Kosmiczna wojna – recenzja książki Dzień Kolumba

Dzień Kolumba - recenzja książki

Dzień Kolumba to pierwszy tom nowej serii Expeditionary Force, która pojawiła się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Drageus Publishing House. Tytuł powinien zainteresować miłośników militarnego science-fiction z dużą dawką świetnego humoru.

Pewnego pięknego dnia

Cała historia zaczyna się pewnego pięknego dnia, kiedy Ameryka świętowała tytułowy Dzień Kolumba. Joe Bishop będący na przepustce z wojska, odpoczywał w spokojnym rodzinnym miasteczku w północnym Maine, kiedy to nagle ziemianie dowiedzieli się w dość drastycznych okolicznościach, że nie są sami w kosmosie. Planeta została najechana przez obcą rasę Ruharów, który swoją technologią daleko wyprzedzali każde państwo na świecie. Kiedy klęska wydawała się przesądzona, nagle najeźdźcy sami stali się obiektem ataku innej kosmicznej cywilizacji Kristangów. Wybawcy nie działali jednak z dobroci serca i ludzkość musiała się im jakoś odwdzięczyć. Najlepszym towarem eksportowym ziemi, okazali się ludzie, którzy w ramach Sił Ekspedycyjnych Narodów Zjednoczonych, mieli wyruszyć wraz z „sojusznikami” w kosmos, aby toczyć dalszą wojnę z Ruharami. Jednym z kosmicznych wojaków został również kapral Joe Bishop, którego dokonania podczas inwazji miały w niedalekiej przyszłości przynieść mu wiele zaszczytów i problemów.

Ciężkie początki

Przyznam, że początek pierwszego tomu nowego kosmicznego cyklu książkowego, jest dość specyficzny i może być mało zachęcający do dalszej lektury. Kosmiczni najeźdźcy wyglądem przypominający przerośnięte chomiki, dzielny amerykański żołnierz broniąca rodzinnego „wygwizdowa” poruszający się zdezelowanym pojazdem z malunkiem Barney’a i Smerfów… Jeśli jednak tylko czytelnik przebije się przez trochę zbytnio absurdalny początek (na całe szczęście bardzo krótki), to później otrzymuje całkiem dobrze napisaną i mocno rozrywkową powieść z szeroko pojętego gatunku sci-fi.

Sprawdzone schematy

Biorąc się za lekturę tego tytułu, należy mieć jedna pełną świadomość tego, że nie znajdziemy tuta niczego nazbyt odkrywczego. Craig Alanson sięga po pewne sprawdzone elementy tego typu literatury, dostosowując je do swoich potrzeb i łącząc je w spójną całość. Są więc ludzie wykorzystywani jako kosmiczni żołdacy, są różnorodne obce rasy (wyglądem przypominające chomiki, gady, koty, pajęczaki i bardziej znane nam małe szarawe ludziki itp.), jest wielka kosmiczna wojna, w której Ziemia nie odgrywa żadnej kluczowej roli, jest też nutka skomplikowanej galaktycznej polityki, w której nic nie jest nazbyt oczywiste. Każdy z wymienionych elementów pojawiał się wielokrotnie w dziesiątkach innych pozycji, jeśli jednak coś się sprawdza i nie jest jeszcze nadmiernie wyeksportowane, to nie ma sensu tego zmieniać.

Los żołnierza

Tak jak zostało to już wspomniane w samym wstępie, książka jest przedstawicielem militarnego sci-fi, z bardzo dużym naciskiem właśnie na aspekt wojskowy. Fabuła ukazana jest tutaj w pierwszoosobowej narracji głównego bohatera – Joe Bishopa, który staje się uczestnikiem wielu nieprzewidzianych sytuacji. Widowiskowa walka nie jest tutaj jednak nazbyt powszechna. Potyczki z wrogiem są raczej rodzajem przerywnika dla bardziej opisowego ukazania żołnierzy i ich umiejętności radzenia sobie w nowej rzeczywistości, która mocno odbiega od tego co sobie wyobrażali. Ma to również pewien bardzo duży wpływ na kreowanie przez twórcę całej kosmicznej otoczki. Obce rasy, ich technologie, nowe planety czy sama kosmiczna wojna w pierwszym tomie występują raczej w formie dodatku/tła dla działań ludzkich żołnierzy. Nie oznacza to, że jest nudno i nijako, warto jednak mieć na uwadze, jeśli liczy ktoś na naprawdę mocny akcent „sci-fi”.

