
Tomo Kitaoka udowadnia, że manga może być miejscem spotkania grozy, emocji i niezwykłych pomysłów. W wywiadzie twórca zabiera nas za kulisy swojej pracy, opowiadając o inspiracjach, wyzwaniach stojących przed współczesnymi mangakami oraz znaczeniu czarno-białej estetyki. Rozmawiamy także o fenomenie „The Walking Cat”, tajemnicach „Chibonkaburi” i tym, jak powstają historie, które zostają z czytelnikami na długo.
Tomo Kitaoka należy do twórców, którzy potrafią połączyć grozę z wyjątkową wrażliwością na emocje bohaterów. Czytelnicy w Polsce poznali twórczość mangaki przede wszystkim dzięki mandze The Walking Cat: Apokalipsa zombie oczami kota (Waneko), w której klasyczny motyw zombie został przedstawiony z zupełnie nowej perspektywy. Kolejne dzieła, takie jak Chibonkaburi czy Neko no Ninja, pokazują natomiast fascynację horrorem, tajemnicą i tym, co nieznane. W tym wywiadzie rozmawiamy o procesie twórczym, poszukiwaniu inspiracji, znaczeniu czarno-białej estetyki mangi oraz o tym, jak rodzą się pomysły na kolejne historie. Zapraszam również do odwiedzenia profili twórcy na X i Instagramie, gdzie można śledzić jego twórczą drogę.

🎙️ Chciałbym na początku wyrazić wdzięczność za poświęcony czas i możliwość przeprowadzenia tego wywiadu. Mam nadzieję, że będzie to ciekawa okazja do jeszcze bliższego zapoznania polskich czytelników z Twoją twórczością.
🎙️ Czy można prosić o krótkie opowiedzenie, jak wyglądały Twoje pierwsze kroki w branży mangowej i co najlepiej zapadło w pamięć z tamtego okresu?
Tomo Kitaoka: Sam początek to zgłoszenia na konkursy organizowane przez wydawnictwa. To było już dość dawno temu, więc wspomnienia są nieco zatarte, ale pamiętam to uczucie, że rysowaniu nie było końca – bez względu na to, jak dużo tworzono. To odczucie towarzyszy mi zresztą do dziś…
🎙️ Co obecnie najbardziej inspiruje Cię w pracy twórczej i czy te źródła inspiracji zmieniały się na przestrzeni lat?
Tomo Kitaoka: Lubię „twórczość” w każdej postaci, więc gdy coś mnie zainteresuje, po prostu to oglądam, czytam lub słucham. Gry również są w kręgu moich zainteresowań. Bardzo lubię także historie o niewyjaśnionych zjawiskach, które wydarzyły się naprawdę, oraz wszystko, co się z nimi wiąże. Lubię w ten sposób bez większych ograniczeń przyswajać różne informacje, a następnie na podstawie zgromadzonej wiedzy przyglądać się własnemu wnętrzu, zastanawiać się nad ludźmi i światem. Z tego rodzą się pomysły na historie, a czasem po prostu nagle pojawiają się w głowie.
🎙️ Jakie cechy charakteru są według Ciebie kluczowe, aby odnieść sukces jako współczesny mangaka?
Tomo Kitaoka: To trudne pytanie, bo ciągle jestem na etapie samodoskonalenia. Czasami pojawia się pewien rozdźwięk między tym, co chce się narysować i co wynika ze stylu, a tym, czego oczekują czytelnicy. Uważam, że potrzebna jest elastyczność, by nie lekceważyć żadnej z tych stron i starać się skracać dystans między nimi. Z biegiem czasu zaczęto postrzegać tworzenie mangi jako pewną formę komunikacji. Dla mnie jest to dialog nie tylko z czytelnikiem, ale także ze sobą. Dlatego czuję, że potrzebna jest cierpliwość, a czasem także pewna przebojowość. Poza tym – nie ma co ukrywać – skoro jest tak wiele rzeczy do zrobienia, szybkie tempo pracy jest dużym atutem. Jeśli ktoś dodatkowo dobrze radzi sobie z mediami społecznościowymi, to z pewnością ma łatwiej. Ja zupełnie nie mam do tego głowy i zdarza mi się zaniedbywać ten aspekt…
🎙️ Czy przed rozpoczęciem nowej serii planujesz jej zakończenie, czy pozwalasz historii płynąć naturalnie?
