
Czarny horyzont to komiks science fiction, który zabiera odbiorcę w świat pełen niepokoju, brutalności i ukrytych znaczeń. Tajemnicza planeta Kepler 452 b staje się miejscem próby nie tylko dla bohaterów, ale również dla ich własnego człowieczeństwa. Czy za czarną barierą znajduje się nadzieja, czy jedynie kolejna forma piekła?
Streszczenie fabuły
W odległej przyszłości ludzkość odkrywa planetę Kepler 452 b, która może skrywać niezwykłe źródło energii. Problemem okazuje się tajemniczy czarny mur otaczający planetę, którego nie jest w stanie pokonać żadna technologia ani wojskowa ekspedycja. Armia za wszelką cenę chce spenetrować tajemniczą barierę. Gdy wszelkie zaawansowane technologie zawodzą, gubernator Kadingirry sięga po desperackie rozwiązanie: wysyła grupę więźniów bez przyszłości na misję samobójczą. Po przekroczeniu „czarnego horyzontu” niedobitki odkrywają, że mgła na obcej planecie nie tylko zabija, ale w przerażający sposób materializuje najgorsze lęki każdego człowieka.
Science fiction o walce człowieka z przeznaczeniem
Czarny horyzont w swoim zarysie obiecuje połączenie klimatu Pitch Black z filozoficzną głębią, podaną w gęstym, postapokaliptycznym sosie. Na papierze można odnieść wrażenie, że Philippe Pelaez sięga po bardzo ograne elementy gatunku. Szybko udowadnia on jednak, że potrafi je dopasowywać do własnych potrzeb, kreując się na jednego z ciekawszych i bardziej płodnych scenarzystów sci-fi.
Największą siłą tej trylogii (wersja wydana w Polsce, zawiera trzy oryginalne tomy) nie jest jednak sam punkt wyjścia, ale sposób, w jaki twórca wykorzystuje znane motywy do opowiedzenia historii o znacznie szerszym znaczeniu.
Czarny horyzont zaczyna się jak klasyczna wyprawa w nieznane. Kepler 452 b jest miejscem fascynującym, ale jednocześnie przerażającym. Czarna bariera oddzielająca planetę od reszty świata działa jak symbol. Jest czymś więcej niż fizyczną przeszkodą. To granica między poznanym a nieznanym, między ambicją człowieka a konsekwencjami jego działań. Ten motyw bardzo dobrze pokazuje jeden z najważniejszych tematów całej serii. Człowiek często próbuje podporządkować sobie rzeczy, których jeszcze nie rozumie.
Najciekawsze w początkowych rozdziałach jest poczucie zagrożenia. Autor długo buduje atmosferę niepewności. Czytelnik wie, że wcześniejsze wyprawy zakończyły się katastrofą, ale nie zna powodów. Każda kolejna scena wzmacnia wrażenie, że bohaterowie zmierzają w stronę czegoś, czego nie da się kontrolować.
Sam oddział wysłany na Kepler 452 b jest ciekawym pomysłem fabularnym. To grupa ludzi odrzuconych przez społeczeństwo, skazańców, których władza traktuje jak narzędzia jednorazowego użytku.
Relacje między nimi początkowo nie są jednak najmocniejszą stroną komiksu. Bohaterowie mają interesujące historie, ale twórca nie zawsze poświęca im wystarczająco dużo miejsca. Część postaci pozostaje bardziej symbolem niż pełnoprawnym człowiekiem. Widać ich przeszłość, ale często brakuje głębszego wejścia w ich emocje.
Najlepiej wypada tu Esther, która jest najważniejszą postacią całej historii. Jej droga od więźniarki do osoby stojącej na czele walki o przyszłość innych ludzi jest jednym z ciekawszych elementów komiksu. Jej konflikt z gubernatorem (ojcem) nadaje całej historii bardziej osobisty wymiar i sprawia, że opowieść przestaje być wyłącznie kosmiczną przygodą. On sam pokazany jest tu jako przykład klasycznego tyrana. To człowiek przekonany o własnej wyjątkowości, gotowy zrobić wszystko, aby utrzymać władzę. Nie jest jednak postacią pozbawioną inteligencji. Wręcz przeciwnie. Doskonale rozumie on mechanizmy rządzenia ludźmi i skrupulatnie wykorzystuje. Wie, że strach działa skuteczniej niż przemoc. Wie, że społeczeństwo można kontrolować nie tylko przez zakazy, ale również przez dostarczanie mu odpowiednich iluzji. I właśnie w takich momentach Czarny horyzont pokazuje swoje najlepsze oblicze.
