
Fantastyka naukowa od lat próbuje odpowiedzieć na pytania o przyszłość ludzkości, ale najlepsze historie często mówią przede wszystkim o nas samych. Jack Campbell w swojej twórczości łączy kosmiczne konflikty, wojskowy realizm i skomplikowanych bohaterów, którzy muszą mierzyć się z trudnymi wyborami. W tym wywiadzie autor „Zaginionej Floty” opowiada o swoich inspiracjach, pracy nad książkami oraz spojrzeniu na rozwój gatunku SF.
Jack Campbell, a właściwie John G. Hemry, to amerykański autor science fiction, który w swojej twórczości od lat łączy wojskowy realizm, rozbudowaną strategię oraz historie skupione przede wszystkim na ludziach i ich wyborach. Zanim jednak na dobre zajął się pisaniem, służył jako oficer w Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych, a doświadczenia zdobyte podczas służby stały się ważną inspiracją dla jego późniejszych książek.
Największą popularność przyniosła mu seria „Zaginiona Flota”, której pierwsze tomy, w tym „Nieustraszony”, szybko zdobyły uznanie fanów militarnej fantastyki naukowej również w Polsce dzięki wydaniom Fabryki Słów. Campbell jest także autorem takich cykli jak „Zaginiona Flota: Przestrzeń”, „Zaginiona Flota: Nieznane”, „Genesis Fleet” oraz „JAG in Space”, w których pokazuje, że opowieści o kosmicznych konfliktach mogą być jednocześnie historiami o odpowiedzialności, przywództwie i trudnych decyzjach.
W rozmowie z POPKulturowy Kociołek Jack Campbell opowiada o początkach swojej kariery, inspiracjach stojących za narodzinami Johna „Black Jacka” Geary’ego, tworzeniu obcych cywilizacji oraz o tym, jak postrzega przyszłość fantastyki naukowej.

🎙️Na samym początku dziękuję za możliwość rozmowy i poświęcony czas. Jestem przekonany, że ta rozmowa będzie ciekawa dla wszystkich miłośników Pana twórczości.
🎙️Jak opisałby Pan swoją osobistą definicję „dobrego Science Fiction”?
Jack Campbell: Dobre postacie w dobrej historii, tak samo jak w każdym innym gatunku. W przypadku fantastyki naukowej dobra historia oznacza jednak również dobre tło świata oraz ciekawe idee, a dobre postacie powinny odzwierciedlać to środowisko i wpływ, jaki ma ono na ich życie.
Niektórzy błędnie zakładają, że SF opiera się przede wszystkim na statkach kosmicznych, blasterach i dziwacznych obcych istotach. Ponieważ pod koniec lat 60. mieszkałem na wyspie Midway, miałem okazję oglądać oryginalny serial Star Trek w kinie znajdującym się na bazie wojskowej. Duży ekran sprawił, że wyraźnie było widać, iż efekty specjalne, charakteryzacja i scenografie nie zawsze wytrzymywały dokładniejszą analizę. Dzięki temu już wtedy zrozumiałem, że tym, co sprawiało, iż ten serial był dobry, byli bohaterowie i historie, a nie pozostałe elementy.
Dobra fantastyka naukowa? Kirk, Spock i McCoy w odcinku Miasto na krawędzi wieczności. Ripley w Obcym: Decydującym starciu. Telzey Amberdon w The Lion Game. Sam w Władcy światła. Matt Carse w Mieczu Rhiannona.
🎙️Jak zmienił się gatunek SF od czasu Pana debiutu?
Jack Campbell: Kiedy debiutowałem, wszystko nadal odbywało się za pośrednictwem tradycyjnej poczty. Rękopisy, opowiadania, zapytania kierowane do agentów, absolutnie wszystko. Dziś wszystko odbywa się przez e-mail.
Pamiętam, ile czasu zajmowało wydrukowanie mojego pierwszego rękopisu na drukarce, która potrafiła wydrukować zaledwie 2–3 strony na minutę. Z tej perspektywy obecne rozwiązania bardzo mi odpowiadają. Z drugiej strony oznaczało to wtedy, że każde wysłane opowiadanie lub powieść wymagało znacznego nakładu czasu, tuszu, opłat pocztowych i pracy.
