Wywiad z Michałem Ambrzykowskim – rysownikiem komiksowym.

Wywiad z Michałem Ambrzykowskim.

Co inspiruje polskiego rysownika komiksów i jak wygląda jego codzienna praca? W rozmowie z nami Michał Ambrzykowski opowiada o swojej przygodzie z rysowaniem oraz o powstaniu postaci Ivana Kotowicza. W tekście znaleźć można również jego przemyślenia o rynku komiksowym, crossoverach i roli AI w sztuce. To rozmowa, której nie może przegapić żaden fan rodzimego komiksu.

Michał Ambrzykowski to utalentowany polski rysownik, znany ze swojego charakterystycznego stylu i dbałości o detale. Współpracując ze scenarzystą Kajetanem Kusiną, stworzył postać Ivana Kotowicza, która zdobyła serca czytelników. Poza komiksem Michał tworzy ilustracje do gier planszowych i współpracuje przy różnych projektach niezależnych w Polsce i za granicą. W natłoku pracy znalazł jednak czas, by podzielić się z nami swoimi przemyśleniami w krótkim wywiadzie dla bloga. Dzięki temu możemy poznać zarówno jego warsztat, jak i spojrzenie na polską scenę komiksową.

Michał Ambrzykowski
Michał Ambrzykowski – rysownik serii Niesłychane losy Ivana Kotowicza.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z rysowaniem i w którym momencie poczułeś, że komiks to medium, którym chcesz się zajmować?

Michał Ambrzykowski: Tak naprawdę rysuję odkąd pamiętam. Jako dziecko byłem bez przerwy skupiony na rysowaniu. Byłem raczej spokojnym dzieckiem, zamkniętym w swoim świecie i nierozerwalnie związanym z kartką papieru i długopisem. Moje dzieciństwo przypadło na lata 90., które były złotą erą kreskówek Disneya. Pamiętam, że byłem za każdym razem zafascynowany każdą kolejną animacją, która wchodziła wtedy do kina (pierwszym filmem, na którym byłem w kinie był „Król Lew”). Obserwując te bajki, praktycznie od razu pojawiła się we mnie taka myśl, że „muszę tak umieć” więc przez długi czas, będąc dzieckiem, usiłowałem kopiować ten styl. Nieudolnie, na początku, ale nie zrażało mnie to. Nieświadomie, bardzo dużo się na tym kopiowaniu uczyłem — o rysowaniu twarzy, emocji, podstawowych póz postaci. Gdy byłem nieco starszym dzieckiem (6-7), ta fascynacja płynnie rozwinęła się o komiksy typu Kaczor Donald oraz Asterix. Nie wiem, czy już wtedy miałem plan, żeby w przyszłości rysować komiksy, ale na pewno byłem od samego początku pewien tego, że cokolwiek będę robił, rysowanie będzie zawsze bardzo istotną częścią mojego życia. Moje pierwsze komiksy, rysowane trochę do szuflady, powstawały kiedy byłem w podstawówce. Kiedy nudziłem się w szkole, na zajęciach z matematyki albo fizyki, rysowałem bardzo długie komiksy w wymyślonych światach fantasy (z reguły im nudniejsze były zajęcia, tym więcej na nich rysowałem). Wtedy były to bardzo szybkie rysunki, czarnobiałe, wykonane wyłącznie długopisem na papierze, bez żadnych kolorów. Nie były to jakieś niesamowite historie, które byłbym chętny gdzieś upubliczniać — z reguły były to jeszcze dość sztampowe opowieści, inspirowane filmami, które wówczas widziałem, lub grami, w które akurat grałem. 

Dopiero w trakcie studiów, gdy poznałem wiele ciekawych osób o artystycznych zapędach, zacząłem myśleć o komiksie na poważnie. Zacząłem brać udział w komiksowych konkursach (na początku bez większych sukcesów). Później, gdy przez wspólnych znajomych poznałem Kajetana Kusinę, zaczęliśmy o wiele poważniej rozważać stworzenie prawdziwego, dłuższego komiksu. Kiedy pomysły zaczęły się na poważnie krystalizować i  byli wokół sensowni ludzie, z którymi można było działać, wiedziałem, że chcę zająć się komiksem. Nie miało znaczenia czy będzie to sukces, czy nie – liczyło się tylko to, że byliśmy zafascynowani naszymi pomysłami na fabułę i kochaliśmy robić komiksy.

