Utracone wieki (wydanie zbiorcze) – przerażająca wizja naszej przyszłości ukryta w przeszłości

Fragment okładki albumu Utracone wieki (wydanie zbiorcze)  od wydawnictwa Lost in Time.

Utracone wieki zaczynają się od końca świata, ale Jérôme Le Gris nie zatrzymuje się na efektownej wizji apokalipsy. Najciekawsze okazuje się to, co dzieje się później, gdy ludzie próbują odbudować swoje życie bez pamięci o tym, kim byli ich przodkowie. Elaine rusza śladem utraconej wiedzy i szybko odkrywa, że odzyskanie dawnej cywilizacji może być równie niebezpieczne jak jej utrata. To właśnie ten konflikt nadaje całej historii znacznie większy ciężar niż zwykłej opowieści fantasy.


Jérôme Le Gris buduje w Utraconych wiekach świat, który jest jednocześnie bardzo odległy i zaskakująco znajomy. Ludzkość cofnęła się do życia opartego na migracji, polowaniu, tradycji i bezwzględnej walce o zasoby, lecz gdzieś pod powierzchnią tego porządku wciąż tkwi pamięć o dawnej cywilizacji, którą niektórzy chcą odkryć. Problem w tym, że każda próba zmiany ustalonego porządku ma swoją cenę. Dzięki temu otrzymujemy pod twardą oprawą bezlitosny komiks postapo, w którym człowiek zagraża człowiekowi.

 


Scenariusz

Opublikowane w Polsce wydanie zbiorcze, składa się z czterech oryginalnych tomów historii. Opowieści w której Jérôme Le Gris buduje koncepcję niezwykle surową ale też sugestywną. Twórca jednocześnie nie proponuje nam kolejnej postapokalipsy o ocalałych przemierzających ruiny współczesnych miast. Katastrofa wydarzyła się tak dawno, że jej bezpośrednie konsekwencje dawno przestały mieć znaczenie. To, co pozostało po dawnym świecie, stało się mitem, reliktem i czymś, czego współczesne pokolenia właściwie nie potrafią już zrozumieć.

To bardzo dobry pomysł na opowieść. Zamiast pokazywać pierwsze dni po zagładzie, autor interesuje się tym, co dzieje się kilka tysięcy lat później. Ludzkość zdążyła stworzyć nowy porządek, nowe wierzenia i własny system wartości. Problem polega na tym, że ten porządek wyrósł z niewiedzy. Ludzie nie wiedzą już, dlaczego ich świat wygląda właśnie tak. Wiedzą jedynie, że tak żyli ich rodzice, dziadkowie i przodkowie.

Na tym tle bardzo mocno wyróżnia się Primus oraz jego odkrycie. Uprawa zboża w świecie przedstawionym w komiksie jest niemal rewolucją. Rolnictwo oznacza możliwość odejścia od koczowniczego trybu życia. Oznacza osiadłość, magazynowanie żywności, własność, nowe zależności społeczne i w konsekwencji całkowitą zmianę dotychczasowego porządku. To właśnie ten element najbardziej mnie przekonał. Utracone wieki są najciekawsze bowiem wtedy, kiedy pokazują, jak pozornie niewinne odkrycie może zagrozić całemu systemowi. Konflikt pomiędzy nomadycznym sposobem życia a próbą powrotu do rolnictwa nie jest tylko dekoracją fabuły. Stanowi fundament całej historii.

Początek pozostaje jednak wyraźnie ekspozycyjny. Autor długo ustawia pionki, przedstawia zasady świata i pokazuje, jak funkcjonują poszczególne społeczności. Nie uważam tego za poważną wadę całego wydania, ale trudno zaprzeczyć, że pierwsza część jest mniej angażująca niż kolejne. Później sytuacja wyraźnie się poprawia. Podróż Elaine nabiera tempa, pojawiają się nowe terytoria, nowe społeczności i nowe zagrożenia. Historia zaczyna funkcjonować jako przygodowa opowieść drogi, ale jednocześnie coraz mocniej rozwija swój główny temat.

Bardzo mocnym punktem scenariusza jest świat przedstawiony, który jest brutalny, dziki i bardzo fizyczny. Człowiek nie znajduje się w jego centrum. Musi konkurować ze zwierzętami, innymi ludźmi i samą naturą. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Le Gris wykorzystuje ruiny dawnego świata. Nie są one wyłącznie dekoracją. Przypominają o tym, że obecna rzeczywistość nie powstała z niczego. Pod warstwą mitu znajduje się prawdziwa historia ludzkości, tylko niemal całkowicie zapomniana.

