W odmętach przeszłości – recenzja książki Pierwsza krew

Pierwse krew - recenzja książki

Pierwsza Krew to kolejna publikacja autorstwa Vladimra Wolffa, która ukazała się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Warbook. Książka godna polecenie… No właśnie, chciałoby się napisać, że miłośnikom cyklu „Pierwsze starcie”, sprawa jest jednak o wiele bardziej złożona. Na pewno jednak lektura jest na tyle typowa dla autora, że fanom jego twórczości powinna zapewnić chwilę intensywnego czytelniczego relaksu.

Już na samym wstępie recenzji spieszę z informacją, że nie mamy tutaj do czynienia z pełnoprawnym czwartym tomem wspomnianego cyklu. Nie będę również ukrywał, że sam tak bardzo czytelniczo zapaliłem się do lektury dalszych przygód rodzimych „specjalsów” w innym świecie, że nie zwróciłem uwagi na szczegóły dotyczące tej publikacji. Pierwsza Krew jest bowiem zbiorem czterech niepowiązanych ze sobą opowieści, będących czymś w rodzaju dodatku do właściwej historii. Każda z historii różni się od siebie czasem, miejsce akcji oraz głównymi bohaterami. Częścią wspólną są potężne artefakty i wielka tajemnica związana z ich pochodzeniem (oraz funkcjonalnością).

Różne opowieści

Pierwsza z zamieszczonych tutaj historii, zatytułowana „Niezłomny”, przenosi nas do roku 3752 p.n.e. W tych realiach mamy okazję poznać losy Alkestisa, atlantydzkiego dowódcy, który otrzymuje ważną misję obrony najdalej wysuniętych kolonii, przed hordami barbarzyńskich Charunów. Cała wojna z prymitywnymi plemionami, szybko przeradza się w coś więcej, co może być o wiele groźniejsze dla jego ludzi. Prawdziwym wrogiem i wyzwaniem dla wojowników, jest bowiem tajemnicza postać, posiadająca niebywale potężne i mocno zabójcze moce.

Druga z opowieści „Zaginiona armia” przedstawia perską dominację militarną nad swoimi sąsiadami (525 rok p.n.e). Głównym bohaterem jest tutaj Kritiasz, który otrzymuje polecenie przeprawy wraz ze swoimi ludźmi, przez zabójczą i wydającą się nie do pokonania egipską pustynię. Jego celem jest pewna tajemnicza świątynia, która skrywa przeogromne skarby, mogące wzbogacić skarbiec jego kraju. Jak łatwo można się domyślić, cała ekspedycja nie będzie przebiegać nazbyt gładko. Na żołnierzy czeka bowiem solidna dawka wyzwań, które wielokrotnie będą przekraczać typowo ludzkie poznawanie i ocierać się o siły nadprzyrodzone.

Przeklęta świątynia” to z kolei trzecia z zamieszonych w książce historii, gdzie autor przenosi nas do Indii lat 30-tych. Główną postacią jest tutaj Santosz, pełniący funkcję służącego w domu majętnego Brytyjczyka. Jego zarobki nie pozwalają mu na zbyt szybką spłatę sporych długów u człowieka, z których lepiej nie zadzierać. Zostaje on postawiony w sytuacji bez wyjścia, gdzie jego dłuż może zostać umorzony tylko pod jednym warunkiem. Musi się on dostać do niebywale silnie strzeżonej świątyni i ukraść drogocenny kamień.

Czwarta i ostatnia z historii „Parada wspomnień” osadzona jest w czasach bardziej współczesnych (rok 2006) i w bardziej swojskich dla nas klimatach. Jej bohaterem jest dziennikarz śledczy, który przez przypadek natrafia na temat, mogący być podstawą świetnego artykułu. Jego śledztwo związane jest z rzekomą katastrofą niezidentyfikowanego statku powietrznego w porcie Gdańsk w 1959 roku. O ile początkowo cała sprawa wydaje się być absurdalna, to im mocniej będzie się nie zagłębiać, tym bardziej będzie nią zainteresowany. Jego nadmierna ciekawość może okazać się mocno zgubna, szczególnie że pewne osoby chcą, aby pewne tajemnice na zawsze pozostały nieodkryte.

Wartka przygoda, ale…

Jeśli chodzi o jakość poszczególnych opowiadań, to nie można nim niczego zarzucić. Autor w swoim stylu kreśli tutaj dość różnorodne (pod względem ogólnego gatunku) opowieści, w których nie brakuje wyrazistych postaci, ciekawie nakreślonych wątków, licznych intryg, sporej nutki motywów nadprzyrodzonych, szczypty humoru i całej masy świetnie napisanych dynamicznych walk (tak dla niego charakterystycznych). Można byłoby więc powiedzieć, że jest lepiej niż dobrze i czytelnik będzie zadowolony z lektury. Wszystko to jest jednak bardzo mocno zależne od tego, czego tak naprawdę oczekuje się od tej publikacji. Jeśli (tak jak pisałem we wstępie), ktoś jest fanem ogólnej twórczości Wolffa i lubi jego dynamiczny styl prowadzenia scenariusza, to jak najbardziej będzie z książki zadowolony. Jeśli jednak nastawimy się od samego początku na publikację funkcjonującą jako część cyklu „Pierwsze starcie”, to raczej czeka nas pewne rozczarowanie. Umieszczone w książce historie, nie są bowiem w żaden mocniejszy sposób powiązane z fabułą trzech pierwszych tomów serii. Nie będziemy więc mogli poznać podpowiedzi na nurtujące nas pytania fabularne, które tlą się w głowie fana po zakończeniu lektury trzeciego tomu. Nie pozostaje nic innego jak tylko cierpliwie czekać i mieć nadzieje, że autor szybko uraczy nas „pełnoprawną” czwartą częścią.

Poprawna przystawka

Książkę Pierwsza Krew najlepiej jest więc traktować jako całkowicie osoby byt lub jako miłe i na swój sposób ciekawe uzupełnienie wymyślonego uniwersum. Tytuł potrafi zapewnić pokaźną dawkę literackiej rozrywki, pod warunkiem, że od samego początku będziemy wiedzieć co po nim oczekiwać. Jak dla mnie jest to całkiem poprawnie napisany „aperitifprzed czwartą częścią, która mam nadzieje, szybko zagości na półkach księgarni.


Dziękuję wydawnictwu Warbook za udostępnienie książki do recenzji.

  • 6/10
    Fabuła - 6/10
  • 7/10
    Styl - 7/10
  • 8/10
    Wydanie - 8/10
7/10
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x