
Dobra klawiatura mechaniczna nie musi wyglądać jak tradycyjna deska z klawiszami ustawionymi w jednym rzędzie. Epomaker Split70 udowadnia to już w pierwszych minutach kontaktu z urządzeniem, choć jednocześnie szybko pokazuje, ile kosztuje odejście od przyzwyczajeń. Ergonomiczny charakter konstrukcji ma tutaj realne znaczenie, ale został okupiony kilkoma kontrowersyjnymi zmianami układu. Właśnie dlatego ten model jest znacznie ciekawszy niż sugerowałaby sama specyfikacja.
Epomaker Split70 dostępna jest w dwóch wersjach kolorystycznych (Black Grey oraz White Blue). Do testu trafiła do mnie odmiana czarno-szara, która prezentuje się zdecydowanie bardziej stonowanie i moim zdaniem lepiej pasuje do typowego stanowiska komputerowego. Producent połączył tutaj ciemną obudowę z klawiszami utrzymanymi w szaro granatowej tonacji. Drugi wariant jest znacznie jaśniejszy i bardziej charakterystyczny wizualnie.
Sam karton, w którym przyjeżdża sprzęt, jest zaskakująco mały i kompaktowy, co od razu zwiastuje nieduże gabaryty urządzenia. W jego wnętrzu znajduje się dokładnie to, co niezbędne do rozpoczęcia pracy.
W pudełku oczywiście obok samej klawiatury, znajdziemy przewód USB A do USB C (w czarnym oplocie) służący do połączenia klawiatury z komputerem oraz przewód USB C do USB C łączący obie części. Producent dorzuca także prosty ściągacz do klawiszy i przełączników. W zestawie znalazły się również dwa dodatkowe przełączniki Wisteria Linear Switch V2. Nie zabrakło trzech dodatkowych nakładek przeznaczonych do konfiguracji z komputerami Mac. Całość uzupełniają instrukcja obsługi. Sama zawartość pudełka nie jest może nadmiernie spektakularna, ale trudno mieć do niej większe zastrzeżenia.
Wygląd i jakość wykonania
Założeniem projektantów Epomaker Split70 było stworzenie sprzętu, który nie będzie wyglądał jak zwyczajna klawiatura mechaniczna i w pełni im się to udało. Dwie oddzielne części obudowy przyciągają bowiem momentalnie wzrok zanim zwrócimy uwagę na cokolwiek innego.
W wersji Black Grey otrzymujemy spokojniejszy wygląd niż w odmianie White Blue. Ciemna obudowa dobrze współgra z kolorystyką nakładek. Nie ma tutaj przesadnej liczby ozdobników. To akurat uważam za zaletę. Producent zdecydował się na prostą formę, która dobrze pasuje do nowoczesnego stanowiska komputerowego. Obie części zostały zamknięte w plastikowych obudowach wykonanych z ABS. Plastik nie daje wrażenia taniego urządzenia. Całość sprawia wrażenie konstrukcji znacznie solidniejszej, niż sugerowałby materiał. Nie jest to oczywiście poziom ciężkich klawiatur z aluminiową obudową. Każda połowa jest wystarczająco sztywna, aby podczas pisania nie wyginała się irytująco pod naciskiem dłoni.
Producent zastosował tu ponadto magnetyczne elementy pozwalające połączyć obie części. Magnesy nie są jakoś przesadnie silne, ale dobrze sprawdzają się w ustawienia obu połówek obok siebie. Po zbliżeniu części do siebie konstrukcja sama pomaga ustawić je we właściwym miejscu. Nie trzeba więc walczyć z przesuwającymi się elementami. Podoba mi się także sposób poprowadzenia przewodu między obiema częściami. Kabel daje wystarczająco dużo swobody, aby rozsunąć połówki i dopasować ich położenie do szerokości ramion. Przewód w czarnym oplocie jest przy tym na tyle giętki, że w żadnym stopniu on nie przeszkadza.
