Kantyczka dla Leibowitza: czy ludzkość naprawdę zasługuje na wiedzę?

Starszy mnich w brązowym habicie piszący gęsim piórem. Klasyczna powieść science fiction Kantyczka dla Leibowitza w szczegółowej recenzji książki.

Nuklearny ogień strawił cywilizację, a ocalali w ślepym gniewie wydali wojnę wszelkiej nauce. W tym mrocznym świecie to zakonnicy z pustyni Utah stają się jedynymi strażnikami resztek ludzkiej wiedzy. Powieść Kantyczka dla Leibowitza stawia bolesne pytanie o to, czy człowiek jest w stanie wyrwać się z błędnego koła własnej autodestrukcji.


Kantyczka dla Leibowitza bierze jeden z najbardziej klasycznych motywów, czyli wizję świata po wojnie nuklearnej, i robi z niego opowieść o pamięci, wierze oraz ludzkiej skłonności do powtarzania tych samych błędów. Konflikt między dogmatem wiary a pragnieniem postępu technologicznego jeszcze nigdy nie wybrzmiał w literaturze tak mocno. To właśnie dlatego ta powieść wciąga w niezwykłą podróż, w której nadzieja stale przeplata się z widmem katastrofy.


Postapo bez prostych odpowiedzi, czyli największy pomysł powieści Millera

Kantyczka dla Leibowitza nie skupia się na jednej ciągłej opowieści od początku do końca, lecz dzieli ją na trzy części rozgrywające się w odstępach około sześciu stuleci. Każda z nich ma własnych bohaterów, własny rytm i własny punkt ciężkości, a jednocześnie wszystkie łączy zakon Leibowitza oraz pamięć o utraconej cywilizacji. To rozwiązanie wymaga od czytelnika przyzwyczajenia, ale właśnie ono pozwala Millerowi pokazać coś, czego nie dałoby się osiągnąć przy klasycznej konstrukcji fabuły.

Świetnie zaplanowane przejścia czasowe pokazują najpierw mroki wieków ciemnych, następnie nadejście nowego renesansu i ponowne odkrywanie praw fizyki, aż po zaawansowaną technologicznie przyszłość.

Pierwsza część jest dla mnie zdecydowanie najbardziej bezpośrednia. Świat po katastrofie nuklearnej został sprowadzony do znacznie prostszych struktur, wiedza została potraktowana jak zagrożenie, a zakonnicy zajmują się zachowywaniem resztek dawnej kultury. Pomysł jest świetny, ponieważ nie chodzi wyłącznie o odzyskanie technologii. Najważniejsze staje się samo przechowanie pamięci o tym, co ludzkość już kiedyś wiedziała. Książki, dokumenty i zapisy naukowe stają się niemal reliktami wcześniejszego świata.

Później powieść zaczyna grać znacznie większą skalą. Kolejne części pokazują odbudowę nauki, ponowne pojawienie się zaawansowanej technologii oraz narastające napięcie pomiędzy nauką, Kościołem i polityką. Miller nie traktuje przy tym rozwoju cywilizacyjnego jako automatycznego marszu ku lepszemu. Postęp technologiczny nie oznacza tutaj postępu moralnego. To właściwie najważniejszy jądro całej historii.

Problemem pozostaje tu tempo. Skoki czasowe potrafią wybić z rytmu, zwłaszcza kiedy zdążyliśmy już przywiązać się do bohaterów jednej części, a następnie zostajemy przeniesieni o setki lat dalej. Nie każdy czytelnik zaakceptuje takie rozwiązanie bez oporu. Sam potrzebowałem chwili, żeby za każdym razem przestawić się na nowe realia. 

Ludzie w nieludzkich czasach – ocena kreacji bohaterów

Bohaterowie nie są tutaj najważniejszym elementem fabuły. Miller zdecydowanie bardziej interesuje się ideami, procesami zachodzącymi przez stulecia i ludzką naturą niż budowaniem rozbudowanych portretów psychologicznych. Mimo to nie powiedziałbym, że postacie są nijakie.

