Śladami Blueberry’ego – 29 twórców, 14 historii i jedna legenda

Fragment okładki albumu Śladami Blueberry’ego.

Blueberry ma już status postaci, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Tym ciekawsze jest więc to, co współcześni artyści robią z jego wizerunkiem w albumie Śladami Blueberry’ego. Zamiast jednej próby przejęcia kontroli nad legendą otrzymujemy kilkanaście krótkich spojrzeń na bohatera, jego przeszłość, przyjaciół i świat Dzikiego Zachodu.


Powrót do świata stworzonego przez Charliera i Girauda zawsze wiąże się z ryzykiem. Śladami Blueberry’ego próbuje je ograniczyć, oddając bohatera w ręce wielu autorów, którzy zamiast przebudowywać jego legendę, składają jej hołd. Rezultat jest zaskakująco spójny, choć nie każda historia zasługuje na równie wysokie noty.

Scenariusz

Konstrukcja scenariuszowa albumu opiera się na formule antologii, w której czternaście niezależnych zespołów autorskich otrzymało przestrzeń na opowiedzenie własnego fragmentu z życia Mike’a S. Donovana. Zamiast silić się na ciągłą, rozbudowaną narrację czy przedefiniowanie postaci, zebrani scenarzyści postawili na zwięzłe, punktowe formy. Najdłuższe historie liczą zaledwie około ośmiu stron, co narzuca autorom bezwzględny rygor narracyjny. Nie ma tu miejsca na powolne budowanie intrygi czy wielowątkowe intrygi polityczno-wojskowe, z których słynął Jean-Michel Charlier. Zamiast tego dostajemy esencjonalne skróty, wycinki z codzienności i sytuacyjne mignięcia, które chronologicznie układają się w intrygujący łuk, od najmłodszych lat głównego bohatera, aż po jego sędziwą starość.

Sama decyzja o ułożeniu opowieści według linii czasu życia bohatera okazała się całkiem niezła. Otwarciem tomu jest niezwykle przejmująca opowieść o dzieciństwie Mike’a, przygotowana przez duo Bocquet i Anlor. To krótka historia w której widzimy podwaliny pod buntowniczy charakter późniejszego porucznika. Później tempo w całym albumie skacze jednak dość mocno: od intymnych, wyciszonych kadrów wypełnionych poetyckim milczeniem, po strzelaniny i ucieczki przez bezlitosne, pragnące krwi pustynie. Niektóre epizody to czysta dawka przygody inne zaś stawiają na subtelny humor i parodię, wykorzystując relacje Blueberry’ego z jego stałymi kompanami.

Klimat budowany przez scenariusze bije z kartek od pierwszego do ostatniego kadru. Wszystkie te drobne historie łączy bezgraniczny szacunek dla westernowej mitologii europejskiego komiksu. Czytelnik bez trudu odnajdzie w nich powracające, ulubione motywy: palące słońce, kurzu na ubraniach, zapach taniego whiskey w dusznych saloonach. Ciekawym zabiegiem fabularnym jest też włączenie do jednej z nowel postaci Jonathana Cartlanda, innego ikonicznego kowboja z francusko-belgijskiego podwórka. Tego typu mrugnięcia okiem do dojrzałego odbiorcy sprawiają, że całość czyta się bardzo płynnie, a tempo pojedynczych epizodów pomimo swojej skokowości nie pozwala na nudę.

Bohaterowie

Największą przewagę tego albumu nad wieloma współczesnymi próbami odświeżania klasycznych bohaterów stanowi dobre rozumienie samego Blueberry’ego. Twórcy nie robią z niego nagle kogoś zupełnie innego. Mike pozostaje człowiekiem impulsywnym, pewnym siebie, czasem upartym, ale jednocześnie zdolnym do lojalności i poświęcenia. Blueberry potrafi popełniać błędy. Potrafi działać nierozważnie. Potrafi wpakować się w sytuację, z której później musi się wydostać.

W Śladami Blueberry’ego ta cecha zostaje zachowana. Poszczególni autorzy wybierają różne aspekty jego osobowości, ale nie próbują na siłę wymyślać nowej wersji postaci. Co równie istotne, Mike nie zostaje tutaj całkowicie odizolowany od innych bohaterów. Red Neck i McClure nadal mają swoje miejsce, podobnie jak postacie kobiece oraz różni mieszkańcy brutalnego świata Dzikiego Zachodu. Dzięki temu album nie sprawia wrażenia serii solowych występów Blueberry’ego. Jego relacje z innymi ludźmi są częścią tego, co buduje jego charakter.

Na szczególną uwagę zasługuje sposób wykorzystania kobiecych postaci. W kilku historiach otrzymują one istotniejszą rolę i nie są jedynie dekoracją. To dobrze współgra ze współczesnym spojrzeniem na klasyczny western, choć jednocześnie można mieć pewien niedosyt wynikający z samego składu twórców. Przy tak dużym jubileuszowym przedsięwzięciu zdecydowanie chciałoby się zobaczyć więcej kobiecych autorek i artystek.

