
Wyborne Trupy tom 1 to komiks, który od pierwszych stron zabiera czytelnika do świata, gdzie pieniądze dają władzę absolutną, a ludzkie życie staje się elementem brutalnej rozrywki. James Tynion IV i Michael Walsh tworzą krwawą opowieść pełną napięcia, czarnego humoru i niepokojących pomysłów. To historia balansująca między horrorem, thrillerem i satyrą na współczesne elity. Czy ten makabryczny eksperyment rzeczywiście działa?
Streszczenie fabuły
Co pięć lat, w noc Halloween, trzynastka najbogatszych rodzin Ameryki Północnej organizuje przerażający turniej. Na arenę wybierają niewielkie, niczego nieświadome miasteczko, w tym przypadku Oak Valley w stanie Maine, gdzie ląduje tuzin najgroźniejszych zabójców świata. Mieszkańcy miasta, nagle wrzuceni w środek tego szaleństwa, mają tylko jeden, desperacki cel – doczekać do świtu.
Krwawa historia z głębią
Sięgając po ten tytuł, spodziewałem się jedynie bezmyślnej sieczki. Zarys fabuły sugeruje bowiem mocno krwawą historię. Fabuła, choć na papierze wygląda jak kolejna wariacja na temat Battle Royale czy American Nightmare, w praktyce jest o wiele bardziej złożona. To nie jest po prostu opowieść o tym, kto kogo zabije. To opowieść o tym, jak chore ambicje najbogatszych ludzi tego świata przekształcają ludzkie życie w zwykłą statystykę w excelu.
Najciekawsza w tym komiksie nie jest sama przemoc. Ona oczywiście odgrywa ogromną rolę, momentami wręcz dominującą, jednak twórcy wykorzystują ją jako sposób pokazania chorego świata, w którym uprzywilejowani ludzie dawno przestali widzieć innych jako osoby. Dla organizatorów całego wydarzenia mieszkańcy Oak Valley nie są ofiarami. Są elementem scenografii. Kolejnym dodatkiem do wielkiego widowiska, które można oglądać przy drogim alkoholu i rozmowach o interesach. To komiks, który otwiera drzwi do świata pełnego tajemnic, frakcji i postaci przygotowanych na znacznie więcej niż tylko kilka scen przemocy.
Największą siłą fabuły jest kontrast pomiędzy spokojnym wyglądem Oak Valley a tym, czym miasto faktycznie się staje. Początkowo mamy wrażenie, że trafiamy do typowej amerykańskiej miejscowości, gdzie każdy zna każdego, a życie płynie według ustalonego rytmu. Jednak bardzo szybko ten obraz zaczyna pękać. Normalność zostaje zastąpiona strachem, a mieszkańcy muszą odnaleźć się w sytuacji, której nie mogli nawet przewidzieć.
Bardzo dobrze działa również perspektywa samych organizatorów. Twórcy pokazują bogate rodziny jako ludzi całkowicie oderwanych od rzeczywistości. Nie muszą walczyć osobiście, nie ryzykują własnym życiem i nie widzą cierpienia, które powodują. Dla nich jest to wydarzenie, niemal sportowa rywalizacja. Kolejny sposób na udowodnienie swojej pozycji.
Ta warstwa sprawia, że Wyborne Trupy tom 1 nie jest tylko prostym komiksem o zabójcach. Pod krwawą powierzchnią znajduje się historia o władzy, nierównościach i świecie, w którym pieniądze pozwalają przekroczyć każdą granicę. Oczywiście twórcy nie próbują ukrywać swoich intencji. Przesłanie jest mocne i momentami bardzo bezpośrednie, ale w tym przypadku pasuje do przerysowanej, pulpowej konwencji. To nie jest subtelna opowieść, która będzie godzinami analizować społeczne problemy. To brutalny komiks wykorzystujący przesadę jako narzędzie.
Tym co wyróżnia Wyborne Trupy tom 1, jest ponadto sposób budowania napięcia. Michael Walsh i James Tynion IV nie spieszą się z pokazaniem pełnej skali krwawej rywalizacji. Zamiast od razu rzucać czytelnika w sam środek brutalnej walki, najpierw pokazują mechanizm działania całego wydarzenia. Poznajemy zasady, uczestników oraz ludzi, którzy stoją za tym makabrycznym spektaklem.
Dla jednych odbiorców może być to zaleta, dla innych pewna wada. Jeśli ktoś oczekuje komiksu będącego nieustanną serią starć, pościgów i brutalnych pojedynków, pierwszy tom może wydać się zaskakująco spokojny. Akcja oczywiście jest obecna, ale twórcy traktują ją jako element większej układanki. Najważniejsze jest przygotowanie gruntu pod to, co dopiero ma nadejść.
