Kociołkowe rozmowy: Hermann Huppen – Ostatni wywiad. Pożegnanie z legendą europejskiego komiksu.

Hermann Huppen stojący na tle wielkoformatowej ilustracji komiksowej – czarno-białe zdjęcie artysty, grafika do wywiadu z artystą.

Hermann Huppen – nazwisko, które stało się symbolem nowatorskiego podejścia do europejskiego westernu i postapokaliptycznych opowieści. W rozmowie z „Kociołkiem” wspomina początki kariery, proces tworzenia i wyzwania, które napotkał przy swoich albumach. Opowiada o relacjach z bliskimi współpracownikami, presji twórczej i krytyce, z jaką musiał się mierzyć. To zapis refleksji człowieka, który całe życie poświęcił swojej pasji.

Hermann Huppen pozostawił po sobie dorobek, który na zawsze zdefiniował standardy europejskiego komiksu realistycznego. Polski czytelnik pokochał jego twórczość dzięki takim seriom jak postapokaliptycznyJeremiah”, mroczne i brudne średniowiecze w „Wieżach Bois-Maury” (wydawnictwo Elemental), rewolucyjny western „Comanche” czy surowy i brutalny „Brigantus”. Jego kreska budowała światy, od których nie sposób było odejść obojętnie, co potwierdzają również jego ostatnie albumy wydane w naszym kraju. Niestety, odejście artysty przerwało tę niezwykłą podróż, pozostawiając nas z poczuciem ogromnej straty dla całej europejskiej kultury.

Prezentowany wywiad był przygotowywany na początku marca. Jednak ze względu na pogarszający się stan zdrowia artysty, w przygotowanie odpowiedzi zaangażował się jego syn i najbliższy współpracownik Yves Huppen (za pełną aprobatą i pod nadzorem ojca). Jestem głęboko wdzięczny rodzinie za to, że mimo tak trudnych chwil, zechcieli podzielić się z nami tymi refleksjami, pozwalając na godne domknięcie tej opowieści. Dzięki ich nieocenionej pomocy otrzymaliśmy materiał, który stanowi ostatnie spotkanie Hermanna z polskimi czytelnikami. To pożegnanie z człowiekiem, który do samego końca, przy wsparciu najbliższych, pozostał wierny swojej bezkompromisowej wizji sztuki.

Hermann Huppen
Źródło: Oficjalna strona (hermannhuppen.be)

🎙️ Czy pamięta Pan moment, w którym zrozumiał, że chce Pan poświęcić życie zawodowe właśnie komiksowi?

Hermann Huppen / Yves Huppen: Zawsze pociągało mnie rysowanie. Jako dziecko, w belgijskich Ardenach, chodziłem do sąsiada, by czytać jego komiksy, ale nie wiedziałem, że można z tego zrobić zawód. Kiedy później wspomniałem o tym przed nauczycielami, delikatnie mnie od tego odwodzili, tłumacząc, że to nie jest „poważny” zawód.

Prawdziwy przełom nastąpił, gdy zilustrowałem krótką opowieść napisaną przez mojego szwagra, który wtedy był redaktorem w czasopiśmie harcerskim: Greg, ceniony autor, zauważył mnie i zaoferował pracę w swoim studiu. Miałem wtedy 27 lat i zdałem sobie sprawę, że mój sen o poświęceniu życia komiksowi jest w zasięgu ręki.

🎙️ Co jest dla Pana najtrudniejsze w pracy nad komiksem – scenariusz, rysunek czy coś innego?

Hermann Huppen / Yves Huppen: Każdy etap jest trudny i każdy jest ważny. Ani bardziej, ani mniej niż inne. Niezależnie od tego, czy mierzę się z czystą kartką scenariusza, czy z pustym kadrem na planszy, odczuwam silny lęk. To, co powszechnie nazywa się „ściskiem w dołku”. Ale to nieodłączna część procesu twórczego. Uważam, że to, co powstaje bez bólu, ma spore szanse okazać się słabej jakości.

🎙️ Jak radzi Pan sobie z „blokadą twórczą”? Czy ona u Pana w ogóle występuje?

Hermann Huppen / Yves Huppen: Czasem napotykam problem, zwykle związany z elementem scenariusza, który trzeba doprecyzować. To trudne momenty, ale nie mogę powiedzieć, że doświadczam blokad twórczych w sensie całkowitego zatrzymania na dni czy tygodnie. Raczej stawiam czoła problemowi. To jak stanie na trampolinie przy basenie: nie możesz stać tam wiecznie – w końcu trzeba odważyć się skoczyć.

🎙️ Czy zdarzyły się projekty, kiedy po ukończeniu rysunków nie był Pan zadowolony z efektów i postanowił rozpocząć wszystko od nowa?

