
Uwielbiam tytuły, których tematyka nie należy do zakresu moich zainteresowań, a jednak okazują się one wspaniałym doświadczeniem. Jednym z takich przedmiotów, które na co dzień omijam jest taniec. Ten jest jednak w sercu anime, które w 2025 roku skradło moje serce. Jest nim Wandance.
Niektórzy mogą uznać, że taniec współczesny, to nie jest ciekawy temat dla animacji. Po kilku odcinkach Wandance zmienią jedna zdanie. Okazuje się bowiem, że nawet tego rodzaju anime potrafi być zaskakująco wciągające i bardzo autentyczne. To nie jest sportowe anime, ani klasyczna szkolna historia o chęci bycia najlepszym. To opowieść o wyrażaniu siebie właśnie przez taniec, a zarazem o ludzkiej wrażliwości i przełamywaniu barier — często tych we własnej głowie.
Punkt wyjścia serialu nie należy do najbardziej skomplikowanych. Jest czytelny i zrozumiały dla każdego odbiorcy. Główny bohater, Kaboku Kotani, nieco przypadkowo, trafia do świata tańca współczesnego. Wciąga go tam Hikari Wanda, niezwykle utalentowana, zarażająca miłością do tańca dziewczyna. Choć zaczynają od wspólnego tańca, z dala od wścibskich oczu, wkrótce dołączają do szkolnego klubu, rozwijając swoje umiejętności.
Wandance nie zmierza do wielkich turniejów, czy zaciętej rywalizacji tancerzy. Te, oczywiście się zdarzają, ale nie leżą w sercu animacji. Jesteśmy za to bardzo blisko głównych bohaterów. Z boku przyglądamy się czynionym przez nich postępom, ich wzlotom i upadkom. Serial stawia na szczerość i intymność. Liczą się prawdziwe emocje, które mają zostać przeniesione na taniec.
Co jest największą siłą Wandance? Na równie z czystymi, nieokiełznanymi emocjami stoi zdecydowanie animacja tańca. Twórcy wykonali według mnie kawał doskonałej roboty. Ruchy są płynne, czasem wręcz hipnotyzujące, a kamera wydaje się tańczyć razem z bohaterami. Biorąc pod uwagę współczesne możliwości, taniec prezentuje się naprawdę wiarygodnie, czy dotyczy początkujących, czy najlepszych tancerzy. Ich ciała są prawdziwe nie idealne, nie sprawiają wrażenia sztucznych. Animatorzy wiedzą jak ruchy bohaterów umieścić w centrum danej sceny.
Na plus należy również zaliczyć dwójkę głównych bohaterów. Kabo nie jest ani geniuszem, ani utalentowanym zawodnikiem, który w końcu może się wykazać. To jąkający się nastolatek z problemami z komunikacją. Przekonuje się jednak, że przemawiać z serca pozwala mu taniec oraz nowo poznana Wanda. Dziewczyna to jego przeciwieństwo. Pewna siebie ekstrawertyczka, dla której taniec jest pasją i wielką miłością. Musi jednak mierzyć się z presją, którą sama zresztą sobie narzuca.
Postacie drugoplanowe nie są tutaj tylko tłem, ale animacja zdecydowanie słabiej się na nich skupia. Dzięki nim poznajemy jednak inne style, czy motywacje stojące za tańcem. Odgrywają oni jednak swoją rolę, wpływając na dwójkę głównych bohaterów. Czy dotyczy to liderki klubu tanecznego, On, która dostrzega talent Wandy, czy Ioriego, który staje się w jakimś stopniu wzorem dla Kabo, udzielając mu ważnych porad.
W parze z tańcem idzie świetna ścieżka dźwiękowa. Taneczne pokazy, czy nawet pojedynki mają w sobie dużo dynamiki i adrenaliny. Dominują tutaj rap, muzyka elektroniczna, czy house, ale nie brakuje elementów innych gatunków. W serialu usłyszycie utwory takich artystów jak Yūjin Aramaki, Alisa, Black Boboi, Daigo Sakuragi, FUNI, GZO, Hidetake Takayama, Jazztronik, czy JiN,Seann Bowe.
Wandance to świeża i oryginalna animacja, która otworzyła mnie na świat tańca. Sprawia wrażenie realistycznej historii, choć za sprawą jej emocjonalnej, wyciszonej narracji potrafi zaginąć w natłoku efektownych anime. Wiarygodna fabuła jednak bardzo wciąga, a my szybko stajemy się przyjaciółmi Kabo i Wandy. Jak zaczniecie oglądać, to szybko się nie oderwiecie.
| PLUSY: | MINUSY: |
| OCENA: 8/10 |
|
Produkcja ta mistrzowsko operuje ciszą i subtelnością, pozwalając, by to mowa ciała wypełniała luki tam, gdzie słowa zawodzą głównego bohatera. Zamiast widowiskowych efektów specjalnych, twórcy postawili na techniczny kunszt i anatomiczną precyzję, co nadaje każdemu krokowi niemal namacalny ciężar. To rzadki przypadek opowieści, która potrafi zachwycić widza samym procesem nauki i pokonywania wstydu, nie potrzebując do tego wielkiej sceny ani blasku jupiterów. Dla kogo? Pozycja obowiązkowa dla osób szukających dojrzałych, nastrojowych historii o introwertykach, którzy uczą się komunikacji ze światem w sposób wykraczający poza ramy zwykłej rozmowy.