Jedna rzecz pod tym względem się jednak nie zmieniła: późniejsze oczekiwanie, pełne nadziei na akceptację, ale znacznie częściej kończące się odrzuceniem.
W szerszym znaczeniu istnieje dziś znacznie więcej niezależnych sposobów na publikowanie książek, a jednocześnie najwięksi wydawcy przeszli przez tak wiele fuzji, że tradycyjnych możliwości publikacji jest mniej niż kiedyś.
Sama fantastyka naukowa stała się bardziej popularna i obecna w głównym nurcie kultury. Nadal jednak często pozostaje eksperymentalna i skłaniająca do refleksji, dając przestrzeń różnym głosom i bardzo różnorodnym historiom.
Dziś słyszymy więcej takich głosów. SF nigdy nie była do końca „szanowanym” gatunkiem, zawsze była trochę tym dziwnym dzieckiem przy literackim stole i uważam, że nadal tak jest. Dzięki temu fantastyka naukowa miała i wciąż ma możliwość eksperymentowania w sposób, na jaki bardziej „uznana” literatura często sobie nie pozwala.
🎙️Czy wierzy Pan, że literatura SF powinna ostrzegać przed przyszłością, czy raczej inspirować do jej budowania?
Jack Campbell: Dlaczego nie jedno i drugie?
Nawet pojedyncza historia może pełnić obie te funkcje. Nie da się zbudować lepszej przyszłości bez świadomości tego, co już poszło źle lub co może pójść źle. Z kolei opowieść o dystopijnej przyszłości jest ostrzeżeniem, że powinniśmy stworzyć lepszy świat.
Historie typu „jeśli tak dalej pójdzie” (określenie ukute przez Roberta Heinleina) oferują zarówno ostrzeżenie, jak i inspirację pokazującą, czego należy unikać osobom szukającym czegoś lepszego.
Jednym z problemów, z jakimi mierzy się pisarz, jest to, że kiedy opisujemy pewną przyszłość, część czytelników uważa, iż popieramy jej nadejście. Tymczasem czasami naprawdę chodzi o ostrzeżenie.
Rok 1984 Orwella nie miał służyć za instrukcję obsługi, choć mam wrażenie, że jego ostrzeżeniom poświęca się zbyt mało uwagi.
🎙️Czy z perspektywy czasu czuje Pan, że przyjęcie pseudonimu Jack Campbell wpłynęła również na Pański styl lub to, jak postrzega Pan własną twórczość?
Jack Campbell: Nie, raczej nie.
Tak naprawdę nie ma większej różnicy między mną a moim pseudonimem. Przyjąłem go wyłącznie po to, aby móc dalej publikować (tak jak zrobiło wielu innych pisarzy), a nie po to, by opowiadać zupełnie inne historie, co zdarzało się niektórym twórcom.
Jack Campbell zawsze był po prostu mną pod innym nazwiskiem. Sprzedaje znacznie więcej książek niż ja wcześniej, ale poza tym jesteśmy tą samą osobą.
🎙️Jak wspomina Pan swoje dni w US Naval Academy – co z tego okresu ukształtowało Pański charakter? Czy coś z tamtych doświadczeń pomogło Panu w pracy pisarza?
Jack Campbell: Akademia Marynarki Wojennej pokazała mi, że jestem w stanie robić rzeczy i znosić sytuacje, których nigdy sam bym sobie nie wybrał. Nauczyła mnie brać pełną odpowiedzialność za własne decyzje.
Zmusiła mnie do doświadczenia rzeczy i zdobycia wiedzy, których sam prawdopodobnie nigdy bym nie szukał. Oczywiście pozwoliła mi również poznać ludzi z bardzo różnych miejsc i środowisk.
Ponieważ każdy absolwent Akademii musi zdobyć tytuł Bachelor of Science, a część zajęć (takich jak systemy napędu parowego) była dostosowana do naszych przyszłych karier, nauczyłem się znacznie więcej matematyki, nauk ścisłych i technologii stosowanej, niż prawdopodobnie wybrałbym samodzielnie.
