Kociołkowe rozmowy: Wywiad z Katarzyną „Falauke” Czarną o pracy po zmroku i twórczej nieprzewidywalności.

Ilustracja przedstawiająca postać Katarzyny „Falauke” Czarnej z rozłożonymi rękami – grafika główna z wywiadu o pracy twórczej.

Katarzyna „Falauke” Czarna to jedna z najbardziej charakterystycznych autorek polskiego komiksu niezależnego. Jej twórczość balansuje między autobiografią, eksperymentem i mroczniejszymi tematami psychologicznymi. W poniższej rozmowie opowiada o nocnym rytmie pracy, w którym powstają jej komiksy, oraz o tym, dlaczego chaos bywa dla niej bardziej twórczy niż perfekcyjny plan.

Katarzyna „Falauke” Czarna od dekady konsekwentnie buduje swoją pozycję na rynku, zyskując coraz większe uznanie miłośników komiksów. Jej dorobek obejmuje liczne niezależne komiksy, takie jak Der Pavor Nocturnus, Droga Jodie…, Kawusia i papieroski, Kremacja krok po kroku. Szersze grono odbiorców z pewnością kojarzy autorkę z komiksu Czy wszystko smakuje? wydanego przez Kultura Gniewu. Artystka nie ogranicza się jednak wyłącznie do kadrów na papierze i także realizuje się w lalkarstwie oraz animacji, co przekłada się na unikalną, ekspresyjną plastykę jej prac. Jej twórczość można śledzić na Instagramie oraz Facebooku, a także na oficjalnej stronie autorki.

W rozmowie Falauke zdradza, jak jej fascynacja brakiem kontroli i groteską łączy się z codzienną dyscypliną pracy po godzinach. To portret artystki, która mimo licznych wyróżnień wciąż traktuje każdy kolejny projekt jako pole do warsztatowego eksperymentu.

Katarzyna „Falauke” Czarna przy pracy.
Katarzyna „Falauke” Czarna przy pracy / Źródło: archiwum prywatne autorki.

🎙️ Jak wygląda Twój idealny dzień pracy nad komiksem?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Tworzeniem komiksów zajmuję się po godzinach etatowej pracy, więc nigdy nie mam na nie całego dnia, ale mogę z łatwością opisać idealny wieczór (czy też noc): Jest godzina 22, a mi została obróbka komputerowa komiksu, który musi zostać wysłany jak najszybciej do drukarni, aby zdążyć na premierę przy okazji jakiegoś festiwalu. Przygotowuję sobie wszystkie pliki potrzebne do pracy, robię herbatę, wybieram playlistę, której będę słuchać, idę zapalić papierosa i mówię „dobranoc” partnerowi. Dopiero wtedy mogę usiąść przy komputerze, gdy nic nie rozprasza już mojej uwagi. Mam bardzo zoptymalizowany sposób pracy, obrabiam wszystkie plansze symultanicznie, więc robota idzie mi „maszynowo” w rytm muzyki i nawet nie zauważam, kiedy robi się 4 nad ranem. Słysząc za oknem pierwsze ptaki wiem, że muszę zacząć się sprężać, żeby dokończyć skład komiksu i wysłać pliki mailem przed godziną otwarcia drukarni. Na chwilę przed 6 przeglądam po raz ostatni skończony komiks i upewniam się, że zamówiłam odpowiednie parametry wydruku, po czym wślizguję się do łóżka na 3h drzemkę. Nie wiem dlaczego ten ostatni, pośpieszny etap wzbudza we mnie takie pozytywne odczucia. Mogłabym przecież z łatwością uniknąć zarywania nocki, zaczynając pracę wcześniej, ale najwidoczniej lubię to tak bardzo, że czasem umyślnie dokonuję autosabotażu.