Niestety konstrukcja ma również swoje ograniczenia. Najbardziej brakuje mi możliwości regulacji kąta nachylenia za pomocą rozkładanych nóżek. Epomaker Split70 ich po prostu nie posiada. Producent ustawił obudowę pod kątem około siedmiu stopni. Dla wielu osób będzie to wystarczające. Ja jednak uważam, że przy konstrukcji nastawionej na ergonomię możliwość dalszej regulacji byłaby bardzo mile widziana.
Spód każdej części wyposażono natomiast w silikonowe stopki. Ich działanie oceniam bardzo dobrze. Klawiatura nie ma tendencji do przesuwania się po biurku podczas normalnego pisania.
Największe kontrowersje dotyczą jednak nie jakości wykonania, lecz samego układu klawiszy. Split70 wykorzystuje format 70 procent z 71 klawiszami i pokrętłem. Brak klasycznego rzędu klawiszy funkcyjnych jest konsekwencją niewielkich rozmiarów. Sam ten fakt nie stanowi dla mnie problemu. Znacznie bardziej przeszkadza sposób rozmieszczenia niektórych podstawowych klawiszy.
Klawisz tyldy znalazł się obok Backspace. Escape również zmienił swoje tradycyjne miejsce, a na jego miejscu po lewej stronie pojawiła się gałka zmiany głośności. Producent zastosował dwa klawisze B, dzięki czemu użytkownik może wybrać wygodniejszą stronę dla tego znaku, chociaż początkowo jest to irytujące. Największym problemem jest dla mnie prawy Shift. Ma rozmiar 1U i znajduje się bezpośrednio obok klawisza strzałki w górę. To ustawienie wymaga zdecydowanie większego przyzwyczajenia niż reszta zmian. Początkowo łatwo nacisnąć nie ten klawisz, który chcieliśmy. Delete również znalazł się w nietypowym miejscu. Ulokowano go po prawej stronie zaraz obok strzałek, co również powoduje jego częste wciskani zanim przywykniemy do układu. Nie mam za to najmniejszych zastrzeżeń do podzielonej spacji, która jest stosunkowo mała, ale korzysta się z niej całkiem wygodnie.
Widać tutaj, że projektanci musieli zmieścić bardzo dużo funkcji na stosunkowo niewielkiej powierzchni. Rozumiem powody tych decyzji. Nie oznacza to jednak, że wszystkie uważam za trafione. Moim zdaniem producent mógł poświęcić kilka milimetrów szerokości, aby poprawić ergonomię najczęściej używanych klawiszy. Po kilku dniach problem staje się mniejszy. Pamięć mięśniowa rzeczywiście zaczyna działać. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to kompromis, którego trzeba być świadomym przed zakupem.
Na plus trzeba zaliczyć za to cztery dodatkowe przyciski znajdujące się po lewej stronie. Fabrycznie odpowiadają one za cofanie, wycinanie, kopiowanie i wklejanie. To świetny pomysł dla osób pracujących z tekstem. Jeszcze lepiej wypada możliwość przypisania im własnych funkcji. Dzięki VIA mogą stać się makrami albo skrótami używanymi w konkretnych programach.
Budowa i specyfikacja
Na papierze Epomaker Split70 wygląda jak sprzęt, który próbuje zaoferować niemal wszystko, czego można oczekiwać od współczesnej klawiatury mechanicznej. Do dyspozycji użytkownika pozostaje 71 klawiszy oraz pokrętło. Konstrukcja korzysta z połączenia przewodowego USB C. Oferuje również łączność Bluetooth. Trzecim rozwiązaniem jest bezprzewodowe połączenie 2,4 GHz. Takie zestawienie bardzo dobrze pasuje do nowoczesnego stanowiska pracy. Możemy korzystać z przewodu podczas grania. Możemy przejść na 2,4 GHz, kiedy zależy nam na porządku na biurku. Bluetooth sprawdzi się natomiast przy kilku urządzeniach. Producent przewidział możliwość zapamiętania kilku urządzeń Bluetooth. To zwiększa uniwersalność konstrukcji. Klawiatura współpracuje z systemami Windows, macOS oraz Android.
