
Rynek kontrolerów firm trzecich rozwija się w ostatnich latach w błyskawicznym tempie. Coraz więcej producentów stara się wyróżnić dodatkowymi funkcjami czy wyglądem. Swoich sił próbuje również marka Manba ze swoim kontrolerem Manba One. Sprzętem, który obok ciekawego nowoczesnego wyglądu czy czujników Halla, oferuje również wbudowany ekran na froncie pada. Czy ten ostatni element to realna wartość dodana, czy tylko marketingowy chwyt? Można się o tym przekonać poświęcając czas na przeczytanie poniższej recenzji.
Manba One to sprzęt, który bez wątpienia intryguje już od pierwszego spojrzenia na pudełko. Producent postawił tu bowiem na pełną niezależność od oprogramowania zewnętrznego i personalizację „w locie”. Czy to jednak wystarczy, aby zachwycić graczy?
Zawartość opakowania.
Pad przyjeżdża do nas w czarnym, schludnym kartonie z obwolutą, która od razu zdradza, z jaką wersją kolorystyczną mamy do czynienia (do wyboru biała i czarna). W środku, oprócz samego kontrolera, znajdziemy również dedykowaną stację dokującą, metrowy kabel USB-C (prosty, czarny, bez oplotu, ale solidny), adapter 2.4G do bezprzewodowego połączenia, instrukcję, dwa dodatkowe analogi oraz folię ochronną na ekran. Całość sprawia wrażenie przemyślanego kompletu, który po wyjęciu z pudełka jest od razu gotowy do użytkowania. Jak na sprzęt warty w granicach 300 zł śmiało można napisać, że jest to zestaw bogaty.

Wygląd i wykonanie.
Gdyby nie centralnie umieszczony 2-calowy ekran, Manba One przypominałby klasyczny kontroler w stylu Xboxa. Kontroler jest masywny i ciężki, sprawia więc wrażenie bardzo solidnego. Pomimo swojej wagi bardzo dobrze trzyma się go w dłoniach i nie odczuwa się jego ciężaru nawet podczas długich sesji zabawy.
Manba One oferuje kilka opcji łączności – zarówno przewodową przez USB-C, jak i bezprzewodową poprzez Bluetooth lub dedykowany adapter 2.4G. Kontroler jest kompatybilny z PC, Nintendo Switch oraz urządzeniami mobilnymi, niestety zabrakło tu wsparcia dla konsol PlayStation i Xbox.
Jakość plastików stoi na wysokim poziomie, choć nie jest to jeszcze poziom „premium”. Transparentny panel frontowy (w wersji białej) odsłania srebrne wnętrze, a boczne paski RGB dodają mu „gamingowego” charakteru. Front kontrolera jest magnetyczny i zdejmowalny, co otwiera drogę do przyszłej personalizacji. Panel frontowy nie jest jednak hermetycznie szczelny. Powoduje to niestety, że znajdujące się pod nim zagłębienia lubią łapać kurz, i jest to jedyna wada projektowa, do której można się tu przyczepić.
Przyciski systemowe przeniesiono na dół obudowy, by zrobić miejsce dla ekranu, co wymaga chwili przyzwyczajenia. Centralnym punktem designu jest oczywiście dwucalowy ekran. Wyświetlacz ma przyzwoite kąty widzenia i jasność, która pozwala na komfortowe odczytywanie komunikatów nawet w nasłonecznionym pokoju.
Gripy od spodu zostały pokryte chropowatą teksturą, dzięki czemu pad trzyma się stabilniej. Na spodzie kontrolera znajduje się: fizyczny przełącznik zasilania, suwaki blokady triggerów, które działają płynnie i są łatwo wyczuwalne pod palcem bez odrywania wzroku od telewizora oraz cztery dodatkowe łopatki. Łopatki rozmieszczono po dwie na każdą stronę. Górne łopatki posiadają charakterystyczną, prążkowaną fakturę, co pozwala błyskawicznie odróżnić je od dolnych, gładkich przycisków.
Drążki analogowe posiadają wokół swojej osi specjalne pierścienie o niskim współczynniku tarcia. Same nakładki na analogi są wygodne, ale dość małe, szczególnie jeśli ktoś ma naprawdę duże palce. D-pad został osadzony stabilnie. Nie chwieje się na boki. Działa precyzyjnie przy ruchach kierunkowych, większość graczy powinna być z niego zadowolona. Same przyciski główne ABXY mają srebrne wykończenie, co dodaje całości elegancji. Przyciski są lekko miękkie w odbiciu.