Czy posiadasz twórców albo tytuły, którzy Cię inspirują?

M.A: Oczywiście, jak każdy, kto cokolwiek tworzy. Jak już wspomniałem wcześniej, moimi pierwszymi inspiracjami był Disney, a także Asterix. Później zafascynowałem się pracami Mike’a Mignoli oraz Moebiusa. „Incal” Moebiusa do dziś jest dla mnie jednym z najlepszych komiksów, jakie czytałem. Uwielbiałem też komiksy Grzegorza Rosińskiego i Franka Millera. Każdy z tych artystów ma całkiem inny od siebie styl. Wydaje mi się to ważne, żeby nie skupiać się na jednym, konkretnym sposobie rysowania, tylko starać się być różnorodnym w swoim stylu i wyrazie. 

Za każdym razem, gdy odkryję rysownika, który mnie inspiruje, pojawia się też takie małe ukłucie zazdrości z myślą „czemu ja tak nie umiem”. Ważne jest, żeby patrzeć krytycznie na swoje własne prace i żeby stale obserwować tych, którzy robią rzeczy lepiej od nas samych. Dla mnie przynajmniej jest to niezwykle rozwijające. W takiej sytuacji, z reguły rozbieram ten styl na czynniki pierwsze i staram się odpowiedzieć sobie na pytanie – czemu to jest takie dobre, co z tego mogę wyciągnąć dla poprawy własnych prac. Nigdy nie zakochuję się w moich pracach, zawsze staram się podnosić sobie poprzeczkę jeszcze wyżej i prawie nigdy nie jestem z siebie zadowolony. Gdybym był, to już dawno bym się przestał rozwijać.

Widziałem wielu twórców, którzy byli tak zakochani we własnych pracach, że przez lata stali w miejscu, robili ciągle to samo na tym samym poziomie. Trzeba znać swoją wartość, ale trzeba też od siebie stale wymagać. Każda kolejna praca graficzna powinna być tylko przystankiem w stałej drodze ku samodoskonaleniu, a nie celem samym w sobie. 

Wywiad Michał Ambrzykowski - grafika 1
Michał Ambrzykowski – rysunek Niesłychane losy Ivana Kotowicza.

Jak układa się Twoja współpraca ze scenarzystą Kajetanem Kusiną? Czy macie wspólne pomysły, czy zdarzają się twórcze spory?

M.A: Od pewnego czasu już nie współpracujemy razem. Na razie temat sowieckiej Rosji trochę się dla nas wyczerpał (z wiadomych względów), więc zawiesiliśmy dalsze prace nad komiksami z serii Ivan Kotowicz. 

Ale kiedy współpracowaliśmy razem, to układało nam się całkiem nieźle. Mieliśmy wspólną wizję na to jak chcemy, żeby ten komiks wyglądał i w jaki klimat mniej więcej celujemy. Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli jakiekolwiek większe spory. 

W kwestii scenariusza, mam w zwyczaju, żeby słuchać się scenarzysty i uwierzyć w to, że ma on dobry plan na całość historii. Dlatego zwykle nie wcinałem się Kajetanowi i pozwalałem, żeby prowadził historię tak jak chce. Ale trzeba przyznać, że i on dawał mi zawsze sporo wolności. Zdarzało się i tak, że jakiś segment komiksu pozwalał mi zaplanować po swojemu, ponieważ wiedział na przykład, że w przypadku sekwencji akcji, rysownik może poprowadzić wszystko w taki sposób, żeby było to wizualnie bardziej ciekawe. Nie robił tutaj nigdy mikrozarządzania.

Dlatego dawaliśmy sobie zawsze oboje dużo wolności i szanowaliśmy wzajemnie swoje pomysły.

