
Historie o UFO bardzo łatwo zamienić w kiczowatą opowieść o latających spodkach, zielonych ludzikach i wielkiej tajemnicy. Błękitna księga idzie w zupełnie inną stronę. James Tynion IV stawia na atmosferę, dokumentalny ton i zwykłych ludzi, których codzienność zostaje nagle zakłócona przez coś, czego nie potrafią racjonalnie wyjaśnić. Taki forma ma sporo zalet, choć sprawia również, że nie każdy czytelnik odnajdzie w tym materiale oczekiwane emocje.
James Tynion IV ma już na koncie kilka znakomitych historii wykorzystujących grozę, tajemnicę i ludzkie lęki, dlatego jego zainteresowanie opowieściami o UFO wydaje się całkowicie naturalne. Błękitna księga różni się jednak od typowych komiksów tego autora, ponieważ zamiast budować całkowicie fikcyjny świat, sięga po wydarzenia, które od lat funkcjonują w kulturze jako rzekome spotkania z czymś pozaziemskim. To podejście jest jednocześnie największą zaletą i największym problemem tego albumu.
Scenariusz
James Tynion IV przyzwyczaił czytelników do bardzo specyficznego operowania grozą. W swoich autorskich pracach potrafi snuć skomplikowane, wielowątkowe intrygi, jednak w przypadku tego tytułu postanowił całkowicie zmienić narracyjny oręż. Projekt, który pierwsze kroki stawiał jako cyfrowa publikacja na platformie Substack, ma charakter czysto dokumentalny, niemal kronikarski.
Scenariusz bazuje tu na dwóch sprawach powiązanych z UFO. Sprawie małżeństwa Betty i Barneya Hillów z 1961 roku i przypadku Kennetha Arnolda z 1947 roku. W obu tych historiach Tynion nie stara się dramatyzować na siłę tam, gdzie nie jest to potrzebne. Unika dopisywania tanich zwrotów akcji. Zamiast tego dostajemy precyzyjną, sprawozdawczą narrację, opartą na narracyjnych ramkach przypominających styl dawnych raportów rządowych.
Pierwsza historia o małżeństwie Hillów trzyma w napięciu przede wszystkim dzięki świetnemu dozowaniu niepokoju na nocnej drodze i psychologicznemu starciu racjonalizmu Barneya z obserwowaną przez Betty anomalią. Z kolei druga część, przenosząca nas do roku 1947 i wydarzeń nad Mount Rainier, zmienia nieco akcenty. Tynion nie skupia się wyłącznie na samym przelocie błyszczących obiektów widzialnych przez Arnolda, ale śledzi wywołaną przez media gorączkę oraz socjologiczne konsekwencje tej obserwacji, co sprawnie buduje klimat epoki początków zimnej wojny.
Problem leży jednak w tempie akcji oraz w tym, jak obie te historie funkcjonują obok siebie w jednym tomie. O ile sprawa z 1961 roku posiada przynajmniej zarysowany łuk fabularny, to opowieść z 1947 roku przypomina bardziej ilustrowany, archiwalny wykład historyczny. Tempo w drugiej części gwałtownie spada, a narracja staje się duszna od nadmiaru faktów. Tynion świadomie nie rozstrzyga, czy mamy do czynienia z realnym nawiedzeniem pozaziemskim, czy ze zbiorową psychozą. Ta powściągliwość dobrze służy klimatowi tajemnicy, lecz w ujęciu całościowym sprawia, że komiks pozbawiony jest satysfakcjonującego punktu kulminacyjnego. Obydwie opowieści po prostu się kończą, zostawiając czytelnika z poczuciem obcowania z zestawem archiwalnych notatek, a nie z pełnowymiarową opowieścią sekwencyjną.
Bohaterowie
Tynion operuje tutaj na postaciach historycznych. Betty i Barney Hill zostali przedstawieni z dużym wyczuciem i szacunkiem. Ich wzajemne relacje, naturalne dialogi w szoferce samochodu i powolne popadanie w stan paraliżującego lęku wypadają przekonująco. Autor rysuje portret zwykłego małżeństwa lat sześćdziesiątych, w którego uporządkowane życie wkracza absolutnie niewytłumaczalne zjawisko. Niestety, ze względu na przyjętą formułę dokumentalną, czytelnik ogląda ich z pewnego dystansu. Zamiast udzielających się emocji, dostajemy relację z ich traumy i sesji terapeutycznych, przez co Hillowie stają się raczej studium przypadków niż postaciami, z którymi nawiązujemy jakąś więź.
