
Nie każdy anioł ma prawdziwe skrzydła, niektóre noszą mini spódniczki, palą papierosy i potrafią wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej cierpliwego inspektora policji. Tak jest z bohaterką albumu Jestem zagubionym aniołem, w którym Jordi Lafebre ponownie serwuje nam koktajl z czarnego humoru, rodzinnych traum i barcelońskiego słońca. W poniższej recenzji komiksu dowiecie się, jak z pozornie prostego zlecenia narasta lawina wydarzeń prowadząca prosto przed oblicze policji i poznacie portret kobiety, która ucieka w śmiech, by nie musieć płakać nad otaczającą ją rzeczywistością.
Streszczenie fabuły Jestem zagubionym aniołem.
Eva Rojas, ekscentryczna psychoanalityczka z Barcelony, ponownie wpada w sam środek niebezpiecznej sprawy. Wszystko zaczyna się od zaginięcia Joao, młodej i obiecującej gwiazdy lokalnego klubu piłkarskiego, którego Eva jest terapeutką. Sytuacja komplikuje się drastycznie, gdy kobieta staje się jedynym świadkiem morderstwa neonazisty. Ścigana przez działaczy sportowych i twardą inspektor Merkel, Eva musi odnaleźć pacjenta, nie tracąc przy tym resztek autorytetu zawodowego.
Jordi Lafebre to artysta, który potrafi zamknąć w komiksowym kadrze naprawdę wiele emocji, o czym można było się przekonać w albumie Jestem ich milczeniem. Nie inaczej jest w przypadku tego tytułu.
Początkowo można odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia z klasycznym kryminałem. Zaginiony chłopak, podejrzane środowisko, brutalne morderstwo i bohaterka, która zbyt głęboko wchodzi w sprawy, które jej nie dotyczą. Tutaj nic nie jest jednak klasyczne, a już na pewno nie sposób prowadzenia narracji. Scenariusz oparty jest bowiem na retrospekcji. Eva opowiada o minionym tygodniu w obecności swojego psychiatry i policji. Zabieg ten jest genialny w swojej prostocie. Dzięki temu narracja zyskuje osobisty, niemal intymny charakter, pozwalając nam zajrzeć wprost do głowy bohaterki, w której kotłują się różne emocje.
Scenariusz.
To nie jest historia, którą się śledzi, ją się przeżywa razem z bohaterką, często równie zagubioną jak czytelnik. Brzmi to dość specyficznie, ale naprawdę potrafi mocno zaangażować. Autor bardzo świadomie buduje chaos, który odzwierciedla sposób myślenia Evy. Jej narracja jest impulsywna, emocjonalna i momentami wręcz histeryczna, ale jednocześnie hipnotyzująca.
Tempo opowieści jest zawrotne, co idealnie koresponduje z manią, w jakiej często znajduje się Eva. Autor nie pozwala czytelnikowi na nudę, żonglując różnymi wątkami.
Największą siłą Jestem zagubionym aniołem bez cienia wątpliwości jest sama bohaterka. Eva Rojas to postać, której nie da się zignorować. Jest chaotyczna, impulsywna, bezczelna, momentami irytująca, a jednocześnie niezwykle charyzmatyczna. Potrafi być błyskotliwa i kompletnie nieracjonalna w tej samej scenie. Jej relacje z innymi postaciami to prawdziwa kopalnia świetnych humorystycznych dialogów. Ciekawym elementem pozostają „głosy”, które towarzyszą Evie od dawna. To nie jest tani zabieg fabularny, lecz integralna część jej osobowości. Trzy kobiece postacie z jej przeszłości komentują wydarzenia, doradzają, kłócą się między sobą. Wprowadzają do historii element absurdu, ale też nadają jej głębi emocjonalnej. To właśnie ten element pokazuje, że „zagubiony anioł” z tytułu to nie tylko poetycka metafora, ale realny stan ducha Evy.
Problemy i niedoskonałości.
Mimo całej swojej energii i wyrazistego stylu album Jestem zagubionym aniołem nie jest albumem wolnym od potknięć. Najbardziej odczuwalnym problemem pozostaje konstrukcja samej intrygi kryminalnej, która szybko zdradza swoje kluczowe elementy i nie oferuje takiego poziomu zaskoczenia, jakiego można by oczekiwać po tak dynamicznym wstępie. Drugą słabością jest nierówne tempo opowieści. Fragmenty pełne dialogów i interakcji Evy z innymi postaciami potrafią pędzić i wciągać bez reszty, ale zdarzają się też momenty wyraźnego spowolnienia, które wynikają raczej z konstrukcji scen niż z realnej potrzeby fabularnej. Nie każdemu przypadnie również do gustu sposób prowadzenia narracji. Chaotyczna, skacząca między wątkami i emocjami relacja Evy bywa fascynująca, ale potrafi też trochę zmęczyć.

Rysunki.
Wizualnie Lafebre wspiął się kolejny raz na wyżyny. Jego kreska, łącząca realizm z delikatną, niemal karykaturalną ekspresją, jest niezwykle dynamiczna. Barcelona w jego wykonaniu jest świetlista, pełna życia, a jednocześnie duszna w scenach nocnych. Największe wrażenie robi sposób przedstawienia Evy. W jednej chwili jest pewna siebie i zmysłowa, w kolejnej wygląda jak zagubione dziecko. Ta zmienność została oddana z ogromną precyzją.
Kolorystyka zasługuje na osobne wyróżnienie. Ciepłe barwy nadają całości przyjemny, niemal przytulny klimat, który kontrastuje z momentami bardziej brutalnymi czy mrocznymi.
Czy warto przeczytać Jestem zagubionym aniołem?
Lafebre stworzył dzieło, które zostaje w głowie czytelnika długo po zamknięciu albumu. Owszem komiks ma swoje mniejsze i większe niedoskonałości ale i tak zapewnia doskonałą komiksową rozrywkę. To rzadki przypadek, gdy kontynuacja nie tylko dorównuje oryginałowi, ale w pewnych aspektach go przewyższa, oferując głębszy wgląd w duszę swojej bohaterki.
| PLUSY: | MINUSY: |
|
|
| OCENA: 9/10 |
![]() |
| Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Non Stop Comics. Serię można również znaleźć w ofercie Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Twórca Popkulturowego Kociołka. Z popkulturą i tworzeniem autorskich tekstów związany od 2002 roku. Specjalizuje się w tematyce kultury Japonii oraz rynku komiksowego. Jako publicysta od lat śledzi rozwój mangi i anime, zamieniając wieloletnią pasję w rzetelne recenzje i analizy literatury oraz gier.