Duża szczypta humoru

Tak naprawdę to wszystkie wydarzenia ukazane w pierwszej połowie książki, stanowią jedynie dłuższy wstęp do naprawdę ciekawej, zaskakującej i mocno żartobliwej dalszej fabuły. Chwila, kiedy główny bohater staje się mimowolnym towarzyszem niebywale rozwiniętej, mocno przebiegłej i strasznie złośliwej pradawnej sztucznej inteligencji, staje się punktem zwrotnym w całym scenariuszu. Od tego momentu powieść nabiera większej dynamiki, a relacje zachodzące pomiędzy ową dwójką wielokrotnie będą wywoływać na twarzy czytelnika mimowolnie pojawiający się szeroko uśmiech. Jest to również ten znaczący element fabuły, który mocno będzie wyróżniać serię na tle innych podobnych dzieł.

Kosmiczny czasoumilacz

Dzień Kolumba to naprawdę bardzo przyjemny początek nowego cyklu, który kreuje się jako świetny „czasoumilacz” z dużą dawką humoru (często bardzo sarkastycznego). Tytuł powinien więc zainteresować każdego miłośnika militarnego sci-fi, który poszukuje czegoś prostego zapewniającego dużą dawkę niezobowiązującego relaksu. Trudno na podstawie pierwszego tomu wyrokować jak potoczy się dalsza historia. Jednak nie sądzę, żeby tytuł spodobał się komuś poszukującemu bardziej dojrzałej kosmicznej sagi, tego rodzaju czytelnicy raczej powinni poszukać czegoś innego.


Dziękuję wydawnictwu Drageus Publishing House za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Dzięki uprzejmości wydawnictwa, jeden z czytelników ma okazję zdobyć egzemplarz Expeditionary Force 1: Dzień Kolumba. Zadanie konkursowe jest banalnie proste, należy w komentarzach napisać jakim tytułem lub serią twoim zdaniem powinien jeszcze zainteresować się miłośnik „militarnego sci-fi„. Zabawa trwa do 17 września (pod uwagę będę brane tylko komentarze dodane przed końcem tego dnia). Wysyłka książki nastąpi w terminie 14 dni roboczych za pośrednictwem Poczty Polskiej, od momentu podania przez zwycięzcę danych osobowych (wykorzystanych tylko w celu wysyłki nagrody).

 

7.5/10

Podsumowanie:

+ dobre wykorzystanie sprawdzonych elementów sci-fi;

+ świetny humor;

+ ciekawy głównych bohater;

– bardzo mało akcji bezpośrednio w kosmosie;

– troszkę zbyt „abstrakcyjny” początek;

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Michał

Dla fanów militarnego Science Fiction obowiązkową pozycją jest obecnie seria „Expanse”. Świenie napisane postaci, ciekawa fabuła i przede wszystkim fantastyczny świat przedstawiony, gdzie autorzy nie boją sięgać się po osadzone w nauce rozwiązania.

Huberto

Jak militarne sci-fi w kosmosie to polecam cykl Zaginiona Flota. Jest to dosyć lekka space opera, ale starcia kosmiczne opisane są bardzo dobrze i z uwzględnieniem ograniczenia prędkości światła, co bardzo wpływa na sposób planowania potyczek.

Dominik

Jest całe uniwersum które mozna polecić są także ale w jezyku angielskim tylko wydane logh niestety , jadnakże książki jakie moge polecić jest własciwie cykl star carrier opowiadający o wojnie miedzy obcymi i ziemianami a raczej federacją od 1 do 6 tomu gdzie mamy 2 plaszczyzny pierwsza z widoku zwyklego pilota pnącego sie w karierze i 2 z widoku dowodcy a raczej admirała a we wszystkim tym najlepsze są opisy walk w przestrzeni a na deswr dodam że wydało je to samo wydawnictwo czyli drageus publishing

Rafał

Same ciekawe propozycje, to żeby się wpasować i nie obniżać poprzeczki, polecę serię Frontlines Marko Kloosa. I tutaj świat głównego bohatera Andrew Graysona zostaje wywrócony do góry nogami z powodu najazdu obcych na ziemskie kolonie. Ale zagrożenie z kosmosu nie jest jedynym z jakim główny bohater musi się zmierzyć. Autor kreśli dodatkowo przykrą wizję naszej przyszłości, w którą umiejętnie wplata aktualne wątki polityczno-społeczne i pokazuje, że jak zwykle największym zagrożeniem jesteśmy sami dla siebie.

Krzysiek

Cała seria expeditionary force jest bardzo dobra i kolejne książki trzymają standard (z niewielkimi odchyleniami +/-). Co do seri jakie warto przeczytać(kolejność losowa) :
1)The frontiers saga by Ryk Brown.
2) Autor B. V. Larson I jego serię Rebel Fleet, Legion Nieśmiertelnych, czy Star Force.
3) seria Omega Force autor Joshua Dalzelle
4) seria Hayden War, autor Evan Currie
5) Jack Campbell i seria The Lost Fleet wraz ze spinoffami.
6) Ark Royal – seria autorstwa Christopher G. Nuttall.

6
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x