🎙️ Wolisz pracować w całkowitej ciszy, czy masz konkretną playlistę do konkretnych albumów?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Pracuję słuchając muzyki, bo dzięki niej jest mi łatwiej wbić się w klimat, który utrzymuję w danym komiksie. Ale to nie oznacza, że playlista, której słucham jest ściśle związana nastrojem z tematem komiksu – często jest zupełnie przypadkowa. Dla przykładu, rysując „Kawusię i papieroski” katowałam Enyę, a przy „Drogiej Jodie…” soundtrack z serii gier Ryu Ga Gotoku. Używam słowa „katować” bo jeżeli wybiorę jakąś konkretną playlistę to jestem na nią już do końca skazana – nie jestem w stanie słuchać czegokolwiek innego, dopóki nie skończę danego projektu. Wynika to pewnie z tego, że pamięć jest zależna od kontekstu – jest takie badanie z 1992 roku, w którym grupa studentów uczyła się słuchając muzyki, a potem zdawali egzamin w różnych warunkach: w ciszy, słuchając innej muzyki, lub słuchając tej samej muzyki, co w czasie nauki. Najlepiej radzili sobie ci ostatni. Tak samo mi też jest łatwiej skoncentrować się na przypomnieniu sobie konkretnego flow narracji kiedy stymuluje mnie za każdym razem ten sam zewnętrzny bodziec.

🎙️ Czy planujesz każdą planszę z wyprzedzeniem, czy pozwalasz historii prowadzić Cię intuicyjnie?

Katarzyna „Falauke” Czarna: W czasie rozrysowywania storyboardu skupiam się przede wszystkim na głównych planszach, tj. scenach, które mam bardzo dobrze zwizualizowane, bo są punktem kulminacyjnym danej części opowieści. Potem dokończenie scenorysu to już kwestia dorobienia łączników pomiędzy tymi najważniejszymi fragmentami. To chyba podobny sposób pracy co podczas malowania obrazu – najpierw nakładasz główne kontrasty dla zarysowania ogólnego kształtu, potem dorabiasz przejścia nadające formę, a najdrobniejsze detale zostawiasz na koniec.

🎙️ Czy Twoje poczucie humoru w komiksach jest planowane, czy wychodzi naturalnie w trakcie rysowania?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Większość moich komiksów jest autobiograficzna, więc jakiekolwiek śmieszne sytuacje są pisane przez życie (śmiech). A bardziej poważnie: humor w moich komiksach opiera się mocno na rysunku i mimice postaci, a to rzeczywiście wychodzi mi niemalże przez przypadek. Za dzieciaka oglądałam dużo kreskówek z postaciami, które miały bardzo ekspresyjny design (Looney Tunes, złota era Cartoon Network, itp.) i tak nasiąkłam tym przesadzonym, groteskowym przedstawianiem emocji, że teraz taka karykaturalna stylistyka przychodzi mi zupełnie instynktownie.

🎙️ Jakiej rady udzieliłabyś samej sobie z roku 2016, gdybyś mogła wysłać jej krótką wiadomość?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Jeśli chodzi o porady odnośnie pracy twórczej: żadnej. Jestem zadowolona z miejsca, w którym obecnie jestem, co jest wynikiem takich, a nie innych decyzji. Czuję, że znam się na tym, co robię, ale jednocześnie mam jeszcze ogromne pole do rozwoju, a to jest dla mnie najciekawsza część związana z tworzeniem. Ale gdybym mogła poradzić sobie coś w temacie wyborów życiowych, to wiadomość brzmiałaby tak: tatuując się zawsze wybieraj styl klasyczny, typu old school albo irezumi – z perspektywy czasu okazuje się, że każda stylistyka nowoczesnych tatuaży szybko się starzeje i zaczyna wyglądać dość tandetnie.

Przykładowy rysunek Katarzyna „Falauke” Czarna.
Przykładowy rysunek Katarzyna „Falauke” Czarna / Źródło: archiwum prywatne autorki.

