
Lady Baltimore tom 1 otwiera nowy rozdział w mrocznym uniwersum pełnym czarownic i pradawnych istot. Europa 1938 roku to nie tylko polityczne napięcia, ale też okultystyczna wojna toczona poza wzrokiem zwykłych ludzi. Gdy świat pogrąża się w chaosie, ktoś musi przejąć odpowiedzialność za walkę z mrokiem. Tym razem to kobieta wychodzi z cienia legendy, a jej starcie z siłami nadprzyrodzonymi może zmienić więcej, niż się wydaje.
Akcja komiksu przenosi nas do 1938 roku, gdy Europa staje u progu II wojny światowej. Sofia Valk, niegdyś wierna sojuszniczka lorda Baltimore’a, po jego śmierci przyjmuje miano Lady Baltimore i kontynuuje walkę z siłami ciemności. Na jej drodze stają czarownice z Hexencorps, współpracujące z nazistami, wampiry oraz inne nadnaturalne istoty, które próbują wpłynąć na bieg nadchodzącego konfliktu. Sofia, wraz z tajemniczą i potężną Imogen oraz niejednoznacznym Rigo, musi odnaleźć sposób na powstrzymanie Królowej Czarownic, Jeleny. Jednocześnie musi zmierzyć się z pytaniem, czy nie zatraca siebie w wojnie, która nigdy się nie kończy.
Powrót do świata wykreowanego przez Mike’a Mignolę i Christophera Goldena to dla wielu czytelników spełnienie marzeń. Uniwersum Baltimore, funkcjonujące obok takich tytułów jak Hellboy czy Joe Golem, zawsze potrafiło bowiem zapewnić doskonałą dawkę rozrywki. Tak też jest w przypadku albumu Lady Baltimore tom 1: Królowe Czarownic, który nie jest tylko kontynuatorem pewnych wzorców, ale pozwala sobie na zauważalną ewolucję.
Największą zmianą w stosunku do pierwotnej serii jest oczywiście przesunięcie punktu ciężkości. Lord Henry Baltimore był figurą tragiczną, naznaczoną obsesją zemsty. Sofia Valk (tytułowa Lady Baltimore) zdecydowanie nie jest jego kopią. Przejęła ona misję, ale jej motywacje są bardziej złożone. W jej działaniach widać nie tylko gniew czy poczucie obowiązku, lecz także wiele wątpliwości. To właśnie ten element stanowi jedną z największych zalet komiksu.
Scenarzyści nie próbują stworzyć „żeńskiej wersji” dawnego bohatera. Zamiast tego pozwalają Sofii być sobą. Jest to kobieta, która dorastała w świecie naznaczonym przemocą, ale nie utraciła zdolności do refleksji. W jej decyzjach wybrzmiewa pytanie o granice: jak daleko można się posunąć w walce z potworami, by samemu się nim nie stać?
Jej lęki i niepokoje wpływają na relacje z sojusznikami, a tym samym mocniej przykuwają uwagę czytelnika. Jej interakcje z Towarzystwem Orfickim, a w szczególności z Rigo, dodają historii politycznego posmaku. Rigo, który już w poprzedniej serii był postacią dwuznaczną, tutaj staje się jeszcze bardziej wyrachowany, będąc mocną przeciwwagą dla prostolinijnej Sofii. Autorzy bawią się przy tym uwagą czytelnika, stopniowo odkrywając kolejne warstwy intrygi. Dzięki temu fabuła nie sprowadza się do prostego „polowania na czarownice”, lecz nabiera polityczno-okultystycznej głębi.
Kolejny plus tytułu to osadzenie akcji w 1938 roku. Na kolejnych planszach czuć, że Europa stoi na progu katastrofy. Twórcy unikają jednak dosłowności. II wojna światowa nie jest tu odtwarzana w realistyczny sposób. Funkcjonuje ona jako symbol nadchodzącego mroku. Ten zabieg sprawia, że komiks nie zamienia się w historyczną rekonstrukcję, lecz pozostaje mroczną baśnią dla dorosłych. Taka otoczka pozwala również na zintensyfikowanie tempa narracji. Akcja goni tu akcję, bohaterowie ledwo wychodzą z jednej opresji, by wpaść w kolejną. Na pewno nikt nie będzie się więc czuł znużony lekturą, bo adrenalina równomiernie udziela się bohaterom i odbiorcy komiksu.

Za rysunki odpowiada Bridgit Connell, której styl różni się od charakterystycznej, surowej kreski Mignoli. Nie jest to jednak żadna wada albumu. Jej linia jest co prawda bardziej miękka, miejscami wręcz lekko „kreskówkowa”, ale nie oznacza to braku mroku. Connell ma niesamowite wyczucie dynamiki. Sceny akcji, a jest ich tu mnóstwo, są przejrzyste, czytelne i pełne energii. Wspólnie z kolorystką Michelle Madsen tworzy kadry, które tętnią życiem i są genialnym dopełnieniem scenariusza.
Nie ma jednak róży bez kolców, nawet jeśli chodzi o twórczość Mignoli. Momentami czuć, że historia jest nieco pospieszna. Niektóre zwroty akcji wydają się też nieco przewidywalne dla weteranów gatunku. Brakuje tu również większej liczby momentów autentycznego strachu.
Wszystkie wymienione niedoskonałości są jedynie drobną skazą na twardej oprawie, która skrywa dzieło, obok którego nie można przejść obojętnie. Lady Baltimore tom 1 to bowiem solidne otwarcie nowej ery w świecie Outerverse. To komiks, który celebruje silną kobiecą protagonistkę, nie zapominając o swoich korzeniach i na sam koniec pozostawiając czytelnika ze szczerym uśmiechem zadowolenia i satysfakcji.
| PLUSY: | MINUSY: |
|
|
| OCENA: 10/10 |
Pierwszy tom serii stawia na intensywność i konsekwentnie buduje napięcie od pierwszych stron. Choć niektóre wątki mogłyby wybrzmieć mocniej, ogólne wrażenie pozostaje bardzo, ale to bardzo pozytywne. To opowieść o odpowiedzialności i cenie walki z mrokiem. Komiks potrafi zaskoczyć zarówno zwrotami akcji, jak i emocjonalnymi akcentami. W efekcie otrzymujemy solidny fundament pod kolejne odsłony cyklu. Dla kogo? Dla miłośników pulpowych historii, fanów mrocznego fantasy, okultyzmu i silnych kobiecych bohaterek. |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont. Komiks można również znaleźć w Komiksiarni Katowice i na Ceneo. |
Pierwszy tom serii stawia na intensywność i konsekwentnie buduje napięcie od pierwszych stron. Choć niektóre wątki mogłyby wybrzmieć mocniej, ogólne wrażenie pozostaje bardzo, ale to bardzo pozytywne. To opowieść o odpowiedzialności i cenie walki z mrokiem. Komiks potrafi zaskoczyć zarówno zwrotami akcji, jak i emocjonalnymi akcentami. W efekcie otrzymujemy solidny fundament pod kolejne odsłony cyklu. Dla kogo? Dla miłośników pulpowych historii, fanów mrocznego fantasy, okultyzmu i silnych kobiecych bohaterek.