Wrażenia z użytkowania.
Pad wypełnia dłoń w sposób więcej niż satysfakcjonujący, dając poczucie pełnej kontroli nad każdą akcją. Duże, szerokie gripy sprawiają, że nawet osoby o potężnych dłoniach znajdą tu mnóstwo miejsca dla swoich palców. Kciuki w naturalny sposób lądują na drążkach analogowych. Oparte są one na czujnikach Halla (K-Silver JH16) co daje gwarancję braku dryftu analogów w przyszłości. Są one fabrycznie skalibrowane niemal perfekcyjnie – błąd kołowości jest marginalny, a martwe strefy można całkowicie wyeliminować w ustawieniach. Jedyne do czego można się tu doczepić to ich wielkość.
Prawdziwą gwiazdą są tutaj przyciski główne, dzięki zastosowaniu mikroprzełączników typu mecha-tactile. Każde naciśnięcie kwitowane jest błyskawicznym, krótkim kliknięciem, które pod względem czucia przypomina myszki gamingowe. Reakcja przycisków jest natychmiastowa, co sprawia, że w grach wymagających szybkiego „mashowania”, czujemy ogromną przewagę nad standardowymi rozwiązaniami membranowymi. Nie ma tu mowy o żadnej gąbczastości czy niepewności. Warto zaznaczyć, że skok jest na tyle krótki, że palec nie męczy się nawet przy bardzo intensywnym wciskaniu w dynamicznych grach akcji.
Jeśli chodzi o bumbery i spusty, Manba One oferuje unikalne połączenie nowoczesnych rozwiązań z klasycznym czuciem ich pod palcami. Bumpery są dobrze wyprofilowane i łatwo je aktywować na całej ich długości, choć czasem można wyczuć na nich delikatne luzy boczne. Nie wpływa to jednak na samą rozgrywkę, a ich klik jest wyraźny. Triggery, oparte na czujnikach Halla, są tu idealnie dopasowane do osób o mniejszych i średnich dłoniach. Ktoś o naprawdę dużych palcach może mieć pewien problem z komfortowym korzystaniem z nich. Sprężyny w spustach oferują doskonały opór, co sprawia, że w wyścigach czucie gazu i hamulca jest bardzo intuicyjne i precyzyjne. Zastosowane blokady triggerów pozwala zaś na mechaniczne skrócenie ich drogi, co w strzelankach drastycznie przyspiesza moment wystrzału. Choć nie jest to system tak zaawansowany jak w najdroższych modelach konkurencji, w praktyce działa bez zarzutu i daje realną korzyść w grach sieciowych
Największym wyróżnikiem, ale też zaletą pada jest umieszczony w centralnej jego części ekranik. Funkcjonalność tego wyświetlacza eliminuje potrzebę sięgania do instrukcji obsługi czy instalowania oprogramowania na PC. Z poziomu menu na ekranie możesz błyskawicznie zmienić mapowanie tylnych przycisków, dopasowując je do aktualnie uruchomionej gry. Możesz też w locie regulować martwe strefy analogów. Jasność wyświetlacza i nasycenie kolorów sprawiają, że konfiguracja jest czytelna nawet przy zgaszonym świetle, co docenią nocni gracze. Nawigacja po menu wyświetlacza odbywa się za pomocą przycisków funkcyjnych umieszczonych w dolnej części pada. Jest to rozwiązanie niezwykle wygodne i na tyle intuicyjne, że już po kilku minutach konfiguracja parametrów staje się błyskawiczna.