🎙️ Czy czujesz, że Twój styl jest już w pełni ukształtowany, czy wciąż szukasz?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Chyba trochę odpowiedziałam przed chwilą na to pytanie, ale jeszcze to rozwinę. W każdym kolejnym komiksie próbuję czegoś nowego, tak samo pod względem stylistyki rysunkowej jak i pod względem budowania narracji. Moje poszukiwania i rozwój nie są pewnie już tak widoczne gołym okiem, jak w pierwszych latach wydawania przeze mnie komiksów, ale jest to obecnie wyłączny powód, dla którego te komiksy powstają. Czasem śmieję się, że komiksy, które publikuję, to produkt uboczny, bo interesuje mnie tylko proces tworzenia. Dlaczego nie zostawiam ich w takim wypadku w szufladzie? Bo potrzebuję jednak zewnętrznego feedbacku czy udało mi się osiągnąć to, co sobie założyłam.

🎙️ Jak oceniasz polski rynek komiksowy w ciągu ostatnich lat?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Ciężko powiedzieć mi tutaj coś mądrego, bo moja perspektywa w tym temacie obejmuje maksymalnie 10 lat, tj. od momentu, w którym weszłam w środowisko komiksowe. Na przestrzeni ostatniej dekady na pierwszy plan wychodzi na pewno olbrzymi rozwój, jeśli chodzi o jakość (oraz ilość) komiksów niezależnych a także coraz mocniejszą pozycję medium komiksowego w kulturowym mainstreamie, wzmacnianą przez prestiżowe nagrody oraz odgórnie finansowane programy dla jego twórców.

🎙️ W niektórych dziełach poruszasz tematykę trudną. Czy przy takich tytułach wyznaczasz sobie wcześniej granicę, której nie chcesz przekroczyć?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Tak, dokładam wszelkich starań, aby uniknąć bawienia się czyimś kosztem. W paskach humorystycznych raczej ośmieszam samą siebie, a kiedy chcę wywołać u odbiorcy niemiłe emocje typu złość, wstręt czy smutek to zwracam uwagę na to, żeby nie przedstawiać sytuacji lub osoby wyłącznie w negatywnym, krzywdzącym świetle. Taka zerojedynkowa dychotomia to zaburzenie poznawcze, prawdziwe życie tak nie wygląda. Oczywiście nie twierdzę, że nie istnieją jednoznacznie złe zachowania czy wydarzenia, po prostu bardziej interesuje mnie kreowanie zbalansowanej narracji, co chyba udało mi się dość dobrze w „Czy wszystko smakuje?”. Nie chciałam stworzyć komiksu „na jedno kopyto”, który miałby szokować patologiami branży gastro, choć wiem, że niektórzy tego właśnie oczekiwali od lektury.

Okładka albumu Czy wszystko smakuje?
Okładka albumu Czy wszystko smakuje? / Źródło: archiwum prywatne autorki.

🎙️ Jak wspominasz czasy „Rainbownera” z perspektywy dzisiejszych sukcesów?

Katarzyna „Falauke” Czarna: To był bardzo sympatyczny i zupełnie organiczny start. Czasem jestem zdziwiona, że z wszystkich rodzajów twórczości, którą się zajmowałam to właśnie z medium komiksowym najbardziej się „zżyłam”. Może wynika to z tego, że traktuję swoje komiksy bardziej jak przedłużenie mnie – bo są dla mnie najbardziej naturalną formą wyrazu – a nie jak wybrany świadomie kierunek.

🎙️ Jakie to uczucie być nominowaną do tak wielu nagród literackich i komiksowych w Polsce? Czy nie wywiera to na Tobie dodatkowej presji, aby kolejne dzieła były jeszcze lepsze?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Za każdym razem trochę mnie to zaskakuje, bo postrzegam siebie jako osobę, która dopiero uczy się robić dobre komiksy. Tak jak wspominałam, uważam, że do mojego opus magnum jeszcze daleka droga i prawdę powiedziawszy mam nadzieję, że nigdy go nie stworzę, bo co dalej? (śmiech)

🎙️ Czy pracując nad „Czy wszystko smakuje?”, usunęłaś lub pominęłaś jakieś fragmenty, które były zbyt osobiste lub trudne? (Praca w gastronomii bywa bowiem dość przerażająca i przytłaczająca).

