
W Grzechy rodziny Ichinose tom 4-6 rodzinne sekrety przestają być jedynie zagadką do rozwiązania. Tsubasa musi zmierzyć się z rzeczywistością, w której wspomnienia, sny i relacje z najbliższymi tworzą wyjątkowo niebezpieczną mieszankę. Taizan 5 próbuje przy okazji powiedzieć coś ważnego o tym, dlaczego ludzie uciekają od problemów zamiast je rozwiązywać. Szkoda tylko, że droga do tego przesłania bywa momentami zdecydowanie bardziej skomplikowana, niż powinna.
Streszczenie fabuły
Sześciosobowa rodzina Ichinose budzi się w szpitalu po ciężkim wypadku samochodowym, a każdy jej członek cierpi na całkowitą amnezję. Próbując odbudować swoje życie na nowo na podstawie przypadkowych wskazówek, bohaterowie szybko odkrywają, że pod powierzchnią rzekomo idealnego domu kryją się przerażające traumy, przemoc i głęboki żal. Główny bohater, Tsubasa, raz za razem wybudza się z kolejnych warstw snu i śpiączki, starając się wydostać z logicznej pętli oraz zrozumieć, kim tak naprawdę jest tajemniczy Sota i co doprowadziło do rodzinnej tragedii. Ostatecznie historia skupia się na desperackiej próbie zaakceptowania brutalnej rzeczywistości i odrzucenia bezwartościowych, choć przyjemnych ułud.
Jeśli chcesz dokładnie prześledzić początek tej pokręconej drogi, koniecznie zajrzyj do recenzji poprzednich tomów tej serii.
TOM 4
Czwarty tom wita czytelnika potężnym tąpnięciem strukturalnym i absolutnym przemeblowaniem dotychczasowych reguł gry. Tsubasa wybudza się z rzekomej czteroletniej śpiączki, co na papierze powinno przynieść ulgę i upragniony punkt zwrotny. Zamiast tego autor serwuje nam opowieść gęstą od niepokoju, w której domowy klimat przypomina raczej horror psychologiczny niż klasyczny dramat obyczajowy.
Najbardziej podoba mi się tutaj atmosfera. Tsubasa wraca do życia, ale nie ma poczucia, że naprawdę wrócił do domu. Rodzice zachowują się zaskakująco radośnie, Shiori okazuje mu otwartą niechęć, a sam bohater nadal doświadcza snów związanych z tym, co działo się podczas śpiączki. Jest w tym coś bardzo nieprzyjemnego. Nie chodzi o klasyczny horror, lecz o sytuację, w której zwyczajne rodzinne zachowania stają się podejrzane. Uśmiech może oznaczać szczęście, ale równie dobrze może skrywać coś znacznie gorszego. Ta niepewność jest największą siłą czwartego tomu.
Tsubasa jako protagonista nadal pozostaje jedną z lepiej poprowadzonych postaci całej historii. Dlatego, że jego zagubienie pasuje do konstrukcji opowieści. Czytelnik wie mniej więcej tyle samo co on. Kiedy pojawia się kolejny trop, nie dostajemy wygodnego narratora, który wszystko nam wyjaśni. Musimy razem z nim próbować zrozumieć sytuację. To rozwiązanie działa szczególnie dobrze w scenach dotyczących jego relacji z Shiori. Siostra Tsubasy wypada tutaj znacznie ciekawiej niż wcześniej. Jej niechęć nie jest już tylko kolejnym elementem zagadki. Staje się emocjonalnym problemem, z którym bohater musi się zmierzyć. Dużym plusem jest również pojawienie się Soty w zupełnie innym świetle. Postać, którą można było wcześniej traktować z dużą podejrzliwością, zaczyna nabierać znaczenia. W tym właśnie aspekcie fabuły zaczyna mówić o czymś ciekawszym niż sama zagadka pamięci. Pojawia się pytanie, czy więzy krwi automatycznie tworzą rodzinę oraz czy człowiek może znaleźć prawdziwą bliskość poza własnym domem.