Uważam, że zarówno doświadczenia związane z różnymi dziedzinami, jak i kontakty z różnymi miejscami oraz ludźmi są niezwykle cenne dla inspiracji oraz dla umiejętności tworzenia świata, który wydaje się autentyczny.
Oczywiście potrzebna jest również dyscyplina, aby doprowadzić rozpoczęte rzeczy do końca, a przy czymś takim jak powieść może być to szczególnie trudne.
🎙️Czy kiedykolwiek oficerowie lub dawni koledzy z US Navy odzywali się do Pana, odnajdując cząstkę siebie w Pana postaciach?
Jack Campbell: Zdarza się to dość często, nie tylko w przypadku weteranów Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, ale również osób, które służyły w innych rodzajach sił zbrojnych. Pomimo wszystkich różnic i rywalizacji między nami mamy także bardzo wiele wspólnego.
Jednym z moich celów pisarskich jest dokładne przedstawianie środowiska wojskowego oraz sposobu myślenia różnych grup funkcjonujących w wojsku, tak aby osoby, które służyły, mogły zobaczyć swoje doświadczenia przedstawione w sposób pełen szacunku.
Kolejnym celem jest stworzenie takiego obrazu również dla osób, które nigdy nie służyły. Chciałbym, aby mogły zobaczyć realistyczne przedstawienie wojska i być może lepiej zrozumieć, jak wygląda służba oraz czego ona wymaga.
🎙️Czy uważa Pan, że pański styl pisania zmieniłby się radykalnie, gdyby służył Pan w lotnictwie lub piechocie, a nie w marynarce?
Jack Campbell: Nie jestem pewien.
Moim głównym stanowiskiem w Marynarce Wojennej był oficer wojny nawodnej (czyli osoba dowodząca okrętem), co wymagało bardzo szerokiego szkolenia i wiedzy z wielu różnych dziedzin. Nauczyło mnie to również kierowania manewrami okrętów i koordynowania takich działań.
Jednak inne umiejętności, na przykład doskonalenie zdolności redakcyjnych i korektorskich, zdobywałem podczas pracy w środowiskach międzyrodzajowych.
Spędziłem dużo czasu współpracując z Marines oraz żołnierzami Navy SEALs, dzięki czemu dobrze rozumiem, czym się zajmują i w jaki sposób działają. Oczywiście służyłem także na okrętach wyposażonych w śmigłowce i samoloty oraz współpracowałem z ich pilotami.
Oznaczało to, że służba w Marynarce zapewniła mi kontakt z pełnym zakresem specjalistów działających na lądzie, morzu i w powietrzu.
Same okręty również ze swojej natury odwiedzają wiele miejsc, więc dawały możliwość spotkania ludzi z innych krajów, poznania ich kultur i sposobu życia.
Czy zdobyłbym tak różnorodne doświadczenia w innych rodzajach sił zbrojnych? Nie wiem, ale wydaje mi się, że byłoby to trudniejsze.
🎙️O jakiej procedurze wojskowej lub zasadzie Marynarki Wojennej fani SF rzadko wiedzą, a którą Pan zawsze stara się ukazać w swoich książkach?
Jack Campbell: Logistyka!
Fantastyka naukowa często ignoruje ograniczenia związane z paliwem, jedzeniem i wszystkim innym, jakby w magiczny sposób zapewniając wszystko, czego potrzeba, dokładnie wtedy, gdy jest to potrzebne.
W prawdziwym świecie większość decyzji jest jednak mocno uzależniona od dostępności wszystkich tych rzeczy.
To oznacza, że aby historia wydawała się realistyczna, trzeba uwzględniać tego rodzaju ograniczenia.
Istnieją również powiedzenia, które marynarze lubią powtarzać, takie jak:
„Nigdy nie ma wystarczająco dużo czasu, żeby zrobić coś dobrze, ale zawsze znajdzie się czas, żeby zrobić to ponownie”.
Oraz:
„Jest właściwy sposób, zły sposób i sposób Marynarki”.
To nieoficjalne „zasady”, które powinny znaleźć odzwierciedlenie w dobrym przedstawieniu służby wojskowej.
🎙️Jakie błędy dotyczące marynarki wojennej w hollywoodzkich produkcjach lub książkach irytują Pana jako byłego oficera najbardziej?
