Koreański „Top Gun”. Czy R2B: Return to Base to godny rywal kultowego hitu?

Koreański pilot w okularach przeciwsłonecznych na tle myśliwca – kadr z filmu R2B: Return to Base

Jeśli myślisz, że tylko Hollywood potrafi kręcić spektakularne podniebne akrobacje, Korea Południowa ma dla Ciebie propozycję, która rzuca wyzwanie legendzie Mavricka. Film R2B: Return to Base (znany również jako Riteontu Be-iseu) to produkcja, która od pierwszych minut nie ukrywa swoich inspiracji. Czy azjatycka kinematografia zdołała przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną przez Toma Cruise’a? A może utonęła w nadmiarze melodramatu?

Niepokorny as przestworzy.

Głównym bohaterem tej opowieści jest Tae-hoon Jeong – młody, niebywale utalentowany, ale jednocześnie irytująco arogancki pilot wojskowy. Jeśli kojarzycie archetyp bohatera, który najpierw wykonuje brawurowy manewr, a potem pyta o pozwolenie, to Tae-hoon jest jego podręcznikowym przykładem. Jego pewność siebie sięga zenitu, co staje się źródłem nieustającego bólu głowy dla dowództwa.

Punkt zwrotny następuje podczas pokazów lotniczych. Główny bohater, chcąc zabłysnąć, decyduje się na manewr balansujący na granicy życia i śmierci (oraz regulaminu wojskowego). Efekt? Dyscyplinarne przeniesienie. Tae-hoon trafia do 21. jednostki bojowej, stacjonującej na samej północy, tuż przy zapalnej granicy. To tam, w cieniu potencjalnego konfliktu, jego ego zostanie wystawione na najcięższą próbę.

Stare twarze i nowe konflikty.

W nowej bazie chłopak nie znajduje jednak taryfy ulgowej. Spotyka tam starych znajomych z czasów akademii lotniczej. Problem w tym, że Tae-hoon wciąż patrzy na nich z góry, przekonany o swojej absolutnej wyższości. Lekceważenie zasad dotyka nawet jego bliskiego przyjaciela, który w obecnej hierarchii jest jego bezpośrednim przełożonym.

Twórcy filmu starają się pokazać, że wysoki horyzont, po którym lata bohater, jest zdradliwy. Im wyżej się wzbijasz na skrzydłach pychy, tym boleśniejszy może być upadek. Widz obserwuje tu klasyczną drogę bohatera – od zadufanego w sobie „gwiazdora” do człowieka, który musi zrozumieć, czym jest odpowiedzialność za zespół i maszynę.

Miłość w cieniu myśliwców.

Koreańczycy, wzorując się na amerykańskim pierwowzorze, nie mogli zapomnieć o wątku romantycznym. W R2B: Return to Base rolę „Charlie” przejmuje piękna i niezwykle kompetentna pani mechanik – Yoo Se Young. To właśnie próby poderwania jej stają się dla Tae-hoona motorem napędowym do zmiany zachowania.

Podobnie jak w oryginalnym Top Gun, mamy tu do czynienia z ewolucją postaci. Pod wpływem rodzącego się uczucia (i kilku twardych lekcji życia), arogancki pilot zaczyna dostrzegać, że świat nie kręci się tylko wokół jego odrzutowca. Niestety, to właśnie tutaj zaczynają się schody, jeśli chodzi o jakość samej produkcji.

Ostateczny werdykt.

Czy warto obejrzeć R2B: Return to Base? Jeśli jesteś fanem lotnictwa i masz słabość do azjatyckiego kina, seans będzie przyzwoitą rozrywką. To film poprawny, który czerpie z Top Gun pełnymi garściami, czasem kopiując go niemal jeden do jednego.

Mimo że wątki dramatyczne wydają się „wzięte z kosmosu” i niepotrzebnie wydłużają całość, film pozostaje ciekawostką pokazującą, jak Koreańczycy radzą sobie z kinem stricte rozrywkowym. To solidna lekcja pokory dla głównego bohatera, opakowana w błyszczącą blachę myśliwców, choć pozbawiona tych dodatkowych „fajerwerków”, które czynią film wybitnym. Jeśli jednak po seansie poczujesz niedosyt, potraktuj to jako zaproszenie – kino z Korei Południowej ma do zaoferowania znacznie więcej perełek, które warto odkryć.