
Są takie momenty w długich shōnenach, kiedy twórca przestaje się hamować i pozwala wyobraźni płonąć pełnym ogniem. Granice realizmu zacierają się, a emocje bohaterów zaczynają dominować nad logiką świata. Fire Force tom 31-32 to właśnie ten etap opowieści, w którym wszystko staje się większe, głośniejsze i bardziej dramatyczne. Czytelnik zostaje wrzucony w sam środek twórczego chaosu, który potrafi przyciągać uwagę.
Fabuła tomów 31-32 koncentruje się na domknięciu tytanicznego starcia Arthura z Dragonem na powierzchni Księżyca, które ma bezpośredni wpływ na stabilność ziemskiej atmosfery i nadzieję ludzkości. W dalszej części historii pojawiają się doppelgangerzy, zmuszając bohaterów do walki z własnymi odbiciami i konfrontacji z własnymi legendami. Kluczowe punkty to konfrontacja Tamaki z Assaultem oraz absolutnie spektakularne wejście Benimaru do walki z własnym, ubóstwianym przez tłumy sobowtórem.
Wchodząc w końcową fazę swojej historii, Atsushi Ohkubo robi coś, czego wielu twórców shōnenów nie potrafi uniknąć, podnosi stawkę do poziomu niemal absurdalnego. W tomach 31 i 32 otrzymujemy widowisko, w którym prawa fizyki są jedynie sugestią. I choć może to brzmieć jak zarzut, w praktyce okazuje się jedną z największych zalet tych tomów. To, co dzieje się na kartach tych dwóch tomów, to czysta, nieskrępowana energia, która wylewa się z każdego rysunku, sprawiając, że lektura mija w błyskawicznym tempie.
Scenariusz.
Już pierwsze rozdziały jasno pokazują, że autor postawił na widowiskowy, mocny spektakl. Starcie Arthura z Dragonem to pojedynek, który był zapowiadany od dawna i wreszcie dostaje należną mu przestrzeń. Nie jest to zwykła walka bohatera z antagonistą. To konfrontacja idei, symboli i osobistych przekonań. Największą siłą tego fragmentu historii jest atmosfera. Czuć w niej ciężar nadchodzącej katastrofy. Świat znajduje się na krawędzi zagłady, a bohaterowie są świadomi, że nie mają już dokąd uciec. Autor potrafi oddać to napięcie poprzez tempo narracji oraz sposób prowadzenia dialogów. Postacie mówią mniej, ale każde zdanie ma znaczenie.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że Ohkubo lubi przesadzać. Jest tu kilka momentów tak naładowanych adrenaliną, że ocierają się one o granice absurdu, a nawet momentami ją przekraczają. Wiele odbiorców uzna to oczywiście za zaletę, ponadto w kontekście finałowego aktu, sceny te nawet pasują. Skala wydarzeń jest tu tak ogromna, że logika przestaje być najważniejsza. Liczy się emocja i poczucie, że oglądamy coś naprawdę wielkiego.
Drugą część historii wypełniają starcia z doppelgangerami. To pomysł, który w teorii brzmi trochę banalnie. Każdy pojedynek staje się jednak okazją do skonfrontowania postaci z własną legendą i wizerunkiem, jaki stworzyli w oczach innych ludzi. Doppelganger nie jest zwykłym klonem, jest uosobieniem tego, jak bohatera postrzega społeczeństwo. Najlepiej prezentuje się tu starcie związane z Benimaru. Jego przeciwnik staje się potężniejszy, ponieważ ludzie wierzą w jego siłę. To prosty, ale niezwykle efektowny koncept. Autor pokazuje, że reputacja może być zarówno źródłem mocy, jak i przekleństwem.
Nie wszystkie pojedynki są jednak równie udane. Starcie Tamaki i Assaulta ma swoje momenty humorystyczne, ale jednocześnie ujawnia największą słabość tych tomów. Autor ponownie sięga po fanserwis i elementy komediowe, które nie zawsze pasują do dramatycznej atmosfery historii.
Scenariusz Fire Force tom 31-32 przypomina więc rollercoaster. W jednej chwili otrzymujemy epickie starcie o los świata, w następnej lekką scenę komediową. Taka zmienność tonu może być męcząca, ale jednocześnie sprawia, że historia nigdy nie staje się monotonna. Autor konsekwentnie unika stagnacji i stale wprowadza nowe pomysły.
Rysunki.
Pod względem graficznym mandze nie można niczego zarzucić. Styl Ohkubo od zawsze wyróżniał się dynamiką i charakterystycznym designem postaci. W tomach 31 i 32 artysta wznosi się na wyżyny swoich możliwości. Kadry są pełne energii, a sceny walki czyta się z ogromną przyjemnością. Szczególnie imponujące są ujęcia przedstawiające ogrom zniszczeń i skalę starć.
Na każdej stronie czuć tutaj, że wielki finał zbliża się wielkimi krokami, a my dostajemy widowisko, którego nie da się zapomnieć.
Podsumowanie.
| PLUSY: | MINUSY: |
|
|
| OCENA: 8/10 |
Tomy 31 i 32 mangi Fire Force to emocjonalny i wizualny rollercoaster, który przygotowuje nas na ostateczne rozstrzygnięcia. Autor z niesamowitą pewnością siebie łączy wątki filozoficzne z najbardziej absurdalną akcją, jaką widziały shōneny. Największą zaletą tych tomów jest atmosfera końca świata oraz poczucie, że każdy rozdział ma znaczenie. Jednocześnie nie wszystkie pomysły trafiają w gust odbiorcy, a część scen może wydawać się zbyt przesadzona. Mimo to trudno odmówić tej historii energii i odwagi w podejmowaniu ryzyka. To etap, który przygotowuje grunt pod wielki finał i sprawia, że czytelnik z ciekawością sięga po kolejne tomy. Dla kogo? To seria przede wszystkim dla fanów widowiskowych shōnenów, którzy cenią spektakularną akcję i nie boją się odrobiny fabularnego szaleństwa. |
| Mangę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Tomy 31 i 32 mangi Fire Force to emocjonalny i wizualny rollercoaster, który przygotowuje nas na ostateczne rozstrzygnięcia. Autor z niesamowitą pewnością siebie łączy wątki filozoficzne z najbardziej absurdalną akcją, jaką widziały shōneny. Największą zaletą tych tomów jest atmosfera końca świata oraz poczucie, że każdy rozdział ma znaczenie. Jednocześnie nie wszystkie pomysły trafiają w gust odbiorcy, a część scen może wydawać się zbyt przesadzona. Mimo to trudno odmówić tej historii energii i odwagi w podejmowaniu ryzyka. To etap, który przygotowuje grunt pod wielki finał i sprawia, że czytelnik z ciekawością sięga po kolejne tomy. Dla kogo? To seria przede wszystkim dla fanów widowiskowych shōnenów, którzy cenią spektakularną akcję i nie boją się odrobiny fabularnego szaleństwa.