Kontroler Manba One w grach.
W grach przygodowych/RPG, pad sprawuje się wyśmienicie, pozwalając czerpać pełnię przyjemności z zabawy. Precyzyjne analogi pozwalały na płynne sterowanie kamerą. Warto jednak wspomnieć, że w specyficznych warunkach, przy ustawieniu martwych stref na absolutne zero, może wystąpić nadwrażliwość drążków. Jest to jednak cecha, którą łatwo skorygować wbudowanym systemem kalibracji. Pad doskonale radzi sobie również z wibracjami, które są asymetryczne i dają bardzo różnorodne odczucia.
W grach typu FPS, Manba One pokazuje swoje najbardziej drapieżne oblicze. Kluczowym elementem jest tutaj ekstremalnie wysoka czułość drążków, która objawia się po ustawieniu martwych stref na zero. Dla graczy bazujących na odruchu, takie ustawienie to potężne ułatwienie. Pad reaguje bowiem na najmniejsze napięcie mięśni kciuka. O ile świetnie sprawdza się to przy precyzyjnym snajpieniu, to bieganie ze strzelbą i szerokie obroty kamerą mogą na początku wydawać się nieco chaotyczne i trudne do opanowania.
W grach wyścigowych triggery oparte na czujnikach Halla oferują bardzo przyjemny i przewidywalny opór sprężyny. W praktyce oznacza to, że precyzyjne dozowanie gazu i hamulca jest intuicyjne. Nie ma tu efektu „skoku”, a każde milimetrowe wciśnięcie spustu przekłada się na odpowiednią reakcję silnika w grze. Analogi również zasługują na pochwałę w tym gatunku. Dzięki doskonałej kalibracji i niemal idealnie okrągłemu wzorcowi ruchu, wchodzenie w długie łuki i korygowanie toru jazdy jest bardzo płynne.
W bijatykach swoją robotę robią z kolei przyciski główne. Dzięki zastosowaniu mikroprzełączników mecha-tactile, czas od naciśnięcia do aktywacji ciosu jest skrócony do minimum. Klik jest twardy, krótki i bardzo wyraźny, co daje graczowi pewność, że komenda została przyjęta przez kontroler. Niestety, entuzjazm nieco opada przy ocenie krzyżaka. Dla większości niedzielnych graczy jest on w pełni wystarczający. Ktoś jednak bardziej wymagający będzie miał tu zastrzeżenia. Kciuk nie ma tu bowiem tak pewnego oparcia, jak w przypadku bardziej wypukłych konstrukcji, co przy bardzo szybkich ruchach może prowadzić do nieprecyzyjnych wejść.
![]() |
![]() |
Manba One sprawdza się więc wyśmienicie w każdym gatunku elektronicznej rozrywki. Nie jest to jednak kontroler dla najbardziej wymagających e-sportowców. W trybie 2.4G pad notuje bowiem zauważalny lag w trybie 2.4G i pewne rozbieżności w synchronizacji.
Przyciski mają bardzo dobre wyniki. Przez kabel to ok. 6 ms, a bezprzewodowo (2.4G) ok. 15 ms. Analogi w trybie bezprzewodowym 2.4G średni lag analogów to aż 35 ms. Oznacza to, że występuje blisko 20 ms różnicy między momentem, gdy pad zarejestruje wciśnięcie przycisku, a momentem, gdy zarejestruje ruch gałką.
Jeśli chodzi o Polling Rate to po kablu jest to imponujące 800 Hz. W przypadku łączności 2.4G, mamy jednak spadek do około 300 Hz, a przy Bluetooth jest to około 150 Hz. Przy łączności bezprzewodowej nadal jest to doskonały wynik dla mniej wymagających graczy, ale dla profesjonalistów nie jest to wystarczające.

Bateria.
Jeśli weźmiemy tu pod uwagę wbudowany ekran, kwestia wydajności baterii może budzić obawy. Producent jednak stanął na wysokości zadania montując w padzie akumulator o pojemności 1800 mAh. W praktyce oznacza to około 8–10 godzin zabawy z aktywnym RGB i maksymalnie podświetlonym ekranem. Maksymalny czas pracy, jaki udało się wycisnąć z tego urządzenia, oscyluje w okolicach 12 godzin, co jest wynikiem rewelacyjnym. Trzeba jednak wtedy zrezygnować z podświetlania (które i tak moim zdaniem jest zbędne) i maksymalnie ściemnić ekran.
Proces ładowania jest równie bezproblemowy dzięki dołączonej do zestawu stacji dokującej. Pad posiada na spodzie magnetyczne złącza, które po prostu muszą zetknąć się z pinami na docku. Wystarczy go odłożyć, aby rozpoczął się proces ładowania.

Podsumowanie.
Manba One to kontroler, który udowadnia, że innowacje nie muszą kosztować majątku. Choć ekran wydaje się początkowo gadżetem, szybko staje się centrum dowodzenia, które sprawia, że inne pady wydają się przestarzałe. Solidne wykonanie, świetne przełączniki mecha-tactile i dołączona stacja dokująca czynią z niego jedną z najciekawszych propozycji dla graczy którzy cenią sobie wygodę i funkcjonalność, ale nie są profesjonalistami.
| PLUSY: | MINUSY: |
|
|
Sprzęt do testów dostarczyła firma Manba. Pada można nabyć za pośrednictwem Amazon.





