Łowca i ofiara – recenzja komiksu AVP: Krew nie woda

AVP: Krew nie woda - recenzja

Uniwersum Alien Vs. Predator to nie tylko dość przeciętne filmy, ale również cała masa innego rodzaju popkultury. Do tego grona zalicza się między innymi album Krew nie woda, który został wydany na naszym rynku nakładem wydawnictwa Scream Comics.

Akcja AVP: Krew nie woda przenosi nas na pokład USSC Double Down. Luksusowego wycieczkowca, na którym zamożni urlopowicze oddają się relaksowi. Czas beztroski kończy się jednak w momencie, kiedy jednostka wkracza w niezbadane regiony kosmosu. Miejsce należące do Predatorów, którzy niespecjalnie lubią gości. Nie zabraknie więc krwi, odciętych kończyn i wyrwanych kręgosłupów. W tej brutalnej rzeczywistości udaje się jakoś przetrwać nastolatce i jej młodemu syntetycznemu towarzyszowi. Unikanie kosmicznych łowców nie jest jednak ich jedynym problemem. Wystarczył bowiem jeden błąd, jedna nieprzemyślana decyzja, aby na pokładzie pojawił się nowy groźny przeciwnik. „Obcy” zdolny zabić wszystko, co tylko stanie na jego drodze.

AVP: Krew nie woda - recenzja - rysunek 1

AVP: Krew nie woda to dzieło, od którego nie można wymagać „niezwykłości”. Jest to bowiem mini seria składająca się z czterech zeszytów, zamykająca całą opowieść na zaledwie 96 stronach. Scenarzysta Jeremy Barlow doskonale zdawał sobie sprawę z tego ograniczenia i nawet nie próbował on wymyślać czegoś nadmiernie „innowacyjnego”. Od samego początku postawił on na prostą sprawdzoną widowiskową akcję, w której nie ma czasu i miejsca na zbytnią fabularną „głębię”. Już pierwsze strony komiksu dość dosadnie pokazują, że tempo opowieści będzie szybkie i mocno krwawe. Nikt nie powinien więc tutaj narzekać na nudę, a całość czyta się błyskawicznie.

Miłym zaskoczeniem jest to, że twórcy udaje się dodatkowo w co najmniej dwóch momentach popchnąć historię w ciekawym i niespodziewanym dla czytelnika kierunku. Z kolei malutką łyżeczką dziegciu jest obsadzenie w głównych rolach „młodych” bohaterów. Taki wiek oznacza pewne niekoniecznie przemyślane decyzje, które co niektórych czytelników mogą delikatnie irytować. Na całe szczęście wpadki te szybko są zastępowane przez dawkę krwawej akcji.

Dobrym uzupełnieniem dynamicznego scenariusza, jest całkiem przyjemna dla oka oprawa graficzna (Doug Wheatley). Rysunki są wyraziste, dobrze oddają emocje pojawiające się na twarzach ludzi, świetnie radzą sobie z dynamiką scen akcji i potrafią emanować sporą brutalnością. Pewne małe zastrzeżenia można mieć jedynie do zastosowanych tu kolorów (Rain Beredo). W kilku scenach akcja wręcz prosiłaby się o coś bardziej „mrocznego”, co znacząco podbiłoby jeszcze klimat albumu.

AVP: Krew nie woda - recenzja - rysunek 2

AVP: Krew nie woda nie jest więc może komiksem wybitnym, ale tytuł posiada swoje wyraźne zalety. Jeśli więc tylko ktoś chce oddać się chwili intensywnej popkulturowej krwawej rozrywki, to zdecydowanie polecam.


Komiksiarnia Dobra popkultura

 

AVP: Krew nie woda.
7/10

Ocena:

Ciekawa pozycja głównie kierowana do miłośników Predatora (troszkę mniej Obcego), którzy szukają czegoś krótkiego, prostego i mocno widowiskowego.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x