Bycza tyrania – recenzja komiksu Zamek zwierzęcy #1: Miss Bengalore

 

Zamek zwierzęcy #1 - recenzja

Komiks Zamek zwierzęcy #1: Miss Bengalore można w bardzo dużym uproszczeniu nazwać nową wariacją motywu zaczerpniętego z dzieła „Folwark zwierzęcy”. Byłoby to jednak mocno krzywdzące uproszczenie, w stosunku do tytułu, który co prawda nawiązuje do „klasyki”, stanowiąc jednocześnie jej swoiste uzupełnienie. Jeśli więc ktoś jest miłośnikiem nietuzinkowej i niejednoznacznej politycznej opowieści w Orwellowskim stylu, to ten komiks zdecydowanie jest dla niego.

W głębi lasu

Scenarzysta dzieła przenosi nas w głęboki las, gdzie stoi monumentalny zamek, całkowicie porzucony przez ludzi. Moment opuszczenia tego miejsca przez Homo sapiens stał się doskonałą okazję do przejęcia władzy przez mieszkające tam zwierzęta. Na czele nowego „wspaniałego” państewka stanął prezydent Silvio (byk), któremu w sprawowaniu rządów pomaga sfora psów. Jak łatwo można się domyślić, nie jest to przywództwo, o którym można powiedzieć „sprawiedliwe”. Mamy tutaj bowiem do czynienia z dosyć typową dyktaturą, gdzie jednostka ma wszystko, cała reszta zaś musi ciężko pracować na rzecz „dobra” jaśnie panującego.

Przykładowy Rysunek 1 - Zamek zwierzęcy #1: Miss Bengalore

Kocia bohaterka

Przedstawiona w albumie historia opowiedziana jest z perspektywy kotki o imieniu Bengalore. Po tragicznej śmierci swojego męża musi ona podjąć się wykonywania jego pracy, aby móc zarobić na utrzymanie swoich dzieci. Codziennie z wielkim mozołem ciągnie ona do zamku wielkie kamienie, które mają posłużyć w odbudowie wieży dla konkubiny prezydenta. Ciężka praca przeważająca możliwości danego zwierzęcia jest tutaj czymś zupełnie normalnym. Każdy zwierzęcy obywatel musi dać z siebie wszystko, aby otrzymać „guziki”, które następnie wymieniane są na głodowe racje żywnościowe. Miss B. (tak nazywają kotkę inne zwierzęta) obserwuje narastające pośród zwierząt niezadowolenie, które prędzej czy później musiało wybuchnąć. Jak to bywa w przypadku totalitaryzmu, władza nie ma zamiaru tolerować buntów, odpowiednio krwawo go tłumiąc. Jest to ostania kropla goryczy, która przepełnia kocią bohaterkę. Zaczyna ona wyrastać na prawdziwego przywódcę tajnej opozycji, która próbuje zmobilizować inne zwierzęta do ponownego przeciwstawienia się dyktatorowi.

Przykładowy rysunek 2 - Zamek zwierzęcy #1: Miss Bengalore

Dla każdego coś innego

Tak jak zostało to już wspomniane na samym początku, scenarzysta Xavier Dorison kreśli tutaj komiksową iście baśniową opowieść o totalitaryzmie w swojej najgorszej skrajnej formie. Wykorzystuje on do tego zarówno nieoczywisty Orwellowski styl pokazywania niuansów polityki/władzy, jak i sporą dawkę własnych pomysłów. Pierwszy album przesiąknięty jest najprzeróżniejszą symboliką, której odkrycie będzie zależeć od wieku czytelnika, jak i jego własnych przeżyć. Inaczej komiks będzie odbierał ktoś urodzony po roku 90-tym, niż ten, kto miał nieprzyjemność życia w czasach skrajnego PRL-u. Taka sama różnica w odbiorze dzieła będzie pomiędzy mieszkańcami wschodu i zachodu. Głębia wielu symboli (np. sfora psów, pracująca kota, czy przybyły do zamku szczur) pojawiających się na planszach komiksu stanowi o jego sile i sprawia, że nie można go nazwać tylko kolejną komiksową wariacją „Folwarku zwierzęcego”.

Rysunki i wydanie

Ważnym elementem dzieła obok nietuzinkowego scenariusza jest również jego wspaniała oprawa graficzna. Felix Delep stworzył rysunki, na których pewna doza surowości łączy się z dużą głębią i dbałością o najdrobniejsze detale. W świetnym stylu kreśli on zarówno zwierzęcych bohaterów, jak i tła, pokazujące urokliwość miejsca w którym „szczęście” jest tylko dla wybranych. Całość jego rysunków doskonale uzupełnia klimatyczna paleta barw.

Przykładowa plansza - Zamek zwierzęcy #1: Miss Bengalore

Niczego złego nie można również napisać na temat rodzimego wydania albumu. Twarda oprawa z wpadającą w oko grafiką, dobrej jakości papier oraz tłumaczenie. Wydawnictwu Taurus Media kolejny raz udowadnia, że doskonale zna się na wydawaniu perfekcyjnych przygotowanych albumów.

Album wart przeczytania

Zamek zwierzęcy #1: Miss Bengalore to początek naprawdę rewelacyjnie zapowiadającej się serii, która jest czymś więcej niż tylko hołdem dla twórczości Orwella. Na pewno po tytuł warto sięgnąć i z niecierpliwością wypatrywać kolejnych albumów.


Dziękuję wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

9/10

Podsumowanie:

+ ciekawa historia;

+ bogata symbolika;

+ świetna oprawa graficzna;

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x