He-Man i władcy wszechświata tom 1: Miecz Skaz – He-Man znów dzierży Miecz Mocy

Kadr z komiksu He-Man i władcy wszechświata tom 1 Miecz Skaz przedstawiający dynamiczne postacie, stanowiący ilustrację recenzji tej klasycznej opowieści fantasy.

Eternia ponownie staje na krawędzi zagłady, Szkieletor ma kolejny plan, a He-Man musi zrobić to, co potrafi najlepiej: stanąć pomiędzy zagrożeniem a tymi, których ma chronić. He-Man i władcy wszechświata tom 1: Miecz Skaz sięga przy tym do bardzo ważnego elementu klasycznego mitu Masters of the Universe i nadaje mu nowe znaczenie. Co z tego wyszło i jak prezentuje się powrót jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek fantasy science fiction w komiksowej odsłonie?


He-Man i władcy wszechświata to marka, której nie trzeba długo przedstawiać fanom popkultury. Problem w tym, że powrót do Eternii łatwo zamienić w bezmyślne odtwarzanie znanych motywów. Miecz Skaz jest świadomy tego ryzyka i choć korzysta z bardzo klasycznej konstrukcji, znajduje dla niej interesujący punkt zaczepienia w postaci tajemniczego artefaktu oraz odpowiedzialności związanej z używaniem potęgi.

Scenariusz

Tim Seeley nie zaczyna swojej historii od próby udowodnienia, że Masters of the Universe potrzebuje całkowitej przebudowy. I bardzo dobrze. He-Man i władcy wszechświata tom 1: Miecz Skaz od pierwszych stron wie, czym chce być. To pełna energii opowieść fantasy/ science fiction, w której magia spotyka technologię, bohaterowie rzucają się w wir walki, a Szkieletor po raz kolejny próbuje zdobyć potęgę pozwalającą mu podporządkować sobie Eternię.

Na poziomie konstrukcji fabuły początek jest bardzo klasyczny. Królewski orszak zostaje zaatakowany, Adam musi pilnować swojej tajemnicy, a w tym samym czasie Szkieletor, Evil Lyn i Kobra Khan rozpoczynają atak wykorzystujący potężną machinę zdolną zagrozić samemu Zamkowi Posępnego Czerepu. Czarodziejka próbuje powstrzymać katastrofę za pomocą magii, pozostali bohaterowie walczą o przetrwanie, a Adam po raz kolejny musi wcielić się w  He-Mana.

Nie ma tutaj potrzeby udawania, że mamy do czynienia z fabułą, która chce wywrócić gatunek do góry nogami. Seeley korzysta z dobrze znanych klocków. Różnica polega na tym, że robi z nich opowieść, która ma odpowiednie tempo i właściwą energię. Akcja szybko przechodzi z jednego miejsca w drugie, bohaterowie mają swoje momenty, a kolejne starcia nie pozwalają historii ugrzęznąć w ekspozycji.

To właśnie tempo jest jednym z mocniejszych elementów tomu. Miecz Skaz nie spędza połowy objętości na tłumaczeniu, czym jest Eternia i dlaczego kolejna próba Szkieletora stanowi zagrożenie. Nowy czytelnik dostaje wystarczająco dużo informacji, aby wejść w ten świat, natomiast osoba znająca Masters of the Universe może od razu cieszyć się charakterystycznymi postaciami, miejscami i konfliktami.

Ważne jest również to, że Seeley nie ogranicza się do samego widowiska. Pod efektowną warstwą przygodową pojawia się temat odpowiedzialności związanej z posiadaniem ogromnej mocy. To nie jest szczególnie nowa refleksja, ale w przypadku He-Mana sprawdza się wyjątkowo dobrze. Najpotężniejszy człowiek we wszechświecie nie jest interesujący wyłącznie dlatego, że potrafi pokonać przeciwnika. Ciekawszy staje się wtedy, gdy musi zdecydować, co zrobić z siłą, którą posiada.