Parametry dotyczące szybkości działania również wyglądają bardzo dobrze. W trybie przewodowym częstotliwość odpytywania jest na poziomie 1000 Hz. Taką samą wartość otrzymujemy przy połączeniu 2,4 GHz. Jedynie Bluetooth ogranicza tę wartość do około 125 Hz. Różnica jest istotna przede wszystkim dla graczy. Do pracy biurowej 125 Hz spokojnie wystarczy. Jeśli chodzi o opóźnienia to na przewodzie lub przy 2,4 GHz wynosi ono około 3 ms, przy łączności Bluetooth jest to zaś około 15 ms. Dla wymagających użytkowników i graczy z pewnością ważne będzie zastosowanie w sprzęcie N Key Rollover oraz funkcji Anti Ghosting. Trzeba pamiętać jednak, że klawiatura nie została zaprojektowana z myślą o graczach. Jej głównym celem pozostaje wygodna praca i właśnie w tym ma pomagać podzielony format.
Lewa połowa pełni rolę głównej części urządzenia. To tutaj znajdują się elementy odpowiedzialne za komunikację z komputerem. Tutaj również znajduje się akumulator oraz przełącznik trybu pracy. Producent przewidział także miejsce na schowanie odbiornika 2,4 GHz. Prawa część jest prostsza konstrukcyjnie. Jej zadaniem jest uzupełnianie głównego modułu.
Kolejnym ważnym parametrem jest zastosowanie konstrukcji gasket mount. To rozwiązanie ma wpływ na charakter pracy całego mechanizmu. Płytę wykonano z poliwęglanu. Nie jest ona przesadnie sztywna. Dzięki temu podczas naciskania klawiszy pojawia się niewielka ilość ugięcia. Nie należy jednak oczekiwać miękkiej klawiatury, która wyraźnie ugina się pod palcami. Producent zastosował pięć warstw materiałów odpowiadających za tłumienie dźwięku. W konstrukcji znalazły się między innymi warstwa lateksowa, IXPE, PET, gąbka oraz silikon. To właśnie te elementy mają ograniczać pusty pogłos i niepożądane rezonowanie. W praktyce jest to jeden z największych atutów urządzenia. Split70 nie brzmi jak pusta plastikowa obudowa. Dźwięk jest kontrolowany. Klawiatura ma przy tym odpowiednią sprężystość. Nie sprawia wrażenia przesadnie miękkiej. Nie jest również zupełnie twarda. Uważam, że jest to dobrze dobrany kompromis.
Za podświetlenie odpowiada system RGB z diodami skierowanymi na południe. Oprócz światła pod klawiszami producent zastosował również boczne małe paski świetlne. Wygląda to ładnie, chociaż dla mnie osobiście jest zbędnym dodatkiem drenującym baterię. Jeśli ktoś nie lubi RGB, może je wyłączyć. Jeżeli ktoś lubi efektowne stanowisko, możliwości konfiguracji są wystarczające. Dobrze wypada również kompatybilność z profilami Cherry. Producent zastosował nakładki PBT wykonane metodą sublimacji barwnika. To rozwiązanie jest zdecydowanie lepsze niż tanie nadruki podatne na szybkie ścieranie. Nakładki mają przyjemną fakturę. Nie są przesadnie śliskie. Ich profil również dobrze współpracuje z przełącznikami Wisteria V2.
