
Zanim Atlantyda zniknęła pod wodą, miała własnych władców, konflikty i wrogów działających w cieniu tronu. Kroniki Atlantydy tom 1 przenoszą czytelnika do fantastycznej wersji tej legendarnej cywilizacji, gdzie polityczne ambicje spotykają się z mitologią. Na pierwszy plan wysuwa się tu Eoden, wojownik próbujący zostawić przeszłość za sobą.
Atlantyda od dawna rozpala wyobraźnię, a komiksowe fantasy daje dodatkowo przestrzeń do opowiedzenia historii o władzy i ambicji. Kroniki Atlantydy tom 1 wykorzystują legendarną cywilizację jako tło konfliktu, który zaczyna się od problemów na królewskim dworze. Ponadto Stefano Martino łączy tu rozpoznawalne motywy gatunku z własną wizją mitycznego świata.
Kroniki Atlantydy tom 1 stawiają na sprawdzoną elementy fantasy
Scenariusz komiksu osadzony tysiące lat przed naszą erą od pierwszych stron stawia na szybkie tempo i bezpośrednie starcie z brutalną rzeczywistością. Obserwujemy tu historię Eodena, okaleczonego weterana żyjącego w odosobnieniu na wyspie. Jeżo żywot nabiera wyrazistości, gdy dawny znajomy przynosi mu wieści o szaleństwie jego brata zasiadającego na atlantydzkim tronie.
Rozgrywająca się równolegle intryga polityczna sterowana przez chciwego kapłana Hak-Na napędza w albumie wydarzenia w sposób bardzo pragmatyczny, nie siląc się na zbytnie udziwnienia. Fabuła czerpie pełnymi garściami z klasycznych motywów gatunku, co z jednej strony ułatwia wejście w świat przedstawiony, z drugiej zaś sprawia, że pewne zwroty akcji stają się dość przewidywalne już w połowie lektury.
Znacząca siła tej historii tkwi raczej w czytelnym punkcie zapalnym niż w fabularnej rewolucji. Eoden nie wraca do działania dlatego, że nagle odkrywa w sobie ambicję zdobycia tronu. Zmusza go do tego sytuacja, w której osobiste uczucia zderzają się z problemem znacznie większym niż on sam. Dzięki temu intryga ma emocjonalny rdzeń, nawet jeśli jej główne elementy są łatwe do rozczytania.
Album otwiera większą historię i musi przedstawić główne postacie, ich relacje oraz zagrożenia. Taki początek ma swoje ograniczenia, ale nie przekreśla opowieści. To fantasy, które stawia na szybkie uruchomienie konfliktu, a nie na długie przygotowywanie gruntu pod wydarzenia. Czytelnik dość szybko rozumie, o co toczy się gra, ale samo to potrafi być dość angażujące.
Protagonista z bliznami i problematyczny obraz postaci kobiecych
Główny bohater albumu, Eoden, wypada tu dość przekonująco i ciekawie. Dobrze rozpisany jest rozdźwięk między jego przeszłością a teraźniejszością. To wojownik, który wiele stracił i zdecydował się odsunąć od świata, zamiast bez końca walczyć o odzyskanie dawnej pozycji. Daje mu to więcej charakteru niż typowemu herosowi, który od pierwszych stron marzy o kolejnym zwycięstwie.
Kontrastuje z nim jego brat, król Leoden. Leoden nie jest pokazany tu jedynie jako władca, który podejmuje złe i nieprzemyślane decyzje. Jego podatność na manipulację Hak-Na staje się istotną częścią konfliktu. To interesujący punkt wyjścia, ponieważ zagrożenie dla państwa wynika nie tylko z działań zewnętrznego przeciwnika, ale także ze słabości osoby stojącej na jego czele. Hak-Na pełni natomiast funkcję wyraźnego antagonisty. Ma wpływ na władcę i własne ambicje, a jego obecność spaja wątki związane z religią, polityką i kontrolą.
O ile męska część obsady spełnia swoje zadanie, o tyle postacie kobiece budzą spory niedosyt. Zarówno królowa Leyon, jak i pojawiające się w fabule amazonki czy Valkyrie stoją na pograniczu dwóch sprzecznych wizji. Z jednej strony dialogi i przebłyski z przeszłości sugerują, że Leyon to kobieta odważna i dorównująca charakterem wojownikom. Z drugiej zaś strony scenariusz sprowadza ją głównie do roli damy w opałach, która staje się kartą przetargową w łękach potężniejszych od niej mężczyzn.
Postacie w pierwszym tomie mają więc czytelne role i łatwo uchwycić łączące je zależności. Nie wszystkie zyskują jednak równie mocny indywidualny rys.
Mityczna Atlantyda jako scena dla klasycznej heroic fantasy
Bardzo mocną stroną albumu jest kreacja świata. Uniknięto tu na szczęście sterylnej, błyszczącej wizji Atlantydy jako zaawansowanego technicznie utopijnego miasta, stawiając w zamian na surowy, wręcz barbarzyński klimat z pogranicza opowieści spod znaku Conana.
Atlantyda w tej wersji to przestrzeń duszna, niebezpieczna i naznaczona religijnym fanatyzmem. Rankoom, stolica królestwa, tętni życiem, ale jest to życie podszyte strachem i polityczną korupcją. Przenikanie się wpływów kulturowych, od prekolumbijskich akcentów, przez elementy nordyckie, aż po klasyczny antyk, buduje intrygujący, ektlektyczny miks.