Problem polega na tym, że autor bardzo mocno przyzwyczaił się do serwowania czytelnikowi kolejnych zwrotów akcji. Autor do przesady komplikuje osie czasowe i granice między snem a jawą. Momentami miałem wrażenie, że historia zaczyna pożerać własny ogon, a piętrzące się zwroty akcji służą wyłącznie szokowaniu, zamiast realnemu popychaniu fabuły do przodu. Mimo to atmosfera paranoi i wszechobecnego fałszu trzyma przy tomiku od pierwszej do ostatniej strony, czyniąc z tej części wyjątkowo mroczny, angażujący rozdział.
Jeśli chodzi o warstwę graficzną, to stoi ona na dobrym poziomie. Rysunki Taizana 5 dobrze sprawdzają się przede wszystkim w momentach psychologicznego napięcia. Mimika bohaterów potrafi być bardzo wymowna, a kontrast pomiędzy pozornie zwyczajnym otoczeniem i dziwnym zachowaniem postaci skutecznie buduje dyskomfort. Nie jest to manga, która próbuje zachwycić samym efekciarstwem. Jej oprawa ma przede wszystkim wspierać emocje i niepokój, co w większości przypadków się udaje.
TOM 5
Piąty tom przesuwa ciężar gatunkowy w stronę motywu rodziny z wyboru oraz próby ucieczki od więzów krwi. Jest to ciekawe ale jednocześnie jest chyba najbardziej ryzykownym fragmentem całej historii. Taizan 5 odsuwa na bok część dotychczasowego schematu i skupia się mocniej na Socie. Z jednej strony uważam ten pomysł za bardzo trafiony. Z drugiej strony właśnie tutaj najwyraźniej widać, że seria zaczyna mieć problem z pewnymi proporcjami.
Motyw rodziny stworzonej z ludzi, którzy nie są ze sobą spokrewnieni, świetnie koresponduje z wcześniejszymi wydarzeniami. Sota nie próbuje po prostu znaleźć nowego miejsca do życia. On buduje alternatywę dla własnej rodziny. Chce stworzyć przestrzeń, w której wszystko będzie działało lepiej, spokojniej i bardziej idealnie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy idealna rodzina zaczyna pękać. Kenta, który początkowo jest częścią tej pozornie harmonijnej układanki, pokazuje zachowania podważające cały obraz. Tsubasa dostrzega to szybciej niż Sota. Sota chce wierzyć w swoją nową rzeczywistość, podczas gdy Tsubasa coraz mocniej dostrzega, że nie istnieje rodzina pozbawiona konfliktów, egoizmu, nieporozumień czy zwyczajnych ludzkich wad.
Autor nie idzie tutaj w prostą opowieść o złej rodzinie biologicznej i dobrej rodzinie z wyboru. I bardzo dobrze. Gdyby rozwiązanie było aż tak oczywiste, cała historia straciłaby sporą część swojej wartości. Sota chce uciec od problemów, ale szybko okazuje się, że zmiana ludzi wokół siebie nie rozwiązuje automatycznie problemów tkwiących w samych relacjach. To ważne, ponieważ Grzechy rodziny Ichinose coraz wyraźniej okazują się historią o komunikacji. O tym, co dzieje się wtedy, gdy ludzie przestają ze sobą rozmawiać. O tym, jak łatwo źle zinterpretować czyjeś zachowanie. O tym, że miłość i frustracja mogą istnieć obok siebie.
Niestety piąty tom nie zawsze potrafi przekuć te dobre pomysły w równie dobre sceny. Największym problemem jest tempo. Wątek Soty potrzebuje czasu, aby odpowiednio wybrzmieć. Tymczasem autor dość szybko przechodzi od budowania tej nowej rodziny do jej rozpadu. W rezultacie część emocjonalnego ciężaru nie zdążyła u mnie odpowiednio wybrzmieć.
Piąty tom ma też jeszcze jeden problem. Nadal nie pozwala czytelnikowi odpocząć od ciągłego podważania rzeczywistości. Sny, przebudzenia i kolejne zmiany perspektywy mogą być interesującym narzędziem, ale w tej części zaczynają działać przeciwko historii. Kiedy wszystko może być kolejną warstwą iluzji, emocjonalne konsekwencje wydarzeń stają się trudniejsze do odczucia.
W warstwie graficznej manga nadal prezentuje się bardzo solidnie. Taizan 5 potrafi odpowiednio wykorzystać mimikę oraz zmianę nastroju scen. Szczególnie dobrze wypadają momenty, w których spokojne zachowanie bohaterów zaczyna powoli odsłaniać napięcie.
