
Rebooty stały się dziś codziennością. Co chwilę kolejne kultowe serie wracają w nowej odsłonie, próbując zainteresować zarówno dawnych fanów, jak i nowych widzów. Tym razem odświeżenia doczekało się Trigun, czyli anime, które lata temu zdobyło ogromną popularność dzięki nietypowemu połączeniu science fiction, westernu i dramatu. Nic więc dziwnego, że premiera Trigun Stampede wzbudziła spore emocje.
Muszę przyznać, że trudno było mi całkowicie odciąć się od sentymentu do oryginału. Wiele scen i postaci wciąż mocno siedzi mi w głowie. Mimo to postanowiłem podejść do nowej wersji możliwie obiektywnie i sprawdzić, czy twórcom udało się stworzyć coś naprawdę interesującego.
Historia Vasha i Naia wraca w nowej formie
Akcja Trigun Stampede rozgrywa się w odległej przyszłości, kiedy ludzkość została zmuszona do opuszczenia Ziemi. Ludzie przemierzają kosmos w poszukiwaniu nowego domu, korzystając z tajemniczych organizmów zwanych plants, które dostarczają energii potrzebnej do przetrwania cywilizacji.
W tym świecie poznajemy Vasha oraz jego brata Naia. Już od pierwszych minut anime wyraźnie sugeruje, że między nimi istnieje wyjątkowa więź. Początkowo wszystko wygląda dość spokojnie, jednak szybko dochodzi do katastrofy, która zmienia losy całej kolonii. Statek rozbija się na pustynnej planecie, a odpowiedzialny za tragedię okazuje się Nai.
To właśnie tutaj zaczyna się główny konflikt serialu. Nai uważa ludzi za pasożytów wykorzystujących plants i chce doprowadzić do ich zagłady. Vash z kolei próbuje znaleźć pokojowe rozwiązanie i wierzy, że możliwe jest współistnienie obu stron.
Największy problem Trigun Stampede
Największym minusem anime okazał się dla mnie sam początek historii. Twórcy zbyt szybko odkrywają najważniejsze tajemnice fabuły. W efekcie widz praktycznie od razu poznaje główny konflikt i motywacje antagonistów.
W oryginalnym Trigunie wiele rzeczy odkrywaliśmy stopniowo. Tajemnice budowały klimat i sprawiały, że historia wciągała coraz bardziej z każdym odcinkiem. Tutaj natomiast większość kluczowych informacji dostajemy niemal od razu. Przez to pierwsze epizody nie miały dla mnie odpowiedniej siły oddziaływania.
Mimo wszystko z czasem historia zaczyna nadrabiać. Scenarzyści wyraźnie próbują połączyć elementy dramatu, science fiction i tajemnicy, jednocześnie zachowując ducha oryginału. Szczególnie dobrze wypadają późniejsze odcinki oraz finał sezonu, który naprawdę potrafi zaskoczyć.
Styl animacji i klimat nowego anime
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów Trigun Stampede pozostaje oprawa wizualna. Anime korzysta z grafiki CGI, która momentami przypomina produkcje Netflixa. Nie wygląda to tak źle jak w przypadku niektórych innych rebootów anime, ale podczas dynamicznych scen walki da się odczuć pewną sztuczność animacji.
Czasami miałem wręcz wrażenie, jakbym oglądał przerywniki filmowe z gry komputerowej działającej na zbyt słabym sprzęcie. Na szczęście twórcy dobrze poradzili sobie z kolorami oraz projektami lokacji. Pustynne krajobrazy mają swój klimat i potrafią robić wrażenie.
Bohaterowie nadal są mocną stroną serii
Największą siłą Trigun Stampede pozostają bohaterowie. Vash nadal jest niezwykle charyzmatyczną postacią, a jego podejście do przemocy i konfliktów wyróżnia go na tle wielu protagonistów anime sci-fi.
Bardzo dobrze wypadają również przeciwnicy oraz postacie drugoplanowe. Wolfwood czy duet Nebraska mają swoje motywacje i wewnętrzne konflikty. Dzięki temu nawet poboczni bohaterowie nie wydają się jednowymiarowi.
Trochę gorzej prezentują się natomiast Meryl Stryfe oraz Roberto de Niro. Ich rola jako obserwatorów wydarzeń początkowo wydaje się interesująca, jednak z czasem zaczynają irytować i tracą znaczenie dla fabuły.
Trigun Stampede to reboot pełen sprzeczności
Seans Trigun Stampede wywołał we mnie naprawdę mieszane uczucia. Z jednej strony anime ma ciekawy świat, dobrze napisany konflikt i kilka naprawdę mocnych momentów. Z drugiej strony cierpi przez pośpiech fabularny oraz nierówną animację.
To nadal interesujące anime science fiction, które potrafi momentami wciągnąć i zaskoczyć. Po prostu trudno pozbyć się wrażenia, że twórcy mogli wyciągnąć z tego uniwersum znacznie więcej.
Źródło: YT Crunchyroll Collection.
Inne seriale warte twojej uwagi sprawdzisz na Ceneo.pl
Od lat aktywnie śledzi rynek komiksów, anime oraz kinematografii, poszukując w nich wyrazistych bohaterów i angażujących historii. Jako publicysta chętnie dzieli się opiniami zarówno o mainstreamowych hitach, jak i niszowych produkcjach, stawiając na rzetelną analizę i emocjonalny przekaz. W swoich tekstach łączy pasję do dobrego kina i seriali z wnikliwym spojrzeniem na współczesne trendy geekowskie.