Frieren: Beyond Journey’s End (1. sezon) – recenzja anime.

Frieren: Beyond Journey's End (1. sezon) - recenzja anime.

Często decyduję się nie oglądać tytułów, które zyskują ogromną popularność, czekając aż kurz opadnie. Nie chcę być ze wszystkich stron bombardowany opiniami na ich temat. Bywa, że później żałuję tej decyzji, gdyż określona produkcja okazuje się być po prostu bardzo dobra, a w jakimś stopniu ominął mnie jej fenomen. Jednym z takich tytułów jest Frieren: Beyond Journey’s End.

W pierwszej chwili pomyślałem, że może być to tylko kolejne z wielu podobnych anime. To jednak tylko pozory. Zamiast niekończących się bitew i skupiania się na rozwoju mocy (choć te elementy także tu występują), dostajemy refleksję nad czasem, pamięcią i relacjami między ludźmi (i elfami). Wyruszamy w podróż, poznając bohaterów, a także samych siebie.

Już początek jest oryginalny, choć fabuła wyznacza kierunek historii dopiero w czwartym odcinku. Zamiast typowej historii o pokonaniu „wielkiego złego”, 1. sezon zaczyna się od końca tego rodzaju opowieści. Po zwycięstwie nad Królem Demonów, a później śmierci jednego z towarzyszy bohaterka rusza w podróż. Chce zrozumieć ludzi i czas, który jej umyka, gdy w ogóle się nie starzeje.

Frieren: Beyond Journey’s End to anime, które zmusza do myślenia o przemijaniu, wspomnieniach i relacjach. Właśnie to jest jego największa siła, ale nigdy by tak nie było, gdyby nie tytułowa bohaterka. Frieren to fenomenalna postać. Z jednej strony jest potężną czarodziejką, może nawet najsilniejszą w historii. Zarazem jest kimś, kto dopiero uczy się ludzkich emocji i przemijania. To ona prowadzi nas przez historię, a jej perspektywa dodaje głębi, z którą nie zawsze mamy do czynienia

Sercem serialu są relacje bohaterów z Frieren. Fern jako młoda uczennica i Stark jako wojownik i towarzysz podróży wprowadzają elementy humoru, ludzkiej niedoskonałości i ciepła. Te z kolei sprawiają, że świat przedstawiony jakby żyje poza główną fabułą. Elfka jest bowiem dosyć wycofana, emocjonalnie chłodna i to dzięki nim otwiera się przed nami.

Animacja to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów Frieren: Beyond Journey’s End. Za produkcję odpowiada studio Madhouse, które udowodniło już, że potrafi tworzyć płynne, eleganckie sekwencje akcji oraz przepiękne krajobrazy. Każda scena w serialu potrafi nas wizualnie zachwycić. Nie musi on polegać na walkach, choć tych z czasem nie brakuje i potrafią być spektakularne. Przede wszystkim, styl animacji pozwala nam poczuć się częścią tego fantastycznego świata. 

Dawno nie miałem do czynienia z tak wyjątkowym, a jednocześnie spokojnym, nie silącym się na spektakularność anime. Frieren: Beyond Journey’s End to wyjątkowy tytuł, który ma w sobie więcej ludzkiego pierwiastka niż jakiekolwiek inne fantasy. To prawdziwa perła wśród współczesnych animacji, w której znajdziecie prawdziwą magię.


PLUSY:MINUSY:

  • Głębia historii.
  • Świetni bohaterowie i łączące ich relacje.
  • Wymyka się ze schematu.
  • Wizualny majstersztyk.

  • Słaby początek.
  • Czasami zbyt wolne tempo akcji.

OCENA: 8/10

Ocena anime Frieren: Beyond Journey’s End.To anime to rzadki przykład narracji, która zdejmuje ciężar z samej walki, a kładzie go na bagaż emocjonalny, jaki zostaje w bohaterach po napisach końcowych. Elegancja wykonania idzie tu w parze z dojrzałym podejściem do nostalgii, sprawiając, że każda scena podróży wydaje się równie istotna, co starcia z potężnymi przeciwnikami. Dzięki takiemu podejściu produkcja ta redefiniuje gatunek fantasy, zamieniając klasyczną przygodę w intymne studium przemijania. Dla kogo? To idealny wybór dla widzów szukających w fantastyce spokoju i melancholii oraz tych, którzy cenią historie oparte na psychologii postaci bardziej niż na widowiskowych pojedynkach.

Dodaj komentarz