Najlepszym przykładem jest brat Francis. Jego naiwność, prostoduszność i ślepe przywiązanie do przepisywania dokumentów, których sensu nawet nie pojmuje, budzą ogromną sympatię. Franciszek nie jest wybitnym intelektualistą, to zwykły człowiek wrzucony w tryby potężnej machiny kościelnej i skomplikowanej historii, przez co najłatwiej z nim rezonować.

W kolejnych częściach zmienia się obsada, ale zostaje zakon oraz podstawowe pytania dotyczące jego działalności. To ciekawy zabieg, bo dzięki niemu bohaterowie nie muszą dźwigać całego ciężaru opowieści. To nie oni mają być odpowiedzią. Mają raczej pokazać różne sposoby reagowania na te same problemy. Nauka, wiara, odpowiedzialność za innych, cierpienie i pragnienie bezpieczeństwa wracają w kolejnych epokach pod innymi postaciami.

Właśnie tutaj powieść ma niestety też swoje ograniczenie. Miller głównie stawia tu nacisk na idee. To powoduje, że postacie pozostają chłodniejsze i mniej angażujące niż można by oczekiwać po klasycznej powieści fabularnej. Ponadto nie wszystkie wykreowane relacje mają czas rozwinąć się w sposób, który pozwala naprawdę przywiązać się do bohaterów. Spora ich część jest wręcz ledwie zarysowana.  

Pustynia, ruiny i pamięć po cywilizacji

Przedstawiony tu świat wywarł na mnie ogromne wrażenie przede wszystkim swoją namacalną, brutalną autentycznością. Autor z ogromną wyobraźnią nakreślił rzeczywistość po tak zwanym Ognistym Potopie, gdzie zniszczona ziemia została opanowana przez zmutowane istoty, dzikie plemiona oraz fanatyczny ruch.

Wizja ludzi palących książki i mordujących uczonych z zemsty za sprowadzenie apokalipsy jest przerażająco plastyczna i przejmująca. Klasztor zakonu Leibowitza, położony w spalonym słońcem krajobrazie pustyni Utah, staje się samotną wyspą względnego spokoju i cywilizacji. Ten kontrast między dzikością otaczającego świata a cichym skryptorium buduje niesamowity, unikalny klimat.

Późniejsze epoki mają już inny charakter. Cywilizacja odbudowuje się, nauka odzyskuje znaczenie, pojawia się technologia, a świat staje się coraz bardziej zaawansowany. Rozwój nie daje jednak poczucia bezpieczeństwa, ponieważ Miller od początku przypomina, że problemem nigdy nie była wyłącznie technologia.

Klimat również nie pozostaje jednostajny. Jest mrocznie, ale Miller potrafi wpuścić do tej historii sporo ironii i czarnego humoru. To bardzo ważne, bo bez tych momentów powieść mogłaby stać się zwyczajnie przytłaczająca. Humor nie rozładowuje całkowicie napięcia. Raczej sprawia, że ponure fragmenty mają jeszcze mocniejszy kontrast. 

Miller nie ułatwia lektury, lecz jego oszczędny styl ma konkretny cel 

Ta książka nie jest napisana w sposób, który od razu przypadnie do gustu każdemu. Początek może sprawiać wrażenie nieco zawiłego, a obecność łacińskich fragmentów i religijnego słownictwa dodatkowo zwiększa dystans. Potrzebowałem chwili, żeby wejść w rytm tej prozy. Później było już zdecydowanie łatwiej.

Miller pisze oszczędnie i nie próbuje przy każdej okazji popisywać się stylem. To działa na korzyść książki. Przy tak dużym ciężarze tematycznym łatwo byłoby popaść w przesadnie podniosły ton, tymczasem autor potrafi nagle wprowadzić ironię albo czarny humor. Dzięki temu tekst nie zamienia się w nieustanny wykład o końcu świata.