Rysunki

Warstwa graficzna antologii Śladami Blueberry’ego to bez wątpienia największy atut tego albumu i prawdziwa uczta dla każdego miłośnika komiksowego rzemiosła. Różnorodność zastosowanych technik i podejść do kreski pokazuje, jak głęboki ślad w wyobraźni współczesnych rysowników zostawił po sobie legendarne operowanie światłocieniem i detalem przez Jeana Girauda. Zespół ilustratorów podzielić można na dwie grupy: tych, którzy kurczowo trzymają się realizmu i klasycznej estetyki oryginału, oraz tych, którzy pozwolili sobie na pełną swobodę formy, operując surową ekspresją, epatując autorskim stylem i odważnym nakładaniem barw.

Z jednej strony mamy niesamowicie precyzyjne, bogate w detale plansze autorów takich jak Paul Gastine, Dominique Bertail czy Ronan Toulhoat. Ich kadry zachwycają mistrzowskim operowaniem światłem, teksturą materiałów i niezwykłą dbałością o detale anatomiczne czy architektoniczne. Z drugiej strony dostajemy bardziej syntetyczne, ekspresyjne i autorskie ujęcia w wykonaniu Thierry’ego Martina czy Alexandre’a Coutelisa, którzy nie boją się mocnej, wręcz plakatowej kreski.

Osobną atrakcją jest mała galeria ilustracji zamieszczona pod koniec tomu. To dodatek, który może wydawać się niewielki, ale w przypadku takiego albumu ma sens. Pozwala zobaczyć Blueberry’ego także poza kontekstem krótkiej historii. Kilka charakterystycznych nazwisk dostaje możliwość przedstawienia własnego spojrzenia na bohatera bez konieczności podporządkowywania się scenariuszowi.

Wady i niedociągnięcia

Nie będę udawał, że Śladami Blueberry’ego jest albumem wybitnym. Nie jest i trudno było oczekiwać, aby był.

Największym problemem pozostaje format. Kilka stron na historię to naprawdę niewiele. Kiedy pomysł jest bardzo dobry, ograniczenie działa na jego korzyść, ponieważ autor musi być konkretny. Kiedy pomysł jest przeciętny, ograniczenie zaczyna być widoczne na każdej stronie. Część historii kończy się zanim zdążymy się nimi naprawdę zainteresować. Niektóre pozostawiają po sobie raczej sympatyczne wrażenie niż rzeczywistą satysfakcję.

W efekcie po przeczytaniu całego tomu pamięta się przede wszystkim kilka najmocniejszych epizodów. Pozostałe zaczynają się z czasem zlewać w jedną większą całość. Nie uważam tego za poważną wadę całego projektu, ale trzeba ją uczciwie zaznaczyć.

Problemem jest też nierówność tonacji. Jedna historia potrafi być wzruszająca, następna humorystyczna, kolejna mocno przygodowa. Samo zróżnicowanie nie jest złe, jednak nie każdy skok stylistyczny wypada równie naturalnie. Na szczęście chronologiczny układ albumu częściowo łagodzi ten efekt.

Wreszcie trzeba wspomnieć o podstawowym problemie tego dzieła. Śladami Blueberry’ego działa najlepiej wtedy, gdy czytelnik zna oryginał. Dla osoby kompletnie niezaznajomionej z serią część smaczków, nawiązań i emocji może po prostu nie zadziałać. To nie jest jednak wada sama w sobie. Ten album od początku skierowany jest przede wszystkim do fanów.


Czy warto przeczytać Śladami Blueberry’ego?

Tak, szczególnie jeśli Blueberry zajmuje ważne miejsce w historii waszej przygody z komiksem. Nie jest to jednak album, który należy traktować jako nowy początek serii ani pełnoprawną kolejną część klasycznych przygód. To jubileuszowy hołd. I właśnie jako hołd Śladami Blueberry’ego sprawdza się najlepiej.

 Bardzo mocny skład współczesnych twórców. 

  Duża różnorodność stylistyczna rysunków.

  Kilka naprawdę znakomitych i emocjonalnych historii. 

  Wysoki poziom oprawy graficznej. 

  Udane nawiązania do klasycznego Blueberry’ego. 

  Nierówny poziom poszczególnych historii. 

  Krótka forma ogranicza możliwości scenarzystów. 

  Niektóre epizody są bardziej ciekawostką niż pełnoprawną opowieścią. 

 

OCENA: 8/10
Ocena komiksu Śladami Blueberry’ego od wydawnictwa Lost in Time.Śladami Blueberry’ego nie jest albumem idealnym i zdecydowanie nie każda historia pozostaje w pamięci na długo. Mimo to całość wypada znacznie lepiej, niż sugerowałoby ryzyko związane z połączeniem kilkudziesięciu twórców i kilkunastu bardzo krótkich opowieści. Najmocniejszym punktem publikacji są rysunki oraz kilka historii, które naprawdę potrafią wykorzystać ograniczoną przestrzeń. Dużą zaletą jest również chronologiczna konstrukcja, dzięki której album otrzymuje początek, rozwinięcie i emocjonalne zakończenie. Najważniejsze jednak, że twórcy rozumieją, czym powinien być Blueberry, i zamiast walczyć z jego legendą, próbują ją twórczo celebrować. Dla kogo? To komiks przede wszystkim dla czytelników, którzy znają klasyczne przygody Mike’a Donovana i chcą zobaczyć, jak dzisiejsi artyści patrzą na bohatera, który ukształtował całe pokolenia twórców westernu. Inne polecane tytuły/serie: Comanche, Durango, Jonathan Cartland.

Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo.
PopKulturowy Kociołek
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.