Kociołkowe rozmowy: Fabien Vehlmann – Wywiad. Jak powstają horrory ukryte w pięknych rysunkach?

Portret Fabiena Vehlmanna w okularach na tle bambusów – grafika główna z wywiadu ze scenarzystą komiksowym.

Jak wygląda droga od luźnego pomysłu do rygorystycznego planu stron w komiksowym albumie? Dlaczego w świecie komiksu to, co urocze, tak często sąsiaduje z bezwzględnym okrucieństwem? Zapraszam na wywiad, w którym Fabien Vehlmann odkrywa przed nami warsztat pracy nad scenariuszem komiksowym. Rozmawiamy o tym, jak powstają jego scenariusze i czy rozwój technologii zmieni zawód scenarzysty.

Przed wami kolejna odsłona cyklu Kociołkowe rozmowy, tym razem gościem jest Fabien Vehlmann. Jeden z najbardziej cenionych współczesnych francuskich scenarzystów komiksowych, znany z umiejętności łączenia prostych, emocjonalnych historii z bardziej złożoną, często niepokojącą warstwą narracyjną. W Polsce jego twórczość można kojarzyć przede wszystkim z takimi tytułami jak Piękna ciemność (Kultura Gniewu), Sami (Egmont) czy IAN (Elemental), które pokazują różne oblicza jego talentu. Vehlmann to twórca o bardzo wyrazistej wyobraźni, który sprawnie porusza się między thrillerem, fantastyką a opowieścią inicjacyjną. Więcej o jego twórczości można znaleźć na jego Instagramie. W poniższym wywiadzie opowiada on o pracy scenarzysty, emocjach i przyszłości komiksu.


Fabien Vehlmann
Źródło: archiwum prywatne Fabien Vehlmann.

🎙️Dlaczego po szkole biznesu zdecydował się Pan na tak niepewną ścieżkę jak pisanie scenariuszy?

Fabien Vehlmann: To właśnie dlatego, że wiedziałem, jak niepewna jest to ścieżka. Przez bardzo długi czas odkładałem możliwość zostania autorem, choć wymyślanie historii było moją pasją od najmłodszych lat! Wolałem więc zachować się „rozsądnie”, gdy w liceum zapytano mnie o dalszą drogę edukacji, i zapisałem się do szkoły biznesowej… Tyle że po zdobyciu dyplomu popadłem w depresję i zrozumiałem, że muszę spróbować żyć ze swojej pasji nawet, jeśli miałoby się to skończyć porażką, zamiast spędzić całe życie, żałując braku odwagi. I miałem ogromne szczęście, bo się udało! 

🎙️ Jakie są największe zalety i wady bycia wyłącznie scenarzystą, a nie rysownikiem?

Fabien Vehlmann: Główną wadą jest to, że nie zawsze zdajemy sobie sprawę z trudności zadań, które stawiamy przed rysownikami, sami nie rysując, nie do końca czujemy skalę wyzwań, jakie im rzucamy. Z drugiej strony, kluczową zaletą jest zazwyczaj bardziej uporządkowana wizja samej opowieści i jej fundamentów narracyjnych. Ideałem dobrej współpracy jest znalezienie równowagi między grafiką a scenariuszem, tak aby wydobyć to, co najlepsze z obu tych światów.

🎙️ Co uważa Pan za największe wyzwanie w pracy scenarzysty komiksowego?

Fabien Vehlmann: W moim przypadku największym wyzwaniem jest prostota. Mój mózg ma tendencję do uciekania w tysiące różnych stron jednocześnie, mam tak zwaną „myśl arborescentną” (rozgałęzioną), niezwykle bujną i, można by rzec, „hojną”. To jednak oznacza, że muszę robić ogromną selekcję, jeśli nie chcę zadusić głównego wątku licznymi historiami pobocznymi. Jak to się często mówi: tworzenie prostych rzeczy jest w rzeczywistości najtrudniejsze!

🎙️ Co jest dla Pana trudniejsze: wymyślenie ogólnego konceptu czy pisanie dialogów?

Fabien Vehlmann: Najłatwiejsze i najprzyjemniejsze jest dla mnie wymyślanie punktu wyjścia. To stan umysłu bliski dziecku, które się bawi i nie ma żadnych obowiązków ani ograniczeń. Bardzo lubię też etap szukania informacji w bibliotekach czy internecie nowych faktów, które stają się moją „wodą na młyn” i pozwalają jeszcze bardziej rozwinąć pierwotny pomysł.

Trudności zaczynają się jednak w momencie, gdy te koncepcje i idee trzeba uporządkować i przekuć w prawdziwy scenariusz. To nie dialogów obawiam się najbardziej, lecz rozplanowania stron (tzw. découpage) i stworzenia makiety scenariusza (tzw. chemin de fer). To wtedy dociera do mnie, że mam zbyt wiele pomysłów na ograniczoną liczbę stron… Muszę więc selekcjonować, organizować i porzucać niektóre wątki, co często łamie mi serce!

🎙️ Jak opisałby Pan idealną współpracę między scenarzystą a rysownikiem?

