Soli Deo Gloria – gdy sztuka spotyka się z bezwzględnym światem

Fragment okładki albumu Soli Deo Gloria.

Czy sztuka potrafi ocalić człowieka przed światem, który od początku nie daje mu żadnych szans? Soli Deo Gloria opowiada o rodzeństwie, dla którego muzyka staje się przepustką do innego życia, ale również źródłem trudnych doświadczeń. To opowieść, w której forma gra równie ważną rolę jak losy bohaterów. 


Historia Hansa i Helmy zaczyna się w miejscu, w którym trudno szukać powodów do optymizmu. Bieda, ciężka praca i ograniczone perspektywy sprawiają, że odkrycie muzyki nabiera dla rodzeństwa szczególnego znaczenia. Soli Deo Gloria korzysta z klasycznego schematu opowieści o rozwoju, ale jego najważniejszy temat wykracza poza samą drogę do sukcesu.


Muzyczna droga od biedy do wielkich pałaców

Jean-Christophe Deveney wpadł na bardzo ciekawy pomysł pokazania historii o trudnym dorastaniu przez pryzmat muzyki. Autor operuje tu strukturą klasycznej powieści formacyjnej z niezwykłą swobodą, nie popadając przy tym w nużący schematyzm.

Dwójka bohaterów Soli Deo Gloria, Hans i Helma przychodzą na świat w biedzie, a ich przyszłość początkowo wydaje się ograniczona do ciężkiej pracy i życia, które nie przyniesie nic dobrego. Początkowe rozdziały mogą sprawiać wrażenie znajomego baśniowego motywu o osieroconych dzieciach, doświadczających kolejnych krzywd, jednak szybko uświadamiamy sobie, że wkraczamy na terytorium o wiele mroczniejsze i mocno zaskakujące. 

Odkrycie przez nich muzyki otwiera bowiem przed nimi zupełnie nowe możliwości. Nie oznacza to jednak, że świat nagle staje się lepszy. Wraz z kolejnymi etapami ich rozwoju pojawiają się nowe wyzwania, rozczarowania i doświadczenia, które zmuszają ich do konfrontacji z rzeczywistością i brutalnością XVIII-wiecznego Świętego Cesarstwa. Wojna, głód, wszechobecne epidemie i przemoc stanowią codzienność, z którą rodzeństwo musi się mierzyć, wykorzystując jedynie swój muzyczny dar.

Podoba mi się takie podejście do scenariusza, bo pozwala spojrzeć zarówno na świat przedstawiony jak i na istotną tutaj sztukę nie jak na magiczne rozwiązanie wszystkich problemów, lecz jako siłę, która może nadać życiu kierunek, nie odbierając mu trudności. Zachwyciło mnie tu doskonałe wyczucie proporcji między intymnym dramatem jednostki a panoramicznym rozmachem historycznej freski. Bohaterowie przemieszczają się od ubogich wiosek po rozświetlone blaskiem świec pałace, a każda napotkana postać i każde nowe miejsce, wnoszą do opowieści nową jakość. Taki układ daje scenariuszowi naturalną przestrzeń do pokazania różnicy między marzeniami a rzeczywistością. Jednocześnie nie jest to konstrukcja szczególnie zaskakująca. Motyw utalentowanych ludzi, którzy dzięki ciężkiej pracy próbują zmienić swój los, należy do dobrze znanych, a historia nie zawsze musi wykraczać poza wyznaczone przez niego ramy.

Nie oznacza to jednak, że opowieść jest pozbawiona ambicji. Muzyka staje się w niej sposobem poznawania świata, ale także pretekstem do postawienia pytań o sens tworzenia i cenę artystycznego spełnienia. Zainteresowanie budzi szczególnie różnica między drogą kompozytora a drogą wykonawcy. To dwa odmienne sposoby obcowania ze sztuką, a ich zestawienie pozwala spojrzeć na twórczość z więcej niż jednej perspektywy. Dzięki temu fabuła nie ogranicza się do kolejnych etapów zdobywania umiejętności i awansu społecznego.

Tempo historii bywa jednak nieco nierówne. Miejscami czuć lekkie przeciążenie środkowego segmentu, gdzie natłok wydarzeń i kolejnych stacji drogi bohaterów potrafi wywołać u odbiorcy chwilowe uczucie znużenia, jednak całość nadrabia to spójnością motywu przewodniego. 

