
Rynek komiksowy widział już setki, jeśli nie tysiące westernów. Zazwyczaj schemat jest ten sam: twardy facet z przeszłością, szybki rewolwer i jakaś mała mieścina. Kobiety w tych historiach najczęściej pełniły rolę tła. Komiks Kobiety z Dzikiego Zachodu wywraca jednak ten stolik, pokazując, że fundamenty Ameryki budowały też kobiety.
Akcja albumu Kobiety z Dzikiego Zachodu rozpoczyna się w 1974 roku, gdzie młoda dziennikarka Betty spotyka się z indiańską szamanką, aby poznać historie kobiet. Szamanka opowiada o losach pionierów, artystek i wojowniczek, których odwaga i spryt pozwoliły przetrwać w brutalnym świecie. Czytelnik śledzi różne epizody – od ucieczki porwanej Mary Draper Ingles, przez przygody eksploratorki Isabelli Bird, po życie niezależnej Stagecoach Mary. Każda historia pokazuje determinację bohaterek i ich walkę o wolność w męskim świecie.
Pierwszym, co rzuca się w oczy po otwarciu tego albumu, to jego ogromna różnorodność. Mamy tutaj do czynienia z bogatą antologią, gdzie każdy rozdział został narysowany przez kogoś innego. Większość zaproszonych artystów to zaś kobiety, co nadaje całości dodatkowej autentyczności.
Tiburce Oger zdecydował się skupić na kobietach często zapomnianych przez historię, przez co album nabiera rangi dokumentu i jednocześnie poruszającej opowieści. Poszczególne historie, choć krótkie, potrafią wciągnąć, zaskoczyć i wzruszyć. Każda kobieta przedstawiona w albumie ma własną, mocną osobowość i unikalną historię. Na przykład epizod Mary Draper Ingles, porwanej przez plemię Shawnee, przedstawia niesamowity marsz bohaterki przez setki kilometrów dzikiego terenu, co wciąga od pierwszej strony.
Kolejnym atutem jest wpleciony w album współczesny wątek – spotkanie Betty z szamanką – który łączy wszystkie opowieści i nadaje im ramę narracyjną. To subtelny zabieg, który pozwala spojrzeć na przeszłość oczami współczesnej kobiety, nadając komiksowi głębię i aktualność. Album nie boi się pokazać brutalności tamtej epoki, ale robi to w sposób wyważony – nie epatując przemocą, a raczej pokazując, jak bohaterki ją przetrwały i przekształciły w siłę.
Fabuła ma tu jednak również swoje drobne mankamenty. Niektóre z opowieści pozostawiają u czytelnika zauważalny niedosyt. Rozdziały kończą się zbyt gwałtownie. Czuje się, że autor miał materiał na znacznie dłuższą opowieść, ale musiał na siłę zmieścić się w narzuconym limicie stron. To powoduje, że niektóre puenty ulatują zbyt szybko i nie wybrzmiewają tak mocno, jak powinny. Jednak te drobne niedociągnięcia nie psują ogólnego wrażenia – album jest spójny, różnorodny i przede wszystkim pełen pasji, za którą stoją zarówno scenarzysta, jak i artyści.

Od strony wizualnej albumowi nie można kompletnie niczego zarzucić. Graficznie album bowiem zachwyca. Każda ilustratorka czy ilustrator ma swój charakterystyczny styl, dzięki czemu każda historia ma własny rytm i atmosferę. Przechodzimy tu od delikatnych akwareli, przez klasyczną kreskę franko-belgijską, aż po niemal oniryczne wizje. Gaëlle Hersent nadaje swojemu segmentowi poetycki i romantyczny ton, Miss Prickly wprowadza lekkość i nowoczesną energię, Laura Zuccheri i Isabelle Dethan budują napięcie dramatyczne, a Virginie Augustin i Nathalie Ferlut pokazują ciepło i ludzką głębię bohaterek. Każdy znajdzie tu więc coś dla siebie.
Kobiety z Dzikiego Zachodu to więc ambitne dzieło, które skutecznie odświeża skostniały gatunek westernu. Dzięki współpracy wielu utalentowanych artystów otrzymaliśmy album różnorodny pod względem graficznym i głęboki pod kątem treści. Mimo że niektóre historie kończą się zbyt szybko, zostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu, całość stanowi przejmujący hołd dla kobiecej siły. To jedna z tych pozycji, które po prostu warto przeczytać jeśli jest się fanem westernu.
| PLUSY: | MINIUS: |
|
|
| OCENA: 8/10 |
Komiks ten to przede wszystkim wielki hołd dla zapomnianych biografii, które nareszcie doczekały się odpowiedniej oprawy. Tiburce Oger udowadnia, że western ma jeszcze wiele do zaoferowania, jeśli tylko odważy się wyjść poza utarte schematy. To lektura, która uczy, wzrusza, a czasem złości na niesprawiedliwość świata. Dla kogo? To pozycja dla każdego fana westernu szukającego nowej perspektywy oraz dla czytelników ceniących ambitne, pięknie zilustrowane komiksy historyczne. |
| Album for review provided the release Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Katowice Comic Hall and Ceneo. |
Komiks ten to przede wszystkim wielki hołd dla zapomnianych biografii, które nareszcie doczekały się odpowiedniej oprawy. Tiburce Oger udowadnia, że western ma jeszcze wiele do zaoferowania, jeśli tylko odważy się wyjść poza utarte schematy. To lektura, która uczy, wzrusza, a czasem złości na niesprawiedliwość świata. Dla kogo? To pozycja dla każdego fana westernu szukającego nowej perspektywy oraz dla czytelników ceniących ambitne, pięknie zilustrowane komiksy historyczne.