TOM 6
Po pięciu tomach pełnych niedopowiedzeń szósty miał przed sobą bardzo trudne zadanie. Musiał nie tylko zakończyć historię, ale również odpowiedzieć na pytania, które autor przez długi czas celowo mnożył. Do tego dochodziły wszystkie wcześniejsze sny, przebudzenia, rodzinne konflikty oraz kolejne zmiany perspektywy. W takim przypadku finał bardzo łatwo może rozczarować. I niestety częściowo właśnie tak się stało. Nie oznacza to jednak, że zakończenie jest złe. Wręcz przeciwnie. To, co Taizan 5 chce powiedzieć w ostatnim tomie, uważam za sensowne i wartościowe. Problem tkwi bardziej w drodze, którą wybrano, aby do tego przesłania dotrzeć.
Jednym z najważniejszych pytań, które przewijają się przez kolejne strony i kadry tomu szóstego, jest to: czy lepiej żyć w idealnym świecie, który jest snem, czy zaakceptować rzeczywistość wraz z jej bólem, konfliktami i rozczarowaniami? Nie jest to pytanie nowe. Pojawiało się w literaturze, filmach, anime i mandze wielokrotnie. Taizan 5 nie próbuje być więc pod tym względem nadmiernie odkrywczy. On po prostu umiejętnie wpisuje ten problem w historię rodziny, która przez cały czas nie potrafi normalnie ze sobą funkcjonować. Rodzinne relacje nabierają tu jeszcze większego znaczenia niż wcześniej. Ichinose przestają być figurami uczestniczącymi w wielkiej zagadce. Stają się ludźmi, którzy muszą nauczyć się ze sobą rozmawiać. Muszą zaakceptować, że konflikt nie oznacza końca relacji. Że bliskość nie oznacza ciągłego udawania. Że szczerość czasami boli, ale jej brak może wyrządzić jeszcze większe szkody.
Szkoda tylko, że finał nie daje temu zagadnieniu tyle miejsca, na ile ono zasługuje aby w pełni wybrzmieć. Szósty tom jest krótki i przez to część rozwiązań sprawia wrażenie przyspieszonych. Po tylu komplikacjach oczekiwałem zakończenia, które pozwoli mi spokojnie poukładać wszystkie elementy. Tymczasem dostałem finał stosunkowo prosty w wymowie, ale poprzedzony bardzo skomplikowaną drogą.
Czy jest to satysfakcjonujące? Częściowo. Czy jest to zgodne z tematami całej mangi? Zdecydowanie. Czy po wszystkich wcześniejszych twistach oczekiwałem czegoś bardziej efektownego? Tak.
Dlatego finał pozostawia mnie z poczuciem lekkiego niedosytu. Nie dlatego, że nie rozumiem jego przesłania. Wręcz przeciwnie. Rozumiem je bardzo dobrze. Mam po prostu wrażenie, że sama konstrukcja fabuły obiecywała większą kulminację.
Czy warto sięgnąć po Grzechy rodziny Ichinose tom 4-6?
Grzechy rodziny Ichinose tom 4-6 warto przeczytać przede wszystkim ze względu na pomysł na rodzinny dramat połączony z intrygującą psychologiczną zagadką oraz pytaniami o pamięć, rzeczywistość i potrzebę ucieczki od problemów. Nie jest to jednak manga dla osób, które źle znoszą mocno pokręcone fabuły, częste zmiany perspektywy i celowe dezorientowanie odbiorcy.
Interesujące wykorzystanie motywu snu oraz rzeczywistości.
Manga potrafi budować napięcie bez opierania wszystkiego na przemocy.
Rysunki dobrze podkreślają emocje oraz psychologiczny charakter scen.
Nadmiar zwrotów akcji z czasem osłabia efekt zaskoczenia.
Historia potrafi być chaotyczna i trudna do śledzenia.
Piąty tom nie wykorzystuje w pełni potencjału historii Soty i jego nowej rodziny.
Finał jest mniej efektowny, niż sugerowały wcześniejsze tomy.
| OCENA: 7/10 |
![]() |
| Mangę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