Katarzyna „Falauke” Czarna: Nie, nie widzę potrzeby cenzurowania zdarzeń, które mogłyby być zbyt osobiste, bo jedno z głównych założeń moich komiksów to zwracanie uwagi na fakt, że nie istnieją żadne doświadczenia – bez względu na to jak trudne lub dziwaczne – w których jesteśmy osamotnieni. Opisałam skrupulatnie wszystkie moje „przygody” i jeśli brakuje wśród nich spodziewanych drastycznych momentów to tylko dlatego, że uniknęłam ich z racji krótkiego stażu.

🎙️ Album „Der Pavor Nocturnus” porusza ciekawą, ale też bardzo osobistą tematykę. Czy album ten jest dla Ciebie pewną formą autoterapii, czy próbą pokazania innym, że warto i trzeba głośno mówić o swoich lękach?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Kiedyś pewnie tak bym właśnie powiedziała, uznałabym ten komiks za autoterapeutyczny i ważny w kwestii normalizowania przeżywania trudnych emocji, ale od ładnych kilku lat stoję w zdecydowanej opozycji do takiego spłycania motywacji do tworzenia. Wynika to z jednej strony ze zmęczenia nadużywaniem języka psychoterapii w mediach, a z drugiej ze zrozumienia, że przyczyny zachowań są zwykle dużo bardziej złożone i nie można ich źródła upatrywać np. w jednym wydarzeniu z dzieciństwa. „Der Pavor Nocturnus” to przede wszystkim prywatne zgłębianie tematu, który mnie interesuje i próby analizowania go z różnych stron dla nasycenia osobistych fascynacji.

🎙️ Skąd pomysł na tematykę „Kremacji krok po kroku” – dlaczego akurat ten proces Cię zafascynował?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Byłam wtedy bardzo zainteresowana śmiercią, czy też raczej tym, w jak krótkim czasie zmieniły się nasze obrządki pogrzebowe i stosunek do umarłych. Dlatego zaczęłam poznawać tę dziedzinę kawałek po kawałku, wydając przy okazji takie informacyjne broszury zawierające w pigułce wiedzę na temat kremacji czy donacji ciała („Daj z siebie wszystko”). Kolejne wydanie miało dotyczyć testamentów, spadków i innych aktów notarialnych… ale przyszedł covid i odebrał mi chęci do nadprogramowego myślenia o śmierci.

Ilustracja Katarzyna „Falauke” Czarna (2023)
Ilustracja Katarzyna „Falauke” Czarna (2023) / Źródło: archiwum prywatne autorki.

🎙️ Który z Twoich komiksów jest Ci najbliższy – niekoniecznie najlepszy, ale najbardziej osobisty?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Tutaj wskażę „Der Pavor Nocturnus”, bo udało mi się w nim najwnikliwiej przedstawić temat, który przewodzi większości mojej twórczości. Komiksy, które do tej pory stworzyłam, mogą pozornie wydawać się zupełnie ze sobą tematycznie niezwiązane, ale w rzeczywistości są po prostu o różnych obliczach braku kontroli – starzeniu się i umieraniu, uzależnieniach, zaburzeniach psychicznych, śnieniu itd. Jeżeli pójdziemy za tym tropem dalej to okaże się, że z tej samej przyczyny tak bardzo lubię lalkarstwo, kukiełki są najbardziej oczywistą analogią pozbawienia kontroli.