Fabien Vehlmann: Na początku musi oczywiście zaistnieć wzajemny podziw, obie strony muszą po prostu bardzo chcieć ze sobą pracować. Jednak dalej idealna relacja to taka, w której nie ma miejsca na ego. Nie twierdzę, że twórcom powinno brakować ambicji – wręcz przeciwnie, ale ta ambicja musi odsuwać własne ego na boczny tor. Tylko wtedy możemy swobodnie rozmawiać o tym, jak wspólnie stworzyć najlepszą możliwą książkę.

🎙️ Jak wybiera Pan rysownika do konkretnego projektu?

Fabien Vehlmann: To proces dość intuicyjny i trudny do logicznego wytłumaczenia. Są na przykład rysownicy, których znam od lat, uwielbiam ich prace i bardzo ich lubię prywatnie, a jednak nigdy nie wpadłem na TEN właściwy pomysł, który pozwoliłby nam razem pracować. Z kolei czasem pojawia się rodzaj nagłego olśnienia przy poznaniu kogoś i jego warsztatu. Wtedy z całą pewnością „czuję”, że to właśnie TA osoba do projektu, który rozwijałem w głowie od lat. Przykładowo, pomysł na La Cuisine des Ogres miałem od dekad, ale dopiero gdy Jean-Baptiste Andréae zaproponował mi współpracę, stało się dla mnie jasne, że to on musi być rysownikiem tej konkretnej historii. To był szczęśliwy zbieg okoliczności.

Okładka albumu Kuchnia Ogrów. Umarła Po Trzykroć
Okładka albumu Kuchnia Ogrów. Umarła Po Trzykroć / Źródło: Wydawnictwo Kurc.

🎙️ Jak ocenia Pan przyszłość komiksu w dobie rozwijającego się AI?

Fabien Vehlmann: Rozwój AI bardzo mnie niepokoi, bo uważam, że wpłynie na każdą dziedzinę w niezwykle krótkim czasie. Jeśli chodzi o komiks, na razie AI nie udowodniła, że potrafi stworzyć pełne albumy bez silnej ingerencji człowieka… Jednak zdążyła już uderzyć w poziom życia ilustratorów. Część „dochodów dodatkowych” (które pozwalają wielu autorom wiązać koniec z końcem poza pracą nad samym komiksem) już zniknęła. Mam tu na myśli ilustracje do plakatów, okładki książek czy lokalne projekty społeczne.

Na razie najwięksi wydawcy nie odważyli się przekroczyć tej granicy i publikować albumów częściowo generowanych przez AI, ale myślę, że ten krok zostanie wykonany niedługo, zaczynając od kontynuacji słynnych serii. Prawdopodobnie zobaczymy albumy „w stylu” Hergé czy Morrisa, narysowane przez AI karmioną wyłącznie pracami tych nieżyjących już autorów. Przyznaję, że obawiam się nadejścia nowej ery bez żadnych tabu. Problem przyszłości naszego zawodu jest jednak szerszy: AI uderzy we wszystkie profesje, nie tylko artystyczne. Do tego rynek komiksowy i tak ewoluuje w stronę mniejszej sprzedaży. Nawyki kulturowe się zmieniają, a młodsze pokolenia czytają mniej albumów niż dawniej (poza mangą, choć i tu widać spadki). Niemal niemożliwe jest więc odgadnięcie, jak komiks będzie wyglądał za 5 czy 10 lat!

🎙️ W serii Sami (Seuls) dzieci muszą radzić sobie same – dlaczego wybrał Pan właśnie taki wiek bohaterów?

Fabien Vehlmann: Uwielbiam opowieści inicjacyjne, a dzieciństwo jest dla mnie fantastycznym okresem do pokazywania najsilniejszych emocji. Kiedy ma się 10 lat, wszystko może być albo cudowne, albo potworne, ale zawsze jest niezwykle intensywne. To także wiek, w którym w obliczu żałoby można bardzo szybko przechodzić z jednego stanu emocjonalnego w drugi. Pamiętam moich siostrzeńców i siostrzenice na pogrzebie mojego ojca. Potrafili płakać rzewnymi łzami, by 5 minut później z dziką radością grać w piłkę. Tak skrajne emocje mogą oczywiście współistnieć w każdym człowieku, ale u dziecka zmieniają się znacznie szybciej. Uwielbiam tę żywotność, tę płynność i witalność!

🎙️ W Pięknej Ciemności urocza estetyka kontrastuje z okrucieństwem – dlaczego ten kontrast był dla Pana tak ważny?

Fabien Vehlmann: Należy pamiętać, że oryginalny pomysł na tę historię wyszedł od Marie Pommepuy z duetu Kerascoët. To prawda jednak, że dzielę z nią zamiłowanie do makabry i dość surowych opowieści związanych z dzieciństwem! Tutaj naszą wspólną chęcią było stworzenie jak najsilniejszego i najbardziej niepokojącego kontrastu między wyglądem rzeczy, a ich ukrytym okrucieństwem. Tak jak natura potrafi być absolutnie piękna, skrywając jednocześnie przerażające cykle życia i śmierci.