Jack Campbell: Najczęstszym problemem jest brak zrozumienia relacji między oficerami a szeregowymi członkami personelu oraz tego, jak wszyscy oni odnoszą się do cywilnego kierownictwa.
Kolejną rzeczą jest fakt, że wojsko opiera się przede wszystkim na pracy zespołowej.
Hollywood często tworzy historie o samotnych bohaterach działających na własną rękę, którzy nie potrafią dobrze współpracować z innymi. Tymczasem wojsko, jeśli jest właściwie przedstawione, polega właśnie na wspólnym działaniu.
Zespół zawsze może pokonać samotnego wilka.
Łatwo zrozumieć, dlaczego Hollywood chce skupiać uwagę na głównej gwieździe, ale niektóre z najbardziej udanych produkcji (takie jak Władca Pierścieni czy Kinowe Uniwersum Marvela) opowiadały przecież o różnorodnej grupie bohaterów współpracujących ze sobą dla osiągnięcia wspólnego celu.
🎙️Skąd wziął się oryginalny pomysł na „Zaginioną flotę” i postać Johna „Black Jacka” Geary’ego budzącego się po stu latach kriostazy?
Jack Campbell: Były dwa główne źródła inspiracji.
Pierwszym był pisarz związany ze światem Star Treka, który zapytał, czy w tym uniwersum możliwa byłaby historia o długim “odwrocie”. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki Star Trek przedstawia swój świat, wszyscy uznali, że nie jest to możliwe, ale sprawiło to, że zacząłem się zastanawiać, czy można stworzyć wiarygodną opowieść o długim odwrocie w kosmosie.
Inspiracją była dla mnie również Wyprawa dziesięciu tysięcy Ksenofonta.
Drugie źródło pomysłu pochodziło z mitów o śpiących bohaterach obecnych we wszystkich kulturach ludzkich. Chodzi o ideę, że wielki bohater z przeszłości nie umarł, lecz śpi i powróci wtedy, gdy będzie najbardziej potrzebny. (Polska również posiada takie legendy).
Zakłada się, że ci śpiący bohaterowie byli oparci na prawdziwych osobach. Zacząłem więc zastanawiać się: co by się stało, gdyby naprawdę obudzili się w przyszłości? Jak poradziliby sobie z taką sytuacją?
W końcu zrozumiałem, że te dwa pomysły idealnie do siebie pasują i można połączyć je w jedną historię.
🎙️Czy seria „Lost Fleet” miała pierwotnie inną strukturę niż ta, którą znamy z książek? Jak wyglądał proces planowania całej serii?
Jack Campbell: Zawsze zaczynam od tego, że przynajmniej ogólnie wiem, dokąd zmierza moja historia i jakie będzie jej zakończenie.
Pod tym względem struktura serii nie zmieniła się więc znacząco.
Kiedy zaczynałem pisać, nie miałem jeszcze konkretnego obrazu tajemniczych obcych (enigmatów). Zastanawiałem się nawet, dlaczego moja wyobraźnia podsuwa mi sugestie związane z nimi, ale wszystko stało się jasne w trakcie pracy.
Mój proces pisania polega na tym, że wiem, gdzie zaczynam i dokąd zmierzam, a następnie obserwuję, jak bohaterowie radzą sobie z dotarciem do tego miejsca.
Czasami utrudniają mi pisanie, na przykład wtedy, gdy Tanya Desjani uparła się, że zakocha się w Gearym, a on w niej. Musiałem znaleźć sposób, aby to zadziałało, ponieważ oboje byli w tej kwestii bardzo stanowczy.
Szczerze mówiąc, nie w pełni rozumiałem historię Rione aż do końcówki Leviathana. Dopiero wtedy zobaczyłem, dokąd zmierzała od momentu jej pierwszego pojawienia się w Dauntless.
Mój „proces planowania” przynosi mi więc również sporo niespodzianek, ponieważ pozwalam bohaterom zachowywać się jak prawdziwi ludzie, a nie jak roboty wykonujące założenia fabuły.
🎙️Jaka scena z serii The Lost Fleet stanowiła dla Pana największe wyzwanie warsztatowe do opisania?
