Lucky Luke: Jolly Jumper się nie odzywa – recenzja komiksu: najbardziej zwariowany Lucky Luke

Język / Language:


|

English


|

Deutsch


|

Français


|

Español


|

Italiano


|

日本語

Kadr z komiksu Lucky Luke przedstawiający kowboja siedzącego na grzbiecie konia Jolly Jumpera, który pasie się trawie.

Kiedy wierny wierzchowiec nagle odmawia dialogu, najszybszy rewolwerowiec Dzikiego Zachodu traci grunt pod nogami. Guillaume Bouzard w albumie Jolly Jumper się nie odzywa przewrotnie rozprawia się z legendą Lucky Luke’a. W tej recenzji komiksu sprawdzam, czy bezczelna parodia klasycznego westernu dorównuje oryginałowi Morrisa.


Lucky Luke przez lata przemierzał Dziki Zachód w towarzystwie Jolly Jumpera, który był dla niego nie tylko środkiem transportu, ale również wiernym kompanem i rozmówcą. Ich relacja stanowiła jeden z charakterystycznych elementów serii, dlatego jej nagłe zaburzenie staje się interesującym punktem wyjścia dla nowej opowieści. W albumie Guillaume’a Bouzarda koń postanawia bowiem zamilknąć i konsekwentnie ignorować swojego właściciela. Kowboj nie potrafi znaleźć przyczyny takiego zachowania, a kolejne próby naprawienia sytuacji przynoszą nieoczekiwane rezultaty. Równocześnie na jego drodze ponownie pojawiają się Daltonowie, co oznacza kolejne komplikacje. Tym razem jednak największym problemem bohatera nie musi być wcale kolejny przestępca. 

Sprawdźcie również nasze pozostałe recenzje komiksów, wśród których nie brakuje klasycznych serii dla dzieci i mniej oczywistych propozycji. 


Lucky Luke i obrażony Jolly Jumper. Pomysł na historię pełną absurdalnego humoru. 

Guillaume Bouzard podchodzi do jednej z najważniejszych serii europejskiego komiksu z bezczelnością, która nadaje albumowi wyjątkowo przewrotny charakter. Punktem wyjścia jest pomysł, któremu trudno odmówić komediowego potencjału: Jolly Jumper, wierny towarzysz Lucky Luke’a, nagle przestaje się do niego odzywać. Koń konsekwentnie ignoruje właściciela, rezygnuje z charakterystycznych komentarzy i nie reaguje na próby nawiązania kontaktu. Równolegle pojawia się sprawa Jacka Daltona, który podczas pobytu w więzieniu rozpoczyna strajk głodowy i chce rozmawiać wyłącznie z Lukiem. Zamiast epickiej przygody Bouzard proponuje więc czystą parodię, w której dobrze znane motywy serii zostają postawione na głowie.

Zestawienie obu problemów okazuje się znakomitym źródłem komizmu. Kowboj, który zwykle bez trudu radzi sobie z przestępcami, nagle nie potrafi porozumieć się z własnym koniem. Próbuje zmienić wygląd i zachowanie, by odzyskać jego sympatię, co prowadzi do serii zabawnych pomyłek. Bouzard świetnie wykorzystuje bezradność bohatera, podważając wizerunek nieomylnego rewolwerowca.

Największym atutem scenariusza jest swoboda w wykorzystywaniu charakterystycznych elementów uniwersum Morrisa. Autor nie ogranicza się do odtwarzania sprawdzonych schematów, lecz chętnie bawi się przyzwyczajeniami postaci i oczekiwaniami czytelników. Najlepiej wypada w pojedynczych scenach komediowych, w których absurd i autoironia idą w parze z dobrą znajomością serii.

Nie wszystko jednak działa równie dobrze. Największym problemem pozostaje konstrukcja opowieści, która momentami sprawia wrażenie podporządkowanej kolejnym pomysłom na żarty. Poszczególne epizody przypominają luźno powiązane skecze, a wątek Jolly Jumpera nie otrzymuje tak konsekwentnego rozwinięcia, jakiego można byłoby oczekiwać. Szkoda również, że przyczyna zachowania konia pozostaje bez jednoznacznego wyjaśnienia. Odniosłem wrażenie, że Bouzard nie wykorzystał w pełni potencjału własnego pomysłu.


Kryzys tożsamości na Dzikim Zachodzie: Nowe oblicze kultowych postaci

Guillaume Bouzard ciekawie podchodzi do bohaterów stworzonych przez Morrisa, pokazując ich z nieco innej strony. Lucky Luke nie jest tutaj wyłącznie opanowanym i pewnym siebie rewolwerowcem, lecz człowiekiem, który zupełnie nie radzi sobie z kryzysem w relacji z własnym koniem. Jego zagubienie i kolejne próby odzyskania sympatii Jolly Jumpera dostarczają wielu zabawnych sytuacji, a jednocześnie pozwalają spojrzeć na tę postać z większym dystansem.

Szczególnie interesująco wypada sam Jolly Jumper, który tym razem rezygnuje ze swojej roli błyskotliwego komentatora. Jego milczenie staje się głównym źródłem nieporozumień i napędza relację z Lukiem. Nie brakuje również charakterystycznego dla serii humoru z udziałem Daltonów. Bouzard potrafi jednak zaskoczyć nawet w przypadku dobrze znanych bohaterów.

Na drugim planie pojawiają się także Ma Dalton i Phil Defer. Ich obecność pozwala autorowi nawiązywać do komiksowej tradycji, ale przede wszystkim stwarza okazję do kolejnych absurdalnych sytuacji. Bohaterowie zachowują przy tym swoje rozpoznawalne cechy, dzięki czemu nawet najbardziej przerysowane pomysły nie odbierają im charakteru. Bouzard dobrze rozumie, co stanowi o ich wyjątkowości, i potrafi wykorzystać to do zabawy konwencją bez całkowitego zatracenia ducha serii.