Hermann Huppen / Yves Huppen: Zdarza mi się nie być usatysfakcjonowanym z konkretnego kadru czy planszy, ale nie jestem typem, który zaczyna od zera. W całej mojej karierze musiałem przerysować może z dziesięć kadrów, nie więcej. Gdy nie podoba mi się rysunek, mówię sobie: trudno, następny będzie lepszy, i idę dalej. Nie znoszę stania w miejscu.

🎙️ W serii Comanche zrewolucjonizował Pan europejski western. Czy w czasie pracy nad nią czuł Pan, że tworzycie coś przełomowego?

Hermann Huppen / Yves Huppen: Po pierwsze, nie uważam, bym zrewolucjonizował gatunek. Co najwyżej podsunąłem Gregowi kilka pomysłów, które nadały opowieści nowoczesny sznyt, współbrzmiący z tym, co działo się wtedy w kinie. Mam na myśli egzekucję Dobbsa przez Red Dusta, utrzymaną nieco w stylu Altmana czy Peckinpaha.

Nigdy nie miałem ambicji tworzenia „dzieła” czy bycia pionierem w swojej dziedzinie. Jedynym motorem, który pcha mnie do przodu, jest chęć bycia najlepszą wersją samego siebie w tym, co robię. I dostarczanie solidnej roboty. Resztę pozostawiam innym.

Seria Comanche.
Przykładowy rysunek Seria Comanche. / Źródło: Oficjalna strona (hermannhuppen.be)

🎙️ Dlaczego zdecydował się Pan sam pisać scenariusze, zaczynając od serii Jeremiah?

Hermann Huppen / Yves Huppen: To była rzecz, która „wierciła mi dziurę w brzuchu” od wielu lat. Przy okazji krótkich form Greg dawał mi wolną rękę i pozwalał samemu pisać scenariusze. To jednak nie wystarczało – musiałem ruszyć z własną serią.

Kiedy więc Greg rzucił mi kiedyś prosto w twarz, że nigdy nie będę scenarzystą, potraktowałem to jako wyzwanie. Z czasem, gdy Greg przestał dostarczać teksty z taką regularnością jak dawniej, uznałem, że to idealny moment.

🎙️ Czy świat postapokaliptyczny w Jeremiahu jest w pewnym sensie Pana diagnozą dotyczącą przyszłości ludzkości?

Hermann Huppen / Yves Huppen: Nie jestem miłośnikiem tego dwunożnego stworzenia, które nazywamy istotą ludzką. Istnieją ludzie cudowni, ale niestety jest też zbyt wielu drani, małostkowców, skorumpowanych jednostek i tak dalej. Ogólnie rzecz biorąc, bilans nie jest zbyt pozytywny.

Jeremiah jest dla mnie rodzajem ujścia, ucieczką. To moja przestrzeń wolności, w której mogę piętnować wszystkie przywary moich współbratymców, które mnie drażnią. A tych nie brakuje.

🎙️ Jak wyglądały początki pracy nad serią Bernard Prince?

Hermann Huppen / Yves Huppen: Miałem mnóstwo szczęścia, ponieważ seria natychmiast przypadła do gustu publiczności. Już od pierwszych krótkich historii czytelnicy polubili postać Bernarda Prince’a. Nie było miejsca na wątpliwości. Wszystko potoczyło się więc najlepiej, jak mogło.

Oczywiście z perspektywy czasu widzę, że rysunek był niezdarny, a historie naiwne, ale ten natychmiastowy sukces pozwolił mi wywalczyć sobie miejsce pod słońcem i rozwijać się bez zbędnego stresu.

Przykładowa plansza Bernard Prince.
Przykładowa plansza Bernard Prince. / Źródło: Oficjalna strona (hermannhuppen.be)

🎙️ Jak narodził się pomysł na serię Wieże Bois-Maury? Skąd fascynacja tak surowym obrazem średniowiecza?

HH / YH: To również sięga dzieciństwa. Niedaleko mojej rodzinnej miejscowości znajdowały się ruiny zamku, w których często się bawiłem. Te wspomnienia karmiły moją wyobraźnię.

Później chciałem przenieść na papier własną wizję średniowiecza, bo nie byłem zadowolony z tego, co oferował ówczesny komiks. Pokazywano średniowiecze jak z pocztówki, tekturowe, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Moje średniowiecze to takie, które czuć ziemią, nawozem i głębokim lasem. Musiałem się z tym zmierzyć.

🎙️ Jak wspomina Pan pracę nad Krwawymi godami? To jeden z Pana najbardziej brutalnych albumów.

HH / YH: To bez wątpienia mój największy sukces komercyjny – dzięki Jeanowi Van Hamme’owi. Poza tym mam mieszane uczucia: zbyt wiele postaci, małych kadrów, za mało oddechu jak na mój gust. Nie czerpałem wielkiej przyjemności z rysowania go, bo wolę sceny natury. Ale to dobry album.

🎙️ Jak wspomina Pan pracę nad albumem Krwawe gody i współpracę z Jean Van Hamme?