Jack Campbell: Największym wyzwaniem technicznym były sceny bitew kosmicznych, szczególnie te, w których uczestniczy jednocześnie kilka różnych sił.
Musiałem nie tylko określić wzajemne ruchy poszczególnych jednostek, ale także uwzględnić różnice w czasie, z jakimi każda grupa otrzymywała informacje o działaniach innych. Następnie trzeba było zdecydować, jakie decyzje podejmą bohaterowie, mając do dyspozycji właśnie te opóźnione informacje.
Potem musiałem jeszcze opisać to wszystko w sposób zrozumiały dla czytelników.
Wymagało to jednoczesnego kontrolowania ruchu w trzech wymiarach, stale zmieniających się odległości (a więc również stale zmieniającego się czasu potrzebnego na dotarcie informacji o działaniach przeciwnika) i upewnienia się, że niczego nie pomylę.
O ile mi wiadomo, tylko raz popełniłem w tym zakresie błąd.
🎙️Syndykat w „Zaginionej flocie” jest fascynującym antagonistą – co było główną inspiracją do stworzenia państwa zarządzanego przez megakorporacje w stanie upadku?
Jack Campbell: W Stanach Zjednoczonych od dawna trwa debata dotycząca tego, że nieograniczone regulacjami korporacje miałyby prowadzić do największego dobrobytu.
Pogląd ten zyskał na znaczeniu w latach 80. i do dziś pozostaje silnym nurtem, wspieranym przez część liderów biznesu.
Uważam, że wszystko, co pozostaje całkowicie pozbawione kontroli, staje się problemem.
Jak kiedyś napisał James Madison:
„Gdyby ludzie byli aniołami, żaden rząd nie byłby potrzebny. Gdyby anioły rządziły ludźmi, nie byłyby potrzebne żadne zewnętrzne ani wewnętrzne mechanizmy kontroli rządu. Tworząc rząd, który ma być sprawowany przez ludzi nad ludźmi, największa trudność polega na tym: najpierw trzeba umożliwić rządowi kontrolowanie rządzonych, a następnie zobowiązać go, aby kontrolował sam siebie”.
Amerykańska literatura często porusza temat niekontrolowanego rządu. Ja zdecydowałem się pokazać niekontrolowane korporacje.
🎙️Dlaczego w uniwersum Zaginionej Floty zdecydował się Pan na tak wyraźne rozgraniczenie sił lądowych (Marines) i Marynarki, podtrzymując ich odwieczną rywalizację?
Jack Campbell: Tego rodzaju podział (oraz rywalizacja) istniały w historii ludzkości od zawsze, więc nie sądzę, aby miało się to nagle zmienić.
Różne zadania wymagają odmiennego wyposażenia, organizacji i sposobu działania. Dlatego nawet wewnątrz samych sił zbrojnych istnieją rywalizacje między specjalizacjami, takimi jak wojska pancerne, artyleria i piechota albo okręty, lotnictwo i okręty podwodne.
Takie rywalizacje wynikają zarówno z dumy, jak i z odmiennych umiejętności, a mogą być bardzo silnym źródłem morale i motywacji.
Oczywiście, jeśli nie są odpowiednio kontrolowane, mogą również działać destrukcyjnie, gdy wszyscy zaczynają spierać się o swoje miejsce, o to, kto powinien dowodzić i kto powinien otrzymać większy budżet.
🎙️Jak z perspektywy czasu patrzy Pan na zakończenie głównej, sześcio-tomowej serii Zaginionej Floty? Co by Pan zmienił, gdyby mógł?
Jack Campbell: Nie sądzę, abym cokolwiek zmienił.
Może dodałbym trochę więcej zapowiedzi tego, co miało nadejść w seriach Beyond the Frontier i Outlands.
Jednak kiedy pisałem tę historię, zakładałem, że nie będzie żadnych książek po Victorious, i nadal podoba mi się sposób, w jaki ta seria się zakończyła.
🎙️Kogo z hollywoodzkich aktorów widziałby Pan w roli Johna Geary’ego, gdyby jutro ogłoszono wielkobudżetowy serial na platformie streamingowej?
Jack Campbell: Jest wiele możliwości.
