Universal Monsters: Dracula – recenzja komiksu.

Universal Monsters: Dracula - recenzja komiksu.

Postać najsłynniejszego wampira w historii powraca w zupełnie nowej odsłonie, która może mocno zaskoczyć nawet największych fanów gatunku. Duet James Tynion IV i Martin Simmonds wziął na warsztat legendę i postanowił opowiedzieć ją z perspektywy, o której rzadko się myśli. To nie jest kolejna zwykła adaptacja, ale wizualny spektakl, w którym Dracula pokazuje swoje nowe oblicze.


Komiks Dracula rozpoczyna się w londyńskim zakładzie psychiatrycznym doktora Johna Sewarda, gdzie trafia nowy pacjent – tajemniczy Renfield. Mężczyzna opowiada o potężnym „panu”, który przybył do Anglii i zamieszkał w pobliżu. Podczas gdy doktor próbuje racjonalizować brednie szaleńca zjadającego owady, w mieście zaczynają dziać się rzeczy wymykające się logice. Cień hrabiego Draculi pada na najbliższych Sewarda, a jego córka zaczyna ulegać niebezpiecznemu urokowi tajemniczego przybysza.


Kiedy słyszymy hasło „komiks Dracula”, przed oczami stają nam dziesiątki obrazów – od klasycznych kadrów z lat 70., przez mangowe interpretacje, aż po wierne adaptacje powieści Brama Stokera. Wydawałoby się, że o wampirzym hrabim powiedziano już wszystko.  

Jednak propozycja od wydawnictwa Lost in Time, stworzona przez duet James Tynion IV i Martin Simmonds, to coś zupełnie innego. To nie jest próba ponownego przepisania książki, ale hołd złożony kinu, a konkretnie filmowej wersji z 1931 roku z Belą Lugosim w roli głównej. 

Zanim zagłębimy się w detale, warto zrozumieć, czym komiks Dracula właściwie jest. Projekt Universal Monsters powstał we współpracy z wytwórnią Universal, a jego celem jest odświeżenie wizerunku klasycznych potworów. Tynion IV nie próbuje więc tu konkurować z filmowym oryginałem. On go uzupełnia. Wykorzystuje on luki w filmowym scenariuszu, dopowiada to, co działo się poza kadrem, i nadaje całości współczesny, psychologiczny sznyt.

Największym zaskoczeniem scenariuszowym jest tu przesunięcie środka ciężkości. Choć tytuł sugeruje, że głównym bohaterem będzie Dracula, to tak naprawdę komiks jest historią Renfielda. To on, zamknięty w celi asylu doktora Sewarda, staje się naszym przewodnikiem po tym świecie. James Tynion IV wykonał tu niesamowitą pracę, zmieniając postać kojarzoną często z komediowym szaleństwem w postać tragiczną, głęboką i budzącą autentyczne współczucie.

Ten zabieg działa zaskakująco dobrze. Dzięki temu komiks Dracula zyskuje bardziej ludzki wymiar. Zamiast obserwować tylko kolejne ofiary potwora, widzimy historię człowieka, który został przez tego potwora całkowicie podporządkowany. Renfield jest jednocześnie przerażający i budzący współczucie. Jego obsesje i momenty desperacji sprawiają, że trudno go traktować wyłącznie jako klasycznego „szalonego”.

W tym wszystkim Dracula pozostaje raczej cieniem unoszącym się nad historią. Nie pojawia się tak często jak można by się spodziewać po komiksie noszącym jego imię. Nie jest też wylewny – wręcz przeciwnie. Hrabia wypowiada niewiele słów, a jego obecność częściej sugerują wydarzenia niż dialogi.

Nie wszystkim czytelnikom taki pomysł musi się jednak spodobać. Wielu fanów wampira może oczekiwać większej liczby scen z jego udziałem. Komiks stawia jednak na atmosferę i budowanie napięcia, a nie na spektakularne wydarzenia.

