
Oto moment, w którym dotychczasowa, nieco zwariowana rutyna szkolna zostaje zdemolowana przez prawdziwy psychologiczny terror. Manga GTO tom 19-20 otwiera zupełnie nowy rozdział, wprowadzając postacie, przy których dotychczasowi przeciwnicy wyglądają jak niewinne dzieci. Jest tu sporo humoru, emocji i charakterystycznego dla serii szaleństwa. Niestety, nie wszystkie pomysły wypadają równie przekonująco.
Streszczenie fabuły
Kulminacja konfliktu z Teshigawarą osiąga apogeum, gdy zszargany presją psychiczną nauczyciel porywa dyrektorkę i przejmuje szkołę, ciężko raniąc Onizukę. Mimo ekstremalnego stanu zdrowia Eikichi staje do konfrontacji, próbując otworzyć oczy zamachowcowi, co doprowadza do dramatycznych wydarzeń. Po wygaszeniu tego pożaru w placówce pojawia się nowa, bezwzględna wicedyrektor, wprowadzająca drakoński system punktowy mający na celu wykończenie finansowe i psychiczne głównego bohatera. Onizuka musi więc walczyć nie tylko o swoich uczniów, ale również o własną posadę. W tle pojawiają się nowi uczniowie, kolejne problemy i zalążek finałowego konfliktu.
Jeśli chcecie sprawdzić, jak wypadają wcześniejsze przygody Onizuki, zajrzyjcie również do recenzji pozostałych tomów GTO.
TOM 19
Dziewiętnasty tom GTO jest dla mnie jednym z mocniejszych fragmentów serii, która powoli ale zauważalnie ewoluuje. Fujisawa od początku budował swoją mangę na bardzo specyficznym połączeniu komedii, szkolnego dramatu, satyry społecznej i historii o ludziach, którzy z różnych powodów nie potrafią poradzić sobie z własnym życiem. W tomie 19 proporcje te wyraźnie przesuwają się jednak w stronę mroku i naprawdę poważnych tematów.
Najmocniejszym elementem scenariusza jest tu Teshigawara. Na jego przykładzie twórca pokazuje, jak samotność, presja, poczucie niższości i życie podporządkowane oczekiwaniom innych ludzi mogą doprowadzić człowieka do całkowitego rozpadu psychicznego. Manga oczywiście nie usprawiedliwia jego czynów, ale ukazuje, że agresją często stoi człowiek, który przez lata nie potrafił znaleźć żadnego innego sposobu radzenia sobie z własnym życiem.
W tym wszystkim świetnie wypada również Onizuka. Nie dlatego, że ponownie okazuje się niezniszczalnym bohaterem. Twórca jeszcze mocniej podkreśla tu jego niesamowitą, wręcz nieludzką determinację i pokrętny ale zdrowy sposób postrzegania świata i otoczenia. Jest finałowa rozmowa z Teshigawarą to nie tylko świetne zakończenie wątku, ale przede wszystkim ciągle aktualne głębsze przesłanie.
Jeśli chodzi o tempo historii, to zasługuje ona na pochwałę. Fujisawa nie przeciąga konfliktu w nieskończoność. Wydarzenia mają wyraźny kierunek i cały czas czujemy, że sytuacja zmierza do rozwiązania. Nie ma tutaj wrażenia, że autor sztucznie zatrzymuje akcję tylko po to, aby wycisnąć z jednego konfliktu jeszcze kilka rozdziałów. Bardzo dobrze wypadają także sceny związane z przeszłością Teshigawary i jego relacjami z ludźmi znajdującymi się poza szkolnym środowiskiem. Szczególnie interesujące są momenty, w których widzimy go nie jako szalejącego przeciwnika Onizuki, lecz jako samotnego człowieka. Nie oznacza to jednak, że wszystko jest tu idealne.
Największym zauważalnym problemem GTO tom 19 jest sposób balansu pomiędzy dramatem a charakterystyczną dla serii przesadą. Niektóre zachowania bohaterów są tak ekstremalne, że trudno przyjąć je bez pewnego dystansu i momentami trochę niepotrzebnie spłycają one niektóre trudne/emocjonalne wątki.
Wizualnie tomik stoi na wysokim poziomie, podobnie jak wcześniejsze części. Rysunki mają mocną ekspresję, a twarze bohaterów potrafią zmienić się w ułamku sekundy z komicznych w naprawdę niepokojące. To szczególnie ważne w tym tomie, bo autor musi sprzedawać emocje nie tylko poprzez dialogi, ale także przez gesty, spojrzenia i kompozycję scen. W scenach przemocy kreska staje się cięższa w odbiorze. Nie chodzi o to, że nagle otrzymujemy realistyczną, brutalną mangę. Nadal jesteśmy w świecie GTO. Fujisawa potrafi jednak sprawić, że wydarzenia przestają wyglądać jak zwykły gag.
