
Ryoko Kui dała się poznać jako autorka potrafiąca patrzeć na fantasy z nietypowej perspektywy i jednotomówka Siedmioro uroczych dzieci smoka dobrze pokazuje tę cechę. Zamiast jednej dużej opowieści otrzymujemy tu siedem krótkich historii, w których fantastyczne stworzenia spotykają się z bardzo przyziemnymi problemami. Nie wszystkie opowieści mają równie dużą siłę, ale kilka z nich potrafi naprawdę zaskoczyć. To zdecydowanie ciekawsza lektura dla osób, które w fantasy szukają czegoś więcej niż kolejnej przygody ze smokiem.
Streszczenie fabuły
Manga stanowi zbiór siedmiu niezależnych od siebie krótkich historii fantasy, w których mityczne istoty wkraczają w zwyczajne życie bohaterów. Od wstrzymanej wojny przez smocze gniazdo, przez zmagania z nietypową dolegliwością wilkołactwa, aż po historię malarza ożywiającego swoje obrazy, autorka serwuje różnorodne realia. Choć tytuł sugeruje spójną opowieść, każda nowela to autonomiczna miniatura, pokazująca absurdalne i poruszające zderzenie niezwykłości z rzeczywistością. Wspólnym elementem pozostaje przekonanie, że spotkanie z czymś niezwykłym może zmienić sposób patrzenia na całkiem zwyczajne życie.
Scenariusz
Manga od samego początku zachwyca przede wszystkim niebywałą sprawnością, z jaką Ryoko Kui tworzy swoje mikroświaty. Konstrukcja scenariusza w każdym z siedmiu opowiadań opiera się na genialnym w swojej prostocie pomyśle: wdrożeniu elementów niesamowitych w absolutnie prozaiczne, ziemskie realia. Autorka nie traci czasu na zbędne ekspozycje czy rozwlekłe wstępy. Wrzuca nas w sam środek wydarzeń, dając czytelnikowi kredyt zaufania i każąc samodzielnie wyłapywać kontekst z otoczenia. Dzięki takiemu zabiegowi tempo akcji wzorowo skrojone, nie ma tu miejsca na lanie wody, dłużyzny czy zbędne dialogi. Każda kadr, każde słowo służy budowaniu nastroju i prowadzi bezpośrednio do puenty.
To samo dotyczy się postaci stworzonych na potrzebę tych krótkich historii. Mimo że dostajemy zaledwie po kilkanaście stron na zapoznanie się z danym bohaterem, momentalnie zaczynamy z nim rezonować. Obserwujemy ich lęki, kompleksy czy prozaiczne chciwości, które w zderzeniu z mitycznymi istotami ulegają uwypukleniu. Dobrze wypadają narracje, w których klasyczne motywy fantasy stają się metaforą współczesnych problemów.
Autorka nie próbuje być tu jednak przesadnie poważna. Świetnie miesza ona słodko-gorzki ton historii z wyrafinowanym humorem. Dostajemy tu groteskę, bystrą satyrę społeczną oraz głęboki humanizm. Dzięki temu Siedmioro uroczych dzieci smoka zachowuje lekkość, ale nie staje się przez to puste. To właśnie ten balans pomiędzy fantastyką, komizmem i bardziej gorzkimi obserwacjami uważam za największą siłę scenariusza.
Rysunki
Oprawa graficzna Siedmiorga uroczych dzieci smoka bardzo dobrze współgra z charakterem tych historii. Ryoko Kui posługuje się lekką kreską, która potrafi być niezwykle delikatna, ale kiedy trzeba, nabiera odpowiedniej ekspresji. Nie jest to styl nastawiony na efektowność za wszelką cenę. Autorka zdecydowanie bardziej interesuje się tym, żeby rysunek wspierał opowieść.
Najbardziej podoba mi się tu różnorodność przedstawianych miejsc. W jednej historii możemy oglądać fantastyczne krajobrazy i smocze kryjówki, w innej bardziej współczesne otoczenie. Szczególnie dobrze wypadają właśnie te sceny, w których niezwykłe stworzenia zostają umieszczone w zwyczajnym świecie. Syrena przy drodze czy niezwykła istota spotkana przez dziecko przyciągają uwagę właśnie dlatego, że ich otoczenie nie wygląda jak klasyczna kraina fantasy.
Kui potrafi również dobrze wykorzystać mimikę. Bohaterowie nie muszą wygłaszać długich monologów, żeby było wiadomo, co czują. Drobne zmiany wyrazu twarzy często wystarczają, aby podkreślić zakłopotanie, strach czy rozbawienie. Przy tak krótkich opowieściach ma to ogromne znaczenie.
