komediowy wizerunek na rzecz mroku z oryginalnej powieści. Dlaczego ten powrót do brutalnych korzeni był dla Pana tak ważny? |
Olivier Bocquet: We Francji nazwisko Fantômasa zna każdy, ale tak naprawdę nikt już nie pamiętał, kim on właściwie był. Uważałem, że to szkoda. To tak, jakby Amerykanie pozostawili Batmana w latach sześćdziesiątych, wraz z tym dziecięcym serialem telewizyjnym. Można było zrobić coś znacznie lepszego.
We Francji nie mamy zbyt wielu prawdziwie legendarnych postaci, a Fantômas jest bez wątpienia jedną z najpotężniejszych i jednocześnie najmniej wykorzystywanych. Taki bohater dawał ogromne możliwości odkrywania nowych obszarów, co było bardzo ekscytujące.
A dziś, prawie 15 lat później, francuskie kino ponownie zaczyna interesować się „prawdziwym” Fantômasem. Powstaje film. Mam nadzieję, że będzie dobry.
| 🎙️Seria Ladies with Guns redefiniuje klasyczny western. Dlaczego zdecydował się Pan na takie odwrócenie gatunkowych ról? |
Olivier Bocquet: Nigdy nie myślałem o napisaniu westernu, ponieważ miałem wrażenie, że wszystkie są do siebie podobne. Co gorsza, we franko-belgijskim komiksie westerny są skostniałe nie tylko pod względem rodzaju historii i występujących w nich postaci, ale również formy. Oczywiście istnieje kilka wyjątków, ale wygląda na to, że western za wszelką cenę chce pozostać przy klasycyzmie z innej epoki.
Pewnego dnia pomyślałem jednak o roli kobiet w westernach. Są częścią tła, podobnie jak konie. Mają kilka z góry określonych ról, zawsze tych samych, i nie wychodzą poza nie.
Pomyślałem więc, że jeśli postawię te kobiety na pierwszym planie, a do tego dam im broń, może to naprawdę wstrząsnąć westernem. I sądzę, że razem z Anlor, która odpowiada za rysunki, oraz Elvire de Cork, zajmującą się kolorami, całkiem dobrze nam się to udało.
| 🎙️Która z głównych bohaterek Ladies with Guns jest Panu charakterologicznie najbliższa? |
Olivier Bocquet: Zdecydowanie Kathleen Parker. Ta dobrze wychowana, mała Angielka, która niezbyt dobrze odnajduje się na Dzikim Zachodzie, często popełnia gafy i wbrew własnej woli zostaje banitką… Nigdy nie wiadomo, czy celowo próbuje być zabawna, czy nie…
Sam mam angielskie korzenie. Kathleen Parker to imię i nazwisko mojej babci, a jej mąż, pochowany w pierwszym tomie, nosi nazwisko mojego dziadka: Russel.

| 🎙️Czego możemy się spodziewać po kolejnych tomach tej serii? |
Olivier Bocquet: Seria zakończy się, przynajmniej tymczasowo, na szóstym tomie. Właśnie skończyliśmy pracę nad tomem piątym, który bardzo różni się od poprzednich. Zupełnie nie wiem, co czytelnicy o nim pomyślą. To dość dziwny album. Niemal historia zamknięta w jednym miejscu, z bardzo skoncentrowaną stawką.
Na czas tego odcinka kobiety przestają uciekać, zaczynają interesować się problemami innych ludzi i stają się obrończyniami sprawiedliwości. Wyobrażałem sobie w tej historii mnóstwo przemocy, a ostatecznie jest w niej przede wszystkim dużo dialogów.
Ostatni album będzie natomiast pełen pościgów, otwartych przestrzeni i nieustannych zagrożeń. Tym razem nie ma pewności, czy wszystkie „damy” wyjdą z tego żywe.
| 🎙️Gdyby dostał Pan nielimitowany budżet z Hollywood, kto wyreżyserowałby film na podstawie Frncka? |
Olivier Bocquet: Brad Bird. Reżyser Iniemamocnych, Ratatuj, Mission: Impossible – Ghost Protocol, Jutrolandii… Byłby idealny. Żałuję, że nigdy nie miał tych komiksów w rękach!
Frnck staje się jednak właśnie serialem animowanym dla francuskiej telewizji oraz innych europejskich stacji, więc będzie to pewne pocieszenie. Może zresztą zostanie wyemitowany również w Polsce!
| 🎙️Którego ze słynnych scenarzystów amerykańskich najchętniej zaprosiłby Pan na wino w Paryżu i o czym byście rozmawiali? |
Olivier Bocquet: Może braci Coen. Co prawda nie są wyłącznie scenarzystami, ale dotknęli tak wielu różnych gatunków… Chciałbym wiedzieć, jak wygląda pisanie we dwóch. Jestem pewien, że nawet nie potrafiliby mi odpowiedzieć i wyszedłbym z tego spotkania sfrustrowany!