🎙️ Czy czytasz recenzje swoich komiksów, czy wolisz ich unikać?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Nie wyszukuję w Internecie recenzji, bo w kwestii zbierania opinii – ważnych dla przyszłego rozwoju umiejętności – wolę polegać na wrażeniach przyjaciół. Nie dlatego, że ich ocena będzie bardziej przychylna, bo potrafią być okrutnie szczerzy (śmiech), a dlatego, że znając ich background mogę wyciągnąć istotne wnioski. Dla przykładu, komentarze osoby, której warsztat rysunkowy podziwiam będą dla mnie dużo cenniejsze w kontekście warstwy wizualnej niż zdanie przypadkowego recenzenta, który może nie mieć w tym temacie żadnej edukacji ani doświadczenia.

🎙️ Czy masz jakieś „guilty pleasures” w popkulturze?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Jestem wielką fanką tych wszystkich filmów o „męskich mężczyznach”, tj. o niezdyscyplinowanych policjantach, gangsterskim półświatku lub czymkolwiek w klimatach noir. Uważam to za „guilty pleasure”, bo są to produkcje nagminnie mylnie interpretowane przez (nie tylko) młodych mężczyzn – w związku z tym uchodzą one za szkodliwe, bo przyczyniają się do gloryfikowania patologicznych zachowań, ale w rzeczywistości problem leży w edukacji odbiorcy. Tego typu filmy nie są przecież subtelne jeśli chodzi o granice moralności i tzw. „toksyczną męskość”, wręcz przeciwnie, jest to zwykle teatr groteski podobny do występów drag queen, które satyrą mają uzmysłowić nam, jak absurdalne są płciowe stereotypy i role, w których osadza nas patriarchat.

Ilustracja Katarzyna „Falauke” Czarna (2022)
Ilustracja Katarzyna „Falauke” Czarna (2022) / Źródło: archiwum prywatne autorki.

🎙️ Jakie są Twoje ulubione trzy komiksy, które przeczytałaś w ostatnim roku?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Komiks komiksowi nierówny, więc odpowiedź podzielę na trzy kategorie: ze starszych komiksów, które nadrobiłam w 2025 będzie to „Syn swojego ojca” (Nicolas Presl) – jest to tzw. „absolutne kino”; pod względem stylu graficznego wybiorę „Botanicę” autorstwa kth, bo są to rysunki na światowym poziomie; a z komiksu niezależnego najbardziej trafił do mnie „Roślinny Ogródek Działkowy” Agaty Wawryniuk i Roberta Sienickiego.

🎙️ Czy uważasz, że social media pomagają artystom, czy raczej prowadzą do wypalenia zawodowego?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Trudne pytanie, bo widzę w tym równie dużo plusów co minusów. Minusy wynikają głównie z niezliczonej ilości – brzydko mówiąc – „contentu”, przez który ciężko przebić się do ludzi i który zaśmieca nam głowę niepewnościami dotyczącymi obranego przez nas kierunku. Aktualnie ograniczam swoją obecność w social mediach do minimum, ale czuję, że jest to przywilej osób, które po latach aktywności w Internecie znalazły już swoją grupę odbiorców.

🎙️ Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa tworzenie lalek w porównaniu do rysunku?

Katarzyna „Falauke” Czarna: Muszę się przyznać, że już od 1,5 roku nie stworzyłam żadnej nowej lalki (ostatnią była lalka na podstawie głównej bohaterki „Heksy” Katarzyny Witerscheim), a to głównie dlatego, że w zamian skupiłam się na rozwoju umiejętności animowania. Po prostu poczułam, że tworząc lalki nie jestem w stanie nauczyć się już niczego nowego od strony warsztatowej i trochę straciłam zainteresowanie. Animacja jest pod tym względem idealnym zamiennikiem, bo niektóre rodzaje animowania wymagają zdobycia dużej wiedzy technicznej, a później można się dodatkowo rozwijać w kierunku wybranego medium, tj. produkcji filmów lub gier.


Jeśli spodobała Ci się ta rozmowa, koniecznie sprawdź także inne wywiady na stronie – znajdziesz tam spotkania z twórcami popkultury, którzy dzielą się swoimi historiami, procesem pracy i kulisami powstawania swoich dzieł.