Młodszy George Clooney albo Tom Hanks! Ale obecnie być może Hugh Jackman.
Myślę również, że Idris Elba albo Pedro Pascal mogliby dobrze sprawdzić się w tej roli.
🎙️Vanguard rozpoczyna serię Genesis Fleet. Dlaczego zdecydował się Pan wrócić do początków Sojuszu zamiast kontynuować fabułę naprzód?
Jack Campbell: Po Beyond the Frontier i Lost Stars trochę utknąłem.
Kontynuowanie serii staje się coraz trudniejsze, ponieważ trzeba opowiadać nowe historie i nie powtarzać tych samych schematów.
Co mogłoby wydarzyć się po Leviathanie?
Postanowiłem więc wrócić do początków Sojuszu, aby lepiej zrozumieć, dokąd powinienem zmierzać w przyszłości.
Dało mi to szerszą perspektywę na sam Sojusz oraz jego bohaterów, jednocześnie pozwalając opowiedzieć historie o zupełnie innych wyzwaniach.
Szczególnie chciałem pokazać, jak wyglądał rodzinny świat Geary’ego, aby kiedy on i Tanya odwiedzają go później, miejsce to sprawiało wrażenie prawdziwego świata z własną historią.
🎙️W cyklu Beyond the Frontier wysyła Pan Geary’ego poza znane terytoria. Co było największym wyzwaniem w tworzeniu obcych imperiów?
Jack Campbell: Chciałem uniknąć popularnego schematu, w którym obcy mogą wyglądać inaczej, ale tak naprawdę myślą, działają i czują dokładnie jak ludzie.
Często tak zwani kosmici są jedynie zastępstwem dla określonych typów ludzkich kultur lub narodów.
Zamiast tego chciałem, aby różne gatunki obcych naprawdę różniły się sposobem myślenia. Największym wyzwaniem, jakie stawiały, miało być często właśnie zrozumienie, dlaczego robią rzeczy, które dla nich są logiczne, nawet jeśli dla ludzi wydają się całkowicie niezrozumiałe.
Oczywiście obcy musieli być również obcy nie tylko dla ludzi, ale także dla siebie nawzajem.
Mamy ogromne problemy ze zrozumieniem innych ludzi. Chciałem, aby równie trudne było zrozumienie istot pozaziemskich.
🎙️JAG in Space to rzadkie połączenie dramatu prawniczego i SF. Skąd wiedział Pan, że procedury sądowe przyjmą się w kosmosie?
Jack Campbell: Nie wiedziałem!
To był jeden z tych pomysłów typu: „sprawdźmy, czy to zadziała”.
I rzeczywiście zadziałało jako seria historii.
Niestety amerykański wydawca nie zadbał odpowiednio o promocję i książki nie znalazły swojej publiczności.
Co ciekawe, sam wydawca zasugerował ten pomysł na podstawie panelu, w którym brałem udział podczas konwentu. Dyskusja dotyczyła tego, dlaczego James T. Kirk nigdy nie został skazany w sądzie wojskowym, a ponieważ jako były oficer prawny Marynarki Wojennej pełniący dodatkową funkcję na niszczycielu znałem temat, mogłem podać konkretne powody, dlaczego tak się nie stało.
Kiedy zdecydowałem się napisać tę serię, wykorzystałem rzeczy, których sam doświadczyłem lub o których wiele wiedziałem dzięki służbie, aby stworzyć podstawy procesów. Następnie moje doświadczenie z systemem prawnym pomogło mi przedstawić przebieg rozpraw.
Lubiłem tę serię. Szkoda, że więcej osób jej nie przeczytało!
🎙️Jakiego klasycznego tropu Science Fiction szczerze Pan nienawidzi i uważa, że powinien on całkowicie zniknąć z literatury?
Jack Campbell: Nie sądzę, aby ktokolwiek powinien mieć władzę nad tym, by usuwać określone pomysły!
Nawet historie, których nie lubiłem, czegoś mnie nauczyły, a nawet książki wywołujące reakcję „o czym oni myśleli?” mówią mi coś o okresie, w którym powstały.
