
Wampiry, mafijne porachunki i medycyna brzmią jak składniki trzech różnych opowieści. Przysięga Hipokratesa próbuje połączyć je w jeden thriller, zaczynając od pewnej medycznej sprawy w nielegalnym gabinecie. Pytanie brzmi, czy tak odważne spotkanie różnych gatunków potrafi utrzymać napięcie również wtedy, gdy na pierwszy plan wychodzą ludzkie decyzje?
Przysięga Hipokratesa łączy medyczny thriller z horrorem, ale czy wszystko tu działa?
Początek tej historii od razu narzuca mocne tempo i każe zadać sobie pytanie o granice ludzkiej moralności. Głównym bohaterem jest tutaj Alexandre Delerue, lekarz pozbawiony prawa do wykonywania zawodu, który znalazł sobie inne medyczne zajęcie. Leczy i zszywa on rannych gangsterów w ukrytej podziemnej klinice, za co liczy sobie oczywiście solidne opłaty. To właśnie ten moralnie niewygodny punkt wyjścia sprawia, że tytułowa Przysięga Hipokratesa nabiera znaczenia większego znaczenia. Alexandre zna zasady swojego fachu, ale potrafi też wykorzystać wiedzę i zależność pacjentów do budowania własnej pozycji. Nie mamy tu do czynienia z nieskazitelnym człowiekiem, który przypadkiem znalazł się po niewłaściwej stronie prawa.
Scenariusz Mathieu Gabelli szybko wystawia bohatera na nową próbę. Pewnego dnia w jego klinice pojawia się mężczyzna, który twierdzi, że został ugryziony przez wampira i ma niespełna dobę do nieodwracalnej mutacji. Alexandre dostaje zaledwie jeden dzień, by znaleźć sposób na powstrzymanie przemiany. Zestawienie medycznej procedury z zagrożeniem, które początkowo brzmi jak urojenie, stanowi najmocniejszy haczyk fabularny. Bohater nie może po prostu zignorować przybysza, ponieważ badanie ujawnia niepokojące zmiany fizjologiczne. Zwykła z pozoru praca lekarza zamienia się w walkę z problemem, którego nie da się rozwiązać za pomocą rutynowych działań.
Serwowana tu intryga nie zatrzymuje się tylko na prostym pytaniu, czy wampiry istnieją. W tle pojawiają się manipulacje genetyczne, tajemnice i wątek działań instytucji związanych ze zdrowiem publicznym. Dzięki temu historia próbuje wyjść poza klasyczny horror o człowieku ugryzionym przez wampira.
Mam jednak dość mocne zastrzeżenia do tego, jak wiele elementów próbuje się upchnąć w tej jednej historii. Kryminał, thriller medyczny, horror i fantastyka naukowa mają zupełnie różne formy, a i same oczekiwania wobec nich są różne. Tutaj dość szybko przekonujemy się, że dla twórców najważniejsza jest akcja, która nie tylko wysuwa się na pierwszy plan, ale czasem tłamsi pozostałe elementy historii. W rezultacie czego nie każda wspomniany gatunek i charakterystyczne dla niego elementy otrzymują odpowiednią ilość miejsca. Owszem scenariusz potrafi zaciekawić pomysłem, lecz chwilami bardziej zależy mu na podkręcaniu zagrożenia niż na pogłębianiu jego emocjonalnych konsekwencji.
Moralne szarości i ludzkie słabości
Alexandre to postać, która od początku bardziej skłania czytelnika do zadawania sobie kolejnych pytań na jego temat niż do kierowania sympatii w jego stronę. Jest on jednak interesujący przede wszystkim dlatego, że jego kompetencje tak mocno różnią się od jego moralności. Jego motywacje opierają się w dużej mierze na cynizmie, chłodnej kalkulacji oraz próbie odzyskania utraconej pozycji we własnych oczach. Alexandre traktuje swoich pacjentów z bezpiecznego dystansu, ukrywając twarz za maską i egzekwując żelazne zasady, co sprawia, że obserwowanie jego wewnętrznego pęknięcia w konfrontacji z biologicznym koszmarem wypada intrygująco.