Ten motyw wyraźnie zyskuje znaczenie wraz z rozwojem historii. Tajemniczy miecz nie jest wyłącznie kolejną efektowną bronią wrzuconą do opowieści po to, aby bohaterowie mieli o co walczyć. Jego zdolność do wysysania mocy z ranionych przeciwników sprawia, że temat potęgi nabiera znacznie bardziej niepokojącego wymiaru. Szkieletor otrzymuje dzięki temu narzędzie, które pozwala mu stać się jeszcze większym zagrożeniem, ale jednocześnie sam miecz staje się pytaniem o naturę mocy i jej konsekwencje.

Podoba mi się również sposób, w jaki scenarzysta wykorzystuje klasyczne elementy historii Masters of the Universe. Punktem wyjścia dla Miecza Skaz jest motyw związany z dwoma mieczami obecnymi w początkowej historii marki. Seeley nie traktuje tego wyłącznie jako ciekawostki dla fanów. Przekuwa dawny element mitologii marki w coś, co może napędzać nową opowieść.

To dobry przykład podejścia, które powinno przyświecać większości współczesnych powrotów do starszych franczyz. Nie chodzi o to, żeby bezmyślnie kopiować przeszłość. Chodzi o znalezienie w niej elementów, które można wykorzystać w nowej historii.

Bohaterowie

Największym atutem obsady jest tu jej charakterystyczność ale też wyrazistość. He-Man nie jest tutaj bezmyślnym osiłkiem. Scenarzysta eksponuje jego moralny kompas, pokazując, że największą siłą herosa nie są bicepsy, lecz powściągliwość i świadomość konsekwencji użycia potęgi. Relacja z Zbrojnym (Man-At-Arms) wychodzi na pierwszy plan w krytycznych momentach, kiedy stary mentor musi sprowadzić rozwścieczonego bohatera na ziemię. To dojrzały rys na wizerunku postaci, która zazwyczaj po prostu wygrywała każdy pojedynkowy zryw bez większego wysiłku.

Po drugiej stronie barykady króluje Szkieletor ze swoim niezmierzonego formatu ego, megalomanią oraz stałym zestawem zgryźliwych uwag. Towarzyszy mu stała gwardia: Evil-Lyn i Kobra Khan. Interakcje między złoczyńcami przypominają klasyczne utarczki słowne z kreskówki, co jednych zachwyci, a innych może nieco zmęczyć swoją powtarzalnością. Nowe postacie, jak chociażby Książę Stahl, pełnią wyłącznie rolę tła i trudno związać się z nimi emocjonalnie.

Warto docenić kreację Teeli. Jest dynamiczna, bezpośrednia, a jej sceny walki mają w sobie ogromną wyrazistość. Nie służy jedynie za tło dla Adama, ale realnie wpływa na przebieg starć na pierwszej linii frontu. Cała obsada działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, choć trzyma się ściśle utartych ról i próżno tu szukać spektakularnych przemian wewnętrznych u złoczyńców czy postaci drugoplanowych.

Rysunki

Jeśli miałbym wskazać element, który najmocniej sprzedaje ten komiks, bez wahania postawiłbym na warstwę graficzną.

Freddie E. Williams II bardzo dobrze rozumie skalę Masters of the Universe. Jego postacie są masywne, potężne i przesadzone dokładnie w taki sposób, w jaki powinny być przesadzone postacie z Eternii.

He-Man wygląda jak ktoś, kto rzeczywiście może zmierzyć się z potworem większym od człowieka. Szkieletor nie przypomina zwykłego przeciwnika w kostiumie, tylko fantastyczną figurę wyrwaną z najbardziej szalonej wersji fantasy lat osiemdziesiątych. Z kolei maszyny, broń i potwory mają odpowiednią wagę wizualną.

Najlepiej widać to w scenach walk. Williams nie boi się dużych kadrów, mocnych póz i dynamicznego układu stron. Komiks nie próbuje ograniczać widowiskowości. Kiedy trzeba pokazać wielkie starcie, dostajemy wielkie starcie.