To powiedziawszy, wiele klasycznych schematów już zniknęło, ponieważ SF stała się bardziej uniwersalna w swoim spojrzeniu na świat.
Nawet klasyczni autorzy sprzeciwiali się takim ograniczeniom. Przykładem jest Robert Heinlein, który uczynił bohaterem Żołnierzy kosmosu Johnny’ego Rico, Filipińczyka, oraz Keith Laumer, który stworzył głównego bohatera Galactic Odyssey, Billy’ego Dangera, jako młodego czarnoskórego mężczyznę. Stało się tak pomimo tego, że jeszcze w latach 60. wydawcy twierdzili, iż głównymi bohaterami książek mogą być wyłącznie biali mężczyźni.
„Prawda nie boi się argumentów!” — jak mówi moja postać Aaron D’abu w The Bookseller of Bastet.
🎙️Biorąc pod uwagę Pana karierę: gdyby Ziemia naprawdę nawiązała kontakt z wrogą cywilizacją, jaka byłaby pierwsza rzecz, którą zrobiliby generałowie w Pentagonie?
Jack Campbell: W dużej mierze zależałoby to od tego, kim dokładnie byliby ci generałowie.
Niektórzy mogliby spanikować i rzucić przeciwko obcym wszystko, czym dysponujemy. Inni poświęciliby wystarczająco dużo czasu na przemyślenie najlepszej odpowiedzi.
Jedną z podstawowych zasad prowadzenia wojny jest znajomość przeciwnika, więc można bezpiecznie założyć, że najbardziej kompetentni dowódcy próbowaliby dowiedzieć się jak najwięcej o tym, z kim walczą.
Dopiero posiadając taką wiedzę można opracować właściwe działania obronne i przeciwdziałania.
Oczywiście generałowie w Pentagonie wykonują rozkazy przywództwa politycznego. Jeśli to przywództwo nakazałoby im natychmiast ruszyć do ataku bez zastanowienia, mieliby wybór: wykonać rozkaz albo zrezygnować ze stanowiska.
Jak w przypadku wielu innych rzeczy, charakter i zdolności konkretnych osób miałyby ogromne znaczenie dla reakcji oraz ostatecznego wyniku.
🎙️Jak ocenia Pan wejście generatywnej Sztucznej Inteligencji w świat pisarstwa – czy uważa Pan, że AI wyprze autorów?
Jack Campbell: To, co Ada Lovelace (pierwsza programistka) powiedziała dawno temu o komputerach, nadal pozostaje prawdziwe:
„Maszyna analityczna nie ma żadnych pretensji do tworzenia czegokolwiek. Może wykonywać wszystko, co potrafimy jej nakazać”.
Obecne modele sztucznej inteligencji jedynie kopiują dzieła stworzone przez ludzi, a następnie tworzą kopie kopii, działając w cyklu nieustannego pogarszania jakości i zmierzając coraz bardziej w stronę najbardziej nijakiego wyboru „kolejnego najbardziej prawdopodobnego” słowa.
Kreatywność i wyobraźnia z definicji wykraczają poza tak przewidywalny proces. Polegają przecież na tworzeniu nowych idei, słów i koncepcji.
Programy AI są również projektowane tak, aby korzystać z narzędzi typowych dla profesjonalnych oszustów, takich jak pochlebstwa czy udawane zainteresowanie.
Oznacza to, że „redakcja” wykonywana przez AI będzie miała na celu przede wszystkim zadowolenie użytkownika, a nie rzeczywiste naprawianie problemów.
Być może pewnego dnia prawdziwa, nie-ludzka inteligencja będzie w stanie zastąpić ludzkich autorów.
Jednak to, co obecnie istnieje w zakresie pisania, to dużo rozgłosu i niewielka skuteczność.
🎙️Gdyby Pan nie pisał SF ani nie był w wojsku, to jakim zawodem zająłby się Jack Campbell?
Jack Campbell: Prawdopodobnie zostałbym nauczycielem, zapewne nauczycielem historii.
Byłoby to jednak trochę niefortunne, ponieważ bez praktycznego doświadczenia z rzeczami takimi jak wojsko wiele aspektów historii prawdopodobnie wydawałoby mi się zrozumiałych, choć w rzeczywistości takie by nie były.
