
Kosmiczni piraci, starożytne ruiny i walka o przetrwanie to mieszanka, obok której żaden fan science fiction nie przejdzie obojętnie. Wszystko to można znaleźć w albumie OKP Dolores tom 7, który zabiera nas w kolejną podróż przez niebezpieczne planety, gdzie każda decyzja może kosztować życie. To również opowieść o determinacji, która prowadzi bohaterów przez mroczne tajemnice prosto w otchłań niebezpieczeństwa.
Mony łączy siły z wojownikami Wassajów, aby odbić swoją córkę Lunę z rąk bezwzględnego najemnika Sharkisa. Najkrótsza droga do celu wiedzie przez miasto Okotsha, zamieszkane przez niebezpieczne Cienie. W tym samym czasie uwięziona na skradzionym statku Luna próbuje sabotować działania łupieżców, chcących zniszczyć ostatnią puszczę na planecie Tishala dla zysku z paliw kopalnych. Wszystkie wątki zbiegają się w decydującej bitwie, która rozstrzygnie o losach mieszkańców planety oraz samej załogi Dolores.
Seria od samego początku oferuje odbiorcy mocną dawkę akcji połączonej ze świetnymi rysunkami. Nic więc dziwnego, że oczekiwania wobec OKP Dolores tom 7 były naprawdę duże, tym bardziej, że jest to dokończenie ciekawego wątku z poprzedniego tomu. Album pomimo swojej pewnej przewidywalności (znanej z poprzednich części) na szczęście dostarcza naprawdę satysfakcjonującą przygodę.
W przeciwieństwie do wcześniejszych tomów, gdzie humor i space opera mieszały się z piracką energią, tom siódmy kładzie większy nacisk mroczny klimat i wyraziste emocje. Już od pierwszych kadrów czuć napięcie, które towarzyszy bohaterom i udziela się też nam.
Jeśli chodzi o samą fabułę, OKP Dolores tom 7 skupia się na domknięciu wątków. Mamy tutaj klasyczny motyw walki dobra ze złem, gdzie z jednej strony mamy obrońców natury, a z drugiej chciwych najemników. Postać Sharkisa jako głównego złego wypada całkiem nieźle. Jest brutalny, wyrachowany i ma w sobie coś z szalonego naukowca. Jego konflikt z Mony jest osią napędową tego tomu i widać, że oboje nie cofną się przed niczym, by osiągnąć swój cel.
Historia rozwija się w naprawdę wartkim tempie, lecz równocześnie pozwala na pogłębienie postaci. Najlepiej to widać na przykładzie Mony, która przechodzi ewolucję od od bohaterki zmagającej się z własnym buntowniczym duchem do matki, która staje przed koniecznością odpowiedzialnych decyzji w ekstremalnych warunkach. Świetnie widać również rozwój Luny, której zaradność i zdolności mechaniczne pozwalają jej stawić czoła Sharkisowi.
Scenariusz ma jednak również swoje wady do których można zaliczyć przewidywalność pewnych wątków. Sam finał również nadmiernie nie zaskakuje. Jest on widowiskowy i poprawnie skonstruowany ale ale już w połowie albumu można przewidzieć jaka będzie końcówka. Nie wszystkim przypadnie też do gustu zmiana tonu w porównaniu z wcześniejszymi tomami, gdzie humor i lekkie odniesienia kulturowe były mocnym elementem serii. Niektórzy czytelnicy mogą narzekać na zepchnięcie niektórych postaci pobocznych (którzy ciekawie prezentowali się w poprzedniej odsłonie) na bardzo daleki plan.
Najmniejszych uwag nie można mieć tutaj za to do oprawy graficznej. Twórcy ponownie pokazują, że ich wyobraźnia jest niczym nieskrępowana, jeśli chodzi o projektowanie obcych światów. Miasto Okotsha wygląda po prostu obłędnie, jest brudne, mroczne i czuć w nim grozę. Cienie, które tam mieszkają, zostały przedstawione w sposób, który budzi autentyczny niepokój, co świetnie buduje klimat tej części opowieści. Kolorystyka jest nasycona i sugestywna, podkreślając zarówno napięcie, jak i tajemniczy klimat planety. Scenariusz i rysunki działają w nierozerwalnej symbiozie, czytelnik ma poczucie, że każdy kadr jest przemyślany i perfekcyjnie dopasowany do kolejnych scen.
OKP Dolores tom 7 zamyka cykl Tishali w sposób solidny i konsekwentny. Co prawda finał nadmiernie nie zaskakuje, ale na pewno dostarcza odbiorcy emocji i co najważniejsze przyjemnej dawki rozrywki sci-fi. Zarówno akcja, jak i refleksje nad naturą i przeszłością bohaterów współgrają tu ze sobą tworząc album, który satysfakcjonuje.
| PLUSY: | MINUSY: |
|
|
| OCENA: 8/10 |
Album dostarcza dokładnie tego, czego można było od niego oczekiwać (biorąc pod uwagę wcześniejsze części). To solidne rzemiosło komiksowe, które stawia kropkę nad i w historii planety Tishala. Historia angażuje, postacie rozwijają się wiarygodnie, a świat przedstawiony zachwyca szczegółami. Album nie rewolucjonizuje gatunku, ale jest bardzo satysfakcjonującą lekturą Dla kogo? Ta seria to idealna propozycja dla czytelników kochających widowiskowe space opery z silnymi bohaterkami i obłędną oprawą graficzną. |
| Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont. Komiks można również znaleźć w Komiksiarni Katowice i na Ceneo. |
Album dostarcza dokładnie tego, czego można było od niego oczekiwać (biorąc pod uwagę wcześniejsze części). To solidne rzemiosło komiksowe, które stawia kropkę nad i w historii planety Tishala. Historia angażuje, postacie rozwijają się wiarygodnie, a świat przedstawiony zachwyca szczegółami. 