Czy studiowanie na ASP realnie pomogło Ci w pracy, czy musiałeś się wszystkiego uczyć od nowa?

M.A: I tak, i nie. Studia na pewno nie dadzą człowiekowi całej praktycznej wiedzy w kwestii pracy grafika i z pewnością są rzeczy, których trzeba się nauczyć samemu. Ale też jednocześnie studia są świetnym czasem na rozwijanie swojego warsztatu, na szlifowanie umiejętności, a także na spróbowanie różnych rzeczy. Na eksperymentowanie i poznawanie technik. Na pewno ASP pokazało mi bardzo szerokie spektrum ścieżek, w które artystycznie mogę pójść. Dlatego uważam to za bardzo istotny czas w moim życiu i polecam każdemu.

Nie miałbym nigdy możliwości poeksperymentowania z grafiką warsztatową (zwłaszcza z linorytem) gdybym nie poszedł na ASP. To było niezwykle rozwijające.

Czy planujesz kiedyś stworzyć autorski album, gdzie będziesz zarówno scenarzystą, jak i rysownikiem?

M.A: Obawiam się siebie jako scenarzysty. W kwestii rysowania potrafię tworzyć w różnych stylach i bawić się formą na wiele sposobów. Ale w kwestii pisania scenariusza, mam obawy, że niechcący poszedłbym w bardzo sztampowe historie, gdyby to zależało tylko ode mnie. Dlatego wolę zawsze współpracować ze scenarzystami, którzy stworzą główny trzon fabuły, do którego ja się mogę potem trochę „doczepić”. Pisanie to skomplikowana sztuka, w której mam bardzo niewielkie doświadczenie. Może się kiedyś podejmę, ale jak dotąd jeszcze nie próbowałem 🙂

Wywiad Michał Ambrzykowski - grafika 2
Michał Ambrzykowski – rysunek komiksu Niesłychane losy Ivana Kotowicza.

Jak narodził się pomysł na postać Ivana Kotowicza?

M.A: Jest to historia Kajetana, więc nie będę może znał wszystkich jej detali. Ale z tego co wiem, jego kolega zajmował się kiedyś robieniem fotomontaży, w których doczepiał głowy zwierząt do ludzkich ciał (w formie wycinanych zdjęć, z tego co wiem). Jedną z takich postaci był sowiecki żołnierz z głową kota. Kajetan zapytał wówczas tego kolegę czy może skorzystać z tej grafiki i zrobić na jej bazie postać do komiksu i tak właśnie narodził się Ivan Kotowicz. Wówczas zrobiliśmy z Kajetanem, w formie żartu, dwustronicowy komiks, w trakcie którego Ivan Kotowicz popełnia samobójstwo. Początkowo nie miało być to niczym więcej. Ale poczułem, że ta postać może mieć potencjał, że może to być czymś więcej. Więc, żeby zachęcić Kajetana, stworzyłem fikcyjną okładkę fikcyjnego komiksu z Kotowiczem, Świnojewem i różnymi rzeczami pasującymi klimatem do tego świata w tle. Na środku umieściłem tytuł i nasze imiona. I to zadziałało — po tym zaczęliśmy robić komiks już na poważnie.

Który z Twoich bohaterów poradziłby sobie najlepiej w starciu z polską biurokracją i dlaczego?

M.A: Cóż, z postaci z Ivana Kotowicza zakładam, że pan Jeremiasz Bremer byłby w tym najlepszy. Jest to bowiem postać diablo inteligentna i przebiegła, a to są właśnie główne i najważniejsze cechy, żeby z polską biurokracją sobie poradzić.

Jak oceniasz obecną kondycję polskiej sceny komiksowej?