Może z czasem, wraz z wiekiem, zdałbym sobie z tego sprawę.
Wszyscy jako nastolatkowie jesteśmy przekonani, że wiemy bardzo dużo, a dopiero później stopniowo odkrywamy, jak wiele rzeczy wciąż pozostaje do zrozumienia.
Myślę, że nawet gdybym od razu rozpoczął pracę nauczyciela, z czasem zauważyłbym, iż to, czego brakuje w podręcznikach historii, może być równie ważne jak to, co ktoś zdecydował się w nich umieścić.
🎙️Jakie uniwersum SF najbardziej Pana inspiruje poza własnym?
Jack Campbell: Jeśli chodzi o długofalowy wpływ, prawdopodobnie byłby to świat stworzony przez Andre Norton.
Inni autorzy budowali później na fundamencie jej twórczości, ale jeśli chodzi o obce rasy, kosmiczną przygodę, blastery i starożytne cywilizacje poprzedników, uniwersum Norton było niezwykle szerokie i pełne wyobraźni.
Obejmowało podróże w czasie, multiwersum, Witch World oraz historie postapokaliptyczne.
Obecnie wielcy wydawcy często chcą, aby autorzy trzymali się swojej „marki” podczas pisania, co moim zdaniem jest bardzo ograniczające.
Wolę przykład Andre Norton, której „marką” była właśnie wyobraźnia.
🎙️Czy był Pan kiedykolwiek w Polsce? Jeśli nie, czy rozważa Pan wizytę – na przykład jako gość jednego z naszych konwentów, takich jak Pyrkon, lub po prostu w celach turystycznych?
Jack Campbell: Nigdy nie dotarłem do Polski. W czasach służby w Marynarce Wojennej udało mi się dotrzeć jedynie tak daleko na wschód jak Niemcy i Austria.
Później odwiedziłem Finlandię, ale od dawna chciałem zobaczyć więcej Europy Wschodniej, szczególnie miejsce o tak bogatej historii i kulturze jak Polska.
Kiedyś zostałem zaproszony jako gość na Pyrkon, ale miało się to odbyć w 2020 roku, a wtedy pojawiła się pewna pandemia i wszystko pokrzyżowała.
Bardzo chętnie skorzystałbym z kolejnej okazji, aby odwiedzić Polskę.
🎙️Jak odbiera Pan popularność swoich książek w Polsce?
Jack Campbell: Z ogromną wdzięcznością!
Staram się pisać uniwersalne historie, które mogą spodobać się każdemu, więc kiedy kultura znacząco różniąca się od mojej uznaje moje opowieści za wartościowe, bardzo wiele to dla mnie znaczy.
Oznacza to, że udało mi się przekazać idee i stworzyć bohaterów, którzy potrafią zainteresować innych ludzi.
Mam nadzieję, że moja najnowsza książka (Squad Kill) oraz nadchodząca seria Goddess of Cats również zostaną dobrze przyjęte w Polsce.
🎙️Czy są jakieś projekty, powieści lub nowele zalegające w Pańskiej szufladzie, które dotąd nie ujrzały jeszcze światła dziennego?
Jack Campbell: Stare rzeczy? Nie sądzę, aby były tam jakieś długie historie, poza kilkoma wczesnymi tekstami, które zdecydowanie nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Powinienem jednak przejrzeć swoje stare pliki.
Od pewnego czasu skupiam się przede wszystkim na „następnej książce”.
Może byłoby interesujące zobaczyć, jakie pomysły kiedyś mnie fascynowały.
🎙️Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować za rozmowę i poświęcony czas. Czy chciałby Pan dodać coś od siebie dla czytelników?
Jack Campbell: Pisarz nie istnieje bez czytelników.
Pozostaję wdzięczny, że moje historie dostarczyły rozrywki tak wielu osobom, i mam nadzieję, że nadal będę tworzyć nowe światy oraz nowych bohaterów, którzy będą warci czasu poświęcanego im przez moich czytelników.
Jeżeli chcecie poznać więcej historii, inspiracji i kulis pracy artystów oraz pisarzy, zapraszamy do lektury kolejnych wywiadów w ramach serii Kociołkowe rozmowy.
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.