Rodzeństwo, które łączy muzyka, ale dzieli sposób patrzenia na świat

Hans i Helma są osią całej opowieści, a ich relacja pozwala nadać muzycznemu tematowi osobisty wymiar. Nie chodzi wyłącznie o dwoje utalentowanych młodych ludzi, którym udało się znaleźć dziedzinę pozwalającą przekroczyć ograniczenia własnego pochodzenia. Ciekawsze jest to, że wspólna pasja nie prowadzi ich dokładnie w tym samym kierunku. Hans odnajduje się w komponowaniu, Helma zaś w interpretacji i ekspresji. To rozróżnienie daje scenariuszowi możliwość pokazania, że nawet podobne zdolności nie muszą oznaczać identycznego sposobu myślenia o sztuce.

Lubię takie zestawienie, ponieważ pozwala uniknąć łatwego założenia, że talent jest czymś jednorodnym. Tworzenie utworu i nadawanie mu życia poprzez wykonanie wymagają odmiennych umiejętności, a ich wzajemna zależność może być równie interesująca jak rywalizacja. W przypadku Hansa i Helmy muzyka stanowi wspólny język, ale zarazem ujawnia różnice, które z czasem nabierają znaczenia. Najmocniejszy potencjał tej relacji tkwi w napięciu między bliskością rodzeństwa a indywidualną drogą każdego z bohaterów.

Na korzyść tej konstrukcji działa również otoczenie, w którym Hans i Helma zdobywają kolejne doświadczenia. Spotykają ludzi reprezentujących różne środowiska, a ich pozycja zmienia się wraz z rozwojem umiejętności. Nie są więc bohaterami funkcjonującymi w próżni. To, czego się uczą, oraz możliwości, które otrzymują, zależą również od warunków narzucanych im przez innych. Taka perspektywa wzmacnia społeczny wymiar opowieści i przypomina, że indywidualny talent nie rozwija się niezależnie od okoliczności.

Mam jednak poczucie, że tak interesująca para postaci mogłaby udźwignąć jeszcze odważniej poprowadzoną historię. Różnica między tworzeniem a wykonaniem otwiera wiele możliwości, podobnie jak pytanie o wpływ ambicji na więź łączącą rodzeństwo. Twórca nie decyduje się jednak jeszcze mocniej rozwinąć tej tematyki i w kilku momentach działa moim zdaniem trochę zbyt zachowawczo.

Barokowy niepokój i piękno muzyki w opowieści o dojrzewaniu

Świat przedstawiony w  Soli Deo Gloria, to gęsta, duszna i bezkompromisowa wizja osiemnastowiecznej Europy, w której brud prowincji miesza się z przepychem pałacowych salonów. Twórca modyfikuje tu jednak nazwy geograficzne i personalia historyczne w taki sposób, by odbiorca czuł powiew autentyczności, a jednocześnie miał świadomość obcowania z uniwersalną, niemal baśniową przypowieścią.

Klimat albumu wyróżnia się połączeniem mroku z momentami piękna. Świat nie jest tu jednolicie ponury, ale rzadkie chwile rozjaśnienia mają znaczenie właśnie dlatego, że nie dominują nad całością. Muzyka pozwala na moment spojrzeć na rzeczywistość inaczej, choć nie unieważnia wcześniejszego cierpienia. Ten kontrast dobrze współpracuje z tematem dojrzewania, bo pokazuje, że poznawanie świata oznacza również odkrywanie jego sprzeczności.

Nie wszystkie elementy tej konwencji muszą jednak zaskakiwać. Baśniowe tropy i opowieść o awansie ludzi obdarzonych talentem są czytelne, a część odbiorców może uznać je za zbyt tradycyjne. Mnie bardziej przekonuje konsekwencja, z jaką świat przedstawiony wspiera główny temat, niż sama oryginalność fabularnych rozwiązań.

Rysunki, które próbują oddać dźwięk bez jednej nuty

Zdecydowano się tu na niemal całkowicie czarno-białą paletę, przywodzącą na myśl tradycje dawnych drzeworytów oraz ryciny mistrzów pokroju Gustave’a Doré czy Albrechta Dürera. 

