Manga Hideout – recenzja

Recenzja mangi Hideout

Przyznaje szczerze, że jak na razie nie natrafiłem na mangę z gatunku horroru, która naprawdę by mnie przeraziła. Komiksów tego rodzaju na naszym rynku jest całkiem sporo, jedne lepsze inne gorsze. Na pewno sporo tytułu tego typu w swoim portfolio ma wydawnictwo J.P.Fantastica. Stara się ono wydawać pozycje, które emanują mrokiem i pewnego rodzaju niepokojem. Manga Hideout, jest właśnie jednym z takich tytułów. Pozycja być może nie wystraszy każdego, na pewno jednak potrafi wywołać mocne emocje u czytelnika.  

Fabularna przeciętność

Pod względem fabuły manga Hideout nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Wręcz można napisać, że mamy tutaj do czynienia z bardzo prostą historią, której główne atutu leżą gdzie indziej niż w scenariuszu. Chwali się to, że autor komiksu nie postanowił sięgnąć po klasyczne i dość sztampowe środki epatowania strachem, którymi są wszelkiej maści „jumpscary”. Bardziej starał się on skupić na niedopowiedzeniach, mrocznej stylistyce i klimacie niepokoju. 

Mroczna, wilgotna jaskinia, gdzieś głęboko w nieprzebytym i niezbadanym terenie, na temat którego od lat krążą przerażające historie. Dwójka osób znalazła się tam z pozoru przez zupełny przypadek i postępująca degeneracja ludzkiego umysłu, która normalnych ludzi przeobraża w żądnych krwi socjopatów. Wspomnianą dwójką jest Seichi i Miki, małżeństwo przeżywające poważny kryzys wynikające z tragicznej śmierci ich dziecka. Mąż postanawia za wszelką cenę ratować ten związek, zabierając ukochaną na relaksujące wakacje pozwalające, chociaż na chwile zapomnieć o wszechogarniającym smutku. Krótka wyprawa do tajemniczego wodospadu, którego tajemnicza moc uratowała nie jeden związek, to początek szeregu przerażających wydarzeń. Dość szybko okazuje się, że wyprawa w głąb nieprzebytej dżungli dla mężczyzny to podstawa planu pozbycia się żony, która ciągle obwinia go o śmierć syna. Kochający partner i ojciec, którym kiedyś był, przestał już istnieć. Jego miejsce zajął oszalały ze smutku i wściekłości potwór w ludzkiej skórze. W swoim planie nie uwzględnił on jednak tajemniczej jaskini, w której natrafia on na prawdziwe zło, które tylko czeka, aby pochłonąć swoje nowe ofiary. 

Strach ma ludzkie oblicze

Warto zaznaczyć, że mandze nie mamy do czynienia z niczym nadprzyrodzony, co mogłoby stanowić zagrożenie dla zwykłych ludzi. Wręcz przeciwnie wszystkie okropności, które zostały tutaj przedstawione czytelnikowi to dzieło człowieka i to właśnie to najbardziej przeraża. Masasumi Kakizaki w dość dobitny sposób pokazuje, że tak naprawdę najbardziej krwawym i niebezpiecznym potworem w realnym świecie nie są nadprzyrodzone stwory. Jest nim człowiek, który w każdym momencie może pokazać swoje prawdziwe mroczne ja, które drzemie gdzieś w jego wnętrzu. 

Jeśli chodzi o narrację dzieła, jest ona bardzo dynamiczna i nie pozwala odbiorcy na chwilę nudy. Co chwilę odbiorca zarzucany jest nowymi obrazami, z których wylewa się mrok i inne typowo ludzkie emocje. Świetnym dodatkiem do historii są krótkie retrospektywy, pokazujące przeszłość bohaterów i pozwalające dokładniej poznać ich obecne motywacje. Nie mamy tutaj również do czynienia z typowym podziałem na dobro i zło. Prawie każda występująca tutaj postać jest w pewnym sensie szalona i niebezpieczna do tego stopnia, że trudno jednoznacznie komuś kibicować. 

Warstwa artystyczna wypada naprawdę dobrze. Dominująca czerń jest mocno sugestywna i świetnie kontrastuje z jaśniejszymi i bardziej wyrazistymi rysunkami fabularnych retrospekcji. Niczego złego nie można również napisać na temat rodzimego wydania, zarówno pod względem wizualnym, jak i w kwestii tłumaczenia.

Sprawdź inne recenzja mang wydawnictwa JPF

Dodaj komentarz