Przełączniki
Sercem klawiatury są autorskie przełączniki Epomaker Wisteria Linear Switch V2. To pięciopinowe switche liniowe, które otrzymujemy fabrycznie nasmarowane. Trzpień wykonano tu z mieszanki materiałów POM oraz PTFE w zielonym kolorze, górną obudowę z fioletowego poliwęglanu wyposażonego w soczewkę rozpraszającą światło RGB, a spód z trwałego tworzywa PA66. Wykazują się one siłą nacisku do aktywacji na poziomie 45 gramów oraz całkowitym skokiem wynoszącym 3.6 milimetra. W praktyce działają niewiarygodnie gładko, bez najmniejszego uczucia szorstkości czy chropowatości przy powolnym wciskaniu. Dzięki temu klawiatura dobrze pasuje zarówno do pisania, jak i grania. Klawisz nie wymaga dużej siły. Palce nie męczą się więc przesadnie podczas dłuższych sesji. Jednocześnie przełączniki nie są tak lekkie, aby przypadkowe dotknięcia powodowały ciągłe błędy.
Szkoda jednak, że Wisteria V2 nie mają alternatywy przy kupnie sprzętu, tak jak to jest w wielu innych modelach marki. Jeśli ktoś lubi liniowe przełączniki, będzie zadowolony. Jeśli preferuje wyraźny punkt aktywacji, będzie musiał samodzielnie dokonać wymiany. Na szczęście hot swap sprawia, że nie jest to poważna wada.
Bateria i wydajność
W obudowie Epomaker Split70 skrywa się akumulator o pojemności 3000 mAh. Jest to wartość, która nie robi już takiego wrażenia jak kilka lat temu. W przypadku podzielonej klawiatury trzeba ponadto uwzględnić dodatkowe elementy elektroniki.
Producent deklaruje do 11 godzin pracy przy włączonym podświetleniu. Przy wyłączonym RGB wartość rośnie do około 260 godzin. Różnica jest więc ogromna. Jak to zwykle bywa deklaracje a rzeczywistość bywają mocno różne. W tym przypadku jest to zarówno na plus jak i na minus.
Przy włączonym RGB i korzystaniu z łączności Bluetooth konieczne było sięgnięcie po kabel ładujący po około 1.5 dnia użytkowania, co w moim przypadku przekłada się na jakieś 15-17 godzin. Korzystają z łączności 2,4 GHz, klawiatura potrzebuje ładowania po około 12-13 godzinach. Można więc śmiało napisać, że bateria pozytywnie zaskakuje w porównaniu z deklaracjami. Niestety jeśli przestaniemy korzystać z RGB to nie jest już tak różowo jak obiecuje producent. Przy łączności Bluetooth bateria wytrzymuje około 190 godzin, przy 2,4 GHz jest to zaś +/- około 150, daleko więc do deklarowanych 260 godzin.
Do plusów sprzętu na pewno trzeba zaliczyć automatyczne usypianie, co poprawia wydajność baterii. Czas wybudzania wynoszący około 3 sekund nie jest już jednak tak imponujący.
Komfort pracy, granie i oprogramowanie
Największym atutem i wyróżnikiem Epomaker Split70 jest zdecydowanie ergonomia, do której trzeba się jednak przyzwyczaić. Rozdzielenie klawiatury pozwala ustawić dłonie szerzej. Można dopasować położenie obu części do własnych ramion. Można również zmienić kąt ustawienia każdej połowy. To daje zdecydowanie więcej możliwości niż klasyczna klawiatura. W przypadku wielogodzinnego pisania różnica może być naprawdę odczuwalna. Podział konstrukcji ma więc konkretny cel. Problem polega na tym, że użytkownik musi za tę ergonomię zapłacić przyzwyczajeniami.
Pierwsze godziny z tym modelem mogą być frustrujące. Palce automatycznie szukają klawiszy w miejscach znanych ze standardowej klawiatury. Z czasem pamięć mięśniowa zaczyna się jednak przestawiać. Po kilku sesjach różnice nie są już tak irytujące. To nie jest kwestia kilku minut czy godzin, ale co najmniej kilku-kilkunastu dni. W mojej ocenie osoby, które kupują Split70 wyłącznie z ciekawości i oczekują natychmiastowego komfortu, mogą się rozczarować. Osoby naprawdę zainteresowane ergonomią powinny natomiast dać tej konstrukcji szansę.