Jednocześnie Utracone wieki nie są komiksem pogrążonym bez przerwy w ponurym rozpamiętywaniu końca cywilizacji. Jest tutaj sporo przygody, pościgów, walk i niebezpiecznych spotkań. Dzięki temu seria pozostaje przystępna. Czytelnik nie dostaje traktatu filozoficznego ubranego w kostium fantasy, tylko przede wszystkim sprawnie opowiedzianą historię przygodową, która przy okazji próbuje zadawać trudniejsze pytania.

Bohaterowie

W świecie, gdzie wieki ciemne wróciły ze skrajną intensywnością, nie ma miejsca na bohaterów o nieskazitelnych sercach. Twórcy wykreowali postacie, które są twarde, oschłe i nastawione wyłącznie na przetrwanie. Główna protagonistka, Elaine, przechodzi na przestrzeni całej serii zauważalną ewolucję. Z niepewnej córki charyzmatycznego wodza, zmuszonej do ucieczki po zniszczeniu jej rodzinnego klanu, staje się zdeterminowaną wojowniczką. Jej motywacja jest czytelna i silna: chęć spełnienia woli zmarłego ojca oraz uratowanie ludzkości przed ostatecznym stoczeniem się w mrok barbarzyństwa. Elaine nie jest jednak postacią krystaliczną, bywa mocno porywcza, popełnia błędy i wielokrotnie zawdzięcza życie wyłącznie przypadkowi lub wsparciu innych.

Na uwagę zasługuje tu również postać Mary, tropicielki która dołącza do Elaine na nowym lądzie. To bohaterka zbudowana na mocnych kontrastach. Z jednej strony bezlitosna łowczyni o ogromnej wiedzy o przetrwaniu, z drugiej żywa bomba z własną, skrywaną przeszłością. Relacja między Elaine a Marą tworzy emocjonalny kręgosłup całej opowieści. Wymiana zdań między nimi bije surowością, brak tu sztucznych uprzejmości, a zaufanie budowane jest w bólu i krwi.

Dobrze wypadają również postacie stojące po przeciwnych stronach ideowego sporu. Szczególnie interesujący jest konflikt pomiędzy Elaine a Królem Taonem. To właśnie tutaj scenariusz wychodzi poza prosty podział na dobrych i złych. Króla Taona trudno uznać za zwyczajnego antagonistę. Jego wizja świata ma sens. Chce wykorzystać odzyskaną wiedzę, rozwinąć społeczeństwo i zapewnić ludziom stabilniejsze życie. Problem polega na tym, że jego przekonanie o słuszności własnej drogi prowadzi go w stronę równie niebezpiecznej radykalności.

Elaine z kolei reprezentuje zupełnie przeciwny punkt widzenia. Nie ufa cywilizacji, własności i systemom, które mogą doprowadzić do powtórzenia dawnych błędów. Tyle że również ona nie jest wolna od skrajności.

Rysunki

Didier Poli od początku serii otrzymał zadanie wymagające dużej precyzji. Musiał stworzyć świat, który jednocześnie powinien wyglądać realistycznie, brutalnie i fantastycznie. W większości przypadków wywiązuje się z tego bardzo dobrze.

Jego kreska jest szczegółowa, ale nie przesadnie ozdobna. Postacie są wyraziste, krajobrazy mają odpowiednią skalę, a sceny walk są czytelne. Szczególnie dobrze wypadają duże kadry pokazujące rozległe przestrzenie. Człowiek często zostaje na nich sprowadzony do niewielkiego elementu ogromnego krajobrazu. To bardzo dobrze podkreśla bezbronność bohaterów.

Kolorystyka również odgrywa istotną rolę. Dominują naturalne, przygaszone barwy, które dobrze pasują do świata pozbawionego dawnego porządku. Dzięki nim komiks nie wygląda przesadnie sterylnie. Jest w nim kurz, brud, ziemia, drewno, kamień i krew.

W późniejszych tomach do Poliego dołącza Luca Bulgheroni. Największym komplementem dla tego rozwiązania jest to, że zmiana nie wybija czytelnika z rytmu. Styl pozostaje na tyle spójny, że całość można odbierać jako jeden projekt graficzny.

