
Bywają takie tytuły, które pomimo pewnych niedoskonałości, koncentrując się na jednym aspekcie, potrafią skraść serce widza. Animacja może mieć swoje wady, a fabuła dziury logiczne. Wystarczy jednak tylko jeden dopracowany element, a my dajemy się złapać niczym ryba na przynętę. Takim tytułem jest właśnie Ninja vs. Gokudo.
Wyobraźcie sobie ninja i yakuzę w jednym anime, obie strony odwiecznie na wojennej ścieżce, gdzieś w cieniu codziennego chaosu. Aż tu nagle dwóch ich przedstawicieli, nieświadomych swojej przynależności do tych grup, nagle łapie wspólny język. Na dodatek przez… anime dla dziewczyn. Brzmi to może jak żart, ale taki jest punkt wyjścia Ninja vs. Gokudo.
Fabuła animacji studia Deen kręci się wokół odwiecznej wojny między ninja, a gokudo (yakuzą), która w końcu wraca we współczesności. Każdy odcinek, to kolejna walka przedstawicieli obu społeczności. Historia nie przejmuje się specjalnie rozwojem fabuły i stawia na akcję. Tej, w ekspresowym tempie, towarzyszą wprowadzenia postaci, z których każda z nich może zginąć równie szybko co się pojawia..
Shinoha i Kiwami zaprzyjaźniają się nie wiedząc, kim naprawdę są. Pierwszy stracił uśmiech z powodu traumatycznej śmierci spowodowanej przez gokudo. Gdy jednak w jego życiu pojawia się Kiwami, coś zaczyna się w nim zmieniać. Ich relacja pozwoli rozwija się, w trakcie, gdy kolejni ninja i gokudo mierzą się ze sobą w śmiertelnych pojedynkach. Można wręcz powiedzieć, że ulice spływają ich krwią. Brutalne konflikty są na porządku dziennym, a dwójka bohaterów nie ma pojęcia, że wróg czai się tuż pod nosem.
Ten nietypowy dobór bohaterów i ich relacji to jeden z najciekawszych motywów sezonu. Jest w nim sporo humoru, ale też ludzka tragedia. Z ciekawością oglądamy, czekając aż prawda wyjdzie na jaw. Jednakże, biorąc pod uwagę chaos konfliktu ninja i mafii, nie sposób przewidzieć jak potoczy się ten wątek. W tle pojawiają się kolejni barwni bohaterowie, nieraz przerysowani jak banda dzieci zabójców pod wodzą niejakiego Gamute. Mogą nie zapaść wam w pamięć na długo, ale nie odmówicie im charyzmy i charakteru.
Pod względem animacji i stylu, Ninja vs. Gokudo nie powala na kolana, ale też nie daje powodów do narzekań. Płynność ruchów i dynamika walk jest naprawdę przyzwoita, a design postaci dobrze oddaje atmosferę mieszanki tradycji i nowoczesności. Na tle najlepszych tytułów 2025 roku szału nie ma. Trzeba jednak przyznać, że walki są klimatyczne, bardzo wciągające, a przede wszystkim zaskakujące. To z kolei zachęca do dalszego oglądania.
Ninja vs. Gokudo to jedno z najdziwniejszych i najbardziej charakterystycznych anime 2025 roku. Choć fabuła gna na złamanie karku, a bohaterowie giną szybciej niż w Grze o tron, nietypowa historia o tytułowym konflikcie wciąga. Można tutaj pominąć kwestię fabuły, czy niedopracowanej animacji przy niekończących się walkach i interesującej relacji głównych bohaterów. Zaletom udaje się ukryć niejedną wadę, a przez to obok tego tytułu nie należy przechodzić obojętnie.
| PLUSY: | MINUSY: |
| OCENA: 6/10 |
|
To anime, które niczym współczesna opera mydlana z katanami w tle, balansuje na granicy absurdu i brutalnego dramatu, nie pozwalając widzowi na nudę. Siłą napędową jest tu kontrast między krwawą rzeźnią na ulicach a niemal komediową pasją bohaterów do popkultury, co tworzy unikalny, słodko-gorzki klimat. Choć technicznie produkcja nie wyznacza nowych standardów, to jej odwaga w szybkim pozbywaniu się postaci nadaje seansowi nieprzewidywalności, której brakuje wielu bezpiecznym seriom. To tytuł, który udowadnia, że szczera pasja do wspólnego hobby potrafi zbudować most nad przepaścią nienawiści, nawet jeśli pod tym mostem płyną rzeki krwi. Dla kogo? Idealna propozycja dla widzów, którzy tęsknią za bezkompromisowym kinem akcji klasy B, gdzie szalone tempo i nieszablonowe relacje są ważniejsze niż techniczny perfekcjonizm.