Narracja prowadzona jest jednak dynamicznie, ponieważ historia regularnie zmienia perspektywę. Raz obserwujemy działania zabójców, chwilę później zaglądamy do świata bogaczy organizujących całą grę, aby następnie wrócić do mieszkańców Oak Valley próbujących zrozumieć koszmar, który spadł na ich miasto.
Taki sposób opowiadania dobrze pasuje do charakteru tej historii. Komiks nie skupia się na jednej osobie, lecz pokazuje całe wydarzenie jako ogromną machinę. Każdy element ma znaczenie, a każda grupa bohaterów pokazuje inną stronę tego świata.
Plejada niebezpiecznych bohaterów
Jednym z największych wyzwań przy tego typu historii jest stworzenie wielu interesujących postaci. Łatwo bowiem wpaść w pułapkę, gdzie kolejni zabójcy są tylko kolejnymi wariacjami na ten sam temat. Twórcy na szczęście starają się tego uniknąć.
Każdy uczestnik krwawej rywalizacji otrzymuje własny charakter, sposób działania oraz wizualną tożsamość. Są wśród nich osoby bardziej przypominające klasycznych zabójców z horrorów, ale nie brakuje również bohaterów bardziej nietypowych.
Największą uwagę przyciągają oczywiście sami zabójcy, ale warto docenić również mieszkańców Oak Valley. To właśnie oni pokazują skalę tragedii. Gdyby całość skupiała się wyłącznie na walczących mordercach, historia mogłaby szybko stać się pustym pokazem przemocy. Obecność zwykłych ludzi dodaje temu wszystkiemu odpowiedniego ciężaru.

Wizualna surowość i krwawe piękno
Warstwa wizualna jest bardzo mocnym punktem komiksu. Michael Walsh doskonale rozumie, że w przypadku takiej historii sam scenariusz nie wystarczy. Ten świat musi wyglądać odpowiednio od pierwszej strony. Musi być jednocześnie atrakcyjny, niepokojący i trochę przesadzony.
Artysta świetnie radzi sobie przede wszystkim z projektowaniem postaci. Przy tak dużej liczbie bohaterów łatwo byłoby stworzyć grupę podobnych do siebie sylwetek, które szybko zlewają się w jedną masę. Tutaj każdy uczestnik krwawej gry posiada własny charakterystyczny wygląd. Kostiumy, twarze, sposób poruszania się i detale sprawiają, że poszczególni zabójcy zapadają w pamięć.
Bardzo dobrze wypadają również sceny bardziej kameralne. Walsh nie ogranicza się tylko do efektownych momentów przemocy. Potrafi budować napięcie poprzez spojrzenia, mimikę czy odpowiednie ustawienie kadrów.
Jego styl idealnie pasuje do historii balansującej pomiędzy horrorem, thrillerem i czarną satyrą. Nie jest to realistyczny komiks akcji ani klasyczny kryminał. Tutaj rzeczywistość jest lekko przerysowana, momentami wręcz groteskowa, ale właśnie dzięki temu całość nabiera własnej tożsamości.
Wady i niedociągnięcia
Największym i najmocniej zauważalnym problemem pierwszego tomu jest jego charakter wprowadzający. Historia dopiero się rozpędza, a wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Drugą kwestią jest duża liczba bohaterów. Z jednej strony to zaleta, ponieważ świat wydaje się bogaty i rozbudowany. Z drugiej strony nie każdy czytelnik od razu zapamięta wszystkie nazwiska, motywacje i powiązania.
Można również zauważyć, że niektóre elementy satyry są bardzo bezpośrednie. Twórcy nie ukrywają swojego komentarza dotyczącego bogactwa, władzy i nierówności społecznych.
Czy warto przeczytać?
Zdecydowanie warto sięgnąć po Wyborne Trupy tom 1, szczególnie jeśli lubi się brutalne thrillery, horrory i historie w stylu survivalowej walki o przetrwanie. To mocny początek większej opowieści, który zachwyca pomysłem, klimatem i oprawą graficzną. Nie jest to komiks idealny, ale posiada coś bardzo ważnego: własny charakter.
Mocna atmosfera horroru i thrillera.
Szybkie tempo oraz duża liczba pomysłów.
Klimatyczna oprawa rysunkowa.
Pierwszy tom kończy się zdecydowanie za szybko.
Momentami zbyt mocne skupienie na ekspozycji kosztem głębszego rozwoju akcji.
| OCENA: 8/10 |
![]() |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Kboom. Komiks można również znaleźć w Komiksiarni Katowice i na Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