W takim razie lepiej wypić drinka z Woodym Allenem. Przynajmniej by mnie rozśmieszył. Jestem wielkim fanem jego filmów, a on również poruszał się w wielu różnych gatunkach.
Myślę, że tak naprawdę najbardziej interesują mnie scenarzyści komedii. To zapewne ludzie, którzy są najzabawniejsi, ale jednocześnie najbardziej zaniepokojeni i najbardziej melancholijni. Całkowicie się z nimi utożsamiam.
| 🎙️Z którym znanym europejskim rysownikiem, z którym Pan jeszcze nie pracował, ma Pan absolutne marzenie stworzyć album? |
Olivier Bocquet: Chętnie pracowałbym z Juanjo Guarnido. Uważam, że ma ogromny talent i ekspresję, a także bardzo szeroki warsztat. Myślę, że moglibyśmy razem stworzyć świetny album!
| 🎙️Czy przeraża Pana wizja sztucznej inteligencji piszącej scenariusze komiksów? |
Olivier Bocquet: Przeraża mnie to, że czytelnicy mogą dać się oszukać. Nie sądzę jednak, żeby sztuczna inteligencja kiedykolwiek była w stanie pisać dobre, oryginalne historie.
Dla porównania: pod względem genetycznym różnica między Rogerem Federerem a mną wynosi zapewne mniej niż 0,001%. A jednak nawet gdybym trenował od najmłodszych lat, nigdy nie osiągnąłbym jego poziomu w tenisie. I właśnie tego 0,001% zawsze będzie brakowało maszynie, żeby stworzyć dzieło sztuki. Jestem o tym przekonany.
Jestem też przekonany, że ludzie potrzebują historii opowiadanych przez ludzi. Obecnie panuje moda na dzieła tworzone przez sztuczną inteligencję, napędzana przez spryciarzy, którzy sądzą, że zarobią pieniądze, zajmując miejsce artystów.
Ale szczerze mówiąc, jeśli chcecie zarobić pieniądze, sztuka jest najgorszą możliwą dziedziną, jaką możecie wybrać!
| 🎙️Jakie są Pana pierwsze skojarzenia, gdy słyszy Pan słowo „Polska” w kontekście kultury i sztuki? |
Olivier Bocquet: Od razu myślę o polskich reżyserach, którzy tworzyli we Francji. Polański. Wajda. Kieślowski. Agnieszka Holland. Wszystkich łączy to, że ich dzieła są pełne cierpienia, dość brutalne pod względem psychologicznym, a czasem nieco enigmatyczne.
Nie wiem, co mówi to o Polsce, ale z pewnością czuć, że żaden z tych reżyserów nie tworzy filmów po to, żeby bawić. Chcą skłaniać do refleksji, wstrząsać, szokować, wprawiać widza w dyskomfort…
Oczywiście w komiksie jest jeszcze niezastąpiony Rosiński! Przyznaję jednak, że poza tą garstką artystów bardzo mocno związanych z Francją niewiele wiem o polskim świecie kultury i sztuki.
| 🎙️Czy miał Pan okazję kiedykolwiek odwiedzić Polskę, na przykład z okazji konwentu lub prywatnie? |
Olivier Bocquet: Nigdy. Znam ten kraj jedynie z obrazów pochodzących ze starych filmów. Jestem pewien, że w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej, niż go sobie wyobrażam!
| 🎙️Jakiej rady udzieliłby Pan swojemu młodszemu „sobie” z czasów pracy na stacji benzynowej, marzącemu o pisaniu? |
Olivier Bocquet: Przestań marzyć o pisaniu. Zacznij pisać już teraz. Przez wiele lat będziesz bardzo kiepski, więc tym bardziej warto zacząć jak najwcześniej!
| 🎙️Na zakończenie – nad czym pracuje Pan obecnie i czego mogą się spodziewać czytelnicy? |
Olivier Bocquet: Pracuję nad serią komiksową o szpiegach. Nad komiksową adaptacją mało znanego wydarzenia historycznego. Nad komiksem paskowym. Nad nową serią dla młodych czytelników. Nad adaptacją amerykańskiej powieści. Nad historią science fiction.
Żaden z tych projektów nie został jeszcze podpisany, ale mam nadzieję, że uda się je zrealizować!
| 🎙️Dziękuję za rozmowę. |
Olivier Bocquet: Dziękuję
Jeśli chcecie poznać bliżej innych twórców i zajrzeć za kulisy ich pracy, zapraszam do lektury pozostałych wywiadów dostępnych na naszej stronie.
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.