Tomo Kitaoka: Czasami zaczynam z ogólnym zarysem zakończenia, ale w większości przypadków zmienia się ono w trakcie rysowania.
🎙️ Czy uważasz, że czarno-biała estetyka mangi ma przewagę nad kolorowymi komiksami zachodnimi?
Tomo Kitaoka: Wydaje mi się, że dzięki czerni i bieli każdy czytelnik może wyobrazić sobie własne kolory. Myślę, że pozwala to na wykreowanie unikalnego doświadczenia, np. odczucia atmosfery czy krajobrazu mentalnego.
🎙️ Co uznajesz za najważniejszy kamień milowy w swojej dotychczasowej karierze?
Tomo Kitaoka: Napisanie „Walking Cat”. Uważam, że to historia, która najbardziej zbliżyła mnie do wyrażenia własnej natury, przez co darzę ten tytuł ogromnym sentymentem. Było to również pierwsze dzieło w karierze, które mogło dotrzeć do zagranicznych czytelników.

🎙️ Czy specyfika japońskiego rynku zmusza autorów do podążania za trendami, czy od początku czujesz wolność w wyborze tematów?
TK: To również trudne pytanie… Uważam tworzenie za formę komunikacji. Świadomość trendów jest skuteczna w budowaniu relacji z czytelnikiem, więc nie uważam, by było one ograniczeniem. Jednak poleganie tylko na tym powoduje utratę własnego stylu, więc zachowanie balansu jest wyzwaniem. Osobiście mam poczucie, że w kwestii wyboru tematów mam dość dużą swobodę. Cała praca polega na ciągłym rozważaniu, jak wyrazić to, co chcę przekazać.
🎙️ Czy na początku kariery były konkretne wzorce lub mentorzy, którzy w szczególny sposób wpłynęli na Twój rozwój?
TK: Poza redaktorem prowadzącym oraz wydawnictwem, przez cały czas zajmuję się twórczością samodzielnie, dlatego w procesie tworzenia dzieł nie mam bliskiej osoby, która byłaby dla mnie wzorem lub mentorem. Moja rodzina i przyjaciele od zawsze są moim wsparciem. Możemy rozmawiać o wielu różnych rzeczach, a dzięki temu mam możliwość zastanawiania się nad wieloma tematami i spojrzenia na nie z różnych perspektyw.
🎙️ Jak wygląda proces wyboru kolejnych projektów?
TK: Nie ma sztywnego procesu, ale gdy wpadnie coś w ręce, staram się na bieżąco robić notatki. Potem wybieram tematy, które chcę zgłębić i rozwijam je. Pomaga mi też rozmowa z bliskimi czy z redaktorem. Kluczem jest rozmawianie o wszystkim – od bieżących wydarzeń czy newsów, po filmy czy mangi.
🎙️ Jak zrodził się pomysł na serię The Walking Cat?
TK: Wszystko zaczęło się od spostrzeżenia, że w historiach o zombie oraz opowieściach postapokaliptycznych, zwierzęcym towarzyszem bohatera niemal zawsze jest pies, szczególnie owczarek.
Bardzo lubię takie historie i zawsze oglądałem je z przyjemnością. Psy jako metafora w dziełach przedstawiają oddanie i lojalność, a w świecie pogrążonym w rozpaczy stają się niezwykle ważnym źródłem pocieszenia. Kot natomiast w Japonii często kojarzony jest z takimi cechami jak kapryśność, niezależność i podążanie własną drogą. Narodził się więc zamysł, że ciekawie byłoby uczynić właśnie kota towarzyszem bohatera. Jednocześnie uważam, że koty są w rzeczywistości bardzo uczuciowymi stworzeniami, dlatego podczas pracy nad mangą chciałem ukazać również tę ich piękną stronę.
