Upadek świata – recenzja komiksu Pożoga #1

Pożoga Tom 1 - recenzja

Jean David Morvan to twórca, który lubuje się w tematyce science fiction. Lubi on również brać na warsztat powieści z tego gatunku, które na przestrzeni lat dorobiły się statusu kultowych (przynajmniej w pewnych kręgach). Nie inaczej jest w przypadku recenzowanego albumu Pożoga #1, który jest początkiem komiksowej adaptacji powieści René Barjavela wydanej w 1943 roku.

Scenarzysta już od pierwszych stron komiksu stara się nas zaskoczyć i zaintrygować sporą dawką widowiskowości i brutalności. Ukazuje on przyszłość (rok 2152), kiedy to ludzkość cofnęła się technologicznie do okresu średniowiecza. W takich realiach na czele pewnej grupy ludzi stoi sędziwy, ale ciągle sprawny fizycznie Patriarcha. Przywódca, który nie toleruje żadnych przejawów „nowoczesności” i pragnie je całkowicie wyeliminować. Dość ciekawym zabiegiem autora jest to, że wspomniany wstęp jest zwieńczeniem oryginalnej powieści. W komiksowej adaptacji ciągłość wydarzeń ulega więc odwróceniu. Najpierw widzimy upadłą ludzkość, aby dopiero później prześledzić wydarzenia, które doprowadziły do globalnej katastrofy.

Pożoga Tom 1 - rysunek 1
Przykładowe rysunki: Taurus Media

Pożoga #1 po mocnym rozpoczęciu cofa się bowiem do roku 2052. Przeszłości, w której nowoczesne technologie były dla ludzi czymś zupełnie normalnym. Smartfony, komputery, wielkie bilbordy reklamowe, latające samochody. Wszystko to umilało codzienność człowieka. W takiej rzeczywistości poznajemy młodego Francoisa, który wybiera się do Paryża, aby spotkać się ze swoją ukochaną Blanche. Jest to jeden z niewielu ludzi, który nie cieszy się z otaczającej go nowoczesności. Dostrzega on w szybkim rozwoju pewne zagrożenie. Nic więc dziwnego, że w przyszłości stanie się on wspomnianym Patriarchą. Śledząc losy wspomnianej dwójki, stopniowo odsłaniamy prawdę na temat tytułowej Pożogi, która pochłonęła ludzkość w odmętach mroku i szaleństwa.

Tak jak zostało to już wspomniane początek komiksu, chociaż jest dość krótki, to potrafi być niezwykle interesujący i buduje on klimat całego dzieła. Troszkę bardziej przeciętnie robi się w momencie pokazania przeszłości. Autor, trzymając się oryginalnej powieści, stara się zarysować charaktery dwójki najważniejszych bohaterów i pokazać początek końca ludzkości. Fabuła niestety cierpi w tym fragmencie na zauważalny brak głębi i prosi się o znaczne rozbudowanie niektórych fragmentów. Trudno jest jednak stworzyć coś bardziej złożonego na zaledwie trzydziestu stronach. Morvan wykorzystuje dostępne miejsce w maksymalny sposób, starając się przygotować czytelnika na bardziej dynamiczne i „ciekawsze” wydarzenia w kolejnej odsłonie serii (całość zamyka się w trzech albumach).

Podobny podział „jakościowy” dotyczy również oprawy rysunkowej (Rey Macutay). Początek to naprawdę niezła jakość, w której artysta miesza średniowieczną stylistykę z stempunkowymi wstawkami. Całkiem dobrze obrazuje on również emocje pojawiające się na twarzach postaci (szczególnie głównego bohatera). W dalszej części komiksu sztuka Macutay’a prezentuje się poprawnie, ale brakuje jej pewnego wizualnego „pazura”. Niby mamy pokazane wszystkie elementy mocno technologicznie rozbudowanego społeczeństwa. Brakuje tutaj jednak kadrów, z których wylewałby się futuryzm (jest to jednak ocena mocno subiektywna).

Pożoga #1 jest więc albumem, który zdecydowanie nie zachwyca, ale prezentuje swój potencjał, który może rozwinąć się w kolejnych odsłonach. Całość jest na tyle intrygująca, że zdecydowanie warto dać serii szanse i sięgnąć po kolejny tom, o ile ktoś jest fanem sci-fi.

Pożoga Tom 1 - rysunek 2


Dziękujemy wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

OCENA:
6/10

Podsumowanie.

Świetny początek, przeciętny środek i intrygujący koniec. W taki właśnie sposób prezentuje się pierwsza część serii, która może zaciekawić miłośników komiksowego sci-fi.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x