
Niektóre komiksy czyta się szybko i szybko się o nich zapomina. Są jednak takie dzieła, które zostają w pamięci na bardzo długo, nawet jeśli nie zawsze jest to przyjemne doświadczenie. Do tego grona z pewnością można zaliczyć album Kwiat, Bakteria, Bronx, którego autor Saichann udowadnia, że mrok i realizm mają ogromną siłę oddziaływania na czytelnika.
Album Kwiat, Bakteria, Bronx to zbiór odrębnych historii, które różnią się klimatem i gatunkiem, ale łączy je bezkompromisowe podejście do ludzkiej natury. Najpierw trafiamy do Wietnamu, gdzie dwaj żołnierze z przeciwnych stron barykady ulegają obsesji na punkcie tajemniczej kobiety. Potem lądujemy w świecie przyszłości, w którym najmniejszy błąd w codziennym harmonogramie zamienia obywatela w zwierzynę łowną. Na koniec odwiedzamy nowojorski Bronx, pełne drobnych cwaniaczków, przegranych bokserów i ludzi, którzy dla kilku dolarów potrafią sprzedać resztki własnej duszy.
Są komiksy, które człowiek czyta powoli aby chłonąć ich klimat i co chwilę się zatrzymywać, żeby przyjrzeć się planszy, detalom, emocjom bohaterów. Takim właśnie dziełem jest album Kwiat, Bakteria, Bronx. Alberto Saichann, główny architekt tej pozycji, to artysta, który nie bawi się w upiększanie rzeczywistości. Jego twórczość od samego początku pachnie tytoniem, potem, strachem i tanią whisky z najgorszej dzielnicy.
Scenariusz.
Tym co na pewno wyróżnia ten komiks i stanowi o jego sile to jego spora różnorodność. Nie mamy tu jednej, linearnej historii prowadzącej od punktu A do punktu B. Zamiast tego dostajemy trzy zupełnie inne opowieści, które działają na różnych emocjach i w innych realiach. Wojna, dystopia i miejska codzienność. Trzy światy, trzy klimaty, trzy sposoby opowiadania historii.
Pierwsza część albumu, czyli Kwiat, to historia osadzona w realiach wojny w Wietnamie. I już od pierwszych plansz widać, że w scenariuszu Ricardo Ferrariego nie ma tu miejsca na patos czy heroizm. Jest za to brud, strach i szaleństwo, które uosabia tytułowy Kwiat, prostytutka, która wchodzi ludziom do głów. Wojna schodzi tu momentami na drugi plan. Najważniejsze stają się emocje bohaterów i relacje między nimi. Strach, pożądanie, zazdrość, obsesja. To właśnie one napędzają wydarzenia i prowadzą do nieuniknionego finału. To nie jest komiks wojenny, to studium upadku człowieka, gdzie dżungla staje się labiryntem bez wyjścia.
Dalsza część historii wcale nie jest delikatniejsza. W opowieści Bakteria (scenariusz Eduardo Mazzitelli) przenosimy się do świata przyszłości, gdzie każdy ruch człowieka jest monitorowany, a życie podporządkowane jest jednemu wielkiemu systemowi. To opowieść o jednostce, która nagle przestaje pasować do idealnie zaplanowanego społeczeństwa. O człowieku, który z dnia na dzień staje się problemem do rozwiązania. I choć brzmi to jak klasyczna dystopia, historia ma w sobie sporo świeżości. Najbardziej uderzające jest to, jak bardzo aktualnie brzmi ta wizja. W czasach, gdy coraz więcej rzeczy w naszym życiu jest kontrolowanych przez technologie i algorytmy, taka historia zaczyna wydawać się niepokojąco realistyczna.
Na sam koniec otrzymujemy zbiór krótkich historii Bronx (scenariusz i rysunki Alberto Saichann), osadzonych w jednej z dzielnic Nowego Jorku. Nie ma tu jednego głównego bohatera. Zamiast tego mamy serię epizodów ukazujących życie ludzi z marginesu społeczeństwa. Historie są krótkie, czasem gorzkie, czasem ironiczne, ale zawsze do bólu prawdziwe. Największym bohaterem tej części jest jednak samo miasto. Brudne, głośne, obojętne na ludzkie dramaty.
Oczywiście, nie jest to lektura bez wad. Konstrukcja albumu, który zbiera prace z różnych lat, sprawia, że skaczemy między stylami. Dla niektórych czytelników to przemieszanie może być męczące. Momentami można też odnieść wrażenie, że niektóre historie kończą się zbyt szybko, nie specjalnie wyjaśniając wszystko odbiorcy. Są to jednak tylko drobne niedoskonałości, które nikną pod wieloma zaletami komiksu.
Rysunki.
Oczywiście największą zaletą tego dzieła jest jego oprawa graficzna. Alberto Saichann to prawdziwy mistrz czerni i bieli, który udowadnia, że kolor jest czasem zupełnie zbędnym luksusem. W jego planszach widać ogrom pracy i wyczucie detalu. Każdy kadr jest przemyślany, każda linia ma swoje miejsce. Najbardziej imponujące jest to, jak autor operuje światłem i cieniem. Czerń potrafi tu przytłoczyć bohatera, stworzyć napięcie albo zbudować atmosferę zagrożenia.

W Kwiecie dżungla jest narysowana z taką precyzją, że niemal czujemy wilgoć bijącą z kartek. W Bakterii Saichann idzie w totalne szaleństwo detali. Każda rura, każda śrubka w tym dystopijnym świecie ma swoją teksturę, a wszystko to jest podane w niesamowicie plastyczny, momentami wręcz groteskowy sposób. Nie brakuje tu agresywnego kreskowania, które nadaje rysunkom brudnego, surowego charakteru. W Bronxie z kolei rysunki są najbardziej surowe i widać w nich ewolucję twórcy, który odchodzi od cyzelowania detali na rzecz mocnej ekspresyjności.
Podsumowanie.
| PLUSY: | MINUSY: |
|
|
| OCENA: 9/10 |
Komiks, który nie próbuje być łatwy ani przyjemny. Zamiast tego oferuje historie pełne napięcia, emocji i niepokoju. Saichann prowadzi nas przez mroczne zakamarki ludzkiej duszy, nie oferując przy tym łatwych rozwiązań ani taniego pocieszenia. To lektura brudna, szczera i wizualnie oszałamiająca, obok której nie da się przejść obojętnie. Dla kogo? Pozycja idealna dla czytelników, którzy lubią mocne historie i nie boją się cięższego klimatu. |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Komiks, który nie próbuje być łatwy ani przyjemny. Zamiast tego oferuje historie pełne napięcia, emocji i niepokoju. Saichann prowadzi nas przez mroczne zakamarki ludzkiej duszy, nie oferując przy tym łatwych rozwiązań ani taniego pocieszenia. To lektura brudna, szczera i wizualnie oszałamiająca, obok której nie da się przejść obojętnie. Dla kogo? Pozycja idealna dla czytelników, którzy lubią mocne historie i nie boją się cięższego klimatu.