🎙️ Apokalipsa zombie to gatunek niezwykle wyeksploatowany. Z których elementów swojej mangi jesteś najbardziej dumny i dzięki którym udało się tytuł wyróżnić na tle innych historii o żywych trupach?
TK: Cieszę się, że udało się wyrazić własną perspektywę, zgodnie z którą świat, który dla ludzi jest desperacki, dla innych stworzeń wcale taki nie musi być. Podczas rysowania szczególnie zależało mi na tym, aby kot pozostał po prostu kotem, bez dodawania przerysowań czy jakichś innych deformacji jego natury.
🎙️ Co było najważniejsze przy tworzeniu relacji między człowiekiem a zwierzęciem w tej historii?
TK: W relacjach między ludźmi, choć możliwe jest budowanie miłości, nie da się niestety uniknąć nieporozumień czy konfliktów. W tym wszystkim, widok kota, który „jest po prostu kotem”, potrafi przynieść ukojenie. Myślę, że dzięki temu jego obecność staje się jeszcze bardziej wzruszająca. Dzieje się tak również w naszym prawdziwym życiu, dzięki temu czytelnicy również mogli poczuć tę samą emocję, dlatego postać Yukiego jako kota jest pełna uroku i sympatycznego charakteru.
🎙️ Zakończenie The Walking Cat wywołuje ogromne emocje. Czy brane były pod uwagę inne, alternatywne zakończenia tej historii?
TK: Czy przez zakończenie rozumiesz rozstanie z Jinem…? (🎙️Tak)
W takim razie nie rozważano innych opcji. W mandze zachowano kierunek, w którym „niektórych rzeczy nie da się uniknąć” i że to „kot jest głównym bohaterem”. Jeśli zaś chodzi o wydźwięk całej historii, miała ona w założeniu nieść „odrobinę nadziei”.
🎙️ Dlaczego po zakończeniu The Walking Cat zapadła decyzja, aby pójść w stronę mroczniejszego monster-panic w Chibonkaburi?
TK: Od zawsze uwielbiam gatunek horroru jako całość i ogarnęło mnie poczucie, że jest to rodzaj historii, który dobrze mi się tworzy.
🎙️ Skąd wziął się koncept tajemniczej maski bóstwa/potwora w Chibonkaburi? Co ona symbolizuje?
TK: Uważam, że wyrażenie „twarz, która do nikogo nie należy” budzi ogromny niepokój. To strach przed tym, co jest nieznane i czego intencji nie da się odczytać. Pojawiło się to w mandze, ponieważ lęk przed tym, czego nie rozumiemy, jest jednym z najbardziej pierwotnych lęków. Świat bywa nierozsądny i czasami jesteśmy zagrożeni przez byty, które kierują się zupełnie innymi regułami niż my. W „Chibonkaburi” maska symbolizuje właśnie takie „byty istniejące według innych zasad”.

🎙️ Seria Chibonkaburi stawia mocno na klimat horroru izolacji i paniki. Jakie klasyczne dzieła kina grozy miały na nią wpływ?
TK: Sceny z zamknięciem wewnątrz bariery są po części zainspirowane serialem „Pod kopułą” lub filmem „Mgła”. Inspiracją była też gra „Silent Hill”. W kwestii potworów wzorowano się na „The Host: Potwór”, hordach Anubisa z „Mumii”, a także japońskich legendach czy greckim Cerberze.
🎙️ Czy mitologiczne podłoże tej historii jest oparte na realnych japońskich wierzeniach, czy to w 100% autorska kreacja?
TK: W Japonii istnieją miejsca, w których zabijanie zwierząt było lub nadal jest zakazane, ale szczegóły „legendy o Chibonkaburi” opowiedzianej na początku są autorską kreacją.
🎙️ W Neko no Ninja powraca motyw kota, ale w znacznie mroczniejszym, paranormalnym wydaniu. Czym różniło się rysowanie tego kota od Yukiego z The Walking Cat?
TK: Zaskoczyło mnie, że ktoś poza Japonią zna ten tytuł. Bardzo dziękuję! To manga oparta na jednej z opowieści z japońskiego internetowego zbioru horrorów „Shineudo share ni naranai kowai hanashi o atsumete minai?”. Jest to więc tzw. komiksowa adaptacja. To opowieść o niezwykle dziwnym klimacie, więc założenia były takie aby wizualizacja kota-ninja była urocza z odpowiednią dawką niezwykłości.