HH / YH: Bardzo profesjonalnie. Nie było żadnych zgrzytów. Myślę, że jestem osobą, z którą łatwo się pracuje, a ponieważ Jean dostarczył mi wszystkiego, czego potrzebowałem, całość przebiegła wyjątkowo płynnie.

Później, jako że było to przede wszystkim jego „dziecko”, Jean przejął stery w kwestii promocji albumu. Ja byłem w gruncie rzeczy tylko wykonawcą warstwy graficznej.

🎙️ Jak wyglądała współpraca z synem, Yves H., przy serii Brigantus? Czy zdarzały się twórcze spory?

HH / YH: Przebiegała ona tak samo jak przy naszych poprzednich wspólnych projektach – w bardzo dobrej atmosferze. Mamy to szczęście, że świetnie się znamy i jesteśmy w bliskim kontakcie. Gdy więc pojawia się jakaś wątpliwość, dzwonię do syna i problem zostaje rozwiązany.

Nie mamy większych rozbieżności: szanuję jego scenariusz, a gdy mam jakąś sugestię, dzwonimy do siebie i dyskutujemy. Jedyna wolność, na jaką sobie pozwalam, to modyfikowanie rozkładu kadrów na planszach. On nie ma nic przeciwko temu.

Okładka albumu Brigantus (wydanego w Polsce przez Elemental).
Okładka albumu Brigantus / Źródło: Oficjalna strona (hermannhuppen.be)

🎙️ Czy któryś z Pana albumów był szczególnie trudny do narysowania?

HH / YH: Niektóre były trudniejsze od innych. Wspominałem o Krwawych godach. Ale najtrudniejszy był chyba dyptyk Diabeł siedmiu mórz ze względu na te wszystkie żaglowce. Musiałem uprościć ożaglowanie i olinowanie, by kadry były czytelne, inaczej stałyby się nieczytelną plątaniną.

Greg lubił też narzucać mi sceny salonowe w Bernardzie Prince, podczas gdy ja – jak już wspomniałem – wolę rysować bagna pełne komarów lub nieprzebyte lasy.

🎙️ Czy są historie, które uważa Pan za najważniejsze lub najbardziej niedocenione w swoim dorobku?

HH / YH: Najważniejszym albumem w mojej karierze na zawsze pozostanie Sarajewo Tango. To w nim mogłem najdosadniej wyrazić moją odrazę do ludzkości, marności polityków i światowej dyplomacji. To, co działo się w Bośni, napawało mnie obrzydzeniem; gdyby nie ten album, pewnie bym się rozchorował.

🎙️ Czy ma Pan ulubionego bohatera spośród wszystkich, których Pan stworzył?

HH / YH: Lubię je wszystkie, ale bardzo cenię Kurdy’ego, bo jest mniej „wygładzony” niż Jeremiah. W prawdziwym życiu pewnie bym mu nie ufał, ale nie jesteśmy w prawdziwym życiu. Lubiłem też Barneya Jordana, z podobnych powodów.

🎙️ Jakie cechy powinien mieć dobry bohater komiksowy według Pana?

HH / YH: Lubię ideę kontrastowego duetu, którą tradycyjnie spotyka się w komiksie – jak Tintin i Kapitan Baryłka czy Bernard Prince i Barney Jordan. Jest bohater gotów poświęcić się dla wdów i sierot oraz jego kompan, który ucieleśnia ludzkie słabości i studzi zapał tego pierwszego. To recepta, która działa. Ale nie wszystko musi opierać się na tym schemacie: samotny, głęboko ludzki bohater w nowocześniejszym ujęciu komiksu jest równie przekonujący.

🎙️ Czy pamięta Pan moment największej presji w swojej karierze?

HH / YH: Z presją żyję od zawsze. To presja, by nie zepsuć rysunku. Ten lęk towarzyszył mi zawsze, w mniejszym lub większym stopniu. Natomiast przy Sarajewo Tango poczułem nagłą potrzebę wypowiedzenia się. Pracowałem wtedy nad Jeremiah (Ave Caesar) i musiałem zacisnąć zęby, by go skończyć, zanim wreszcie rzuciłem się w wir pracy nad tamtym albumem.

Zdarzały się też bardzo ostre komentarze krytyków przy Comanche, gdy Dust z zimną krwią zabija Dobbsa. Wyzywano mnie od potwornych faszystów. Dziś taka scena nikogo już nie rusza.

Przykładowa plansza album Jeremiah.
Przykładowa plansza album Jeremiah. / Źródło: Oficjalna strona (hermannhuppen.be)

Zachęcam do powrotu do niezwykłych albumów Mistrza, które na zawsze pozostaną żywym pomnikiem jego talentu. Zapraszam również do śledzenia cyklu Kociołkowe rozmowy, w ramach którego poznacie wielu innych wybitnych twórców świata komiksu.