Kolejny plus tytułu to również udane nawiązania do szerszego uniwersum Universal Monsters. Pojawiają się tu subtelne mrugnięcia okiem do fanów kina, jak choćby wątki medyczne dotyczące chorób krwi, które rozwijano w późniejszych filmach z tej serii. Doktor Seward, próbujący walczyć z wampiryzmem za pomocą transfuzji, to postać tragiczna w swoim uporze przy naukowym racjonalizmie. Jego zderzenie z Van Helsingiem, który tutaj jest przedstawiony jako nieco ekscentryczny, niemal wyklęty badacz, dodaje historii dynamiki.

Przykładowa plansza Universal Monsters: Dracula
Przykładowa plansza Universal Monsters: Dracula / Źródło: Lost in Time.

Nie da się pisać o tym albumie, nie poświęcając uwagi samej oprawie graficznej. Styl Martina Simmondsa to brudna, ekspresjonistyczna akwarela połączona z techniką kolażu (znana chociażby z serii Departament Prawdy). Dracula w jego wykonaniu to festiwal czerwieni, czerni i brudnej bieli. Artysta operuje plamami barwnymi w taki sposób, że niektóre kadry wyglądają jak wyjęte z gorączkowego snu. Szczególnie imponujące jest to, jak przedstawia on wampira. Dracula często zlewa się z tłem, jest kłębem cieni, dymu i nietoperzy, z którego wyłaniają się tylko czerwone, przekrwione oczy. To buduje niesamowitą atmosferę osaczenia.

Genialnym zabiegiem jest też sposób rysowania Renfielda. Jego twarz jest często niemal białą plamą, pozbawioną wyraźnych rysów, co idealnie oddaje jego utratę tożsamości na rzecz pana. Z kolei sceny dziejące się w Londynie mają w sobie ten specyficzny, mglisty urok wiktoriańskiej Anglii, który czujemy niemal wszystkimi zmysłami. Simmonds ponadto nie boi się drastycznych scen – krew na stronach tego albumu nie jest tylko elementem fabuły, ona jest niemal osobnym bohaterem, rozlewającym się po marginesach, dominującym nad każdą inną barwą.

Czy ten komiks ma jakieś wady? Oczywiście! Nie jest to pozycja idealna i dla każdego. Największym zarzutem może być tu tempo narracji w drugiej połowie albumu. O ile początek, skupiony na asylu i budowaniu atmosfery, jest mistrzowski, o tyle finał może wydawać się nieco pospieszny. Konfrontacja z hrabią, na którą czekamy przez cały album, zostaje rozwiązana dość gwałtownie. Innym aspektem jest sama warstwa graficzna. Styl Simmondsa jest specyficzny – momentami kadry stają się tak abstrakcyjne, że trudno odczytać, co dokładnie się na nich dzieje.

Pomimo swoich niedociągnięć komiks Dracula to niezwykle interesująca reinterpretacja klasycznej historii o wampirze. Twórcy skupiając się bardziej na atmosferze i psychologii postaci niż na samej akcji, pozwalają dostrzec w tej opowieści nowy nieznany wymiar, który angażuje od pierwszej do ostatniej strony.


PLUSY: MINUSY:

  • Świeże podejście do postaci Renfielda.
  • Gęsty, niepokojący klimat horroru.
  • Odświeżone spojrzenie na dobrze znaną historię.
  • Klimatyczna oprawa graficzna…

  • … która nie każdemu będzie musiała pasować.
  • Nieco pospieszny finał opowieści.
  • Historia jest stosunkowo krótka.

 

OCENA: 8/10
Ocena komiksu Universal Monsters: DraculaKomiks Dracula pokazuje, że nawet tak znana historia może zostać opowiedziana w ciekawy sposób. Największe wrażenie robi warstwa wizualna oraz mroczny klimat, który utrzymuje się od pierwszej do ostatniej strony. Bardzo dobrze wypada też pomysł, by większy nacisk położyć na postać Renfielda. Nie wszystkie wątki mają jednak tyle miejsca, ile mogłyby dostać. Mimo to jest to komiks, który zdecydowanie warto poznać. Dla kogo? Dla fanów horroru, klasycznych historii o wampirach oraz czytelników lubiących mroczne, artystyczne komiksy.

Album do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time. Komiks można również znaleźć na Komiksiarnia Katowice i Ceneo.

 

Dodaj komentarz