Antybohaterowie kontra zombie – recenzja komiksu DCEased: Niezniszczalni

DCEased Niezniszczalni - recenzja komiksu

Przebojowy tytuł „DCeased. Nieumarli w świecie DC” dość szybko po swojej premierze podbił komiksowy rynek i zjednał sobie sporo grono zadowolonych czytelników. Odniesiony sukces oznaczał, że prędzej czy później musiała powstać kontynuacja apokaliptycznej sagi. Jest nią właśnie album DCEased: Niezniszczalni, który jednoznacznie pokazuje, do czego zdolni są złoczyńcy uniwersum DC w momencie, kiedy zabraknie superbohaterów, a świat pogrąży się w odmętach apokaliptycznego szaleństwa.

Fabuła albumu przenosi nas do świata, w którym w zawrotnym tempie rozprzestrzenił się wirus antyżycia. Cały świat, jaki znaliśmy do tej pory, uległ drastycznej przemianie. Prawie wszyscy mieszkańcy planety zostali dotknięci skutkami wirusa, przemieniając się w bezmyślne krwiożercze zombie. Dla garstki odpornych takie realia oznaczały nieustanną walkę o przetrwanie. Tym bardziej że nie mogli oni liczyć na „superbohaterów”, którzy albo sami stali się ofiarami choroby, albo starali się zadbać o własne cztery litery. W takim świecie odnaleźć mogli się tylko najgorsi z najgorszych metaludzi, dla których szalejąca apokalipsa oznaczała szansę na stworzenie nowego świata.

Rysunek 1

Skupiając się na opisanej fabule, mamy tutaj do czynienia nie tylko z bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z poprzedniego albumu serii, co z mocnym rozwinięciem całej historii i pokazaniem wielu aspektów wykreowanego świata w zupełnie nowym świetle. Teoretycznie można sięgnąć po recenzowaną mini serię (rodzimy album zawiera materiały publikowane pierwotnie w trzech osobnych zeszytach) nie znając wcześniejszego tytułu. Praktycznie, jednak jeśli chce się dobrze zrozumieć wszystkie ukazane tu wątki i nie być zagubionym w pewnych fabularnych niuansach, najlepiej jest czytać historię w odpowiedniej kolejności.

Co do samego scenariusza to historie o zombie na przestrzeni ostatnich wielu lat, zostały „przerobione” na wszystkie możliwe sposoby. Trudno jest wymyślić w tym aspekcie cokolwiek nowego i Tom Taylor doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Nie próbuje on nawet być w tym aspekcie komiksu jakiś rewolucyjny, sięga on po dobrze sprawdzone schematy, które co prawda są powtarzalne, nadal jednak potrafią zapewnić odbiorcy chwilę przyjemnego relaksu. Oczywiście nie opiera on całej stworzonej przez siebie opowieści tylko na powielaniu innych. Potrafi on dopasować potrzebne elementy do swoich potrzeb, zmieniając niejednokrotnie ich strukturę i dodać coś od siebie. Ukazana tutaj historia rozgrywa się na wielu różnych frontach, starają się pokazać postapokaliptyczny świat w kilku różnych perspektywach. Stara się on tutaj również odpowiedzieć na wiele istotnych pytań, jakie kotłowały się w umysłach fanów po przeczytaniu wcześniejszego komiksu.

Rysunek 2

Zdecydowanie najważniejszym i najciekawszym elementem albumu są pojawiający się na jego łamach bohaterowie. Początkowo może się wydawać, że mamy tutaj do czynienia z dość klasycznym podziałem na dobrych i złych. Szybko jednak okazuje się, że nic nie jest tutaj czarno-białe, a prawdziwym wrogiem dla wszystkich jest „wirus”, chociaż niektórzy nie chcą lub nie mogą tego zaakcentować. Scenarzysta żongluje więc tutaj elementami horroru, thrillera i dramatu, nieustannie umieszczając postacie w zaskakujących sytuacjach, które chwilami są dosyć mocno groteskowe. Na pewno powoduje to jednak u czytelnika nieustanne napięcie, które towarzyszy mu od pierwszej do ostatniej strony dzieła. Jest tutaj również dużo mniej „patosu” w działaniach postaci, co przekłada się na większą dawkę widowiskowej akcji.

Niczego złego nie można również napisać na temat warstwy graficznej albumu. Karl Mostert stawia przede wszystkim na widowiskowość i czytelność kadrów. Jeśli jednak tego wymaga dana scena, potrafi on również kreślić rysunki, w których widać jego dbałość o najdrobniejsze detale. Zdecydowanie najlepiej jednak wychodzi mu prezentacja znanych postaci w swoich „krwiożerczych” wersjach. Odrobinę zastrzeżenia można mieć za to do kolorystyki komiksu. Przez większość albumu jest ona „poprawna”, jednak niekiedy brakuje jej dużo większej wyrazistości (w niektórych scenach wydaje się być ona dość blada).

Przykładowa plansza
Przykładowa plansza: egmont.pl

DCEased: Niezniszczalni to ekscytująca i widowiskowa mini seria, którą czyta się błyskawicznie z wyrazem wielkiego zadowolenia na twarzy. Tytuł jest doskonałą odskocznią od „klasycznych” superbohaterskich historii, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.


Dziękuję wydawnictwo Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

  • 8/10
    Fabuła - 8/10
  • 8/10
    Akcja - 8/10
  • 9/10
    Bohaterowie - 9/10
  • 9/10
    Oprawa graficzna - 9/10
  • 9/10
    Wydanie - 9/10
8.5/10

Krótko:

Kawałek solidnego i mocno widowiskowego komiksu, który powinien spodobać się wszystkim fanom uniwersum DC.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x