Recenzja książki – Expeditionary Force #8: Armagedon

Expeditionary Force #8 recenzja

Do „kosmicznego kociołka” wpadła ósma część serii Expeditionary Force wydawana na naszym rynku przez Drageus Publishing House. Czyli seria, po którą sięga się, aby oddać się chwili przyjemnej „kosmicznej” rozrywki. Czy tak też jest w przypadku nowej odsłony?

„Latający Holender” i jego załoga wielokrotnie ratowali już naszą planetę przed wieloma niebezpieczeństwami. Podtytuł książki jednak zobowiązuje, można więc spodziewać się kolejnych nowych kłopotów, które ponownie zagrożą istnieniu naszego gatunku. Sytuacja w niektórych momentach może wydawać się mocno beznadziejna. Zawsze jednak można przecież liczyć na dzielnych „kosmicznych piratów”, pomysłowość i szczęście Bishopa oraz niekwestionowany geniusz Skippy’ego. Połączenie takich elementów sprawia, że prawie z każdej opresji można wyjść bez większych strat. Czy tak też stanie się tym razem? O tym będzie musiał przekonać się każdy osobiście, sięgając po ten tytuł.

Całą recenzję książki Expeditionary Force #8: Armagedon, można byłoby bez większych przeszkód zamknąć w jednym tylko zdaniu. „Kolejna solidna część kosmicznej serii, która zapewnia czytelnikowi pokaźną dawkę dobrej rozrywki”. Recenzja rządzi się jednak pewnymi prawami, które wymuszają zachowanie pewnego limitu znaków. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak tylko zaprezentować (potencjalnym czytelnikom) dwa najważniejsze (moim zdaniem) powody, dla których warto sięgnąć po ten tytuł (zresztą jak po całą serię).

Po pierwsze: bohaterowie. Duet Joe Bishop i Skippy niemal od samego początku błyszczy niczym prawdziwa supernowa. Autorowi udało się stworzyć naprawdę rewelacyjne projekty postaci, które mocno zapadają w pamięci. Najważniejsze jest jednak to, że ich „niezwykła” relacja i związany z tym mocno sarkastyczny humor w ogóle nie traci na jakości i cały czas zachwyca. Nawet jeśli pewne elementy ich „przyjaźni” mogą wydawać się powtarzalne, to można być pewnym, że ta dwójka wymyśli coś, aby czytelnik nie odczuwał znużenia.

Po drugie: wciągająca fabuła. Tytuł zalicza się do grona szeroko pojętego „militarnego science fiction”. Od tego typu książek wymaga się więc mocnej i widowiskowej akcji. Tego na pewno tutaj nie brakuje. Craig Alanson doskonale zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nadmiar emocji potrafi być szkodliwy. Dlatego fabułę książki kreśli on w sposób sinusoidalny. Bardziej widowiskowe momenty przerywane są chwilami względnego spokoju. Wtedy szansę mają zabłysnąć bohaterowie oraz na pierwszy plan wysuwa się ważny dla serii humor. Na plus zaliczyć należy również fakt, że twórcy udaje się wielokrotnie zaskoczyć czytelnika. Nawet jeśli pewne sytuacje mogą wydawać się dosyć oczywiste, to kilka stron dalej wszystko potrafi się drastycznie zmienić.

Nie wszystko jest tutaj jednak idealne i zawsze znajdzie się jakiś powód do narzekania. W tym konkretnym przypadku chodzi o niektóre zaprezentowane treści, które mogą się dla czytelnika wydawać nie do końca jasne. Wszystko to za sprawą tego, że tytuł scenariuszowo jest powiązany z częścią Expeditionary Force #7.5: Homefront (audiobook), która nie został wydany na naszym rynku (albo ja coś przegapiłem). Nie psuje to oczywiście pozytywnego odbioru tytułu, ale pewien niedosyt pozostaje.

Nie pozostaje więc nic innego jak tylko polecić Expeditionary Force #8: Armagedon każdemu miłośnikowi widowiskowego sci-fi, który chce się oddać dawce lekkiej i przyjemnej rozrywki.


  • Autor: Craig Alanson
  • Tłumacz: Mateusz Pazdur
  • Wydawnictwo: Drageus
  • Format: 125×195 mm
  • Liczba stron: 718
  • Oprawa: miękka

Komiksiarnia Dobra popkultura

Expeditionary Force. Tom 8: Armagedon.
7/10

Ocena:

Solidna dawka kosmicznej rozrywki, która potrafi być zarówno efektowna, jak i mocno zabawna.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x