🎙️ Gdyby Yuki z The Walking Cat spotkał potwory z Chibonkaburi, jak Twoim zdaniem potoczyłaby się ta historia?
TK: Ciekawe pytanie! (śmiech) Potwory z „Chibonkaburi” są zbyt przerażające, więc myślę, że Yuki pierwszy by uciekł! Pewnie starałby się unikać jakiegokolwiek kontaktu…
🎙️ Jaka jest Twoja ulubiona japońska legenda miejska, która wciąż nie doczekała się dobrej adaptacji komiksowej?
TK: W Japonii wiele legend miejskich i opowieści o zjawiskach nadprzyrodzonych doczekało się znakomitych adaptacji. Bardzo trudno znaleźć taką, która by jeszcze tego nie zrobiła…!
🎙️ Czy podczas pracy nad tak mrocznymi horrorami i opowieściami o duchach przydarzyło się kiedyś w pracowni coś niewytłumaczalnego lub paranormalnego?
TK: To może zabrzmieć trochę rozczarowująco, biorąc pod uwagę, jakie historie tworzę, ale zupełnie nie mam zdolności wyczuwania zjawisk nadprzyrodzonych. Dlatego nigdy nie było żadnych dziwnych doświadczeń. Moje podejście do zjawisk nadprzyrodzonych jest takie: „nie wierzę w to w pełni, ale chcę, żeby istniały, bo świat, w którym one są, wydaje się piękniejszy”.

🎙️ Gdyby Netflix lub japońskie studio anime zaproponowało ekranizację The Walking Cat, które studio powinno prowadzić projekt?
TK: W Japonii jest wiele wspaniałych studiów animacji. Każde jest na swój sposób urzekające. Gdy trzeba jednak wskazać jedno, to prywatnie bardzo lubię studio Science SARU. Łączą w sobie prostotę, odwagę, piękno i delikatność. Gdyby to u nich powstała animacja, byłoby to ogromne przeżycie…
🎙️ Czy istnieje jakiś gatunek literacki lub komiksowy, w którym absolutnie się nie odnajdujesz i nigdy nie spróbujesz go stworzyć?
TK: Staram się podtrzymywać w sobie chęć podejmowania nowych wyzwań, ale tworzenie historii skupionych głównie na romansie przychodzi mi z trudnością…! A właściwie, nawet gdybym spróbował, prawdopodobnie nie wyszłoby to zbyt dobrze (śmiech).
🎙️Jaki był Twój stan wiedzy o polskim rynku mangowym przed wydaniem The Walking Cat przez wydawnictwo Waneko?
TK: Przepraszam za niewiedzę, ale nic nie było mi wiadomo na temat tego rynku…! Teraz dzięki poszukiwaniom informacji w internecie udało się dowiedzieć, że w Polsce czyta się bardzo dużo japońskich mang! To ogromny zaszczyt, że „Walking Cat” również może dołączyć do tego grona
🎙️ Na zakończenie naszej rozmowy, czy chcesz coś przekazać fanom swojej twórczości w Polsce?
TK: Witam serdecznie! Bardzo się cieszę, że sięgacie po moje prace. W okresie publikacji „Walking Cat” w Japonii nie sposób było przewidzieć, że ta historia trafi do polskich czytelników oraz że pojawi się szansa na udzielenie takiego wywiadu. Świadomość, że dzieło może być doceniane przez osoby z różnych stron świata, jest powodem do wielkiej radości. Jeszcze raz z całego serca dziękuję.
🎙️Dziękuję za rozmowę.
TK: Ja również dziękuję.
Historie tworzone przez mangaków i autorów komiksów często kryją za sobą znacznie więcej niż tylko gotowe kadry na papierze. Dlatego zachęcam do lektury kolejnych wywiadów z twórcami, w których odkrywane są ich inspiracje, proces pracy i spojrzenie na sztukę opowiadania historii.
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.