Vaclav Drakulič jedzie do urzędu – recenzja komiksu.

Vaclav Drakulič jedzie do urzędu - recenzja komiksu.

Czy wampir może bać się czegoś bardziej niż czosnku i kołka osikowego? Okazuje się, że tak, a odpowiedź znajdziecie w albumie „Vaclav Drakulič jedzie do urzędu” od wydawnictwa Kultura Gniewu. Pozycji będącej słodko-gorzką satyrą, w której Jan Mazur i Mikołaj Ratka udowadniają, że prawdziwym potworem nie jest krwiopijca, lecz bezduszna machina administracyjna.

Vaclav Drakulič jedzie do urzędu to pozycja, która na pierwszy rzut oka wydaje się być prostą historyjką pasującą do Krótkich Gatek. Nic jednak bardziej mylnego. Na 72 stronach tego dzieła kryje się bowiem opowieść pełna humoru, groteski i trafnej refleksji nad społeczną i administracyjną absurdalnością, która zdecydowanie kierowana jest do dorosłego czytelnika.

Akcja komiksu rozgrywa się w roku 1921, w malowniczym, choć niespokojnym politycznie regionie Karpat. Vaclav Drakulič, starszy pan o bladoszarej cerze i drobnej posturze, zostaje niesłusznie oskarżony o bycie wampirem i jednocześnie traci swój dom w wyniku urzędowej pomyłki. Wierząc w sprawiedliwość i możliwość wyjaśnienia nieporozumienia, Vaclav wyrusza w podróż do stolicy, by złożyć odwołanie i stawić czoła bezdusznym trybom urzędniczej machiny.  Po drodze napotyka absurdalne procedury, bezduszną biurokrację i ludzi, którzy traktują go z góry tylko z powodu jego nazwiska.

Scenarzysta Jan Mazur przyzwyczaił już swoich fanów do tego, że potrafi pisać o ludzkich słabościach i problemach z niezwykłą przystępnością. Nie inaczej jest w tym komiksie, gdzie bierze na warsztat sprawdzony wątek wampira, ale podaje go w bardzo niezwykłej formie. Główny bohater nie ma w sobie bowiem nic z klasycznego krwiopijcy. Groza zaś w tym komiksie nie wynika z nadprzyrodzonych mocy, lecz z bezduszności systemu.

Fabuła jest tu prosta, ale i tak potrafi przykuć uwagę odbiorcy. Autor świetnie buduje bowiem narrację na schemacie, który każdy zna lub prędzej czy później sam doświadczy. Zderzenie bezbronnej jednostki z machiną urzędniczą pomimo swojej fantazyjno-komiksowej formy jest tu więc bardzo realne. W tytule autor odnosi się nie tylko do rzeczywistości, ale również do klasyki literatury w postaci „Procesu” Franza Kafki, co dodatkowo nadaje komiksowi niezwykłości i wyrazistości. Baczne oko czytelnika dostrzeże tu również mniej lub bardziej oczywiste nawiązania do „Nieustraszonych pogromców wampirów” Polańskiego czy „Dwunastu prac Asteriksa”. 

Dramatyczna otoczka to tylko jedna strona scenariusza. Nie brakuje tu również dość absurdalnego, ale też świetnie pasującego do historii humoru, rodem z filmów Barei. Absurd goni tu absurd, a dialogi, choć oszczędne, często potrafią wywołać uśmiech na twarzy, lub jeśli sytuacja tego wymaga celnie punktować urzędniczą nowomowę. Komiks balansuje między lekką satyrą a poważnym komentarzem o bezsilności jednostki wobec instytucji. Mazur pokazuje tu, że humor i groteska mogą być doskonałymi podstawami naprawdę świetnej opowieści, w której odbiorca nie śmieje się z głównego bohatera, ale z systemu, który zmusza go do działania.

W kwestii scenariusza można się tu jedynie na siłę doczepić do długości historii. 72 strony to niewiele, szczególnie gdy historia jest tak angażująca i bogata w detale. Czytelnik pozostaje tu więc z poczuciem niedosytu, pragnąc więcej przygód Vaclava i kolejnych absurdalnych starć z biurokracją.

Przykładowa plansza Vaclav Drakulič jedzie do urzędu.
Przykładowa plansza: https://kultura.com.pl

Jeśli zaś chodzi o oprawę graficzną to ta perfekcyjnie współgra z historią. Rysunki Mikołaja Ratki znakomicie uzupełniają scenariusz. Styl artysty jest prosty, cartoonowy, ale też pełen detali, idealnie oddając atmosferę walki z urzędniczą bezwzględną machiną. Ciekawie prezentuje się tu kontrast pomiędzy wyglądem głównego bohatera (drobna postura i kapelusz), a absurdalnym światem urzędów, który potęguje humor i absurd całej historii.

Vaclav Drakulič jedzie do urzędu to więc pozycja wyjątkowa w swojej prostocie i jednocześnie niezwykle bogata w treść. To komiks, który może czyta się dość szybko, ale na pewno pamięta się go na bardzo długo. 


PLUSY: MINUSY:
  • Świetny, absurdalny humor.
  • Zdecydowanie zbyt krótki.
  • Mocna satyra społeczna i komentarz wobec biurokracji.
 
  • Połączenie groteski, humoru i melancholii w jednym komiksie.
 
  • Dobra oprawa graficzna.
 
9.5/10

Ocena:

Ocena komiksu Vaclav Drakulič jedzie do urzędu.Komiks, który mimo krótkiej formy pozostaje w pamięci dzięki wyrafinowanemu połączeniu absurdu i refleksji nad codziennością. To historia, w której biurokracja staje się prawdziwym antagonistą, a bohater pokazuje, że nawet w obliczu systemu można zachować godność i poczucie humoru. Dla kogo? Komiks jest idealną propozycją dla wielbicieli ambitnych noweli graficznych, ceniących groteskę i szukających inteligentnego, choć gorzkiego pocieszenia w starciu z trudami codzienności.


Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Kultura Gniewu. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo.

 

Polecam:

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x