Grube, gęste kreski, precyzyjne cieniowanie i misternie budowane tekstury sprawiają, że poszczególne plansze wyglądają jak małe dzieła sztuki. Zastosowane cyfrowo tramy i zabiegi z oświetleniem budują zaś niesamowity kontrast między głęboką ciemnością a pojedynczymi wiązkami światła przebijającymi się przez okna zrujnowanych budynków.

Postacie na wielu kadrach celowo ukazane są jako miniaturowe sylwetki zagubione w monumentalnych, przytłaczających dekoracjach, co doskonale wizualizuje ich bezbronność wobec bezdusznego mechanizmu historii.

Wady i niedociągnięcia

Mimo moich zachwytów tym tytułem, dostrzegam w nim również pewne niedoskonałości. Najważniejszym zarzutem, jaki można wysunąć pod adresem albumu, jest pewna przewidywalność samej osi fabularnej. Mimo oryginalnego i bogatego otoczenia, ogólna ścieżka rozwoju dwójki sierot porusza się po dość mocno wydeptanych szlakach literatury awanturniczo-inicjacyjnej. Niektóre zwroty akcji da się przewidzieć ze sporą dozą pewności już w połowie tomu, co nieco osłabia element zaskoczenia, na którym scenarzysta tak bardzo buduje napięcie. Ponadto, w środkowej fazie opowieści daje się odczuć lekkie rozciągnięcie materiału. Album liczy blisko trzysta stron i momentami odnosi się wrażenie, że niektóre fragmenty mogłyby zostać bez szkody dla fabuły skrócone lub nawet wycięte, co nadałoby całości pożądanego dynamizmu.

Pewien niedosyt budzi również poziom odwagi twórczej w traktowaniu niektórych wątków obyczajowych. Mając do dyspozycji tak potężny, mroczny i surowy fundament uniwersum, scenarzysta chwilami decyduje się na bezpieczne rozwiązania narracyjne, powstrzymując się przed głębszą, bardziej bezwzględną transgresją w relacjach międzyludzkich. Otrzymujemy opowieść niezwykle satysfakcjonującą, ale w pewnych momentach ma się nieodparte wrażenie, że autor mógłby pójść jeszcze dalej.


„Soli Deo Gloria” – czy muzyka wystarczy, by stworzyć wyjątkową opowieść? 

Soli Deo Gloria to album, w którym największe wrażenie robi sposób, w jaki muzyka zostaje przełożona na język komiksu. Édouard Cour tworzy oprawę mocną, pełną kontrastów i podporządkowaną tematowi, a historia Hansa i Helmy pozwala przyjrzeć się sztuce jako szansie na zmianę własnego losu. Mimo drobnych potknięć narracyjnych i momentów fabularnego spowolnienia, jest to komiks kompletny, poruszający i zdecydowanie wart uwagi każdego.

 Mistrzowski, unikalny czarno-biały styl.

  Dojrzały, wciągający scenariusz.

  Głęboka, wielowymiarowa psychologia głównych bohaterów.

  Gęsty, duszny i niezwykle sugestywny klimat.

  Momentami zbytnia przewidywalność osi fabularnej.

  Zbyt zachowawcze podejście autora do niektórych wątków.

 

OCENA: 9/10
Ocena komiksu Soli Deo Gloria.Nie każda historia potrzebuje fabularnych fajerwerków, by znaleźć własny język. Soli Deo Gloria szuka go w zestawieniu muzyki z obrazem, a rezultat nadaje opowieści wyraźną tożsamość. Mroczna estetyka dobrze współgra z tematami biedy, ambicji i dorastania. Relacja Hansa i Helmy pozwala pokazać, że wspólna pasja nie musi prowadzić do identycznych marzeń. Nieco bardziej zachowawcze prowadzenie fabuły pozostawia jednak poczucie niewykorzystanych możliwości. Ostatecznie to jednak album, który nie tylko angażuje ale też skłania do głębszych refleksji. Dla kogo? Dla czytelników szukających komiksów o artystycznych ambicjach, ludzkich relacjach i niebanalnej oprawie wizualnej. 

Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo.
PopKulturowy Kociołek
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.