Problem w tym, że sam moralny konflikt nie zawsze wystarcza, by zbudować emocjonalną więź z bohaterem. Alexandre ma potencjał na postać, której decyzje chciałoby się analizować długo po zakończeniu lektury, jednak mocno sensacyjny charakter opowieści ogranicza przestrzeń na spokojniejsze przyjrzenie się jego dylematom. Gdy fabuła przyspiesza, większe znaczenie zyskuje to, co bohater musi zrobić, niż to, co naprawdę myśli o własnych działaniach. Zabrakło mi tu mocniejszego wyeksponowania wewnętrznego konfliktu, który wynikałby z jego zawodowej przeszłości i obecnego stylu życia.
Z kolei Zacharie, człowiek przekonany o nadchodzącej, potwornej transformacji, wprowadza do fabuły element autentycznej bezradności i paniki, która udziela się również czytelnikowi. Jego opowieść o wampiryzmie początkowo brzmi niewiarygodnie, ale fizyczne oznaki przemiany sprawiają, że nie da się łatwo zamknąć sprawy w kategorii szaleństwa. Najlepiej działa tu nie tyle sama osobowość Zacharie’ego, ile niepewność, jak należy go traktować: jako zagrożenie, ofiarę czy człowieka, który wie więcej, niż mówi.
Jeśli chodzi zaś o pozostałe postacie drugoplanowe występujące w scenariuszu, to można o nich napisać jedynie to, że stanowią tło i nic ponadto.
Właśnie w bohaterach widać jedną z największych niewykorzystanych szans komiksu. Punkt wyjścia pozwalał stworzyć historię, w której każdy uczestnik wydarzeń inaczej rozumie odpowiedzialność, bezpieczeństwo i prawo do ratowania życia. Ostatecznie jednak mocniej zapamiętuję się sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie, niż ich psychologiczną złożoność.
Mroczne plansze i precyzyjne kadrowanie
Warstwa wizualna stanowi absolutnie najmocniejszy punkt całego albumu i winduje ostateczną ocenę o co najmniej jeden punkt wyżej.
Mikaël Bourgouin stawia na dynamiczne kadrowanie i wyraźną pracę perspektywą, dzięki czemu sceny akcji nie sprawiają wrażenia statycznych ilustracji do opowiadanej historii. Rysunki prowadzą wzrok czytelnika i wzmacniają poczucie, że sytuacja może wymknąć się spod kontroli w każdej chwili.
Dużą rolę odgrywa również kolorystyka. Przewaga ciemnych, przygaszonych tonów dobrze współgra z przestępczym środowiskiem oraz medycznym horrorem. Zamiast tworzyć bezpieczny kontrast między codziennością a fantastyką, rysunki utrzymują historię w nieprzyjemnym, chłodnym nastroju. Twarze bohaterów, ich wydłużone rysy i wyraziste spojrzenia pomagają przekazać napięcie bez konieczności dopowiadania wszystkiego w dialogach. Dzięki temu nawet w scenach, w których trudno ufać słowom postaci, obraz pozostaje ważnym nośnikiem emocji.
Bourgouin dobrze radzi sobie z ruchem, a jego podejście do inscenizacji przywodzi na myśl język kina. Rozmieszczenie kadrów i sposób pokazywania wydarzeń podkreślają dynamikę, zamiast ją hamować. W historii o nagłym zagrożeniu i nieustannie zmieniającej się sytuacji takie rozwiązanie ma sens. Największą siłą rysunków nie jest sama efektowność, lecz umiejętność podtrzymywania napięcia, kiedy scenariusz przerzuca uwagę między kolejnymi komplikacjami. Warstwa wizualna pomaga więc scalić gatunkową mieszankę, nawet jeśli nie wszystkie elementy fabuły są równie przekonujące.
Wady i niedociągnięcia
Jeśli chodzi o wady, to Przysięga Hipokratesa największy problem ma z tym, że mocny początek znacząco winduje oczekiwania czytelnika na bardzo wysoki poziom. Pomysł na lekarza obsługującego przestępców, który musi zmierzyć się z przypadkiem przypominającym wampiryzm, daje ogromne możliwości.