Okładka albumu Piękna ciemność
Okładka albumu Piękna ciemność / Źródło: Wyd. Kultura Gniewu.

🎙️ Jakie znaczenie dla Pana miała nominacja do nagrody Eisnera za Piękną Ciemność?

Fabien Vehlmann: Szczerze mówiąc, nie do końca to do mnie dotarło, bo wydawało się dość abstrakcyjne! Powiedzmy, że byłem dumny, ale nie zmieniło to biegu mojego życia, ponieważ działo się tysiące kilometrów stąd, a poza tym nie zdobyliśmy nagrody (śmiech). Bardziej cieszy mnie fakt, że Piękna Ciemność została przetłumaczona na całym świecie, co rzadko zdarzało się reszcie mojej bibliografii.

🎙️ Co najbardziej fascynuje Pana w epoce wiktoriańskiej, w której osadzony jest „Green Manor”?

Fabien Vehlmann: Najbardziej lubię jej powiązanie z literaturą, którą uwielbiałem, myślę zwłaszcza o książkach Conana Doyle’a czy H.G. Wellsa, które pochłaniałem jako dziecko. Epokę wiktoriańską kojarzę też z historiami o Kubie Rozpruwaczu, a więc z dość wyidealizowanym obrazem przemysłowego Londynu z tamtego okresu: z mgłą, mrocznymi zaułkami i niemal fantastyczną atmosferą horrorów. Chcę jednak zaznaczyć, że moja wizja tych czasów nie ma podstaw historycznych. Pisząc scenariusz, zapewne popełniłem setki błędów rzeczowych, ponieważ nie szukałem realizmu, lecz chciałem bawić się kodami „kryminałów z puentą”, opowieści, których finał zaskakuje czytelnika nieoczekiwanym zwrotem akcji.

🎙️ Co było największą niespodzianką, jaką sprawili Panu rysownicy, interpretując Pana scenariusze?

Fabien Vehlmann: Zawsze jestem zaskoczony interpretacją rysowników i to jest właśnie to, czego szukam w tym zawodzie! Gdybym jednak miał wybrać jedno wspomnienie, byłaby to lektura ostatnich stron projektu Le Dieu-fauve, narysowanego przez katalońskiego artystę Rogera Ibaneza. Choć sam napisałem te strony, pod piórem Rogera odkryłem je na nowo. Ta sekwencja wycisnęła mi łzy z oczu i wciąż mnie wzrusza, nawet dwa lata po publikacji. Roger ma niesamowity talent do oddawania udręki postaci w sposób bardzo bezpośredni, podczas gdy ja, pisząc dialogi, miewam tendencję do zachowywania pewnego intelektualnego dystansu. Dokonał wielkiej sztuki, pozwalając mi przeżyć emocje moich własnych bohaterów z pełną intensywnością!

🎙️ Jaką jedną scenę ze wszystkich swoich komiksów uważa Pan za najlepiej napisaną?

Fabien Vehlmann: Mam szczególny sentyment do opowiadania Nuit Vaudou z albumów Green Manor. Nie wiem, czy to „najlepiej napisana” rzecz w moim dorobku, ale cenię ją najbardziej za kąśliwą, polityczną ironię oraz złożoność, mimo bardzo krótkiej formy.

🎙️ Jakie ma Pan skojarzenia z Polską, gdy myśli Pan o swoich czytelnikach w tym kraju? Czy planuje Pan kiedyś odwiedzić Polskę?

Fabien Vehlmann: Kiedy myślę o Polsce, niestety obecnie przychodzą mi na myśl głównie kwestie geopolityczne. Mam wrażenie, że jesteście znacznie bardziej świadomi zagrożeń związanych z Rosją Putina niż większość Europejczyków z mojego otoczenia. Czuję szczególną sympatię i empatię do krajów położonych na obrzeżach Europy, mających kontakt z blokiem rosyjskim, ponieważ moja rodzina pochodziła z krajów bałtyckich, konkretnie z Estonii. Mam więc sporą wrażliwość na ten kontekst.

I tak, oczywiście, bardzo chciałbym przyjechać do Polski. Jedynym ograniczeniem jest trudność ze znalezieniem czasu oraz fakt, że ze względów ekologicznych zrezygnowałem z latania samolotem. Wiem więc, że dotarcie do Was zajmie mi więcej czasu, bo będę musiał przyjechać pociągiem (śmiech).

🎙️ Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać swoim polskim fanom?

Fabien Vehlmann: Czuję się niezwykle zaszczycony wiedząc, że jestem czytany w kraju, którego jeszcze nie znam. Bardzo chciałbym mieć okazję spotkać się z Wami pewnego dnia i porozmawiać o naszej wspólnej pasji do komiksów i opowieści!

🎙️ Dziękuję za rozmowę.


To tylko jedna z wielu rozmów z twórcami świata popkultury, które znajdziesz na stronie. Jeśli podoba Ci się ten wywiad, będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz go w mediach społecznościowych, dzięki temu tego typu materiałów może pojawiać się więcej.