TOM 20
Dwudziesty tomik przynosi ze sobą bardzo wyraźny, wręcz odczuwalny reset dotychczasowego status quo i otwiera kolejny, wielki rozdział w historii. Po potężnych emocjach z poprzedniego tomu, scenariusz przenosi środek ciężkości na walkę z bezduszną machiną biurokratyczną i nową wicedyrektor, która całkowicie zmienia dynamikę panującą w szkole.
Sam pomysł na nowego przeciwnika jest bardzo dobry. Onizuka przez większość serii walczył z ludźmi, którzy działali w sposób mniej lub bardziej bezpośredni. Nowa dyrektorka gra inaczej. Wystarczy jej stanowisko, odpowiednie przepisy i umiejętność wykorzystywania systemu przeciwko człowiekowi, którego uważa za problem. Onizuka świetnie radzi sobie z ludźmi, których można sprowokować. Znacznie trudniej jest mu walczyć z kimś, kto pozostaje chłodny, kalkuluje i potrafi sprawić, że jego działania będą wyglądały na całkowicie uzasadnione.
System punktowy wpływający na zarobki Onizuki jest prostym, ale skutecznym narzędziem fabularnym. Daje autorowi możliwość wrzucenia bohatera w serię kolejnych absurdalnych problemów, a jednocześnie pozwala pokazać konflikt pomiędzy nauczycielem działającym po swojemu a instytucją, która chce mieć nad wszystkim kontrolę.
Problem polega na tym, że ten motyw momentami jest zbyt mocno eksploatowany. Onizuka znowu znajduje się w sytuacji, w której praktycznie wszyscy chcą mu przeszkodzić. Znowu musi coś udowodnić. Znowu próbuje pomóc uczniowi, który okazuje się znacznie większym problemem, niż początkowo zakładano. Znowu szkolna rzeczywistość zostaje wywrócona do góry nogami. To nadal potrafi być zabawne. Nie jest jednak już tak świeże jak wcześniej.
Najbardziej widać to w historii ucznia, który przez długi czas nie pojawiał się w szkole. Sam koncept nie jest zły. Fujisawa ponownie może dzięki niemu opowiedzieć o młodym człowieku wypchniętym poza szkolny system i o nauczycielu próbującym dotrzeć do kogoś, kto dawno przestał wierzyć, że edukacja ma dla niego jakiekolwiek znaczenie. Tyle że po wcześniejszych historiach podobny schemat nie robi już takiego wrażenia.
Problemem nie jest sam pomysł, tylko brak odpowiedniej siły charakterologicznej. Nie każdy trudny uczeń w GTO może być kolejnym Mayu czy inną postacią, która natychmiast przejmuje uwagę. W dwudziestym tomie czuć, że autor korzysta ze sprawdzonego mechanizmu, ale nie zawsze dostarcza mu równie mocnego paliwa. Jednocześnie nie można powiedzieć, że wszystko tutaj jest przewidywalne. Fujisawa wprowadza kilka postaci, które mają potencjał do mocnego rozwinięcia. Szczególnie interesująca jest nowa uczennica, ponieważ jej obecność od początku sugeruje, że za spokojnym wyglądem kryje się coś więcej.
Rysunkowo manga pozostaje bardzo solidna. Fujisawa ma bardzo rozpoznawalny styl i nie próbuje nagle go zmieniać. Ekspresyjne twarze, mocne pozy, przesadzone reakcje i kontrast pomiędzy realistycznymi scenami a czystą groteską nadal tworzą charakterystyczny język wizualny serii.
Czy warto przeczytać GTO tom 19 i 20?
GTO tom 19-20 pokazują serię, która nadal potrafi zaskoczyć, choć coraz wyraźniej widać zmęczenie niektórymi schematami. Dziewiętnasta część broni się przede wszystkim świetnym dramatem Teshigawary, natomiast dwudziesta nadrabia ciekawym konfliktem Onizuki z nową dyrekcją. Jeśli akceptujecie charakterystyczną dla GTO przesadę, zdecydowanie warto po te tomy sięgnąć.
Umiejętne połączenie dramatu z charakterystycznym humorem GTO.
Kilka obiecujących nowych postaci.
Bardzo ekspresyjna i charakterystyczna kreska.
Niektóre rozwiązania fabularne są przesadzone nawet jak na standardy GTO.
Nie wszyscy nowi bohaterowie mają odpowiednią siłę charakteru.
Część pomysłów w tomie 20 jest wyraźnie powtórzeniem wcześniejszych schematów.
| OCENA: 8/10 |
![]() |
| Mangę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