W drugiej historii Kenneth Arnold wypada jeszcze bardziej bezosobowo. Jako bohater komiksowy funkcjonuje niemal wyłącznie jako nośnik wydarzeń historycznych. Oglądamy go w kokpicie samolotu, a następnie podczas przesłuchań przez służby, jednak Tynion nie daje nam praktycznie żadnego wglądu w jego wnętrze czy życie prywatne poza powierzchownymi wzmiankami. Arnold jest jedynie świadkiem, elementem większego mechanizmu medialnego, co sprawia, że w drugiej połowie zbiorczego tomu całkowicie zanika czynnik ludzkiego dramatu, a pozostaje jedynie suchy zapis faktów historycznych.
Rysunki
Michael Avon Oeming wykonuje tutaj ogromną część pracy, którą scenariusz nie zawsze jest w stanie udźwignąć. Najbardziej charakterystycznym elementem albumu jest ograniczona paleta kolorystyczna. Czerń, biel i błękit nie są zwykłym ozdobnikiem. To fundament całej atmosfery. Dzięki temu obie historie mają wspólną tożsamość mimo różnic fabularnych.
Oeming świetnie wykorzystuje noc. W historii Hillów ciemność staje się niemal osobnym bohaterem. Droga, las, niebo i światło pojawiające się nad samochodem tworzą przestrzeń, w której trudno przewidzieć, co wydarzy się za chwilę.
Najlepsze kadry nie potrzebują żadnych spektakularnych efektów. Czasami wystarczy niewielkie światło w oddali albo twarz bohatera obserwującego coś przez szybę. Oeming doskonale rozumie, że UFO jest znacznie bardziej niepokojące wtedy, gdy pozostaje częściowo niewidoczne.
Bardzo dobrze działają również sceny związane z pamięcią, wspomnieniami i utraconym czasem. Rysownik potrafi zmienić charakter obrazu bez konieczności stosowania przesadnych efektów. Rzeczywistość zaczyna wyglądać trochę inaczej, a czytelnik traci pewność, gdzie kończy się wydarzenie, a zaczyna wspomnienie.
W drugiej historii Oeming musi wykonać trudniejsze zadanie. Nie może już polegać wyłącznie na klaustrofobicznej atmosferze nocnej podróży. Ma pokazać większy fragment historii UFO, pilotów, wojskowych, media i kolejne wydarzenia. Jego kreska nadal działa, ale materiał nie zawsze daje mu równie mocne sceny jak historia Hillów.
Mimo tego wizualnie album jest bardzo konsekwentny. Styl Oeminga dobrze pasuje do tematyki retro i dokumentalnego charakteru opowieści. Nie próbuje nadać UFO futurystycznego wyglądu. Wręcz przeciwnie. Wszystko sprawia wrażenie zakorzenionego w konkretnym czasie. To jedna z największych zalet całego projektu.
Wady i niedociągnięcia
Na pierwsze miejsce wad albumu Błękitna Księga, wysuwa się przesadna suchość narracyjna. Tynion tak bardzo skupił się na wiernym odtworzeniu źródeł historycznych, że całkowicie zamroził emocjonalną stronę komiksu. Lektura obu historii bywa momentami nużąca i przypomina czytanie rozbudowanego artykułu z obrazkami. Zamiast klasycznego budowania napięcia znanego z komiksów grozy, otrzymujemy chłodną rekonstrukcję zdarzeń, która z biegiem stron traci swoją początkową siłę przyciągania.
Drugim poważnym mankamentem jest nierówny poziom obu zawartych w tomie części. O ile historia Hillów posiada wyraźny klimat i wciąga psychologiczną niepewnością, to część z 1947 roku o drastycznie obniża temperaturę emocjonalną tomu. Wygląda ona bardziej jak aneks edukacyjny niż równorzędna komiksowa powieść. Ponadto w obu przypadkach brakuje satysfakcjonującej kropki nad „i”. Komiks rozmywa się w gąszczu cytatów i doniesień prasowych, pozostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu i braku jakiejkolwiek fabularnej pointy.
Czy warto przeczytać Błękitną księgę?
Tak, ale zdecydowanie nie jest to album dla każdego. Jeżeli interesują was UFO, historie o niewyjaśnionych zjawiskach, amerykańska kultura lat czterdziestych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz opowieści balansujące pomiędzy dokumentem a horrorem, Błękitna księga ma sporo do zaoferowania. Jeżeli jednak oczekujecie od komiksu mocnej fabuły, wyrazistych zwrotów akcji i finału, który wynagrodzi wcześniejsze budowanie napięcia, możecie poczuć zawód.
Brak nachalnego przesądzania, czy bohaterowie rzeczywiście spotkali Obcych.
Interesujące pokazanie wpływu mediów na rozwój mitu UFO.
Charakterystyczna paleta czerni, bieli i błękitu.
Dokumentalny styl momentami zamienia komiks w ilustrowaną kronikę.
Chłodna, narracyjna forma, która dystansuje czytelnika od przeżyć emocjonalnych bohaterów.
Napięcie nie zawsze otrzymuje satysfakcjonującą kulminację.
| OCENA: 6/10 |
![]() |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Nagle Comics. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia i Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