Rysunki Stefano Martino nadają Atlantydzie rozmach i wizualną głębię
Od strony wizualnej komiks prezentuje się fenomenalnie. Stefano Martino pokazuje mistrzowskie opanowanie warsztatu, dopracowując każdy kadr. Największe wrażenie robią kadry przedstawiające architekturę oraz dziką przyrodę. Ponadto detale na pancerzach żołnierzy, faktura kamiennych budowli czy projekty uzbrojenia stoją na najwyższym poziomie.
Równie okazale wypadają sekwencje pojedynków i starć zbiorowych. Dynamika kadrów, anatomia postaci w ruchu i płynność przechodzenia między poszczególnymi scenami sprawiają, że walki czyta się jak wyreżyserowane widowisko kinowe. Praca kolorem doskonale uzupełnia surowy ołówek Martino. Ciepłe, nasycone barwy światła słonecznego kontrastują z mrocznymi, zimnymi odcieniami w scenach poświęconych rytuałom kapłanów. Oprawa graficzna nie tylko buduje więc nastrój, ale nadrabia wszelkie niedociągnięcia scenariuszowe.
Wady i niedociągnięcia
Największym problemem pierwszego tomu jest przewidywalność podstawowych elementów fabuły. Okaleczony wojownik, król pozostający pod wpływem przebiegłego kapłana, rywalizacja braci i kobieta, której los splata ich drogi, to konstrukcja, którą łatwo rozpoznać. Sama treść jest ok ale brakuje jej jakieś większej wyrazistości.
Zastrzeżenia budzi również sposób, w jaki przedstawiane są kobiety. Skąpe stroje i zmysłowe pozy pojawiają się na tyle często, że trudno uznać je za przypadkowy detal. Taki wybór może zawężać odbiór komiksu i sprawiać wrażenie, że bohaterki mają przede wszystkim przyciągać wzrok, a dopiero w dalszej kolejności funkcjonować jako pełnoprawne postacie.
Kroniki Atlantydy tom 1 najwięcej tracą tam, gdzie mogłyby zaryzykować. Zamiast mocniej rozwinąć własne pomysły, często korzystają z bezpiecznych rozwiązań gatunkowych. Dopracowana grafika i atrakcyjne tło podtrzymują zainteresowanie, lecz nie sprawiają, że wszystkie słabości scenariusza przestają być widoczne. To właśnie od kolejnych części zależy, czy cykl rozwinie swój potencjał, czy pozostanie efektownym, ale znajomym wariantem heroic fantasy.
Czy warto przeczytać Kroniki Atlantydy tom 1?
Mimo czytelnych schematów i kilku potknięć warsztatowych komiks broni się jako bardzo sprawnie zrealizowana rozrywka heroic fantasy. Czy warto wydać na niego pieniądze? Tak, jeśli szukasz szybkiej, efektownej przygody w klimatach klasycznego miecza i magii.
Atrakcyjny punkt wyjścia oparty na micie Atlantydy.
Potencjał do rozwinięcia większej historii fantasy.
Znane i przewidywalne schematy fabularne.
Sposób przedstawiania bohaterek.
Intryga, która nie zawsze wykorzystuje pełnię swojego potencjału.
| OCENA: 7/10 |
Wojownik Eoden rozpoczyna opowieść o świecie, w którym rodzinne konflikty splatają się z politycznymi ambicjami i mitologicznymi inspiracjami. Album wyróżnia się przede wszystkim stroną wizualną, która nadaje Atlantydzie odpowiednią skalę i pomaga uwierzyć w rozmach przedstawionej cywilizacji. Scenariusz korzysta jednak z rozwiązań dobrze znanych fanom heroic fantasy, a niektóre decyzje dotyczące przedstawiania bohaterek mogą zniechęcić część odbiorców. Pierwszy tom pozostawia przestrzeń na rozwój, ale sam potencjał nie wystarcza, by uznać historię za szczególnie oryginalną. To propozycja, której najmocniejszym argumentem jest wizja świata, a nie fabularne zaskoczenia. Dla kogo? Dla miłośników heroic fantasy, mitologicznych światów i europejskiego komiksu przygodowego, którzy cenią rozbudowane ilustracje i nie oczekują koniecznie rewolucji scenariuszowej. |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont. Komiks można również znaleźć w Komiksiarni Katowice i na Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
Wojownik Eoden rozpoczyna opowieść o świecie, w którym rodzinne konflikty splatają się z politycznymi ambicjami i mitologicznymi inspiracjami. Album wyróżnia się przede wszystkim stroną wizualną, która nadaje Atlantydzie odpowiednią skalę i pomaga uwierzyć w rozmach przedstawionej cywilizacji. Scenariusz korzysta jednak z rozwiązań dobrze znanych fanom heroic fantasy, a niektóre decyzje dotyczące przedstawiania bohaterek mogą zniechęcić część odbiorców. Pierwszy tom pozostawia przestrzeń na rozwój, ale sam potencjał nie wystarcza, by uznać historię za szczególnie oryginalną. To propozycja, której najmocniejszym argumentem jest wizja świata, a nie fabularne zaskoczenia.