W pracy typowo biurowej klawiatura sprawdza się naprawdę bardzo dobrze. Cztery boczne przyciski funkcyjne mogą przyspieszyć pracę z tekstem. Kopiowanie i wklejanie jest dostępne bez klasycznych skrótów. Cofanie również znajduje się pod ręką. Możliwość zmiany tych funkcji sprawia, że przyciski mogą zostać dopasowane do konkretnego programu. Osoba pracująca w grafice może przypisać im inne polecenia. Programista może wykorzystać je do własnych skrótów. To jedna z bardziej praktycznych cech całej konstrukcji.
Jeśli chodzi o gry to format 70 procent daje więcej miejsca dla myszy. Dla osób korzystających z niskiej czułości jest to realna korzyść. Nie trzeba obawiać się uderzania dłonią w szeroką klawiaturę. Można również odsunąć prawą połowę. Co ciekawe, lewa część może działać jako samodzielny moduł podczas odpowiedniej konfiguracji. W grach wykorzystujących WASD rozwiązanie ma szczególny sens. Nie nazwałbym jednak Split70 typową klawiaturą gamingową. Układ wymaga zbyt dużego przyzwyczajenia. W sytuacji, gdy liczy się automatyczna pamięć mięśniowa, każdy nietypowy klawisz może przeszkadzać.
Jeżeli zaś chodzi o oprogramowanie, to Epomaker wykorzystuje tutaj VIA. Nie jest to najbardziej intuicyjne oprogramowanie dla początkującego użytkownika. Trzeba czasem wykonać kilka dodatkowych kroków. W przypadku Split70 konieczne jest załadowanie odpowiedniego pliku JSON. Dopiero wtedy konfigurator rozpoznaje urządzenie i udostępnia pełne możliwości. Dla osoby, która nigdy nie korzystała z VIA, może to być początkowo nieco zagmatwane. Dla bardziej doświadczonego użytkownika jest to ogromna zaleta. Możemy zmieniać przypisanie klawiszy. Możemy tworzyć makra. Możemy modyfikować warstwy. Możemy również zmieniać ustawienia podświetlenia. To daje ogromną swobodę. W przypadku tak nietypowego układu możliwość remapowania jest wręcz konieczna. Dzięki niej część problemów wynikających z fizycznego rozmieszczenia klawiszy można ograniczyć programowo.
Podsumowanie
Epomaker Split70 to klawiatura, która nie próbuje zadowolić wszystkich i bardzo dobrze, że tego nie robi. Jej największą wartością jest możliwość fizycznego rozdzielenia obu połówek. Dzięki temu można stworzyć ustawienie znacznie bliższe naturalnej pozycji dłoni. Konstrukcja jest solidna, dobrze wyposażona i oferuje bardzo przyjemną kulturę pracy. Jednocześnie Split70 ma jeden poważny problem w postaci nietypowego układu części klawiszy. Szczególnie prawy Shift wymaga przyzwyczajenia i może irytować nawet po dłuższym czasie. Ostatecznie oceniam Epomaker Split70 jako bardzo udaną propozycję dla osoby, która rzeczywiście chce wejść w świat klawiatur ergonomicznych, a nie tylko szuka kolejnego efektownego modelu na biurko.
Bardzo dobra jakość wykonania jak na plastikową obudowę.
Możliwość niezależnego ustawienia obu połówek.
Bardzo przyjemne przełączniki Wisteria Linear V2.
Cztery programowalne przyciski boczne.
Nietypowy układ wymaga dłuższego przyzwyczajenia.
Prawy Shift jest zdecydowanie zbyt mały.
Położenie Delete może powodować pomyłki.
Brak regulowanych nóżek.
Sprzęt do testów dostarczyła firma Epomaker.
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.




