
Kondory Wschodu to kolejna produkcja rodem ze specjalnego region administracyjny Chińskiej Republiki Ludowej (Hongkong), która pośród miłośników kina azjatyckiego, obrosła mianem legendy. Film w swoim czasie gościł dość często na kasetach video, gdzie z zapartym tchem był oglądany przez miłośników produkcji, w których mało się gada, a dużo się strzela. Od tego momentu minęło już wiele lat, ale produkcja nadal potrafi zapewnić masę rozrywki, szczególnie jeśli odbiorca ma już „kilka” ładnych lat na karku.
Tytuł: Kondory Wschodu (Dung fong tuk ying)
Kraj: Hongkong
Gatunek: Sensacyjny, Wojenny
Wojska Amerykańskie po nieudanej kampanii w Wietnamie dość szybko wycofują się do kraju. Przez nadmierny pośpiech i niedopatrzenie kogoś z dowództwa na terenie wroga pozostaje nienaruszony duży skład broni, w którym znajdują się rakiety dalekiego zasięgu. Zaczyna się walka z czasem, zanim Vietcong odkryje skład i zrobi z niego użytek. Zostaje podjęta decyzja o wysłaniu grupy, której zadaniem będzie zniszczenie magazynu. Do wykonania misji zostaje wyznaczonych 12 azjatyckich więźniów, którym obiecano amnestie.
Skojarzenia z „Parszywą dwunastką” są tutaj jak najbardziej na miejscu. Film Barryego Wong’a opiera się na sprawdzonym schemacie filmowego pierwowzoru z 1967 roku, jednak sposób wykonania i sam klimat są tutaj zupełnie inne. Filmy, których reżyserem był Wong na pierwszym miejscu zawsze kładą widowiskową akcję, nie oznacza to jednak, że nie ma w nich miejsca na dobry scenariusz. Nie inaczej jest w przypadku „Kondorów Wschodu”, film jak na swoje lata prezentuje naprawdę widowiskowe efekty specjalne i niesztampową akcję, której nie powstydziłyby się nawet niektóre współczesne produkcje. Obok widowiskowych wybuchów i eksterminacji na wszelakie sposoby zastępów wrogich żołnierzy nie zapomniano tutaj o głównych bohaterach, którym poświęcono należytą ilość czasu. Każda z postaci jest bardzo dobrze zarysowana i na tyle charyzmatyczna, aby w scenariuszu znalazło się, chociaż kilka linijek poświęconych jej historii. Dzięki temu widz bardziej zżywa się z postaciami z ekranu, a jego emocje są potęgowane z każdą kolejną minutą filmu.