Jednocześnie styl Williamsa jest dość gęsty. Na planszach dużo się dzieje. Zbroje, broń, sylwetki, tła, maszyny i efekty specjalne konkurują ze sobą o uwagę. Dla części czytelników może to być początkowo przytłaczające, szczególnie jeśli oczekują prostszej, bardziej kreskówkowej stylistyki kojarzonej z animacją Filmation.

Wady i niedociągnięcia

Największą bolączką tomu jest jego pewna schematyczność, z której scenarzysta nie zawsze potrafi się wyrwać. Sam trzon opowieści przez pierwsze dwa zeszyty powiela dobrze znany wzorzec: powracające zagrożenie, szybka mobilizacja, bijatyka i ucieczka złoczyńców. Osoby szukające w komiksie głębokich dekonstrukcji społecznych czy wielowarstwowych intryg politycznych odejdą od tego tomu rozczarowane, ponieważ skrypt operuje na prostej linii podziału na dobro i zło.

Kolejnym mankamentem jest zbytnie przeładowanie kadry postaciami drugoplanowymi, które pojawiają się na sekundy bez żadnego uzasadnienia fabularnego. Wygląda to tak, jakby twórcy mieli nakaz pokazania jak największej liczby zabawek z katalogu w jak najkrótszym czasie. Powoduje to mętlik informacyjny u czytelników, którzy nie znają na pamięć każdego pobocznego wojownika z lat osiemdziesiątych. 

Na koniec trzeba wspomnieć o dość rwanym tempie finału. Ostatni zeszyt stawia na szybkie rozwiązywanie wątków i akcje, pozostawiając pewien niedosyt w kwestii domknięcia głównych starć. Niektóre dialogi bywają zbyt eksplikatywne, bohaterowie mają tendencję do wypowiadania na głos swoich zamiarów oraz emocji, co trąci nieco przestarzałymi technikami pisarskimi.


Czy warto przeczytać He-Man i władcy wszechświata tom 1: Miecz Skaz?

To album stworzony z czystej miłości do bezkompromisowego science-fantasy, który nie wstydzi się swoich zabawkowych korzeni. Jeśli szukacie dynamicznej akcji, świetnej oprawy graficznej i historii przywracającej wiarę w proste, lecz uniwersalne wartości, jest to pozycja absolutnie obowiązkowa na Waszej półce. 

 Bezkompromisowe i pełne szacunku podejście do klasycznego lore Masters of the Universe.

  Wyrazista, niezwykle dynamiczna kreska. 

  Udana równowaga między szybką akcją a rozbudową historii świata Eternii.

  Zbytnie nagromadzenie epizodycznych postaci wprowadzających chaos na kadrach.

  Schematyczność początkowych rozdziałów powielająca klasyczne wzorce kreskówkowe.

  Warstwa fabularna nie zawsze dorównuje poziomem oprawie graficznej. 

 

OCENA: 7/10
Ocena komiksu He-Man i władcy wszechświata tom 1: Miecz Skaz od wydawnictwa Nagle Comics.Komiks, który bez zbędnego cynizmu przypomina, za co miliony fanów na całym świecie pokochały świat Eternii. Twórcy nie próbowali naprawiać tego, co nie jest zepsute, stawiając na szybką akcję, potężną dawkę nostalgia oraz wyśmienitą oprawę graficzną. Historia tytułowego miecza wprowadza świeżość do relacji między He-Manem a Szkieletorem, zmuszając obydwu bohaterów do wejścia na zupełnie nowe poziomy rywalizacji. Album czyta się błyskawicznie, a oprawa wizualna sprawia, że chce się do poszczególnych stron wracać wielokrotnie. To czysta, nieposkromiona rozrywka komiksowa najwyższej próby. Dla kogo? Pozycja jest idealna zarówno dla nostalgicznym fanów wychowanych na serialach z lat 80. i 90., jak i dla nowych czytelników szukających bezkompromisowego komiksu akcji w klimacie magii i miecza.

Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Nagle Comics. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia i Ceneo.
PopKulturowy Kociołek
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.