M.A: Mamy bardzo dużo świetnych artystów i rysowników, ale niestety, komiks, a już zwłaszcza komiks polski, to rzecz niezwykle niszowa i mało czytana. Nakłady polskich komiksów są z reguły bardzo niewielkie, bo wiadomo, że nie kupi ich zbyt dużo osób. Dlatego przeważnie ten, kto zajmuje się w Polsce komiksem, ten musi mieć przede wszystkim stałe źródło zatrudnienia w innej branży, a komiksem zajmować się dorywczo. Dlatego też i nasz komiks powstawał tyle czasu. Bo to nie była moja praca, tylko coś, co robiłem po pracy, dorywczo. Jest kilka bardzo dobrych tytułów w polskim komiksie, ale właśnie jest ich dużo mniej niż by mogło być, bo ich autorzy niestety nie są w stanie żyć z tworzenia komiksów. Czasy Christy i Chmielewskiego, gdy komiks był super popularny, niestety bezpowrotnie odeszły.

Jaki komiks (polski lub zagraniczny) uważasz za arcydzieło?

M.A: Trudno wybrać tylko jeden 🙂 Z takich najważniejszych dla mnie to: Incal, Świat Edeny, Black Hole, Persepolis, Maus, Sin City. To są tytuły tak dobre, że mogę je polecić nawet osobom, które nigdy komiksów nie czytały 🙂 Ale oczywiście, mógłbym wymieniać jeszcze długo.

Jakie cechy powinien mieć dobry rysownik komiksowy według Ciebie?

M.A: Patrząc po własnych doświadczeniach, wydaje mi się, że dobry rysownik powinien przede wszystkim kochać to co robi, uwielbiać się rozwijać i stale chcieć poprawiać swoje umiejętności. Dużo od siebie wymagać, obserwować tych, którzy są najlepsi i dążyć do tego poziomu. Nie ma nic gorszego niż artysta, który uzna, że jest świetny i nie musi już być lepszy niż jest. 

Co do zaś rysownika komiksowego to wydaje mi się, że istotne jest rozumienie języka komiksu. Mam tutaj na myśli umiejętność dobrego, wizualnego przekazania sekwencji zdarzeń. To jest tak na dobrą sprawę także rozumienie języka filmu, bo komiks i film mają ze sobą bardzo dużo wspólnego. Rysownik komiksowy musi tak rozplanować akcję na kadrach, żeby była ona zrozumiała. Scott McCloud, amerykański rysownik i teoretyk komiksu powiedział kiedyś, że akcja w komiksie dzieje się między kadrami, a nie na kadrach. A zatem pewna sugestia wydarzeń, która następuje między jednym obrazkiem a drugim, musi być dobrze oddana. Czasem narysuję coś i żeby mieć pewność, że akcja jest zrozumiała, pokażę osobom trzecim z pytaniem „czy to jest jasne co się tutaj dzieje?”

Wywiad Michał Ambrzykowski - grafika 3
Michał Ambrzykowski – komiks Niesłychane losy Ivana Kotowicza.

Gdybyś nie mógł rysować, w jaki inny sposób wyraziłbyś swoją kreatywność?

M.A: W czasach wczesnej młodości miałem do czynienia z amatorskim teatrem. Myślę, że gdyby moja miłość do rysowania nie była taka wielka, to pewnie zostałbym aktorem. 

Kreatywność przydaje się też bardzo w gotowaniu, ale obawiam się, że choć lubię gotować, nie wytrzymałbym stresu pracy w restauracji. 

Czy Twoim zdaniem AI w sztuce to nadciągająca apokalipsa czy po prostu kolejne przydatne narzędzie?

M.A: Wydaje mi się, że będzie to bardziej przydatne narzędzie. I ta przydatność nie zawsze jest ogromna. Według mnie AI tworzy rzeczy sztampowe i oklepane. Jest to zaawansowany Google Search, który skleja ze sobą to, co najpopularniejsze w wynikach wyszukiwania. Ale gdy chcemy uzyskać coś bardzo spersonalizowanego, nietypowego, szczególnego — to wtedy narzędzie to pokazuje swoje największe wady i ułomności. Miałem już do czynienia z próbą pracy z generatorem AI – efekty były… różne. Z reguły wygenerowane obrazy trzeba było jeszcze potem bardzo mocno obrobić, bo automat nie chce zrobić czegoś „nietypowego” więc trzeba było po nim sporo poprawić, żeby uzyskać efekt, który jest zadowalający. Przeważnie klient zleca grafikowi zrobienie czegoś charakterystycznego, ma dokładną wizję i plan, jak ma to wyglądać. I taką wizję nie zawsze można dokładnie uzyskać w generatorach AI. Dlatego co do zasady nie pracuję z narzędziami AI, bo szybciej mogę zrobić coś sam niż dostać bezduszną grafikę, którą potem muszę bardzo długi czas poprawiać. 