Komiks próbuje korzystać z kilku tych dróg gatunkowych jednocześnie. Nie zawsze jednak udaje mu się sprawić, by wszystkie gatunkowe składniki tworzyły równie przekonującą całość. Kiedy fabuła koncentruje się na nielegalnej praktyce Alexandre’a i zagadce Zacharie’ego, intryga ma wyraźny kierunek. Im więcej miejsca zajmują kolejne warstwy zagrożenia, tym trudniej utrzymać tę samą koncentrację.
Nie przeszkadza mi samo mieszanie gatunków. Przeciwnie, to właśnie ono stanowi o atrakcyjności komiksu. Kłopot pojawia się wtedy, gdy następne pomysły wymagają szybkiego przejścia do kolejnego etapu historii, zanim poprzedni zdąży nabrać pełnej wagi. Tajemnica wampiryzmu wiąże się z medycznymi anomaliami, a opowieść stopniowo obejmuje również szersze zagadnienia dotyczące manipulacji genetycznych i zagrożenia dla innych ludzi. Każdy z tych elementów może być interesujący, ale ich nagromadzenie nie zawsze służy klarowności. Momentami miałem wrażenie, że scenariusz bardziej obawia się utraty tempa niż tego, że niektóre wątki nie otrzymają dostatecznej przestrzeni.
Drugie zastrzeżenie dotyczy bohaterów. Alexandre ma ciekawą przeszłość zawodową i niejednoznaczny stosunek do etyki, a Zacharie wprowadza zagadkę, która natychmiast zmienia sytuację. To dobry fundament, lecz nie wszystkie psychologiczne możliwości tych postaci zostają równie mocno wykorzystane.
Mam też zastrzeżenia do proporcji między zamkniętą atmosferą początkowej sytuacji a późniejszym rozszerzaniem skali opowieści. Nielegalny gabinet, kilku ludzi i jeden przypadek, którego nie da się wyjaśnić, tworzą bardzo dobre warunki dla kameralnego thrillera. Późniejsze wątki poszerzają perspektywę, ale odbierają częściowo poczucie osaczenia. Nie jest to błąd sam w sobie, raczej decyzja, która zmienia to, co w komiksie działa najlepiej.
Czy warto przeczytać Przysięgę Hipokratesa?
Przysięga Hipokratesa to niezły, choć nierówny komiks, który potrafi wciągnąć swoją mroczną atmosferą i kapitalną warstwą wizualną, ale nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Mimo pewnych niedociągnięć, warto jednak dać mu szansę.
Moralnie niejednoznaczny główny bohater.
Moralnie niejednoznaczny główny bohater.
Dynamiczne, mroczne rysunki.
Nadmiar gatunkowych pomysłów osłabia spójność opowieści.
Psychologiczny potencjał bohaterów nie zawsze zostaje wykorzystany.
Akcja chwilami dominuje nad emocjonalnymi konsekwencjami wydarzeń.
| OCENA: 6/10 |
Recenzowany album udowadnia, że klasyczne motywy grozy można opowiedzieć na nowo przez pryzmat sterylnej nauki i brutalnego realizmu. Przysięga Hipokratesa stawia na bezkompromisowe tempo, klaustrofobiczną scenerię oraz wyraziste postacie uwikłane w sytuację bez wyjścia. Chociaż autorzy miejscami idą na skróty fabularne, sprawna reżyseria kadru i mroczna paleta barw w pełni rekompensują te niedociągnięcia. Otrzymujemy wciągający, choć chwilami nierówny spektakl o zatartych granicach ludzkiej natury. Dla kogo? Dla fanów horroru i thrillerów z nietypowym punktem wyjścia, którzy nie wymagają od każdej historii rozbudowanej analizy psychologicznej. |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
Recenzowany album udowadnia, że klasyczne motywy grozy można opowiedzieć na nowo przez pryzmat sterylnej nauki i brutalnego realizmu.