Nie wszystko jest jednak równie dopracowane. W niektórych miejscach tła są znacznie prostsze, a poziom szczegółowości potrafi wyraźnie się zmieniać. Nie odbiera to całości uroku, ale osoby oczekujące bardzo bogatej, konsekwentnie dopieszczonej strony wizualnej mogą poczuć pewien niedosyt.
Wady i niedociągnięcia
Największym problemem mangi jest jej konstrukcja. Siedem opowieści jest niezależnych od siebie, nie powracają w nich ci sami bohaterowie, nie ma wspólnej fabuły i nie pojawia się wyraźna klamra, która nadałaby całemu zbiorowi większą spójność. Sam pomysł na antologię nie jest oczywiście wadą. Problem zaczyna się wtedy, gdy kolejne historie są tak różne, że po zakończeniu lektury trudno odczuć, że przeczytało się jeden konkretny tom.
Szczególnie odczuwalne jest to przy samym tytule. Siedmioro uroczych dzieci smoka sugeruje coś znacznie bardziej konkretnego, tymczasem smoki są tylko jednym z wielu elementów tego zbioru. Pojawiają się syreny, rybie bóstwo, wilkołak, magiczne zdolności czy ożywające obrazy. Wszystko to pasuje do sposobu myślenia Ryoko Kui, ale sprawia, że sam tytuł nie prowadzi czytelnika w stronę tego, czym faktycznie jest manga.
Drugim problemem jest nierówny poziom poszczególnych historii. Nie chodzi o to, że któraś z nich jest nieudana. Różnica polega raczej na sile pomysłów. Niektóre opowieści mają bardzo wyraźny punkt ciężkości i zostają w głowie po zakończeniu lektury. Inne są po prostu sympatycznymi miniaturami, które czyta się przyjemnie, ale po kilku kolejnych stronach zaczynają ustępować miejsca następnym.
W pełnoprawnej serii można byłoby potraktować taki problem jako element większej konstrukcji. Tutaj nie ma na to miejsca. Każda historia musi w krótkim czasie zainteresować, rozwinąć pomysł i zakończyć go w sposób dający satysfakcję. Kui często sobie z tym radzi, ale nie zawsze udaje jej się osiągnąć ten sam poziom.
Czasem czułem również, że najlepsze pomysły aż proszą się o kilka dodatkowych stron. Historia o wilkołaku czy opowieść o malarzu mają wystarczająco dużo potencjału, żeby stać się bardziej rozbudowanymi narracjami. Ich krótka forma ma swoje zalety, ale jednocześnie pozostawia pewien niedosyt. Czytelnik dopiero zaczyna mocniej interesować się bohaterem, a już musi się z nim pożegnać.
To samo dotyczy niektórych relacji między postaciami. Są zarysowane sprawnie, ale siłą rzeczy pozostają na poziomie krótkiej charakterystyki. Nie przeszkadza to w odbiorze pojedynczych historii, jednak ogranicza emocjonalną siłę finałów. Trudno przejąć się losem bohatera równie mocno po kilkunastu stronach, jak po całym tomie poświęconym jego problemom.
Największe zastrzeżenia dotyczą więc nie jakości pojedynczych pomysłów, lecz tego, jak funkcjonują one obok siebie. Siedmioro uroczych dzieci smoka ma kilka naprawdę świetnych momentów, ale jako całość nie jest tak satysfakcjonujące, jak mogłoby być, gdyby poszczególne historie zostały mocniej ze sobą związane albo gdyby najlepszym pomysłom poświęcono więcej miejsca.
Czy warto przeczytać Siedmioro uroczych dzieci smoka?
Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję, o ile podejdziecie do niej z odpowiednim nastawieniem i świadomością jej epizodycznej formy. To ciekawa lektura, która pokazuje, jak niesamowite rzeczy można stworzyć na zaledwie kilkunastu stronach komiksu.
Bardzo dobre wykorzystanie fantastyki do opowiadania o ludzkich problemach.
Udane połączenie humoru z bardziej emocjonalnymi tematami.
Ładna, lekka kreska.
Brak wyraźnego związku pomiędzy poszczególnymi historiami.
Niektóre historie kończą się zdecydowanie za szybko.
Część pomysłów pozostawia poczucie niewykorzystanego potencjału.
| OCENA: 7/10 |
![]() |
| Mangę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