Najbardziej przekonuje mnie sposób, w jaki powieść łączy rozmowy o wielkich problemach z konkretnymi sytuacjami. Miller potrafi przejść od pytania o sens postępu do bardzo przyziemnego, czasem wręcz absurdalnego momentu i właśnie dzięki temu filozoficzne rozważania nie wiszą całkowicie w próżni.

Trzeba jednak mieć świadomość, że Kantyczka dla Leibowitza jest bardziej powieścią idei niż wartką przygodową fantastyką. Akcja nie pędzi. Niektóre fragmenty opierają się przede wszystkim na rozmowie, sporze albo rozważaniu problemu. Jeśli ktoś oczekuje od postapokaliptycznego science fiction ciągłego napięcia i szybkich zwrotów, może się odbić od tej książki.

Kantyczka dla Leibowitza ma swoje skazy i trzeba o nich wspomnieć

Największym problemem książki jest dla mnie nierówność całej konstrukcji. Pierwsza część ma wyraźniejszy rytm, bardziej bezpośrednią perspektywę i bohatera który na swój sposób angażuje. Kolejne fragmenty stają się coraz bardziej skupione na ideach, sporach i przemianach cywilizacji. Ambicja pozostaje ogromna, ale emocjonalna siła nie zawsze idzie za nią w parze.

Nie do końca przekonało mnie również przedstawienie relacji pomiędzy religią a nauką. Sama idea jest bardzo ciekawa, ale niektóre stanowiska wydają się podporządkowane potrzebie postawienia określonego problemu, zamiast wynikać wyłącznie z naturalnego rozwoju sytuacji. Gdy spór staje się zbyt oczywisty, powieść trochę traci swoją wieloznaczność.


Czy warto sięgnąć po Kantyczkę dla Leibowitza po tylu latach? 

Tak, przede wszystkim dlatego, że Miller ma do powiedzenia coś znacznie ciekawszego niż „wojna nuklearna zniszczyła świat”. Interesuje go pamięć, odpowiedzialność, wiara, nauka i pytanie, czy człowiek potrafi wykorzystać wiedzę bez ponownego uruchomienia mechanizmów prowadzących do katastrofy. Trzeba jednak zaakceptować wolniejsze tempo, skoki czasowe i fragmenty, które wyraźnie zdradzają wiek powieści.

 Niezwykła, przemyślana konstrukcja fabularna.

  Mocne pytania o wiedzę, naukę, religię i odpowiedzialność człowieka. 

  Bardzo udany klimat pierwszej części. 

  Ironia i czarny humor przełamujące ciężar historii. 

  Ciekawy konflikt pomiędzy pragnieniem postępu a potrzebą mądrego korzystania z wiedzy. 

  Skoki czasowe mogą utrudniać emocjonalne przywiązanie do bohaterów. 

  Część technologicznych wyobrażeń wyraźnie się zestarzała. 

  Proza i religijna terminologia wymagają cierpliwości. 

 

OCENA: 9/10
Ocena książki Kantyczka dla Leibowitza.To dzieło wyjątkowe, które zadowoli każdego miłośnika fantastyki poszukującego w literaturze głębi, wybitnego stylu i niebanalnych pytań moralnych. Jeśli masz dość powtarzalnych historii o walce o ogień pośród gruzów, ta książka zaoferuje Ci zupełnie nowy poziom intelektualnej przygody. Niezwykły klimat pustynnego klasztoru oraz przewrotny humor sprawiają, że lektura staje się prawdziwą przyjemnością. Zdecydowanie warto dać się wciągnąć w tę trwającą tysiąc lat podróż. Dla kogo? Dla czytelników poszukujących mądrej, wymagającej fantastyki naukowej z rozbudowanym tłem filozoficznym, miłośników historii i wszystkich, którzy cenią w literaturze wybitny styl oraz czarny humor.

Książkę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Rebis. Ciekawe tytułu do przeczytania znajdziecie również na na Komiksiarnia Katowice i Ceneo.

 

PopKulturowy Kociołek
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.