Bardzo dobrze wypadają też dynamiczne sceny. Autorzy potrafią odpowiednio wykorzystać duży format, szczególnie podczas starć, pościgów i destrukcji kolejnych miejsc. Finałowa część korzysta z tego najmocniej.

Nie wszystkie kadry są jednak równie efektowne. Czasami postacie wyglądają zbyt podobnie, a ich mimika nie zawsze dorównuje poziomowi dopracowania otoczenia. Przy tak dużej liczbie bohaterów jest to jednak problem drugorzędny.

Wady i niedociągnięcia

Komiks nie jest wolny od zauważalnych mankamentów. Pierwszym zauważalnym problemem serii jest nierówne tempo. Pierwszy tom zdecydowanie za długo przygotowuje grunt pod właściwą historię, co momentami potrafi troszkę nużyć. Drugim problemem są uproszczenia logiczne. Świat przedstawiony ma swoje reguły, ale nie wszystkie zostają konsekwentnie dopracowane. Dotyczy to przede wszystkim funkcjonowania przyrody po katastrofie oraz niektórych założeń dotyczących społeczeństw, które przez tysiące lat rozwijały się w izolacji. Jeżeli ktoś zacznie bardzo dokładnie analizować mechanikę tego świata, znajdzie kilka miejsc, w których scenariusz bardziej potrzebuje efektownej wizji niż naukowej konsekwencji.

Największy problem mam jednak z samą filozofią finału. Pomysł zestawienia dwóch skrajnych wizji społeczeństwa jest świetny. Wykonanie nie zawsze jednak należycie przekonuje. Elaine bywa momentami zbyt kategoryczna, a jej stosunek do cywilizacji sprawia wrażenie decyzji podjętej szybciej, niż wynikałoby to z całej jej wcześniejszej drogi. Skoro przez znaczną część historii poszukuje utraconego dorobku ludzkości, jej późniejsze stanowisko powinno zostać przygotowane jeszcze staranniej. Finał ma więc pomysł, ale nie wszystkie jego elementy wybrzmiewają z taką siłą, jak powinny.


Czy warto przeczytać Wieki Utracone?

Zdecydowanie warto sięgnąć po to wydanie zbiorcze, ponieważ oferuje ono niezwykle unikalną, brudną i unikalnie zrealizowaną wizję postapokaliptycznego świata. Połączenie średniowiecznego brutalizmu z elementami dzikiej przyrody i tajemniczej uchronii daje mieszankę, od której trudno się oderwać. To świetnie narysowana, bezkompromisowa opowieść dla każdego, kto szuka w komiksie dojrzałego klimatu i mocnych wrażeń.

 Duży i interesujący pomysł na świat po katastrofie.

  Dobrze poprowadzona podróż Elaine przez kolejne krainy.

  Bardzo dobre, realistyczne rysunki.

  Świetne sceny akcji i rozbudowane kadry.

  Zauważalne nieścisłości logiczne w konstrukcji świata przedstawionego.

  Część bohaterów drugoplanowych jest zbyt funkcjonalna.

  Finałowy spór ideologiczny jest ciekawy, ale nie wszystkie jego elementy zostały równie dobrze rozwinięte.

 

OCENA: 8/10
Ocena komiksu Wieki Utracone wydanie zbiorcze od Lost in Time.Ambitna próba połączenia postapokalipsy z fantasy i klasyczną opowieścią przygodową. Najlepiej wypadają wtedy, gdy pokazują wpływ utraconej wiedzy na ludzi, którzy stworzyli własny porządek bez znajomości jego prawdziwych źródeł. Komiks ma kilka problemów z tempem, logiką świata i niektórymi decyzjami fabularnymi, ale nie odbierają one przyjemności z lektury całego cyklu. Na szczególną uwagę zasługuje oprawa graficzna, która bardzo dobrze oddaje surowość i ogrom przedstawionego świata. Zbiorcze wydanie sprawia, że historia działa lepiej niż czytana w oderwanych od siebie tomach. To przede wszystkim sprawna, efektowna i momentami zaskakująco refleksyjna historia o tym, jak łatwo próba naprawienia świata może doprowadzić do powtórzenia jego najgorszych błędów. Dla kogo? To propozycja przede wszystkim dla osób lubiących mroczne fantasy, postapokalipsę, historie o upadku cywilizacji oraz komiksy nastawione zarówno na przygodę, jak i konflikt idei. Inne polecane tytuły/serie: Hawkmoon, Pendragon, Wollodrïn.

Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo.
PopKulturowy Kociołek
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.