 Jeżeli potrzebujemy czegoś bardzo prostego i typowego, to oczywiście jest to przydatne narzędzie (i takie zapotrzebowanie również klienci często mają). Ale przewiduję, że ludzie zmęczą się za jakiś czas tym „stylem AI” i będą go od razu rozpoznawać. I pojawi się wówczas potrzeba sztuki bardziej autorskiej i charakterystycznej. To, co zrobione ręcznie stanie się rzadkie i bardziej cenne. To, co każdy będzie w stanie wygenerować stanie się nic niewarte.

 Jestem zatem mimo wszystko dość optymistycznie nastawiony, ale kto wie – mogę się mylić 🙂 Ja na pewno będę rysował zawsze, do końca życia – nawet jak nikt nie będzie chciał już oglądać moich rysunków 🙂

Gdybyś mógł stworzyć crossover z inną popularną serią (rodzimą albo zagraniczną), którą byś wybrał?

M.A: Od razu przychodzi mi na myśl crossover Kotowicza z Hellboyem – myślę, że te postaci działałyby razem całkiem nieźle. Z drugiej zaś strony, najciekawszym crossoverem mogłyby być postaci, które kompletnie do siebie nie pasują, z całkiem innym stylem i klimatem. Myślę, że dobry scenarzysta dałby sobie radę z nawet najdziwniejszym połączeniem a jako że Kotowicz jest z tak zwanego „weird fiction”, to stwarza wiele możliwości. Nawet gdyby to była Czarodziejka z Księżyca.

Czy jest postać komiksowa, z którą chciałbyś zamienić się rolami na jeden dzień?

M.A: Zastanawiałem się ostatnio nad tym, że praktycznie bycie w jakimkolwiek fikcyjnym świecie fantasy/ sci fi, czy to Marvel, czy DC zawsze ustawiałoby nas w świecie, który jest bardziej niebezpieczny od naszego własnego. Przykładowo, bycie szarym człowiekiem w takim np. Marvelu, gdzie grasują superzłoczyńcy, a świat praktycznie wali się co tydzień, byłoby koszmarem i wiecznym zagrożeniem. Te światy są dobre tylko dla głównych bohaterów, którzy są w stanie wszystko przeżyć.  Ale dla zwykłego człowieka są koszmarne. Świetnie pokazuje to serial „Boys”, gdzie dość realistycznie jest przedstawione, jak straszną rzeczą dla nas by byli superbohaterowie. Dlatego jeżeli miałbym być postacią z któregoś z tych światów, to wolałbym raczej nie być szarym człowiekiem :).  Zdecydowanie wybrałbym kogoś z supermocami, ale też jednocześnie na tyle dysponującego wolnym czasem, żebym dalej miał czas na rysowanie 🙂

Wywiad Michał Ambrzykowski - grafika 4
Michał Ambrzykowski – szkice Niesłychane losy Ivana Kotowicza.

Jeśli chcecie bliżej poznać twórczość Michała Ambrzykowskiego, zajrzyjcie na oficjalną stronę artysty, oraz zdecydowanie warto obserwować jego najnowsze prace na Instagramie. Fani rodzimego komiksu, którzy nie mieli jeszcze okazji obcowania z serią Niesłychane losy Ivana Kotowicza, znajdą ją dostępną w ofercie wydawnictwa Kultura Gniewu. Wspierajmy polskich twórców i czytajmy dobre komiksy.

Dodaj komentarz