Między nostalgią a pastiszem

Świat przedstawiony w albumie Bouzarda nie próbuje wiernie odtwarzać realiów Dzikiego Zachodu. To raczej umowna, mocno przerysowana sceneria, zbudowana z dobrze znanych westernowych motywów, która doskonale pasuje do parodystycznego charakteru opowieści. Miasto, lokalny urząd, więzienie czy zakurzone drogi pełnią przede wszystkim funkcję tła dla kolejnych wydarzeń. Autor nie poświęca wiele miejsca na rozbudowywanie otoczenia, ponieważ znacznie bardziej interesuje go wykorzystanie go do komediowych sytuacji.

Dominuje tu lekki, absurdalny humor i wyraźny dystans do mitologii Dzikiego Zachodu. Bouzard traktuje przedstawiony świat jak scenę, na której może swobodnie rozgrywać kolejne gagi. Niektóre kadry ograniczają tło do minimum, co dodatkowo podkreśla umowność całej konwencji. Moim zdaniem ten zabieg dobrze współgra z charakterem historii i pomaga zaakceptować jej specyficzny, momentami wręcz teatralny klimat.


Wielkie nosy, uproszczone postacie i ekspresyjny humor

Warstwa graficzna albumu wyraźnie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły nas klasyczne przygody Lucky Luke’a. Guillaume Bouzard posługuje się uproszczonym, miejscami wręcz szkicowym stylem, w którym dominują przerysowane proporcje postaci, charakterystyczne nosy i mocno wyeksponowane rysy twarzy. Nie próbuje naśladować Morrisa ani Achdé, lecz konsekwentnie stawia na własną estetykę. Niestety, nie jest to styl, który przypadł mi do gustu.

Rozumiem, że taka forma ma współgrać z absurdalnym humorem i podkreślać karykaturalny charakter opowieści. Ekspresyjne twarze, wyraziste kolory i oszczędne tła pomagają skupić uwagę na bohaterach oraz komediowych sytuacjach. Mimo to rysunki Bouzarda są dla mnie zbyt chaotyczne i mało atrakcyjne wizualnie. Brakuje mi w nich lekkości i charakterystycznej elegancji, które kojarzę z klasycznym wizerunkiem Lucky Luke’a. Oczywiście jest to kwestia indywidualnych preferencji, ale oprawa graficzna okazała się dla mnie jednym z najsłabszych elementów albumu i nie potrafiłem się do niej przekonać nawet po dłuższej lekturze.


Wady i niedociągnięcia

Największym ograniczeniem albumu jest brak odpowiednio mocnego połączenia poszczególnych pomysłów. Bouzard ma wyraźne wyczucie komizmu, ale nie zawsze potrafi nadać swoim żartom odpowiednią wagę w ramach całej historii. Niektóre rozwiązania wydają się istnieć przede wszystkim po to, żeby wywołać chwilowe rozbawienie, bez większego znaczenia dla dalszego przebiegu wydarzeń.

Dodatkowo niedopowiedzenie dotyczące Jolly Jumpera pozostawia pewien niedosyt. Nie każda zagadka wymaga dosłownego rozwiązania, jednak tutaj wyjściowy pomysł aż prosi się o bardziej satysfakcjonujące domknięcie.


Czy warto sięgnąć po Jolly Jumper się nie odzywa?

Jolly Jumper się nie odzywa to album, który najlepiej traktować jako swobodną, autorską zabawę legendarnym bohaterem, a nie próbę stworzenia kolejnej klasycznej przygody. Guillaume Bouzard ma pomysł na humor i potrafi wykorzystać znajomość serii do przygotowania wielu zabawnych sytuacji. Nie wszystkie elementy scenariusza zostały jednak równie dobrze dopracowane. Mimo tego chętnie poleciłbym ten komiks osobom, które lubią nietypowe interpretacje znanych bohaterów i nie oczekują wiernego odtworzenia stylu Morrisa.

   Świetny pomysł na kryzys relacji Lucky Luke’a z koniem. 

  Przewrotny humor i liczne nawiązania do serii.

  Udana parodia klasycznych westernowych schematów.

  Nierówna konstrukcja scenariusza.

  Niewykorzystany potencjał głównego wątku.

  Warstwa graficzna która nie każdemu będzie pasować.

 

OCENA: 7/10
Ocena komiksu Lucky Luke: Jolly Jumper się nie odzywa od Egmont PolskaAlbum Guillaume’a Bouzarda to autorska interpretacja Lucky Luke’a, w której klasyczny western ustępuje miejsca absurdalnej komedii i świadomemu łamaniu przyzwyczajeń odbiorców. Najważniejszym elementem tej wersji jest relacja kowboja z Jolly Jumperem, potraktowana jako źródło humoru, ale również okazja do pokazania mniej pewnej siebie strony głównego bohatera. Autor dobrze rozumie charakterystyczne elementy serii i potrafi przekształcać je w nieoczekiwane żarty. Nie zawsze jednak udaje mu się podporządkować wszystkie pomysły jednej, konsekwentnie rozwijanej historii. To komiks bardziej nastawiony na zabawę konwencją niż na stworzenie dopracowanej przygody. Dla kogo? Dla miłośników Lucky Luke’a, fanów europejskiego komiksu humorystycznego oraz czytelników lubiących parodie, absurd i nietypowe interpretacje znanych bohaterów.

Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont. Komiks można również znaleźć w Komiksiarni Katowice i na Ceneo.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x
PopKulturowy Kociołek
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.