Jeśli chodzi o tempo komiksu, to mam trochę ambiwalentne uczucia. Pierwszy tom chłonie się błyskawicznie, bo autor wrzuca nas prosto w chaos. Drugi tom, który skupia się na przeszłości bohaterów i polityce miasta, wyraźnie zwalnia, co dla niektórych może być plusem, a dla innych niepotrzebnym rozwodnieniem głównego wątku. Z kolei trzeci tom to już czysta eskalacja. Wybuchy, pościgi i próba domknięcia wszystkich wątków w bardzo krótkim czasie. Czuć, że całość została napisana z myślą o filmowej narracji, gdzie obraz dominuje nad słowem, ale momentami w tym pędzie gdzieś gubi się sens tego, o co tak naprawdę toczy się ta gra.

Rysunki
Benjamin Blasco Martinez wykonał tutaj pracę, która w dużej mierze decyduje o sile całej trylogii. Jego rysunki bardzo dobrze oddają ciężar i atmosferę świata stworzonego przez Philippe’a Pelaeza.
To komiks, który momentami wygląda jak storyboard dużej produkcji science fiction. Ogromne konstrukcje, futurystyczne miasta, statki kosmiczne i obca planeta tworzą przestrzeń, w której łatwo się zatracić.
Artysta bardzo dobrze radzi sobie ze skalą. Potrafi pokazać zarówno ogromne sceny batalistyczne, jak i bardziej kameralne momenty skupione na bohaterach.
Szczególnie dobrze wypadają fragmenty przedstawiające Kepler 452 b. Planeta nie jest zwykłym tłem wydarzeń. Dzięki szczegółowym kadrom staje się niemal osobnym bohaterem historii.
Niepokojące krajobrazy, tajemnicza mgła i poczucie izolacji świetnie współgrają z fabułą. Widać tutaj dużą świadomość tego, jak obraz może budować napięcie.
Równie dobrze prezentuje się świat Kadingirry. Monumentalna architektura, militarystyczny charakter oraz kontrast między przepychem władzy a cierpieniem zwykłych ludzi tworzą bardzo przekonującą wizję przyszłości.
Benjamin Blasco Martinez korzysta z realistycznego stylu, który idealnie pasuje do poważnego tonu historii. Jego postacie nie wyglądają jak klasyczni bohaterowie komiksowi. Są zmęczone, często brutalne i naznaczone doświadczeniami.
Rysunki sprawiają, że nawet wtedy, gdy scenariusz nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału, czytelnik nadal chce przewracać kolejne strony.
Wady i niedociągnięcia
Największym mankamentem całego komiksu jest wspomniane już nierówne tempo, bohaterowie nie mający należycie wiele miejsca na rozwój oraz pewna schematyczność fabuły.
Twórca ma wiele ciekawych pomysłów, ale nie każdy zostaje rozwinięty tak dobrze, jak można byłoby oczekiwać. Najbardziej widoczne jest to przy samym Keplerze 452 b. Tajemnicza planeta i znajdująca się wokół niej bariera są bardzo mocnym punktem wyjścia. Budują napięcie i rozbudzają ciekawość. Czytelnik chce wiedzieć, czym naprawdę jest ten fenomen, dlaczego pochłania ludzi i jakie sekrety skrywa.
Kiedy jednak historia zaczyna odsłaniać kolejne elementy układanki, można odczuć pewien niedosyt. Niektóre odpowiedzi są interesujące, ale część tajemnicy traci swoją siłę, gdy zostaje wyjaśniona. To problem wielu historii science fiction. Czasami sama zagadka jest bardziej fascynująca niż jej rozwiązanie.
W przypadku Czarnego horyzontu podobne odczucie pojawia się kilka razy. Komiks świetnie buduje klimat oczekiwania, ale nie wszystkie pomysły otrzymują równie mocną puentę.
Nie pomaga również fakt, że akcja często przejmuje kontrolę nad narracją. W wielu fragmentach wydarzenia następują bardzo szybko. Bohaterowie uciekają, walczą, odkrywają kolejne zagrożenia i podejmują dramatyczne decyzje.
Czy warto przeczytać?
Czarny horyzont jest historią trochę nierówną, ale zdecydowanie interesującą. Philippe Pelaez miał bardzo ambitny plan. Chciał stworzyć opowieść, która będzie jednocześnie kosmiczną przygodą, horrorem, dystopią oraz symboliczną historią o człowieku. Nie do końca mu to wyszło, ale na pewno nie można albumowi odmówić umiejętności dostarczenia odbiorcy całkiem przyjemnej rozrywki sci-fi.
Bardzo dobra oprawa graficzna.
Ciekawy pomysł na połączenie kosmosu, horroru i dystopii.
Niektóre rozwiązania fabularne są przewidywalne.
Bohaterowie mogliby zostać mocniej rozwinięci.
Tajemnica nie zawsze daje satysfakcjonujące odpowiedzi.
| OCENA: 7/10 |
![]() |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
