
Zakon św. Jerzego od lat skrywa sekrety, o które nikt nie odważył się zapytać, aż do teraz. W najnowszym albumie Dom Slaughterów tom 6 śledzimy losy Nolana, który zamiast przekładać papiery, musi stawić czoła koszmarowi zrodzonemu ze wspomnień. Ta recenzja komiksu przygotuje Was na opowieść zmieniającą zasady gry w całym uniwersum „Coś zabija dzieciaki”.
Dom Slaughterów tom 6 skupia się na losach Nolana, członka Lazurowych Masek, który zaczyna podejrzewać, że w Zakonie dzieje się coś bardzo niepokojącego. Jego rutynę przerywa pojawienie się Hermesa – przerażającego monstrum uwolnionego z totemu Edwina, które ewoluuje, żywiąc się traumami i wspomnieniami. Wspólnie z Edwinem i Baitem Nolan próbuje rozwikłać spisek dotyczący walki o władzę w Zakonie, jednocześnie uciekając przed bestią.
W świecie nowoczesnego komiksu grozy niewiele marek odniosło tak spektakularny sukces jak uniwersum stworzone przez Jamesa Tyniona IV. Kiedy „Coś zabija dzieciaki” uderzyło na rynek, czytelnicy pokochali postać Eriki Slaughter.
Album Dom Slaughterów tom 6 od pierwszych stron stawia czytelnika w samym centrum tajemnic Zakonu św. Jerzego i enigmatycznych Lazurowych Masek, które od dawna wzbudzały ciekawość fanów. Scenarzysta Sam Johns podjął się tu trudnego zadania – połączenia wątku polityki wewnątrz Domu z osobistym dramatem bohaterów i nadnaturalnym horrorem. Tytuł ma więc swoje niezaprzeczalne atuty, ale nie jest pozycją bez skazy – zwłaszcza jeśli porównać ten tom do głównej serii.
Głównym bohaterem tej opowieści jest Nolan. To postać odświeżająca, bo wyłamuje się ze schematu twardego łowcy w typie Eriki. Nolan należy do Lazurowych Masek. Jest on „urzędnikiem”, odpowiedzialnym za to, by cała ta machina mogła funkcjonować. Zadaniem Lazurowych Masek jest badanie próbek, archiwizacja danych i dbanie o sprzęt. Pojawienie się Hermesa uruchamia dynamiczną spiralę wydarzeń, w których autor stara się pokazać papierowych urzędników Zakonu jako aktywnych uczestników grozy tego uniwersum. Jest to ciekawe i na pewno odświeżające, ale narracja momentami potrafi gubić rytm. Przechodzenie od jednej sceny do drugiej bywa tu chaotyczne, a wątki czasami pozostają niewyjaśnione lub niepotrzebnie rozwleczone.
Mocnym punktem tego albumu jest z kolei pogłębienie tematu Totemów. Do tej pory wiedzieliśmy, że każdy łowca ma swoją maskotkę, która w jakiś sposób pomaga mu w walce. W tym tomie dowiadujemy się, jak przerażająca i traumatyczna jest więź między człowiekiem a jego totemem. Pojawienie się Hermesa, potwora uwolnionego z totemu Edwina, to punkt zwrotny. Hermes nie jest zwykłą bestią – to personifikacja żalu, straty i bólu. Fakt, że ewoluuje on na bazie wspomnień świadków masakry w letnim obozie, nadaje fabule głębi psychologicznej, której często brakuje w standardowych slasherach. To właśnie tutaj Dom Slaughterów tom 6 błyszczy najjaśniej. Koncepcja, że te „pomocne” przedmioty są tak naprawdę pasożytami żerującymi na najgorszych chwilach życia łowców, jest genialna w swojej prostocie i brutalności.

Kolejna zaleta to warstwa wizualna. Rysunki Letizii Cadonici, wspierane kolorystyką Francesco Segali, tworzą atmosferę, która w pełni oddaje mroczny klimat uniwersum. Kadry są bogate w detale, a mimika bohaterów jest świetnie ukazana nawet wtedy, gdy ich twarze ukryte są za maskami. Widać tu konsekwencję w estetyce, która od pierwszego tomu budowała rozpoznawalny styl serii.
Podsumowując, Dom Slaughterów tom 6 to komiks, który ma wiele mocnych punktów. Jednak powyższa recenzja komiksu pokazała, że album ma też swoje niedoskonałości. Dla fanów Slaughterverse nie będą one jednak miały większego znaczenia, a całość i tak zapewni im doskonałą dawkę komiksowej rozrywki.
| PLUSY: | MINUSY: |
|
|
| OCENA: 7/10 |
Szósty tom stanowi odważną próbę wyjścia poza schemat prostego polowania na potwory, skupiając się na wewnętrznym rozkładzie Zakonu. Autorzy postawili na gęstą atmosferę psychologicznego horroru, co nadaje serii unikalnego charakteru na tle głównego cyklu. Choć scenariusz miewa problemy, całość zapewnia należytą porcję dobrej komiksowej grozy. Dla kogo? Seria dla miłośników mrocznych mitologii i horroru, którzy od akcji wolą zgłębianie tajemnic i skomplikowanych struktur tajnych stowarzyszeń. |
| Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Non Stop Comics. Serię można również znaleźć w ofercie Komiksiarnia Katowice i Ceneo. |
Szósty tom stanowi odważną próbę wyjścia poza schemat prostego polowania na potwory, skupiając się na wewnętrznym rozkładzie Zakonu. Autorzy postawili na gęstą atmosferę psychologicznego horroru, co nadaje serii unikalnego charakteru na tle głównego cyklu. Choć scenariusz miewa problemy, całość zapewnia należytą porcję dobrej komiksowej grozy. Dla kogo? Seria dla miłośników mrocznych mitologii i horroru, którzy od akcji wolą zgłębianie tajemnic i skomplikowanych struktur tajnych stowarzyszeń.


